Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu, w rozmowie z Moniką Olejnik w TVN24 skomentował eskalację rosyjskich ataków przy granicy polsko-ukraińskiej, kwestię dalszej pomocy dla Ukrainy, spór wokół obsady polskiej ambasady w Kijowie oraz częstotliwość posiedzeń Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Priorytet: własna obronność, nie wychodzenie przed szereg
Zapytany o reakcję na eskalację rosyjskich działań — w tym atak dronów na stację benzynową i lokomotywę przy granicy oraz wyłowienie z Bałtyku drona z napisami cyrylicą — Bosak podkreślił, że priorytetem dla Polski powinno być przede wszystkim wzmacnianie własnej obronności. Zaznaczył, że Polska ma z Ukrainą bogatą współpracę i Ukraina wciąż korzysta z polskiego wsparcia strategicznego, ale ocenił, że Polska nie powinna „wychodzić przed szereg” i odgrywać roli państwa o większych zasobach, niż faktycznie posiada — obecnie Ukraina utrzymuje się w wojnie dzięki wsparciu całej koalicji zachodniej, w ramach której Polska tylko uczestniczy.
Bosak ocenił pozytywnie fakt, że sojusznicy porzucili złudzenia co do Rosji, zaznaczając jednocześnie, że w państwach zachodnich, także w głównym nurcie politycznym (nie tylko w partiach takich jak AfD), wciąż są politycy, którzy po zakończeniu wojny chcieliby wrócić do robienia interesów z Rosją, obchodzić sankcje lub sprzeciwiają się wywłaszczeniu zamrożonych rosyjskich aktywów.
Warunkowanie pomocy dla Ukrainy racją stanu
Bosak zaprzeczył, jakoby wcześniej postulował całkowite wstrzymanie pomocy dla Ukrainy, doprecyzowując, że chodziło mu wyłącznie o wstrzymanie pomocy finansowej — transferu środków z polskiego budżetu poprzez Unię Europejską lub bezpośrednio — nie zaś pomocy militarnej, w przypadku której, jak stwierdził, Polska w zasadzie wyczerpała już swoje zasoby do przekazania i musi teraz skupić się na odbudowie własnego potencjału obronnego.
Podkreślił, że pomoc dla Ukrainy powinna być zdecydowanie warunkowana uwzględnieniem polskiej racji stanu, oceniając, że ukraiński establishment polityczny z prezydentem Zełenskim na czele okazał się wybitnie niewrażliwy na polskie oczekiwania, w tym w kwestiach historycznych.
Spór o formułę „to nasza wojna”
Na pytanie, czy wszyscy polscy politycy powinni mówić jednym głosem, że wojna w Ukrainie to „także nasza wojna”, Bosak odpowiedział, że w demokracji naturalne jest, iż ludzie się różnią, i że zawsze był sceptyczny wobec takiego sformułowania, określając je jako „pewien frazes”, do którego wypowiadania nikt nie powinien być dyscyplinowany.
W rozmowie doszło do ostrej wymiany zdań, gdy prowadząca zapytała wprost, czy dla Bosaka ważniejsza jest historia, czy fakt, że w Ukrainie giną dzieci — Bosak określił to pytanie jako demagogiczne, mające oddziaływać na emocje, na co prowadząca odpowiedziała, że śmierć dzieci nie jest demagogią, lecz faktem. Bosak argumentował, że poważne państwo prowadzi politykę na wielu odcinkach jednocześnie — humanitarnym, strategicznym, historycznym i gospodarczym — podczas gdy politycy niepoważnych, mało znaczących państw ekscytują się frazesami, nie realizując przy tym żadnych realnych interesów.
Zapytany wprost, czy wojna w Ukrainie jest „jego wojną”, odpowiedział, że na szczęście nie, i wyraził nadzieję, że tak pozostanie — zastrzegając, że rozważania o polityce międzynarodowej i geostrategii powinny dotyczyć wpływów, zasobów i interesów, nie kwestii „własności” konfliktu. Doprecyzował jednak, że utożsamia się ze swoim państwem, a dla Polski wrogiem pozostaje Rosja — ze względu na jej agresywną politykę wobec Ukrainy, ale też bezpośrednio wobec Polski, w tym roszczenia, działania dywersyjno-sabotażowe określane jako wojna hybrydowa, agresywną politykę wywiadowczą oraz fakt, że w oficjalnych doktrynach wojskowych Rosja klasyfikuje państwa NATO i Europy Zachodniej jako swoich militarnych przeciwników — co, jak podkreślił, było wiadome na długo przed rozpoczęciem obecnej wojny, właściwie od kilkuset lat.
Posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego
Zapytany, czy prezydent powinien zwołać posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w reakcji na ostatnią eskalację, Bosak opowiedział się za regularnym, comiesięcznym lub dwumiesięcznym zwoływaniem takich posiedzeń, oceniając, że to jedyne forum poważnej strategicznej dyskusji polskiej elity politycznej. Zaznaczył, że odmienne stanowisko — zwoływanie Rady wyłącznie w sytuacjach nadzwyczajnych — reprezentuje prezydent i jego otoczenie, przez co posiedzenia odbywają się rzadko, co Bosak ocenił jako niekorzystne.
Brak ambasadora w Kijowie
Bosak skomentował utrzymujący się od dłuższego czasu brak polskiego ambasadora w Kijowie (funkcję pełni chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz, pułkownik rezerwy Sił Zbrojnych i były ambasador w Afganistanie) jako element szerszego konfliktu kompetencyjnego między prezydentem a premierem. Ocenił krytycznie samego Łukasiewicza, wskazując, że jako były kandydat Wiosny Roberta Biedronia do Parlamentu Europejskiego nie sprawdził się w reprezentowaniu polskich interesów podczas ostatnich wydarzeń na Ukrainie, powtarzając w swoich wypowiedziach argumentację strony ukraińskiej zamiast polskiej.
Zaznaczył, że problem nie sprowadza się wyłącznie do niechęci prezydenta, lecz do głębszego sporu między ośrodkiem prezydenckim a rządowym — według jego wiedzy to właśnie z Kancelarii Premiera miał wyjść sygnał blokujący ewentualny kompromis między wicepremierem Radosławem Sikorskim a prezydentem Karolem Nawrockim w tej sprawie, ponieważ premier miałby nie być zainteresowany porozumieniem między nimi. Bosak ocenił, że sam brak polskiego ambasadora w kraju dotkniętym wojną nie buduje prestiżu ani powagi polskiej dyplomacji, choć zastrzegł, że nie jest to jedyny przejaw nieprofesjonalizmu państwa polskiego w polityce zagranicznej. Wyraził przekonanie, że gdyby sprawę pozostawić samym zainteresowanym — Sikorskiemu i Nawrockiemu — obaj, potrzebujący sprawnie działającej dyplomacji jako narzędzia realizacji polityki, doszliby do porozumienia.
Materiał „Rosyjskie ataki i pomoc Zachodu dla Ukrainy. Krzysztof Bosak komentuje”, kanał TVN24 na YouTube (211 tys. subskrybentów), 14 września 2026.