W programie „Kulisy Siły” na kanale Defence24 Michał Stela rozmawiał z Krzysztofem Bosakiem, wicemarszałkiem Sejmu, liderem Konfederacji i prezesem Ruchu Narodowego, o ujawnieniu przekazania Ukrainie rakiet do systemu Patriot, wniosku Bosaka o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w tej sprawie, deklarowanej przez rząd polityce pomocy dla Ukrainy, kwestii migracji z Afryki przez Ukrainę i Polskę do Niemiec, a także stanie polskich rezerw wojskowych i sił zbrojnych.
Wniosek o nadzwyczajne posiedzenie Sejmu
Prowadzący zapytał, czy Bosak, po wtorkowych wyjaśnieniach ministra obrony narodowej, wycofa swoje pismo z żądaniem zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w sprawie przekazania Ukrainie pocisków PAK-3 MSE do systemu Patriot. Bosak zdecydowanie odmówił, oceniając swój wniosek jako bardziej uzasadniony niż wcześniej – jego zdaniem konferencja prasowa szefa MON, zorganizowana tego samego dnia, którego wniosek dotyczył, nie rozwiała żadnych wątpliwości, a wręcz pokazała, że minister jest nieprzygotowany do spójnej, wyczerpującej komunikacji z opinią publiczną. Ocenił, że Polska żyje w „nieprawdopodobnym szumie informacyjnym”, w którym – podobnie jak za rządów PiS – parlamentarzyści dowiadują się kluczowych faktów z zagranicy, a nie od własnych władz, mimo że konstytucyjnie to Sejm sprawuje funkcję kontrolną nad siłami zbrojnymi. Podkreślił, że parlament zatwierdza wydatki na uzbrojenie, ale nie ma żadnych instrumentów kontroli nad tym, co dzieje się z tym sprzętem później, gdy trafia za granicę bez informowania Sejmu.
Bosak zastrzegł, że nie postuluje ujawniania informacji rzeczywiście wrażliwych – takich jak dokładny aktualny stan zapasów rakiet do Patriotów – ale ocenił, że w polskim systemie nadmiernie często nadaje się klauzule tajności informacjom, które nie powinny ich mieć, co jego zdaniem stanowi złamanie ustawy o ochronie informacji niejawnych i powinno się wiązać z odpowiedzialnością osób nadających takie klauzule. Jako przykład wskazał wartość uzbrojenia przekazanego kilka lat temu i już zużytego na froncie – ta informacja ma dziś, jego zdaniem, znaczenie wyłącznie wizerunkowe i dyplomatyczne, a jej ujawnienie jest niezbędne dla realnej kontroli parlamentarnej nad tym, co trzeba odtworzyć w ramach programów zakupu uzbrojenia. Argumentował też, że informacje o stanie wyposażenia jednostek nie stanowią realnego zagrożenia wywiadowczego, ponieważ obce wywiady i tak monitorują polskie garnizony za pomocą zdjęć satelitarnych – jeśli z danego garażu przez dwa lata nic nie wyjeżdża, wnioski nasuwają się same.
Krytyka konferencji ministra obrony i porównanie do książki Parafianowicza
Bosak ocenił, że wtorkowa konferencja szefa MON nie tylko nie przyniosła precyzyjnych informacji, ale wręcz zwiększyła chaos informacyjny. Wskazał, że dziennikarz Marcin Wyrwał, autor książki „Między Bugiem a Prawdą” (Bosak odniósł się też do wcześniejszej książki dziennikarza Zbigniewa Parafianowicza), już dwa lata wcześniej opublikował bardziej szczegółowe zestawienie przekazanego Ukrainie uzbrojenia niż to, które minister przedstawił na oficjalnej konferencji – co, jego zdaniem, jest zdumiewające, biorąc pod uwagę, że dziennikarz bazował wyłącznie na źródłach otwartych. Przywołał też ustalenia z książki Parafianowicza, według których w momencie przekazywania polskich czołgów Ukrainie strona niemiecka miała obiecać zastąpienie ich wycofywanymi niemieckimi czołgami, po czym Niemcy wycofali się z tej deklaracji i zdecydowali te czołgi sprzedać, a nie oddać – informację tę Bosak poznał, jego słowami, „z książki parę lat później”, a nie z Komisji Obrony Narodowej.
Zero rakiet do Patriotów dla Ukrainy
Zapytany wprost, ile pocisków do systemu Patriot (Polska ma zamówionych 208 w ramach pierwszej fazy programu Wisła) sam zdecydowałby się przekazać Ukrainie, gdyby był u władzy, Bosak odpowiedział jednoznacznie: zero. Uzasadnił to tym, że są to jedyne rakiety zdolne zestrzeliwać rosyjskie Iskandery, a Rosja dysponuje zdolnością produkcyjną tych pocisków balistycznych, manewrujących oraz dronów uderzeniowych. Ocenił, że nawet 200 sztuk, zakładając pełną realizację dostaw (które i tak, jego zdaniem, opóźni wojna w Iranie), to zbyt mało wobec skali rosyjskiego zagrożenia – gdyby Polska dysponowała tysiącami takich rakiet, kilka mniej nie robiłoby różnicy, ale przy 200 sztukach nawet niewielka liczba oznacza istotny procent całego zasobu.
Nieufność wobec zapewnień rządu
Odnosząc się do zapewnienia wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, że Polska nie odstąpiła Ukrainie swojej kolejki w produkcji rakiet w ramach drugiej fazy programu Wisła, Bosak przyznał, że wieloletnia praktyka polityczna nauczyła go głębokiej nieufności wobec ustnych deklaracji polityków, które łatwiej „ściemniać” niż pisemne zobowiązania, na których podpisanie politycy się z reguły nie decydują. Potwierdził, że do niego również docierały informacje o naciskach na Polskę w tej sprawie w poprzednich miesiącach, i wyraził nadzieję, że słowa ministra są prawdziwe, zastrzegając jednak, że pozostaje sceptyczny.
Zapytany, czy nie jest możliwe, że o przekazanie sprzętu poprosili sami Amerykanie za pośrednictwem sekretarza generalnego NATO, Bosak odpowiedział, że nawet jeśli tak było, to fakt, iż Amerykanie czegoś chcą, nie oznacza automatycznie, że leży to w polskiej racji stanu – porównując bezkrytyczne podporządkowanie się takim życzeniom do przyjmowania poleceń „jak kolejny stan Stanów Zjednoczonych”.
Cel ujawnienia informacji przez Ukraińców i sytuacja zbrojeniowa koalicji zachodniej
Bosak zauważył, że pierwotne podziękowanie za przekazane pociski, które wywołało całą sprawę, było skierowane głównie do Niemiec i grupy państw europejskich, a nie do samej Polski – ocenił, że w przeciwieństwie do Polski, Niemcy mogły oczekiwać publicznego uznania. Skrytykował dotychczasową polską politykę wobec Ukrainy jako nadmiernie altruistyczną, przywołując krytykę takiego podejścia do polityki międzynarodowej sformułowaną przez Romana Dmowskiego sto lat wcześniej – ocenił, że większość współczesnych polskich polityków nie czytała Dmowskiego i błędnie uznała altruizm za dobry model prowadzenia polityki w warunkach wojennych. Zaapelował o większą transparentność w komunikowaniu wartości całości pomocy dla Ukrainy, obejmującej nie tylko sprzęt wojskowy, ale i pomoc paliwową oraz inne formy wsparcia.
Bosak przyznał, że nie jest pewien, dlaczego Ukraińcy ujawnili informację o otrzymanych rakietach – spekulował, że mogło to mieć na celu wywarcie presji na dalszą pomoc, zwłaszcza w kontekście niedawnego ostrzału Kijowa pokazującego braki w ukraińskiej obronie przeciwlotniczej. Wyraził poważne zaniepokojenie doniesieniami, według których Rosja nie tylko nie wyczerpuje swoich zapasów rakiet balistycznych i manewrujących, ale wręcz je zwiększa mimo trwającego ostrzału Ukrainy – ocenił, że oznacza to poważny problem całego zachodniego sojuszu, ponieważ wspieranie Ukrainy uszczupla zasoby Zachodu przy powolnym tempie odbudowy zdolności produkcyjnych, zarówno w Europie, jak i w USA. Ocenił, że celem Rosji jest doprowadzenie do wyzerowania zapasów uzbrojenia zarówno na Ukrainie, jak i – co być może ważniejsze z rosyjskiej perspektywy – w państwach zachodnich, a wojna w Iranie i Zatoce Perskiej dodatkowo pogorszyła sytuację koalicji zachodniej, jednocześnie poprawiając sytuację finansową Rosji. Na uwagę prowadzącego o powiedzeniu, że „Rosja nigdy nie jest tak silna, jak się wydaje, i tak słaba, jak się wydaje”, Bosak z ironią przywołał podobne, błędne prognozy ekspertów z lat 2022-2023 o rychłym wyczerpaniu się rosyjskiego uzbrojenia.
Pomoc dla Ukrainy jako „karty do gry”
Zapytany, jakie byłoby stanowisko Konfederacji wobec dalszej pomocy wojskowej dla Ukrainy, gdyby ugrupowanie weszło do rządu za półtora roku, Bosak podkreślił, że pomoc na forum międzynarodowym jest wyłącznie instrumentem polityki, a nie dogmatem, i powinna być warunkowana realizacją polskich celów strategicznych: ograniczaniem wpływów Rosji, powstrzymywaniem jej ekspansji, realizacją polskich celów politycznych wobec Ukrainy oraz utrzymaniem wiarygodności i wpływów Polski w NATO. Ocenił, że dotychczasowe tempo i sposób warunkowania wsparcia były źle skalibrowane względem długookresowej strategii, co – jego zdaniem – tłumaczy, dlaczego Ukraińcy traktują dziś Polskę w sposób, który określił jako „arogancki”: czują, że Polska oddała już wszystko, co miała, więc można ją lekceważyć. Podsumował dobitnie, że pomoc wojskowa dla Ukrainy to „karty do gry”, a „jak się wszystkie karty odda, to nie ma premii za altruizm – po prostu się traci pozycję”.
Migracja z Afryki przez Ukrainę do Europy
W drugiej części rozmowy poruszono temat rozbudowy ukraińskiej sieci placówek dyplomatycznych w Afryce (z 10 przed wojną do 18 obecnie, z planami dojścia do 30) oraz wypowiedzi współpracowników prezydenta Zełenskiego o potrzebie sprowadzenia zagranicznych pracowników do powojennej odbudowy Ukrainy, w kontekście wyjazdu około 6 milionów Ukraińców za granicę. Bosak stwierdził, że Polska nie ma żadnego wpływu na politykę Kijowa w tej sprawie – zarówno obecny minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, jak i jego poprzedniczka Dmytro Kułeba (w transkrypcie omyłkowo jako „Kuleba” bez rozróżnienia płci) oraz sam Zełenski jasno dają do zrozumienia, że nie są zainteresowani uzgadnianiem czegokolwiek z Polską, która nie ma żadnego „lewara” na rząd w Kijowie.
Ocenił, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem afrykańskiej ekspansji dyplomatycznej Ukrainy jest rekrutacja ochotników na front – co samo w sobie nie musi być złym pomysłem, o ile rekrutowani nie są wprowadzani w błąd co do charakteru oferowanej pracy – a także rywalizacja z Rosją o wpływy w Afryce, gdzie Moskwa jest tradycyjnie aktywna, a ukraińscy dyplomaci, wywodzący się z tej samej szkoły co rosyjscy, mogą chcieć konkurować o poparcie państw afrykańskich. Przyznał, że nie zdziwiłaby go wizja masowego sprowadzenia na Ukrainę setek tysięcy młodych pracowników z Afryki, przywołując wcześniejsze, jak to określił, „technokratyczno-utopijne” wizje budowy Ukrainy jako odrębnego modelu cywilizacyjnego, formułowane m.in. przez byłego doradcę prezydenckiego Ołeksija Arestowycza.
Postulat zniesienia ruchu bezwizowego z Ukrainą
W tym kontekście Bosak zapowiedział, że jego zdaniem Polska będzie musiała wycofać się z systemu bezwizowego ruchu z Ukrainą, mimo świadomości kontrowersyjności takiego stanowiska. Uzasadnił to trzema czynnikami: Ukraina nie kontroluje w pełni własnego terytorium; na Ukrainie dochodzi do fałszowania dokumentów przy wysokim poziomie korupcji, co obniża wiarygodność dokumentów, z którymi ludzie wjeżdżają do Polski; oraz do Polski wjeżdżają z ukraińskimi paszportami członkowie zorganizowanej przestępczości z Kaukazu, a zdaniem Bosaka prawdopodobnie korzystają z tego kanału również rosyjskie służby wywiadowcze, biorąc pod uwagę niewielką barierę językową między Ukrainą a Rosją. Wskazał też na problem ukraińskich obywateli popełniających przestępstwa w Polsce i wracających później z innym paszportem.
Ocenił, że w razie otwarcia Ukrainy na migrację z Afryki, część takich migrantów nieuchronnie będzie próbowała przedostać się dalej, do Niemiec, przez terytorium Polski – analogicznie do obecnego szlaku nielegalnej migracji przez Litwę, gdzie straż graniczna codziennie zatrzymuje nielegalnych imigrantów pieszych i zmotoryzowanych. Zakwestionował też oficjalne twierdzenia rządu o pełnym uszczelnieniu granicy z Białorusią, wskazując, że fizyczna zapora nie obejmuje całej granicy (w niektórych miejscach niski stan wody latem może ułatwiać przekraczanie granicy), a braki kadrowe w Straży Granicznej, znane sprzed lat, wciąż się utrzymują, przez co na granicy nadal potrzebne jest wsparcie wojska.
Relacje z Niemcami w sprawie migracji
Zapytany, co Polska powinna zrobić w tej sytuacji, Bosak przerzucił część odpowiedzialności na rząd Niemiec, przywołując swoje niedawne spotkanie z wiceszefową Bundestagu z CDU, która – jego zdaniem – ma świadomość niemieckiego problemu migracyjnego, ale realne efekty ograniczania nielegalnej migracji do Niemiec pozostają niezauważalne dla niemieckiego społeczeństwa. Postawił fundamentalne pytanie, dlaczego to Polska ponosi główny koszt ochrony Niemiec przed migracją, skoro większość migrantów de facto zmierza właśnie do Niemiec, a nie chce zostać w Polsce. Przywołał przykład węgierskiego premiera Viktora Orbána, który w reakcji na krytykę ze strony Austrii miał podstawić migrantom autobusy i pociągi, przewożąc ich na granicę austriacką i przerzucając problem dalej. Zaproponował podobnie twardy dialog z Niemcami – ewentualnie przepuszczanie migrantów zmierzających do Niemiec, najlepiej na koszt strony niemieckiej – oceniając obecną sytuację, w której Polska pełni funkcję „uszczelniacza” dla Niemiec, za nie do utrzymania w dłuższej perspektywie. Wskazał na ogromne, jego zdaniem niedostatecznie komunikowane społeczeństwu koszty ochrony granicy: utrzymanie funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy, systemy elektroniczne i fizyczne bariery, rozbudowę ośrodków dla zatrzymanych, koszty postępowań sądowych i prokuratorskich, systemy radarowe, satelitarne i termowizyjne, opiekę zdrowotną oraz spadek dochodów z turystyki w pasie przygranicznym. Dla porównania opisał wizytę na granicy polsko-niemieckiej w szczycie sporu o jej zabezpieczenie, gdzie po stronie niemieckiej zastał, jego słowami, „piknik” – pojedyncze posterunki na bocznych drogach bez regularnych patroli.
Mur czy inwestycja w Straż Graniczną
Na pytanie, co zrobiłby, mogąc zbudować „pół muru” na dowolnej granicy Polski (odpowiadający długością obecnej zaporze na granicy z Białorusią), Bosak odpowiedział, że nie budowałby muru, lecz zwiększył obsadę i podniósł jakość pracy Straży Granicznej jako formacji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo granic. Zaproponował stworzenie na granicy z Litwą infrastruktury do kontroli całego ruchu, argumentując, że pozwoli to ograniczyć przyszłe koszty domykania szlaku nielegalnej migracji przez Litwę i Polskę do Niemiec, zanim modele biznesowe przemytników na dobre się nie ugruntują – a jego zdaniem już są ugruntowane, sądząc po obserwowanej intensywności tego zjawiska. Zaapelował o odtworzenie zlikwidowanej wcześniej infrastruktury fizycznej (posterunków, wiat z dostępem do systemów teleinformatycznych) i rozważenie podobnych działań na granicy ze Słowacją, przypominając wcześniejszy, częściowo nieudany, epizod przymykania tamtego szlaku.
Przy okazji rozważań urlopowych Bosak zwrócił uwagę na obserwację poczynioną podczas własnych podróży po Europie Środkowo-Wschodniej: część państw zlikwidowała fizyczne kontrole graniczne w ramach strefy Schengen, ale zachowała nietkniętą infrastrukturę graniczną (terminale, budynki), co jego zdaniem świadczy o tym, jak te państwa oceniają własne bezpieczeństwo w dłuższej perspektywie – czasowe przywracanie kontroli granicznych było już wielokrotnie praktykowane przez różne kraje, w tym Niemcy, i Europa zdaje się zmierzać w tym kierunku. Skrytykował też politykę hiszpańskiego rządu socjalistycznego, polegającą na hurtowym przyznawaniu prawa pobytu osobom, które wjechały do UE nielegalnie – decyzje te mogą, jego zdaniem, zostać uchylone przez trybunały europejskie jako naruszające prawo unijne.
Stan rezerw i sił zbrojnych
W ostatniej części rozmowy Bosak, opisany przez prowadzącego jako jeden z niewielu polityków regularnie odwiedzających jednostki wojskowe, odniósł się do stanu polskich rezerw obronnych. Podkreślił swoje zainteresowanie tematyką obronną od wybuchu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, mimo że nie zasiada w Komisji Obrony Narodowej (co tłumaczył zasadami parytetu w klubie). Wyraził zdumienie skalą lenistwa i braku kompetencji wśród polityków zajmujących się tą tematyką, w tym nawet wśród członków samej Komisji Obrony Narodowej – wskazał, że na wizytacje jednostek jeździ zdecydowana mniejszość parlamentarzystów, a na zamkniętych posiedzeniach komisji, gdzie referują wiceministrowie, dyrektorzy instytucji państwowych czy generałowie, część polityków nie jest w stanie wysiedzieć do końca posiedzenia. Zasugerował, by redakcja Defence24 stworzyła ranking frekwencji i zaangażowania polityków na tych posiedzeniach (w tym na posiedzeniach Komisji Służb Specjalnych) – zaznaczając, że choć treść obrad jest tajna, sama obecność czy czas wyjścia nie podlegają takiej ochronie.
Bosak ocenił, że odtworzenie systemu rezerw wymaga najpierw zdyscyplinowania polityków oraz zapewnienia ciągłości prac ponad podziałami rządowymi, a także odpowiedniego prawodawstwa, jasnego wskazania odpowiedzialności instytucjonalnej w MON oraz nowoczesnego systemu informatycznego integrującego dane o zasobach osobowych rezerw, sił zbrojnych i służb cywilnych. Wskazał, że z dwóch komisji przeprowadzonych przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego we współpracy ze Sztabem Generalnym wynika brak takiego zintegrowanego systemu. Zauważył, że obowiązkowa klasyfikacja zdolności do służby wojskowej obejmuje obecnie jedynie osiemnastoletnich mężczyzn, i opowiedział się za rozciągnięciem jej na kobiety, nie widząc powodu, by młode kobiety traktować jako „niepotrzebne” dla systemu obronnego. Zaproponował też rozszerzenie systemu przeszkolenia i służby zastępczej poza same siły zbrojne – na cały „ekosystem” służb mundurowych, w tym Straż Graniczną, Służbę Ochrony Państwa (wskazując na historyczny precedens naboru kadrowego przez dawne BOR) i policję, argumentując podobieństwem potrzeb kadrowych tych formacji.
Skrytykował dysproporcję między wydatkami na sprzęt a inwestycjami w infrastrukturę szkoleniową i etaty – ocenił, że politycy chętnie zawierają gigantyczne kontrakty zbrojeniowe, nie planując jednocześnie odpowiedniej liczby obiektów szkoleniowych ani etatów dla przyszłej obsługi tego sprzętu, i zaproponował, by w razie takiej rozbieżności redukować wielkość zamówień o 10–30 proc. na rzecz budowy zaplecza szkoleniowego. Ujawnił, powołując się na nieoficjalne informacje, że nabór przeszkolonych żołnierzy do etatowej służby w siłach zbrojnych jest obecnie wstrzymany, co ocenił jako poważny problem, biorąc pod uwagę niespójność między kampaniami zachęcającymi do służby a brakiem faktycznych etatów lub oferowaniem miejsc niezwiązanych z wybraną specjalizacją czy lokalizacją.
Ocenił ogólny poziom planowania w polskiej armii jako głęboko niewystarczający i w dużej mierze improwizowany, zastrzegając, że gdyby społeczeństwo w pełni zdawało sobie sprawę ze skali tej improwizacji ukrywanej za profesjonalnym wizerunkiem instytucji, mogłoby to wywołać panikę. Na uwagę prowadzącego, że polscy żołnierze podczas wspólnych ćwiczeń z sojusznikami często wypadają lepiej przygotowani niż zagraniczni koledzy, Bosak zastrzegł, że zależy to od tego, z jakimi państwami się porównujemy – kraje regularnie prowadzące realne działania zbrojne poza własnym terytorium (USA, w pewnym zakresie Wielka Brytania, Francja, a spoza NATO formalnie Izrael) mają realne doświadczenie bojowe, podczas gdy porównywanie się do państw bez rozwiniętych sił zbrojnych, floty, lotnictwa czy własnego wywiadu satelitarnego nie powinno budować fałszywego poczucia komfortu.
Na zakończenie, w wymianie zdań o polskich zdolnościach satelitarnych, Bosak wyraził wątpliwość co do liczby faktycznie wystrzelonych już na orbitę polskich satelitów wojskowych, zaznaczając, że wedle jego wiedzy siły zbrojne pracują nad budową własnej konstelacji, ale obecnie Polska korzysta głównie z wykupionych mocy obliczeniowo-obserwacyjnych od izraelskiej firmy oraz od francuskiego Airbusa, a nie z w pełni własnej infrastruktury satelitarnej. Zauważył przy tym, że Niemcy, mimo porażek we własnych projektach satelitarnych, planują zakup sprzętu od Polski, co po zakończeniu inwestycji może dać im większe zdolności niż te, które kiedykolwiek planowała osiągnąć Polska.
Program poprowadził Michał Stela. Gościem był Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu, lider Konfederacji i prezes Ruchu Narodowego. Materiał dostępny na kanale Defence24 na YouTube, liczącym 159 tys. subskrybentów. Opublikowany 7 lipca 2026 roku.