Bangladesz i Indie zamiast Ukraińców? Eksperci ostrzegają przed taką zamianą w Polsat News

Wyjazd Ukraińców z Polski nie opłaca się nikomu — ani im, ani polskiej gospodarce, która już dziś zmaga się z niedoborem pracowników — ocenili Piotr Rogowiecki z Pracodawców RP oraz Artur Gregorczyk, prezes Legalito i EWL Group, w rozmowie z Piotrem Jankowskim w programie „Punkt Widzenia Jankowskiego” na antenie Polsat News.

Kontrowersyjny postulat i tło rozmowy

Jankowski otworzył program przypomnieniem, że postulat wydalenia z Polski niepracujących Ukraińców w wieku poborowym forsuje dziś Prawo i Sprawiedliwość, a konkretnie poseł Przemysław Czarnek — i że, jak wynika z sondaży, stanowisko to podziela większość Polaków. To właśnie na tym tle prowadzący zaprosił do studia dwóch ekspertów rynku pracy, by skonfrontować te postulaty z rzeczywistymi danymi dotyczącymi zatrudnienia Ukraińców w Polsce.

Skala zatrudnienia Ukraińców w Polsce

Odpowiadając na pytanie o liczbę pracujących w Polsce obywateli Ukrainy, Gregorczyk przywołał dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazujące na 769 tysięcy pracujących obywateli Ukrainy, podczas gdy według ZUS liczba ubezpieczonych sięga 901 tysięcy — co określił jako rekordowy poziom. Ochroną czasową objętych jest natomiast około 961 tysięcy obywateli Ukrainy. Wyjaśnił, że rozbieżność między danymi GUS i ZUS wynika częściowo z tego, że część osób pozostaje nieubezpieczona — na przykład ze względu na pracę do 26. roku życia — a ochrona czasowa obejmuje zarówno osoby pracujące, jak i niepracujące (dzieci, część kobiet, osoby starsze), które wjechały do Polski po 2022 roku.

Rogowiecki podkreślił, że wskaźnik zatrudnienia osób z Ukrainy jest bardzo wysoki, znacznie wyższy niż w innych krajach europejskich, co jego zdaniem obala tezę, jakoby Ukraińcy przyjeżdżali do Polski „po socjal”. Przyznał, że część z nich rzeczywiście korzysta ze świadczeń socjalnych, jednak na każdą złotówkę pobraną z budżetu w tym zakresie przypada 5,4 złotych wpłaconych w podatkach — jego zdaniem Ukraińcy w Polsce po prostu się opłacają.

Gregorczyk przywołał badania firmy Deloitte przeprowadzone na zlecenie UNHCR, według których w samym 2024 roku obywatele Ukrainy wygenerowali dla polskiej gospodarki dodatkowo około 98 miliardów złotych — poprzez pracę, podatki, konsumpcję oraz prowadzenie działalności gospodarczej. Dla porównania wskazał, że koszt budowy elektrowni jądrowej w Polsce szacowany jest na około 120 miliardów złotych, na co Jankowski żartobliwie zauważył, że ostateczna kwota może się okazać wyższa, nawet rzędu 250 miliardów, gdy inwestycja zostanie sfinalizowana.

Branże zatrudnienia i przyczyny luki na rynku pracy

Rogowiecki wskazał, że Ukraińcy najczęściej pracują w branży budowlanej oraz HoReCa (hotelarstwo, gastronomia, catering) — czyli tam, gdzie brakuje rąk do pracy lub gdzie Polacy nie są już skłonni pracować ze względu na relatywnie niskie wynagrodzenie w stosunku do włożonego wysiłku. Ocenił to jako naturalny proces związany z rosnącą zamożnością polskiego społeczeństwa, analogiczny do tego, jaki wcześniej przeszły kraje Europy Zachodniej, podkreślając, że nie ma w tym nic złego ani ujmy dla Polaków.

Zdaniem Rogowieckiego nie można mówić o tym, że Ukraińcy „zabierają pracę” Polakom, ponieważ co roku z rynku pracy ubywa około 200 tysięcy osób, których fizycznie nie ma kim zastąpić — nie da się zabrać pracy komuś, kto nie istnieje. Gdy Jankowski dopytywał, czy nie ma jednak Polaków gotowych pracować jako kelnerzy czy kasjerzy, Rogowiecki przyznał, że pewna grupa na pewno jest, ale w miarę upływu czasu takich osób będzie na rynku coraz mniej ze względu na dramatyczną sytuację demograficzną Polski — kurczenie się populacji, wobec którego, jak ocenił, nie ma obecnie żadnego skutecznego pomysłu ani działań zaradczych.

Skutki hipotetycznego wyjazdu Ukraińców

Gregorczyk, rozważając scenariusz masowego wyjazdu Ukraińców, wskazał, że doprowadziłoby to do wzrostu presji płacowej na pracodawców z powodu jeszcze większego niedoboru pracowników, konieczności zlecania nadgodzin oraz sprowadzania pracowników z bardziej odległych krajów. Rogowiecki dodał, że presja płacowa istnieje już dziś, ponieważ wynagrodzenia rosną wyraźnie szybciej niż inflacja, a plany skrócenia tygodniowego czasu pracy — do czterech dni w tygodniu lub siedmiu godzin dziennie — dodatkowo komplikują sytuację, czyniąc według niego wyjazd Ukraińców z Polski praktycznie niemożliwym do zaakceptowania z punktu widzenia gospodarki.

Gregorczyk przypomniał, jakim „szczęściem w nieszczęściu” był dla polskiej gospodarki napływ obywateli Ukrainy w 2022 roku, wskazując, że bez tego nie wyobraża sobie dziś masowej pracy Polaków w przetwórstwie mięsnym czy rybnym — branżach, na których wciąż opiera się polska produkcja. Rogowiecki zastrzegł przy tym, że nie jest to przytyk wobec Polaków — po prostu, jak ocenił, ich liczba jest niewystarczająca, a poziom rozwoju i zamożności społeczeństwa sprawia, że wielu tego typu prac po prostu nie chce podejmować, do czego mają pełne prawo.

Możliwa kolejna fala migracji z Ukrainy

Jankowski zapytał, co by się stało z polskim rynkiem pracy, gdyby doszło do kolejnej fali migracji z Ukrainy porównywalnej z rokiem 2022 — w kontekście problemów Ukrainy z dostawami pocisków do systemów Patriot, rosnącej nieskuteczności obrony przeciwlotniczej wobec rosyjskich rakiet oraz obaw przed nasileniem ataków na infrastrukturę energetyczną i ciepłowniczą wraz z nadchodzącą zimą, co mogłoby sprawić, że część Ukraińców nie będzie w stanie przetrwać zimy na miejscu.

Gregorczyk ocenił, że w Polsce wciąż brakuje pracowników, a luka na rynku pracy systematycznie rośnie, co potwierdzają zgłoszenia przedsiębiorców — obok taniej energii i prostszego prawa, brak pracowników jest jednym z kluczowych problemów zgłaszanych przez biznes. Jego zdaniem polski rynek pracy przyjąłby kolejne setki tysięcy obywateli Ukrainy gotowych do pracy. Rogowiecki potwierdził tę ocenę, zastrzegając, że zakłada to brak dramatycznego spowolnienia gospodarczego — w takim wypadku kilkaset tysięcy kolejnych obywateli Ukrainy zostałoby wchłoniętych przez legalny system zatrudnienia, ponieważ, jak zaznaczył, nie ma sygnałów wskazujących na masowy problem szarej strefy w tym zakresie.

Praca „na czarno” i kontrola państwowa

Jankowski szczegółowo dopytywał o kwestię nielegalnego zatrudnienia, w tym zwłaszcza wśród kobiet pracujących jako pomoce domowe, które — jak zauważył — często nie wystawiają rachunków, a mimo to minister do spraw migracji Maciej Duszczyk twierdzi, że w Polsce praktycznie nie ma niepracujących Ukraińców, a mężczyzn w wieku poborowym pozostających bez zatrudnienia jest znikomy odsetek. Rogowiecki, pytany o kontrolę pracy „na czarno” na budowach, ocenił dosadnie, że tego typu praktyki „należy wypalać żelazem” ze względu na kwestie bezpieczeństwa pracowników, jednak zaznaczył, że w przypadku dużych budów istnieją powołane do tego instytucje państwowe.

Gregorczyk, nie zgadzając się z sugestią braku kontroli, wskazał, że po wejściu w życie nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy zwiększono zarówno nakłady, jak i kompetencje tej instytucji, a Straż Graniczna praktycznie codziennie prowadzi kontrole w zakładach pracy — liczba deportacji związanych z nielegalnym zatrudnieniem, dotycząca nie tylko obywateli Ukrainy, ale też innych narodowości, rośnie rok do roku, co ocenił jako dowód sprawnego działania służb.

Rogowiecki zaznaczył jednocześnie, że w obszarze pomocy domowych i nianiek nie należy demonizować skali zjawiska — znaczna część tych usług realizowana jest legalnie za pośrednictwem agencji zatrudnienia, gdzie wszystkie należności są odprowadzane, a pozostały, nieformalny obszar nie obejmuje jego zdaniem milionów osób w skali całej gospodarki. Gregorczyk dodał, że problem szarej strefy dotyczy w równym stopniu obywateli Ukrainy, jak i Polaków, i należy patrzeć na niego jako na zjawisko o charakterze ogólnym, a nie narodowościowym.

Profil ukraińskiego pracownika

Gregorczyk ocenił, że dzisiejszy pracownik z Ukrainy niczym nie różni się od pracownika polskiego — zwłaszcza że wielu z nich przyjechało do Polski jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny i stanowi już strukturalną część polskiego rynku pracy, zatrudnioną w produkcji, przetwórstwie, transporcie i budownictwie. Podkreślił, że obecnie pracuje 75 procent obywateli Ukrainy zdolnych do podjęcia zatrudnienia, co określił jako ewenement w porównaniu z globalnymi statystykami dotyczącymi zatrudnienia migrantów i uchodźców — sukces, którym, jego zdaniem, Polska powinna się chwalić, zamiast doszukiwać się w tym problemów.

Rogowiecki przywołał badania Uniwersytetu Warszawskiego, według których 40 procent zatrudnionych Ukraińców pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Zapytany, czy pracownicy ci wyrażają z tego powodu niezadowolenie, odpowiedział, że nie ma takich sygnałów — mimo wysokiego wskaźnika zatrudnienia i pracy poniżej kwalifikacji, ewentualna frustracja nie jest na razie uzewnętrzniana.

Stabilność prawa pobytowego jako kluczowy czynnik

Gregorczyk, przedstawiając się jako radca prawny z wykształcenia, wskazał stabilność prawa jako kwestię kluczową dla decyzji Ukraińców o pozostaniu w Polsce. Zaznaczył, że choć obecnie obywatele Ukrainy mają prawo pobytu zagwarantowane do marca 2027 roku, każde kolejne przedłużenie tego prawa — czy to ustawą krajową, czy dyrektywą unijną — wiąże się z niepewnością, czy Sejm, Senat i prezydent ostatecznie je zatwierdzą, co rodzi poczucie tymczasowości wśród samych zainteresowanych. Na pytanie Jankowskiego, czy prawo to powinno być bezterminowe, Gregorczyk odpowiedział twierdząco.

Rogowiecki podkreślił, że dla ludzi planujących życie — zakup czy wynajem mieszkania, edukację dzieci w polskich szkołach i przedszkolach — kluczowa jest pewność co do własnej sytuacji prawnej w perspektywie roku, dwóch czy pół roku. Wyraził przy tym osobistą nadzieję związaną z młodym pokoleniem — zauważył, obserwując własne dzieci bawiące się na osiedlu, że dla nich narodowość rówieśnika, czy to ukraińska, białoruska, rosyjska czy z Bliskiego Wschodu, nie ma najmniejszego znaczenia.

Atmosfera społeczna i sposoby na zatrzymanie Ukraińców

Pytany, czy obecna atmosfera społeczna w Polsce wpłynie na sytuację na rynku pracy, Rogowiecki zaapelował, by każdy w swoim otoczeniu starał się tę atmosferę rozładowywać, zaznaczając, że perspektywa warszawska — z której obaj rozmówcy patrzą na sytuację — nie jest reprezentatywna dla całej Polski. Podkreślił, że dane skutecznie „niszczą emocje” w dyskusjach, w których ktoś zarzuca Ukraińcom zabieranie pracy, i że stopniowe uświadamianie społeczeństwa na podstawie faktów może pomóc złagodzić napięcia.

Gregorczyk zwrócił uwagę na zjawisko „bańki internetowej” — mediach społecznościowych, jak Facebook czy Instagram, widoczna jest duża ilość hejtu i nienawiści, podczas gdy w rzeczywistości Polacy i Ukraińcy pracują razem w tych samych fabrykach, mieszkają obok siebie, a ich dzieci bawią się wspólnie. Podkreślił, że jako eksperci przekazują dane, na podstawie których powinna być kształtowana polityka migracyjna, ponieważ rachunek ekonomiczny — jego zdaniem — jednoznacznie się „spina” na korzyść obecności Ukraińców na polskim rynku pracy.

Argumenty przeciwko postulatom wyjazdu

Rogowiecki, pytany wprost o dane mogące przekonać zwolenników tezy, że Ukraińcy powinni opuścić Polskę, stwierdził, że dysponuje danymi przemawiającymi za przeciwnym wnioskiem — nie ma racjonalnych, poza czysto emocjonalnymi, przesłanek do nawoływania o wyjazd Ukraińców z Polski, ponieważ nie opłaca się to ani im, ani Polakom.

Gregorczyk dodał, że Ukraińcy, jako sąsiedzi zza granicy z podobnego kręgu kulturowego, łatwo się integrują komunikacyjnie, są dostępni na miejscu i chętni do pracy, a polska gospodarka odnotowuje kolejne dobre kwartały wzrostu, co będzie zwiększać zapotrzebowanie na pracowników — bez perspektywy szybkiej robotyzacji, nie ma dziś logicznego argumentu przemawiającego za ich wyjazdem.

Zapytany o motywacje polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji formułujących postulaty wydalenia niepracujących Ukraińców w wieku poborowym, Rogowiecki zastrzegł, że nie zajmuje się polityką i nie chce się w tej kwestii wypowiadać wprost, jednak przy okazji odniósł się do argumentu o robotyzacji jako rozwiązaniu problemu braku pracowników, określając go jako kolejny mit — jego zdaniem proces automatyzacji będzie przebiegał stopniowo przez lata, a w branżach takich jak budownictwo czy produkcja, gdzie zatrudnieni są głównie Ukraińcy, sztuczna inteligencja i tak nie zastąpi pracy fizycznej.

Bariera językowa i różnice między branżami

Jankowski zapytał o barierę językową w branżach z bezpośrednim kontaktem z klientem, przywołując przykład zawodów medycznych, gdzie Ukraińcy zobowiązani są zdawać egzaminy z języka polskiego pod groźbą utraty prawa wykonywania zawodu — co dotknęło wielu z nich w związku z niedawnymi zmianami legislacyjnymi w tym zakresie. Rogowiecki, odpowiadając na pytanie o branżę HoReCa, ocenił, że stawki w tym sektorze są bardzo niskie nawet w Warszawie i nie wyobraża sobie, by Polacy masowo podejmowali tam pracę na pełny etat za około pięć tysięcy złotych. Zaznaczył, że przy pracach takich jak sprzątanie pokoi hotelowych znajomość języka nie jest konieczna, a nawet przy pracy na recepcji Ukraińcy radzą sobie dzięki znajomości języka rosyjskiego przez gości czy własnej znajomości angielskiego.

Gregorczyk potwierdził, że obsługiwani przez niego przedsiębiorcy nie zgłaszają problemów językowych, zaznaczając, że mówimy tu głównie o osobach, które przebywają w Polsce od dawna — część z nich, licząc ogólną liczbę blisko dwóch milionów Ukraińców w Polsce, mieszkała tu już milion osób jeszcze przed pełnoskalową wojną. Rogowiecki podkreślił, że emigracja ukraińska do Polski nie zaczęła się dopiero w 2022 roku, jak sugeruje powszechny skrót myślowy — wielu z tych ludzi mieszka w Polsce od dekady i biegle posługuje się językiem polskim.

Na pytanie, czy w przypadku osób nieznających języka powinny zostać wprowadzone przymusowe regulacje prawne, Rogowiecki odpowiedział pytaniem retorycznym, czy rzeczywiście chcemy ustawowo zmuszać kogoś do znajomości języka przy pracy w sklepie. Gregorczyk, zapytany, czy nie obawia się, że politycy mogą jednak pójść w tym kierunku, zauważył sarkastycznie, że tego typu rozwiązania „już kiedyś w historii były” i „źle się skończyły”, opowiadając się zamiast tego za polityką zachęcającą do dalszej asymilacji, która — jego zdaniem — przekłada się na wyższą wydajność pracy, co się po prostu opłaca.

Polska jako cel migracji czy tranzyt

Jankowski zapytał, czy Polska w dalszym ciągu jest traktowana przez Ukraińców jako miejsce tranzytowe w drodze do zamożniejszych krajów Unii Europejskiej, przypominając wcześniejsze obawy z początku pełnoskalowej wojny. Rogowiecki odpowiedział, że nie ma dziś danych potwierdzających duży odpływ Ukraińców z Polski — zjawisko takie było obserwowane kilka lat temu, szczególnie w kierunku Niemiec, które obecnie są krajem z największą liczbą osób objętych ochroną czasową, jednak obecnie liczba pracujących w Polsce Ukraińców z roku na rok rośnie (z pewnymi wahaniami), co przeczy tezie o Polsce jako wyłącznie „hubie” tranzytowym.

Perspektywy kariery i przyszłość rynku pracy

Odnosząc się do wcześniej przywołanych danych o pracy poniżej kwalifikacji, Gregorczyk przewidział, że sytuacja ta będzie się stopniowo zmieniać, porównując ją do doświadczeń Polaków wyjeżdżających na tak zwane saksy po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej — gdy absolwenci studiów podejmowali pracę fizyczną, zbierając truskawki czy szparagi, byle tylko zarobić i przesłać pieniądze do kraju, a z czasem, w miarę poznawania języka i lokalnej kultury, obejmowali coraz lepsze stanowiska. Ocenił, że analogiczny proces będzie zachodził wśród Ukraińców w Polsce, a wskaźnik pracy poniżej kwalifikacji będzie z czasem maleć.

Na pytanie, kto zastąpi Ukraińców na stanowiskach podstawowych, gdy ci awansują, Rogowiecki wskazał na cały wachlarz krajów, z których migranci już dziś przyjeżdżają do Polski — Bangladesz, Indie, kraje Ameryki Południowej — zaznaczając jednocześnie, że obecna polityka migracyjna raczej ogranicza napływ obywateli państw spoza bezpośredniego sąsiedztwa Polski. Ocenił, że w praktyce Polska stoi dziś przed wyborem: albo utrzymanie i pozyskiwanie pracowników z Ukrainy, albo otwarcie się na migrantów z odległych kręgów kulturowych, albo pogłębianie luk na rynku pracy, co realnie hamowałoby wzrost gospodarczy.

Jankowski zapytał, czy malejąca — jak chwali się rząd — liczba zezwoleń na pracę dla obywateli spoza Unii Europejskiej jest dla rynku pracy zjawiskiem pozytywnym. Rogowiecki ocenił, że samo ograniczenie liczby zezwoleń nie stanowi automatycznie sukcesu — spowolnienie gospodarcze oznacza mniejsze wpływy podatkowe i potencjalne napięcia społeczne, przekładające się na obniżenie poczucia bezpieczeństwa, apelując jednocześnie o dbałość o obecność Ukraińców na rynku pracy.

Gregorczyk przywołał zbliżające się w czasie wielkie inwestycje infrastrukturalne — budowę elektrowni atomowej oraz Centralnego Portu Komunikacyjnego — oceniając, że staną się one „czarną dziurą” dla polskiego rynku pracy, wchłaniając pracowników z firm wykonawczych i podwykonawczych w promieniu 60–100 kilometrów, co dodatkowo pogłębi niedobór rąk do pracy w innych sektorach.

Polska jako kraj sukcesu migracyjnego i gospodarczego

Rogowiecki podkreślił, że obecna dyskusja o migracji nie doceniania w pełni sukcesu, jaki odniosła Polska, przechodząc w relatywnie krótkim czasie z kraju emigracyjnego w kraj imigracyjny — zauważył, że nawet obywatele Europy Zachodniej zastanawiają się dziś nad osiedleniem się w Polsce na stałe. Porównał to do czasów, gdy bezrobocie w Polsce sięgało 20 procent, a darmowy staż studencki uchodził za sukces zawodowy, oceniając obecną atrakcyjność Polski dla cudzoziemców jako świadectwo jakości życia w kraju, nie tylko wskaźnik gospodarczy.

Gregorczyk potwierdził rosnące zainteresowanie Polską ze strony Brytyjczyków, przywołując anegdotę o znajomym menedżerze jednego z warszawskich hoteli, którego zagraniczni goście są zaskoczeni czystością, bezpieczeństwem i brakiem uzbrojonej policji na ulicach — doświadczenia te, jak ocenił, skłaniają część osób pracujących zdalnie do rozważenia przeprowadzki do Polski, gdzie przy porównywalnych zarobkach koszty życia są niższe, a poziom bezpieczeństwa wyższy. Rogowiecki dodał, że polska gospodarka staje się na Zachodzie coraz wyraźniejszym symbolem sukcesu, wyrażając z tego osobistą dumę, a Gregorczyk uzupełnił, że podobne zainteresowanie obserwuje się również wśród Słowaków i Czechów, zastanawiających się, dlaczego w Polsce sytuacja rozwija się lepiej — wskazując na skuteczniejsze wykorzystanie funduszy europejskich i brak większych afer defraudacyjnych związanych z tymi środkami. Jankowski, nawiązując żartobliwie do kontrowersji wokół zakupu jachtów przez byłych urzędników, zapytał, czy to nie wyjątek od tej reguły — Rogowiecki przyznał, że tego typu przypadki nie powinny mieć miejsca, ale w skali całkowitych środków unijnych napływających do Polski przez lata stanowią kwoty marginalne.

Zmieniające się nastroje i relacje w miejscach pracy

Jankowski zapytał, czy w związku z obecną atmosferą polityczną obserwuje się wycofywanie ukraińskich pracowników z bezpośrednich kontaktów z polskimi współpracownikami. Gregorczyk przyznał, że przed spotkaniem konsultował się z osobą zajmującą się w jego firmie monitoringiem mediów społecznościowych, która potwierdziła istnienie wśród Ukraińców w Polsce dyskusji i sygnałów sugerujących zastanawianie się nad dalszymi krokami w związku z narastającym napięciem politycznym. Zastrzegł, że nie dysponuje jeszcze twardymi danymi z badań na ten temat, ponieważ sytuacja zmieniła się dynamicznie w ciągu ostatnich kilku miesięcy — jeszcze dwa czy trzy lata temu Polska chwaliła się modelowym przyjęciem uchodźców, a pierwsze dostępne dziś badania wskazują już na pogarszające się nastroje.

Rogowiecki, odnosząc się do źródeł tych napięć, wskazał na istnienie grupy osób, które swoje zawodowe niepowodzenia przypisują różnym zewnętrznym, wymyślonym czynnikom — dziś rolę takiego „wygodnego wytłumaczenia” pełni obecność Ukraińców na rynku pracy, którym część frustratów zawodowych przypisuje własny brak awansu czy niższe zarobki. Ocenił, że taka grupa będzie istnieć zawsze, niezależnie od faktycznych przyczyn.

Jankowski dopytywał, czy tego typu frustracje przekładają się na realne zachowania wobec współpracowników, a nie tylko na wypowiedzi w internecie czy przy piwie ze znajomymi. Rogowiecki podkreślił, że to zadanie kadry menedżerskiej poszczególnych zakładów pracy, by przeciwdziałać gettoizacji Ukraińców — zarówno w miejscu pracy, jak i szerzej w społeczeństwie — zaznaczając, że dotychczas nie odnotowano masowych sporów polsko-ukraińskich w zakładach pracy, choć pojedyncze konflikty wewnątrz zespołów już się zdarzały.

Na zakończenie rozmowy, pytani wprost, czy chcieliby, aby w Polsce pracowało jeszcze więcej Ukraińców, obaj rozmówcy zdecydowanie się z tym zgodzili.


Rozmowę przeprowadził Piotr Jankowski w programie „Punkt Widzenia Jankowskiego”. Gośćmi byli Artur Gregorczyk, prezes Legalito i EWL Group, oraz Piotr Rogowiecki z Pracodawców RP. Materiał dostępny na kanale „polsatnews.pl” na YouTube, liczącym 529 tys. subskrybentów, pod tytułem „Wyrzucić Ukraińców z Polski? Ekspert: To się po prostu nikomu nie opłaca”. Opublikowany 14 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *