„Jesteśmy zasobem, a nie podmiotem” — Jacek Hoga o pozycji Polski wobec Zachodu

Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma, był gościem Jana Pospieszalskiego w najnowszym odcinku programu „Jan Pospieszalski rozmawia”. Rozmowa dotyczyła znalezionego na plaży koło Jarosławca uzbrojonego rosyjskiego drona, planowanego przekazania Ukrainie pocisków do systemu Patriot, realnego stanu gotowości polskiej armii, zablokowanej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego oraz konsekwencji kryzysu naftowego wywołanego atakami Huti na Arabię Saudyjską.

Dron na plaży: prowokacja, awaria czy element większej gry

Punktem wyjścia rozmowy stał się uzbrojony rosyjski dron typu Gerbera znaleziony w nocy na plaży w Rusinowie koło Jarosławca. Polska prokuratura wojskowa i żandarmeria wojskowa potwierdziły, że bezzałogowiec miał głowicę odłamkowo-burzącą z zapalnikiem i sprawny ładunek wybuchowy o masie około 4 kilogramów, który saperzy zdetonowali jako element bezpośrednio niebezpieczny.

Hoga zakwestionował wiarygodność oficjalnych komunikatów w tej sprawie, przypominając, że rząd, który nie potrafił zapewnić schronów w niektórych gminach, jednocześnie wysyłał tam mieszkańcom SMS-y z poleceniem udania się do schronu. Podważył też tezę o celowej rosyjskiej eskalacji wobec Polski, argumentując, że z perspektywy Federacji Rosyjskiej rozszerzenie konfliktu na obecnym etapie nie ma logicznego uzasadnienia, ponieważ Rosja traktuje wojnę z Ukrainą jako konflikt regionalny w ramach szerszej rywalizacji z NATO. Zupełnie inaczej, jego zdaniem, wygląda to z perspektywy Ukrainy, której zależy na przekształceniu Polski z zaplecza logistycznego w bezpośredniego uczestnika wojny, co zwiększyłoby pulę dostępnych jej żołnierzy. Odwołując się do historii, Hoga przywołał przykład Republiki Hiszpańskiej z lat 1938–1939, której zależało na jak najszybszym wybuchu konfliktu ogólnoeuropejskiego. Przypomniał też incydent z rakietą, która spadła na polskie terytorium, zabijając polskich obywateli, co wywołało wówczas, jak relacjonował na podstawie własnych rozmów z osobami z centrali rządowej, autentyczną panikę na szczytach władzy w oczekiwaniu na możliwe wejście Polski do wojny w ciągu 48 godzin, choć ostatecznie okazało się, że odpowiedzialność za ten incydent ponoszą siły ukraińskie, a nie rosyjskie, i Ukraina nigdy formalnie się do tego nie przyznała ani nie zaoferowała odszkodowania.

Odnosząc się do tez ekspertów, według których dron wystartował z Białorusi, przeleciał nad obwodem kaliningradzkim i został zniesiony przez prądy morskie na polskie wybrzeże, Hoga zwrócił uwagę na niespójność tej narracji z faktem, że lot z Białorusi musiałby przebiegać nad Litwą lub Polską, a mimo to nie został wykryty przez zapowiadane systemy obrony powietrznej. Wykorzystał ten wątek, by wskazać na szerszy problem: Polska dysponuje systemami radiolokacyjnymi i przeciwlotniczymi przeznaczonymi do zwalczania celów nisko latających, obecnymi etatowo w każdej brygadzie ogólnowojskowej, jednak nie są one rozwinięte mobilizacyjnie i stoją w garażach. Zdaniem Hogi problem nie leży w braku sprzętu, lecz w niechęci do przyznania się, że jego uruchomienie wymagałoby powołania rezerwistów cywilnych wykonujących na co dzień zupełnie inne zawody, co byłoby politycznie niewygodne.

Sfabrykowane zdjęcia i pytanie o właściciela drona

Pospieszalski zapytał o krążące w sieci sfabrykowane zdjęcia z oznaczeniami sugerującymi, że rozbity dron należał do wojsk polskich lub NATO. Hoga przyznał, że nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, kto był właścicielem i operatorem tego konkretnego drona, ale ocenił, że dla polskiego państwa sam fakt znalezienia jednego drona z niewielkim ładunkiem powinien być sprawą dla lokalnego komendanta policji i patrolu saperskiego, a nie tematem angażującym całe państwo.

Armia z garaży: brak mobilizacyjnego rozwinięcia

Centralnym wątkiem rozmowy stał się stan gotowości polskiej armii. Hoga wyjaśnił, że zgodnie z polską doktryną wojskową armia jest mobilizowana na czas wojny z rezerwistów przeszkolonych wojskowo, jednak od kilkunastu lat standardy szkolenia i przyjmowania do wojska zawodowego są obniżone. Kluczowym problemem pozostaje brak praktycznego sprawdzenia zdolności mobilizacyjnych — przez ponad pół roku nikt nie odważył się nawet spróbować mobilizacyjnie rozwinąć pojedynczego batalionu, choć byłoby to zadanie logistycznie porównywalne, jak zauważył Hoga, z organizacją pielgrzymki pieszej liczącej kilkanaście tysięcy uczestników, a więc zadanie, z którym organizatorzy pielgrzymek radzą sobie od dekad.

Hoga przywołał historyczne analogie: podczas kampanii polskiej 1939 roku wojska węgierskie i litewskie mobilizowały się do pilnowania granic, a podczas kampanii francuskiej 1940 roku Szwajcarzy mobilizowali się do obrony własnego terytorium, skutecznie zestrzeliwując naruszające ich przestrzeń powietrzną samoloty obu walczących stron bez wywoływania międzynarodowego konfliktu. Zaproponował rotacyjny system powoływania rezerwistów na czas określony, argumentując, że koncepcja obywatelstwa związanego z obowiązkiem obrony ojczyzny sięga starożytnych Aten, Sparty i Rzymu. Odniósł się krytycznie do głosów przeciwników poboru określających go mianem niewolnictwa, pytając retorycznie, kto historycznie był bardziej zniewolony: chłop pańszczyźniany mający prawo iść na wojnę, czy szlachcic mający obowiązek jej służby pod groźbą banicji i konfiskaty majątku. Zaproponował też koncepcję, zgodnie z którą prawa wyborcze, czynne i bierne, powinny przysługiwać wyłącznie osobom, które odbyły służbę wojskową, zaznaczając jednocześnie, że taka zmiana wymagałaby nowelizacji konstytucji — czym, jak wspomniał, rozbawił kiedyś generała z Akademii Sztuki Wojennej, proponującego mu podobne rozwiązanie bez świadomości tej przeszkody formalnoprawnej.

Jako ilustrację praktycznych zaniedbań Hoga wskazał przykład sprzętu wojskowego stojącego bezużytecznie w jednostkach z powodu braku sprawnych akumulatorów czy opon, a także skrytykował projekt Wojsk Obrony Terytorialnej pod dowództwem generała Wiesława Kukuły jako niedowieziony pod względem gotowości, czasu i pieniędzy, mimo że generał ten cieszy się dziś powszechnym uznaniem w mediach głównego nurtu. Zwrócił uwagę na paradoks, w którym ci sami politycy, którzy wcześniej nazywali WOT prywatną armią Macierewicza i symbolem upolitycznienia wojska, dziś rytualnie bronią tego projektu przed jakąkolwiek krytyką. Jako symbol tego zjawiska Hoga wskazał na zwyczaj generała Kukuły dumnego eksponowania na biurku odznak amerykańskich jednostek wojskowych jako oznaki uznania, co zestawił z postawą papieża Leona XIV, który miał odmówić przyjęcia francuskiego odznaczenia Legii Honorowej słowami, że nie potrzebuje takiego wyróżnienia i nie zamierza być traktowany jak marionetka w rękach prezydenta Francji.

Kryzys kompetencji i kultura „komisyjności”

Hoga rozwinął szerszą diagnozę upadku merytorycznego instytucji państwowych, przywołując przypadki oficerów nieświadomych różnicy między etatem pokojowym a wojennym własnej jednostki oraz generałów odpowiedzialnych za mobilizację, niewiedzących, że polscy rezerwiści mają przydziały na konkretne stanowiska — co, jak zaznaczył, funkcjonowało już w Wojsku Polskim zarówno w okresie PRL, jak i II Rzeczpospolitej. Skrytykował powszechną w polskiej administracji, ale też w Kościele czy firmach prywatnych, kulturę podejmowania decyzji przez komisje i gremia, posługując się przywołanym powiedzeniem, że „wielbłąd to koń stworzony przez komisję” — dokumenty rangi strategicznej, jego zdaniem, powinny mieć jednego autora osobiście odpowiedzialnego merytorycznie i moralnie za ich treść, czego w polskiej kulturze administracyjnej brakuje.

Jako przykład upadku jakości debaty publicznej Hoga przywołał porównanie erudycji współczesnych polskich polityków z wystąpieniami działaczy PZPR na ostatnim zjeździe tej partii, sugerując słuchaczom samodzielne sprawdzenie takich nagrań na YouTube — mimo osobistego braku sympatii do komunizmu ocenił, że poziom językowy i zdolność argumentacji ówczesnych komunistycznych działaczy przewyższa dzisiejszych „demagogów” rządzących Polską. W tym kontekście zwrócił też uwagę na nazwę festiwalu wojskowego „Army Days”, ironizując, że nawet w czasach PRL nikt nie odważyłby się nazwać festiwalu pieśni żołnierskiej w języku rosyjskim.

Osobista historia: opozycja, emigracja i utracone pokolenie

Rozmowa zeszła na wątek osobisty, gdy Hoga opowiedział o swoim ojcu, działaczu opozycji demokratycznej lat 80., który w przeciwieństwie do wielu kolegów z tamtego środowiska nie zdecydował się wzbogacić na transformacji ustrojowej — część z nich, jak wspomniał, została ministrami albo kamienicznikami w Toruniu, kupując od miasta po kilka kamienic i sprzedając część z nich z zyskiem. Hoga przywołał pytanie, jakie jego ojciec zadawał wówczas kolegom z opozycji: jaką Polskę chcemy zbudować, na co odpowiadano mu, że najważniejsze jest jedynie zniszczenie komunizmu, bez konkretnej wizji na przyszłość — co, zdaniem Hogi, przełożyło się na brak realnej transformacji państwa przez kolejne dekady.

Hoga podzielił się też osobistym wspomnieniem własnej emigracji zarobkowej w 2005 roku, gdy w sytuacji trzeciej ciąży żony zmuszony był wyjechać za granicę, ponieważ w Polsce nie było dla niego ani dla setek tysięcy jego rówieśników miejsca pracy — ze łzami w oczach, jak wspominał. Przypomniał przy tym wypowiedź ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, sugerującego bezrobotnym Polakom, by po prostu zmienili pracę albo wzięli kredyt.

Radosław Sikorski i „upokorzenie państwa polskiego”

Pospieszalski przywołał wypowiedź ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który stwierdził, że w razie konfrontacji siły NATO błyskawicznie pokonałyby Rosję. Hoga zareagował bardzo ostro, oceniając, że sama obecność Sikorskiego w polskim rządzie stanowi upokorzenie państwa polskiego — argumentując to faktem, że synowie ministra służą w armii Stanów Zjednoczonych, a nie Polski, co porównał do historycznych przykładów synów przywódców innych państw służących we własnych armiach narodowych, w tym francuskich arystokratów zaciągających się do Legii Cudzoziemskiej mimo formalnego zakazu służby. Zaznaczył przy tym, że nie jest to jedyny przykład tego typu w polskiej polityce, przywołując wcześniejszego ministra spraw zagranicznych Roberta Greya oraz ministra finansów, który miał nie posiadać nawet numeru NIP.

Odnosząc się merytorycznie do tezy o przewadze powietrznej NATO, Hoga zestawił ją z wydarzeniami w Jemenie, gdzie mimo inwestycji Arabii Saudyjskiej w zaawansowane amerykańskie systemy uzbrojenia, lekka piechota Huti odnosiła sukcesy operacyjne. Ocenił to jako dowód na to, że doktryna oparcia przewagi militarnej na sile powietrznej, sprawdzająca się w połowie XX wieku, przestaje być aktualna w obliczu zmian w technice wojennej, które premiują państwa średnie i małe dysponujące wykwalifikowaną siłą roboczą, nawet bez przewagi gospodarczej czy technologicznej w klasycznym rozumieniu.

Patruszew grozi zniszczeniem Warszawy

Rozmówcy odnieśli się też do wypowiedzi Nikołaja Patruszewa, doradcy Władimira Putina, który zagroził, że w przypadku konfliktu Warszawa zostałaby zrównana z ziemią w ciągu dwóch do trzech dni. Hoga ocenił tę wypowiedź jako stosunkowo łagodną w porównaniu z wcześniejszymi groźbami rosyjskich polityków, sugerując, że oznacza ona jedynie użycie masowej ilości dronów i rakiet konwencjonalnych, a nie broni masowego rażenia.

Vance o Izraelu, Trumpie i NATO

Pospieszalski przywołał wypowiedź wiceprezydenta USA JD Vance’a, który porównał relacje Waszyngtonu z Izraelem do sojuszu ze strony europejskiej NATO, twierdząc, że polityka amerykańska nie powinna być służalcza wobec żadnego z tych partnerów, oraz że Donald Trump jako jedyny prezydent od czterech dekad byłby gotów powiedzieć premierowi Netanjahu wprost, że się myli. Hoga skwitował tę wypowiedź krótko, oceniając ją jako element kampanijnego PR-u w kontekście zbliżających się amerykańskich wyborów połówkowych, bez realnego przełożenia na zmianę polityki.

Zablokowana Strategia Bezpieczeństwa Narodowego

Znaczącą część rozmowy poświęcono losom Strategii Bezpieczeństwa Narodowego — kluczowego dokumentu, na podstawie którego buduje się całą architekturę zakupów i szkoleń wojskowych. Jak ustalili rozmówcy, dokument ten, będący wspólnym dziełem Ministerstwa Obrony Narodowej i Biura Bezpieczeństwa Narodowego, został ukończony w kwietniu i przekazany do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jednak od tego czasu nie ma żadnych informacji o dalszych postępach prac. Hoga wprost powiązał tę sytuację z konfliktem konstytucyjnym pomiędzy Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera, oceniając, że spór kompetencyjny między ośrodkami władzy okazał się dla obu stron ważniejszy niż potencjalne zagrożenie wojenne. Skrytykował przy tym premiera Donalda Tuska za publiczne powoływanie się na raport amerykańskiego wywiadu jako podstawę oceny zagrożenia wojennego, zamiast na informacje własnych, polskich służb, a także wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, który przyznał, że osobiście nie zapoznał się z treścią tego raportu.

Kryzys naftowy po atakach Huti

Pospieszalski zapytał o konsekwencje ataków dronowych Huti, które zmusiły Arabię Saudyjską do wstrzymania tłoczenia ropy kluczowym rurociągiem wschód-zachód oraz zawieszenia załadunków w porcie Janbu nad Morzem Czerwonym, przez który biegły dostawy do gdańskiego Naftoportu i litewskiej Butyngi. Hoga ocenił, że uzależnienie Polski od ropy saudyjskiej jako alternatywy dla surowca rosyjskiego okazało się kalkulacją krótkowzroczną. Skrytykował przy tym nadmierną reglamentację polskiej polityki energetycznej, posługując się ironicznym przykładem prawa komorniczego, które chroni obywatela przed zajęciem ostatniej krowy czy kilku owiec, podczas gdy przepisy unijne i krajowe faktycznie uniemożliwiają większości Polaków posiadanie takich zwierząt gospodarskich w ogóle. Opowiedział się za całkowitym uwolnieniem systemu koncesyjnego w energetyce, umożliwiającym Polakom samodzielne zakładanie firm wydobywających gaz, ropę czy węgiel oraz budujących elektrownie różnych typów, jednocześnie odradzając budowę elektrowni atomowych ze względów przede wszystkim militarnych.

Sprawa Enerhoatom i defraudacja darowizny z Warszawy

Pospieszalski przywołał na koniec dwie sprawy korupcyjne po stronie ukraińskiej: aferę wokół operatora energetycznego Enerhoatom oraz ujawnioną przez ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne grupę przestępczą, na czele której miał stać szef kijowskiego metra, odpowiedzialną za zdefraudowanie środków poprzez sztuczne zawyżenie kosztów transportu taboru metra podarowanego Kijowowi przez Warszawę. Hoga skomentował to w szerszym kontekście relacji Polski z sojusznikami zachodnimi, oceniając, że Polska pełni w tym układzie rolę zasobu, a nie w pełni podmiotowego partnera, ilustrując to anegdotą o polskim generale wysłanym na spotkanie techniczne z amerykańskim podoficerem logistyki.

Decyzja o przekazaniu pocisków Patriot

Odnosząc się bezpośrednio do zapowiadanej przez rząd decyzji o przekazaniu Ukrainie pocisków do systemu Patriot, Hoga ocenił ją jako szkodliwą, wskazując, że deklarowane ilości są statystycznie pomijalne, a sam sprzęt został zakupiony za pieniądze polskich podatników z przeznaczeniem do obrony własnego terytorium. Przywołał ujawnioną podczas posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej informację, że Polska nie posiada nawet prawa do ćwiczebnego odpalania pocisków systemu Patriot na własnym terytorium, co możliwe jest wyłącznie na terenie Stanów Zjednoczonych. Zwrócił też uwagę na wcześniejsze doniesienia, zgodnie z którymi władze amerykańskie zastrzegły sobie prawo do unieważnienia zawartych z sojusznikami umów na dostawy pocisków Patriot na rzecz własnych potrzeb, co jego zdaniem stawia pod znakiem zapytania rzeczywisty priorytet, jaki Polska ma w kolejce odbiorców tego uzbrojenia. Przypomniał przy tym, że Polska w przeszłości praktykowała przedpłaty za jeszcze niedostarczony sprzęt, co uznał za przejaw naiwności w relacjach z amerykańskim przemysłem zbrojeniowym, żartobliwie zauważając, że każdy dealer samochodowy chciałby mieć takich klientów jak polskie Ministerstwo Obrony.

Amerykańska wojna z Iranem jako ostrzeżenie

Rozmówcy odnieśli się też do przedłużającego się konfliktu Stanów Zjednoczonych z Iranem, trwającego już 200 dni przy bezpośrednich kosztach wojskowych przekraczających 33 miliardy dolarów, mimo zapowiadanego błyskawicznego zwycięstwa. Hoga ocenił to jako dowód na wyczerpanie zdolności logistycznych Stanów Zjednoczonych do prowadzenia wojen regionalnych z dala od własnego terytorium, co powinno stanowić poważny sygnał ostrzegawczy dla Polski, biorąc pod uwagę deklarowane przez samo NATO ograniczenia logistyczne sojuszu sięgające obecnie jedynie do Odry. Przywołał dane, według których do połowy lipca siły amerykańskie zużyły w Zatoce Perskiej 1700 pocisków Patriot oraz 200 interceptorów THAAD, drastycznie uszczuplając własne zapasy, a w ciągu jednej nocy wystrzelono nawet 70 pocisków Patriot, mimo czego część irańskich rakiet balistycznych i tak przebiła się do celu, uderzając w bazę wojskową w Jordanii. Ocenił to jako dowód strukturalnego błędu doktrynalnego, polegającego na nadmiernym poleganiu na kosztownych systemach obronnych przy jednoczesnym zaniedbaniu zdolności ofensywnych, a także zwrócił uwagę na spadek jakości amerykańskich sił zawodowych w porównaniu z okresem sprzed dwóch dekad, co jego zdaniem widać gołym okiem w miejscowościach, gdzie stacjonują żołnierze amerykańscy w Polsce.

Pytania widzów: broń kosmiczna, zaufanie do polityków i podchwytliwe pytanie historyczne

W części poświęconej pytaniom widzów Hoga odniósł się do amerykańskich deklaracji dotyczących broni kosmicznej, oceniając, że zdolność niszczenia satelitów z orbity lub z Ziemi mają już różne państwa, w tym Rosja dysponująca setkami wystrzelonych satelitów niskoorbitalnych, podczas gdy Polska dopiero rozpoczyna budowę własnych zdolności satelitarnych. Odpowiadając na pytanie o zaufanie do polityków w kontekście przekazywania Ukrainie sprzętu i pieniędzy, Hoga ocenił, że jedynymi rzeczywiście dotrzymanymi obietrzycami wyborczymi w historii III RP były podwyżki świadczeń socjalnych wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość, które jednak sam określił jako fiskalne „łajdactwo” finansowane długiem, mające szkodzić polskiej gospodarce w dłuższej perspektywie — przywołując przy tym własną praktykę tłumaczenia dzieciom mechanizmu przyczyny i skutku na przykładzie rosnących cen podstawowych produktów.

Na podchwytliwe pytanie widza dotyczące liczby żołnierzy powołanych przez królową Elżbietę I do Kompanii Wschodnioindyjskiej Hoga zwrócił uwagę na błąd logiczny w samym pytaniu, wyjaśniając, że Kompania Wschodnioindyjska była prywatnym przedsiębiorstwem, a nie formacją wojskową, porównując tego typu pytania do pytania o liczebność armii poborowej Watykanu czy Liechtensteinu.


Materiał „Jacek Hoga | Jan Pospieszalski rozmawia #288″ ukazał się jako transmisja na żywo w ramach cyklu „Jan Pospieszalski rozmawia” 16 września 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *