Generał broni w stanie spoczynku dr Jarosław Gromadziński, prezes Defensive Institute, był gościem Igora Janke w programie „Kanał Otwarty”. Rozmowa dotyczyła kontrowersji wokół doniesień o przekazaniu Ukrainie rakiet do systemu Patriot, stanu polskiej obrony przeciwlotniczej oraz zasad, jakimi Polska powinna się kierować w dalszym wspieraniu Ukrainy.
Bilans dotychczasowej pomocy
Generał na wstępie uporządkował dotychczasową skalę polskiego wsparcia: Polska przekazała Ukrainie łącznie 49 transz pomocy – 44 za rządów PiS i 5 za obecnego rządu. Przypomniał, że Polska jako jedna z pierwszych zdecydowała się oddać własne czołgi, bojowe wozy piechoty, armatohaubice, a także samoloty MiG-29 i śmigłowce Mi-24, inicjując przy tym tzw. klub Leoparda, dzięki któremu na Ukrainę trafiło niemal sto czołgów tego typu.
Podał konkretne liczby: przekazano około 350 czołgów typu T-72 i PT-91. W ich miejsce Polska szybko uzupełniła własne zdolności, kupując najpierw około 130 najnowszych czołgów Abrams M1 od armii amerykańskiej – która, jak podkreślił generał, sama siebie w pełni jeszcze nie doposażyła, a mimo to odsprzedała Polsce swój najnowszy sprzęt – z sukcesywnie dochodzącymi kolejnymi egzemplarzami, a także czołgi K2 z Korei Południowej, których produkcja ma być docelowo przeniesiona do polskich zakładów Bumar. Ocenił to jako korzystną wymianę: zamiast poradzieckiego taboru Polska zyskała jedne z najnowocześniejszych czołgów na świecie oraz nowe kompetencje przemysłowe.
Generał zaznaczył też, że przekazywanie Ukrainie przestarzałego, nieperspektywicznego sprzętu poradzieckiego było racjonalne nie tylko militarnie, ale i ekonomicznie – taki sprzęt i tak wymagałby w Polsce kosztownej utylizacji, więc lepiej, że posłużył jeszcze Ukrainie, która go znała i potrafiła obsługiwać.
Opisując mechanizm swojej ówczesnej pracy w Międzynarodowym Zespole ds. Pomocy Ukrainie w Wiesbaden, generał wspomniał, że łącznie sojusznicy przekazali Ukrainie 560 różnych platform sprzętowych różnych typów – co samo w sobie generowało poważne trudności logistyczne. Jak wyjaśnił, prowadziło to do zjawiska „kanibalizacji”: z uszkodzonego sprzętu wymontowywano części służące do naprawy innych egzemplarzy tego samego typu.
Wyjaśnił też, jak wyglądał mechanizm podejmowania decyzji o kolejnych donacjach: każda z 49 transz była negocjowana osobno, z dokładnie wyszczególnioną listą przekazywanego sprzętu, zamykana formalnym podpisem, po czym dopiero rozpoczynał się proces negocjacji kolejnej. Kluczową rolę w akceptacji każdej transzy sprzętu wojskowego odgrywał Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego – za czasów, gdy generał dowodził 18. Dywizją, funkcję tę pełnił gen. Andrzejczak – który pilnował, by donacje nie zeszły poniżej progu zagrażającego zdolnościom obronnym Polski.
Dlaczego sprawa rakiet Patriot jest inna
Gromadziński zaznaczył, że ewentualne przekazanie rakiet PAC-3 do systemu Patriot – w odróżnieniu od wcześniejszych donacji – uważa za potencjalny błąd, i to z kilku powodów. Po pierwsze, Polska dysponuje jedynie dwiema bateriami Patriot zdolnymi zwalczać pociski balistyczne, co stanowi kluczowy element ochrony kraju przed rosyjskim zagrożeniem. Po drugie, produkcja pocisków PAC-3 trwa od 24 do 36 miesięcy, a ich cena sięga 6–7 milionów dolarów za sztukę – ich niedobór na rynku pogłębiła dodatkowo niedawna wojna Iranu z państwami Zatoki Perskiej, zwiększająca globalne zużycie tego typu uzbrojenia. W przeciwieństwie do wcześniej przekazywanych czołgów czy samolotów, w przypadku rakiet Patriot – jak podkreślił – nie ma możliwości szybkiego uzupełnienia braków.
Generał odniósł się też do doniesień, jakoby Polska miała odstąpić swoje miejsce w kolejce na dostawy tych rakiet – ocenił, że jeśli to prawda, byłby to „podwójny błąd”: utrata własnych zdolności połączona z brakiem możliwości ich szybkiego odtworzenia.
Krytyka sposobu komunikowania sprawy
Gromadziński ocenił krytycznie sam sposób, w jaki cała sprawa została upubliczniona i rozegrana politycznie. Jego zdaniem kwestie bezpieczeństwa państwa nie powinny być przedmiotem bieżącej gry politycznej – opowiedział się za ideą „okrągłego stołu” ws. bezpieczeństwa i przyjęciem swoistej „konstytucji bezpieczeństwa” wyłączającej te sprawy z politycznych sporów. Zwrócił uwagę, że zarówno wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak, ujawniający sprawę publicznie, jak i minister Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta, jak i sam rząd zapowiadający odtajnienie donacji, zachowują się w sposób świadczący o tym, że priorytetem jest bieżąca rywalizacja o notowania sondażowe, a nie stan bezpieczeństwa państwa. Zapytał retorycznie, dlaczego decyzja o ewentualnym przekazaniu rakiet nie została uzgodniona z udziałem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, oraz co robi Służba Kontrwywiadu Wojskowego, skoro tak wrażliwe informacje wyciekają do polityków i mediów.
Odniósł się też do sugestii, jakoby o takich decyzjach miał być informowany cały Sejm – ocenił to jako niepotrzebne rozmywanie odpowiedzialności, wskazując, że wystarczające byłoby informowanie właściwych, węższych gremiów, takich jak sejmowa i senacka komisja obrony, w formule posiedzeń niejawnych.
Sprzeczność między ostrzeżeniami a decyzjami
Generał zwrócił uwagę na sprzeczność między niedawnymi ostrzeżeniami premiera Donalda Tuska i innych członków rządu przed możliwym atakiem na któreś z flankowych państw NATO – w tym doniesieniami Onetu i „Daily Telegraph” o potencjalnym zagrożeniu dla Polski – a jednoczesnym, domniemanym przekazaniem Ukrainie strategicznie ważnych rakiet obronnych. Ocenił, że mimo powtarzanych ostrzeżeń nie widać realnych działań w postaci zwiększonej mobilizacji czy przygotowania przemysłu do produkcji wojennej, co odbiera jako budowanie atmosfery zagrożenia bez pokrycia w konkretnych działaniach. Zaapelował o powołanie rządowego centrum strategicznej komunikacji, które budowałoby spójny przekaz zamiast rywalizacji poszczególnych polityków o medialny rozgłos.
Sam scenariusz klasycznego, kinetycznego ataku na Polskę ocenił jako mało realny ze względu na wielkość i potencjał kraju, wskazując, że bardziej narażone na tego typu prowokacje – ze względu na dużą mniejszość rosyjską – są państwa bałtyckie. Nie wykluczył natomiast zagrożeń o charakterze hybrydowym, w tym dywersji i sabotażu.
Braki w budowie polskiej obrony przeciwlotniczej
Odnosząc się do stanu przygotowań obronnych, generał wskazał na rozbieżności między zapowiedziami rządu dotyczącymi budowy 500-tysięcznej armii (300 tysięcy żołnierzy zawodowych i 200 tysięcy aktywnej rezerwy) a faktycznym budżetem MON, w którym – jak wyliczył – liczba etatów spadła o 14 tysięcy między rokiem 2025 a 2026, a środki na aktywną rezerwę zmniejszyły się z poziomu 30 tysięcy do 3 tysięcy żołnierzy. Skrytykował też sposób finansowania tzw. akcji SZPEJ (wyposażenia indywidualnego żołnierzy) – zakup 300 tysięcy hełmów z pożyczki w ramach unijnego programu SAFE ocenił jako doraźne łatanie braków, a nie planowe działanie, które powinno wynikać z bieżącego budżetu MON.
Za priorytet uznał rozbudowę zintegrowanej, trójwarstwowej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej – w tym systemów krótkiego zasięgu przeciwdronowego (na co przeznaczono już 15 miliardów złotych w ramach programu obrony przeciwdronowej), średniego zasięgu (system Narew) oraz właśnie systemów Patriot chroniących przed pociskami balistycznymi. Ocenił, że środki z programu SAFE, w wysokości 44 miliardów euro, powinny być skoncentrowane właśnie na tym obszarze, zamiast być rozdrabniane pomiędzy wiele projektów jednocześnie – jako przykład błędnej alokacji wskazał zakup jedynie 146 bojowych wozów piechoty Borsuk, zamiast planowanego tysiąca sztuk, co jego zdaniem ograniczyło potencjał eksportowy tego polskiego produktu.
Postulat powszechnej służby państwu
Generał przedstawił opracowany wraz z Instytutem Sobieskiego i Instytutem Wschodniej Flanki raport „Powszechna Służba Państwu”, zakładający obowiązkowe trzymiesięczne szkolenie podstawowe dla mężczyzn (i kobiet ochotniczek), realizowane elastycznie w okresie kilku lat, m.in. między maturą a rozpoczęciem studiów. Po szkoleniu obywatele mieliby być kierowani do służby w wojsku, straży pożarnej, policji, obronie cywilnej lub służbie zdrowia, budując w ten sposób realne rezerwy osobowe państwa na wypadek konfliktu – na wzór doświadczeń, jakie generał zdobył, uczestnicząc w szkoleniu ukraińskich rezerw w ramach Międzynarodowego Zespołu ds. Pomocy Ukrainie w Wiesbaden.
Pragmatyzm zamiast emocji w relacjach z Ukrainą
Odnosząc się do przyszłości wsparcia dla Ukrainy, generał opowiedział się za oddzieleniem bieżących emocji politycznych od strategicznego interesu Polski, jakim pozostaje jak najdłuższe i jak najskuteczniejsze prowadzenie wojny przez Ukrainę przeciwko Rosji. Ocenił, że obecny spór wokół polityki historycznej i symboliki UPA wynika w dużej mierze z wewnętrznej sytuacji politycznej na Ukrainie w związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, i nie powinien rzutować na relacje między społeczeństwami.
Zaapelował jednocześnie o przejście od dotychczasowego modelu darmowych donacji do pragmatycznej sprzedaży sprzętu wojskowego – zwłaszcza wyprodukowanego w Polsce, jak Kraby, Rosomaki czy Piorun, sprawdzonego już bojowo przez stronę ukraińską – przy czym finansowanie takich zakupów powinno pochodzić od innych państw europejskich lub instytucji międzynarodowych, na wzór działań podejmowanych już wcześniej np. przez Czechy. Podkreślił, że Polska, jako kraj frontowy osłaniający całe NATO i Unię Europejską od strony Rosji, nie powinna być zmuszana do oddawania systemów kluczowych dla własnego bezpieczeństwa, podczas gdy inne, głębiej położone państwa dysponujące tym samym typem uzbrojenia (jak Niemcy, Włochy, Wielka Brytania, Hiszpania czy Grecja) mogłyby przejąć część tego ciężaru.
Podsumowanie stanowiska w sprawie rakiet Patriot
Na zakończenie rozmowy generał jednoznacznie stwierdził, że rakiety do zwalczania celów balistycznych – ze względu na ich kluczowe znaczenie i niemożność szybkiego uzupełnienia – nigdy nie powinny być przekazywane innym krajom, ponieważ ich brak osłabiłby wiarygodność polskiego odstraszania wobec Rosji. Wyraził nadzieję, że doniesienia o faktycznym przekazaniu tych rakiet okażą się nieprawdziwe, podkreślając, że za utrzymanie krytycznych zdolności obronnych odpowiada bezpośrednio Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, który – jego zdaniem – musiałby wiedzieć o takiej decyzji, gdyby rzeczywiście zapadła.
Program „Kanał Otwarty” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 220 tys. subskrybentów. Opublikowany 6 lipca 2026.