„Co to znaczy Ukraina?” — dr Wojciech Stanisławski o tysiącletnich korzeniach ukraińskiej państwowości

Michał Przeperski rozmawiał z dr. Wojciechem Stanisławskim z Muzeum Historii Polski o historycznych korzeniach ukraińskiej państwowości i tożsamości narodowej — rozmowa nagrana została w szóstym dniu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej, w bezpośrednim kontekście wypowiedzi Władimira Putina kwestionujących historyczną odrębność Ukrainy.

Ruś Kijowska, nie Moskwa

Przeperski przypomniał, że już za czasów Mieszka I wschodnim sąsiadem piastowskiej Polski była Ruś — nie Rosja — z centrum politycznym w Kijowie, w czasach gdy Moskwa jeszcze nie istniała. Stanisławski ocenił oskarżenia Putina o „sztuczności” państwowości ukraińskiej jako absurdalne, choć misternie utkane retorycznie, i zaproponował potraktowanie rozmowy nie tyle jako analizy strategicznej, ile semantyki historycznej — zauważając, że rzadko która propaganda odwoływała się do argumentów historycznych z taką intensywnością jak putinowska.

Stanisławski wyjaśnił, że pierwsze formy quasi-państwowości na obszarze naddnieprzańskim, bliższe władaniu księcia i jego drużyny nad szlakiem handlowym niż dojrzałej państwowości średniowiecznej, kształtowały się pod koniec IX i na początku X wieku, z ośrodkiem właśnie w Kijowie. To za rządów księcia Włodzimierza i jego następców Kijów przyjął chrzest i wszedł w poważne relacje dyplomatyczne i gospodarcze, stając się kluczowym elementem rywalizacji strategicznej między Chaganatem Chazarskim, Bizancjum i ludami północy na szlaku handlowym łączącym Bałtyk z Morzem Czarnym. Przeperski zauważył przy tym symboliczną ironię — pomnik Włodzimierza Wielkiego, postaci obecnej na dziesiątkach ukraińskich pomników i banknotów, stanął również w Moskwie, tuż przy Kremlu, co samo w sobie ilustruje spór o dziedzictwo Rusi Kijowskiej między obydwoma państwami.

Stanisławski, nawiązując do współczesnego języka krytyki kulturowej, określił ten spór jako swego rodzaju walkę o „przywłaszczenie kulturowe” dziedzictwa historycznego, posługując się przy tym żywym przykładem z zachodniego dyskursu — dziś nie wypada już zakładać na bal maskowy meksykańskiego sombrera czy indiańskiego pióropusza, bo uznaje się to za przejaw przywłaszczania cudzej kultury. Zastrzegł z przymrużeniem oka, że nie podejrzewa o złe intencje przedszkolaków przebierających się za Indian, ale sam mechanizm zawłaszczania historycznej spuścizny bywa poważnym problemem — równie poważnym jak spory o zasoby naturalne czy sieci transportowe. Podkreślił przy tym, że w sporze o dziedzictwo Rusi Kijowskiej między Kijowem a Moskwą nie można zapominać o trzeciej stronie tego sporu — Mińsku, coraz mocniej angażującym się w rywalizację o tę samą historyczną spuściznę.

Podkreślił, że podobnie jak w przypadku wczesnej państwowości polskiej, także Ruś Kijowska uległa z czasem rozdrobnieniu na kilkanaście ośrodków — Ruś Suzdalską, Wołyńską, Włodzimierską i inne — toczące między sobą bratobójcze wojny, choć pozostające w pewnej symbiozie kulturowej, dla której Kijów pozostawał symboliczną „matką miast ruskich”. Jak żartobliwie podsumował, w tym czasie, w X i XI wieku, nad rzeką Moskwą wciąż rosły jeszcze „strzeliste sosnowe lasy”.

Podział etnosu ruskiego i inwazja mongolska

Przeperski przywołał tezę części badaczy, według której korzenie późniejszego podziału na Białorusinów, Małorusinów (Ukraińców) i Wielkorusów (Rosjan) sięgają wydarzeń XII–XIII wieku, w tym przede wszystkim inwazji mongolskiej i wielowiekowego panowania mongolskiego na ziemiach ruskich — co stanowiłoby kolejny argument przeciwko tezie o „sztuczności” tych podziałów. Stanisławski zastrzegł ostrożność wobec mówienia o „narodach” w tak wczesnym okresie (w pełni ukształtowanej formie narody w Europie Środkowo-Wschodniej pojawiają się dopiero w wieku XVIII–XIX), zauważył jednak wyraźną analogię do podziałów zaborowych widocznych do dziś na mapie preferencji politycznych Polski — podobnie na mapie Europy Wschodniej widoczny jest zasięg panowania Wielkiej Ordy, a trzy wieki później wschodnia granica wielonarodowej Rzeczpospolitej.

Wyjaśnił, że spod panowania Ordy uchroniły się jedynie niewielkie skrawki etnosu ruskiego — krótkotrwałe państwowości, jak księstwo Romana Halickiego czy próby państwowości wołyńskiej, gaszone przez silniejsze państwa polskie i węgierskie, traktujące je jako lokalnych konkurentów. Istniały też miasta-państwa w rodzaju Nowogrodu Wielkiego, funkcjonujące na obrzeżach wpływów Ordy przy zachowaniu pewnej autonomii gospodarczej, oraz państwa pozostające z Ordą w ścisłej symbiozie, czerpiące korzyści z pobierania i przekazywania dalej trybutu — to, jak podkreślił Stanisławski, pierwszy wielki „wododział” w dziejach ziem ruskich.

Wielkie Księstwo Litewskie i „zbieranie ziem ruskich”

Stanisławski wskazał wiek XV i XVI jako moment krystalizacji wyraźnej granicy — nie etnicznej, językowej czy religijnej, lecz kulturowej i politycznej — między obszarem wpływów moskiewskich a wschodnią granicą Rzeczpospolitej, ukształtowaną w dużej mierze przez ekspansję Wielkiego Księstwa Litewskiego, najpoważniejszego wówczas konkurenta do panowania nad ziemiami ruskimi.

Przeperski przypomniał symboliczną, choć mało znaną w Polsce datę — rok 1478, gdy Moskwa podporządkowała sobie Nowogród Wielki, pierwszą historyczną stolicę Rusi, najzamożniejsze i najważniejsze wówczas miasto ruskie. Od tego momentu Moskwa zaczęła stopniowo rościć sobie coraz dalej idące prawa do „zbierania ziem ruskich”. Stanisławski umieścił to wydarzenie w szerszym kontekście europejskich tytulatur władców rościących sobie prawa na mocy dawnych, częstokroć odległych zaszłości (przywołując przykład Franciszka Józefa, tytułującego się „królem jerozolimskim” na mocy dziedzictwa krucjatowego) — dodając, że kluczowym elementem legitymizującym moskiewskie aspiracje był tytuł cesarski przywieziony w posagu przez Zofię Paleolog, córkę władców upadłego Bizancjum, w połączeniu z narastającym napięciem między światem prawosławnym a katolickim.

Stanisławski przypomniał też bitwę pod Orszą (1514) jako dramatyczny przykład bratobójczego charakteru tego sporu — po stronie wojsk Rzeczpospolitej dowodził wówczas prawosławny Rusin Konstanty Ostrogski, skutecznie broniąc obrzeży Wielkiego Księstwa Litewskiego przed atakiem prawosławnych bojarów działających na zlecenie Moskwy.

Wolność szlachecka i kozacka jako element dziedzictwa

Przeperski nawiązał do tez prof. Andrzeja Nowaka, autora wielotomowych „Dziejów Polski” (którego piąty tom niedawno się ukazał), według którego fundamentem aksjologicznym państwa polsko-litewsko-ruskiego była wolność (rozumiana przede wszystkim jako wolność elit politycznych), i zapytał, czy to właśnie tę tradycję można uznać za bliższą współczesnej ukraińskiej tożsamości, w kontraście do moskiewskiej tyranii. Stanisławski zgodził się z tą tezą z dwoma zastrzeżeniami — po pierwsze, wolność ta trafiła do „krwiobiegu kulturowego” w sposób okrężny i długotrwały, będąc przede wszystkim codzienną praktyką polityczną sejmików i frakcji dworskich, praktykowaną przez trzysta lat, nie zaś świadomą filozoficzną tradycją (jak zażartował, „kniaź Ostrogski nie czytał Arystotelesa, choć jego syn może już tak, w kolegium jezuickim”). Po drugie, podkreślił, że ziemie ruskie i kozaczyzna stanowiły dla Rzeczpospolitej składową równie cenną, co kłopotliwą — czego dramatycznym świadectwem stały się liczne bunty kozackie od końca XVI wieku, wynikające z napięcia między anarchiczną z ducha wolnością kozacką a próbami jej ujarzmienia przez machinę państwową i skąpieniem przywilejów politycznych przez szlachtę centralną.

Przeperski przywołał w tym kontekście gorzką puentę Henryka Sienkiewicza z „Ogniem i mieczem” — że nienawiść „wsiąkła w ziemię i zatruła krew pobratymczą” — jako literacki obraz tego konfliktu, którego politycznym skutkiem był w perspektywie półtora wieku upadek Rzeczpospolitej, podporządkowanie kozaczyzny władzy carów oraz likwidacja Chanatu Krymskiego w 1783 roku.

Zniknięcie ukraińskiej państwowości i przebudzenie narodowe

Nawiązując do myśli Karamzina, że tylko narody posiadające własną państwowość zasługują na własną historię, Przeperski zauważył, że wiek XIX zmiótł z mapy Europy niemal wszystkie lokalne państwowości, a w przypadku ziem ruskich nie istniała żadna alternatywna państwowość wobec moskiewskiej. Stanisławski wyjaśnił, że dekompozycja tego obszaru nastąpiła już w połowie XVII wieku, w trakcie długiej, blisko trzydziestoletniej wojny wschodniej (określanej w historiografii II Rzeczpospolitej jako „potop moskiewski”, a zapomnianej w okresie PRL) — po jej zakończeniu pokojem andruszowskim i późniejszym pokojem za Sobieskiego nastąpiło stopniowe wchłanianie wszystkich ziem po Dniestr i Bóg przez rozszerzające się Carstwo Rosyjskie, wraz z wcieleniem struktur kozackich i podbojem Chanatu Krymskiego.

Nastąpiła wówczas swoista „cisza” trwająca aż do drugiej połowy XIX wieku, gdy w całej Europie Wschodniej i Środkowo-Wschodniej zaczęło się dramatyczne przebudzenie narodowe — wtedy właśnie dawniej geograficzne określenie „Ukraina” zaczęło nabierać znaczenia politycznego, funkcjonując wśród samych Ukraińców, posłów rusińskich do parlamentu wiedeńskiego oraz w prasie i strukturach oświatowych rozwijających się swobodnie pod panowaniem austro-węgierskim. Stanisławski podkreślił kluczowy kontrast — w tym samym czasie samo pojęcie „Ukraina” jako nazwa własna było słownikowo i politycznie zakazane w Cesarstwie Rosyjskim, aż do jego rozpadu w latach 1917–1921.

Współpraca polsko-ukraińska w XX wieku

Przeperski wskazał współpracę polsko-ukraińską przeciwko bolszewikom jako jeden z najważniejszych pozytywnych momentów w trudnej, XX-wiecznej historii relacji obu narodów. Stanisławski doprecyzował, że sojusz ten był wymierzony taktycznie przeciwko bolszewickiej Rosji, a w dalszej perspektywie także przeciwko białej Rosji, równie niechętnej jakiejkolwiek państwowości ukraińskiej — a strategicznym celem było stworzenie niepodległej Ukrainy pod wodzą Symona Petlury, który po upadku państwa ukraińskiego znalazł schronienie na ziemiach Rzeczpospolitej. Choć inicjatywa z 1920 roku ostatecznie się nie spełniła, znalazła swoją kontynuację w 1991 roku, gdy III Rzeczpospolita jako pierwsze państwo na świecie uznała niepodległość Ukrainy — gest, który, jak podkreślił Stanisławski, miał ogromne znaczenie w dyplomacji międzynarodowej.

Sowiecka polityka narodowościowa: od korenizacji do rusyfikacji

Przeperski zapytał, czy wspólne, tragiczne doświadczenia XX wieku — Hołodomor lat 30. i miliony ofiar II wojny światowej — nie powinny były sprzyjać raczej wtopieniu ukraińskości w rosyjski projekt imperialny, niezależnie od jego barw politycznych. Stanisławski odpowiedział, że sowiecka polityka narodowościowa przechodziła bardzo różne etapy — trudno wyobrazić sobie, by Hołodomor mógł wtapiać Ukraińców w sowieckość inaczej niż poprzez dziesiątkowanie ich elit, jednak w latach 20. Moskwa prowadziła politykę tzw. korenizacji, wspierając budowę lokalnych tożsamości — autonomia kulturowa Ukrainy w ówczesnej stolicy sowieckiej Ukrainy, Charkowie (dziś bombardowanym), a później w Kijowie, była wówczas znacznie dalej posunięta niż autonomia Ukraińców w II Rzeczpospolitej, co stanowiło poważne wyzwanie dla polskich elit politycznych.

Sytuacja odwróciła się radykalnie w latach 30. wraz z przypływem wielkoruskiego nacjonalizmu i stalinowskim dziesiątkowaniem elit — obok Hołodomoru nastąpiła likwidacja lub rusyfikacja niemal wszystkich ukraińskich instytucji kulturalnych, z wyjątkiem elementów czysto fasadowych, jak folklor czy opera. Stanisławski opisał, jak sytuacja ta stopniowo złagodniała w latach 60., prowadząc do modelu „człowieka sowieckiego”, posługującego się ukraińskim w domu, ale rosyjskim w karierze zawodowej. Podkreślił też trwałe znaczenie podziału na Ukrainę zachodnią i wschodnią, wywodzącego się z dawnej granicy Rzeczpospolitej (widocznej wyraźnie na mapie II Rzeczpospolitej) — tożsamość ukraińska wyglądała zupełnie inaczej na ziemiach włączonych do ZSRR w 1944 roku niż na tych pozostających pod jego kontrolą już od 1920–1921 roku, co przy różnicy sięgającej półtora pokolenia miało istotne znaczenie.

Wojna jako czynnik krystalizujący tożsamość narodową

Na zakończenie Przeperski zapytał, czy szósty dzień wojny rosyjsko-ukraińskiej — mimo swej brutalności — nie będzie sprzyjał dalszej krystalizacji dwóch odrębnych tożsamości, wielkoruskiej i ukraińskiej. Stanisławski, zastrzegając niechęć do zimnej kalkulacji politycznej „za wszelką cenę”, zauważył, że nie ma skuteczniejszego sposobu na integrację narodu i umocnienie jego samoświadomości niż brutalna napaść zbrojna — co nadaje niemal demoniczny wymiar faktowi, że jednym z głównych, długofalowych celów Putina była dekompozycja Ukrainy, a efektem jego działań, niezależnie od dramatycznego bilansu samej wojny, staje się pełna integracja narodu ukraińskiego. Stanisławski podsumował, że podobnie jak w przypadku trudnych procesów pojednania francusko-niemieckiego czy polsko-niemieckiego, w najbliższych dekadach tożsamość narodu ukraińskiego będzie prawdopodobnie definiowana przede wszystkim w opozycji do Rosji.


Materiał „Co to znaczy Ukraina? Państwo, naród, historia”, podcast Muzeum Historii Polski w Warszawie (97,7 tys. subskrybentów), 2 marca 2022.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *