Mateusz Lachowski, korespondent wojenny, był gościem Patrycjusza Wyżgi w programie „Newsroom” na kanale Wirtualna Polska News. Rozmowa dotyczyła spotkania ministrów spraw zagranicznych Polski i Ukrainy, Radosława Sikorskiego i Andrija Sybihy, kulis sporu o ukraiński Panteon Narodowy, motywacji prezydenta Zełenskiego, zbliżających się wyborów na Ukrainie, sytuacji żołnierzy po ewentualnym zakończeniu wojny, kwestii migów oraz rosnących problemów Rosji na froncie i w gospodarce.
Wizyta Sybihy jako próba deeskalacji
Lachowski ocenił, że minister Andrij Sybiha przyjechał do Warszawy właśnie po to, by rozładować narastające napięcie. Podzielił się obserwacją usłyszaną od polskiego polityka zajmującego się Ukrainą: typowy schemat ukraińskiej dyplomacji polega na tym, że najpierw następuje przyciskanie, a potem odpuszczanie. W tym kontekście zinterpretował ogłoszenie Panteonu Narodowego na początku tygodnia jako element eskalacji, po której teraz następuje próba rozładowania napięcia. Wskazał, że na taką zmianę kursu wpłynęła też wyczekująca postawa polskiego rządu, sygnalizowana już podczas konferencji w Gdańsku, a także ożywienie tematu unijnej rezolucji potępiającej gloryfikację UPA — przypominając analogiczną rezolucję Parlamentu Europejskiego z 2010 roku, przyjętą po tym, jak odchodzący prezydent Wiktor Juszczenko nadał Stepanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy (decyzję później uchylił ukraiński sąd administracyjny za prezydentury Wiktora Janukowycza). Zauważył, że Platforma Obywatelska złożyła niedawno wniosek o wznowienie tego tematu na forum unijnym, co stanowi realną formę nacisku na Kijów, zwłaszcza w kontekście zbliżającej się rocznicy 11 lipca.
Marko Bezruczko jako „bezpieczny” gest wobec Polski
Pytany, z czym może przyjechać do Warszawy szef ukraińskiej dyplomacji, Lachowski wskazał na krążącą informację o propozycji włączenia do Panteonu postaci generała Marka Bezruczki jako wspólnego bohatera polsko-ukraińskiego. Zwrócił uwagę na symboliczny wybór hetmana Iwana Mazepy jako jednej z twarzy ogłoszenia Panteonu przez Zełenskiego przed Ławrą Peczerską — Mazepa, pochodzący z pogranicza polsko-ukraińskiego i mający polskie szlacheckie korzenie, jest zdaniem Lachowskiego postacią „bezpieczną” do wykorzystania w tej grze, ponieważ nie żyje od 300 lat i nie budzi kontrowersji, a nawet posiadał w przeszłości Order Orła Białego. Przypomniał również deklarację ambasadora Ukrainy Wasyla Bodnara, że w Panteonie nie znajdą się osoby odpowiedzialne za zbrodnie przeciwko ludzkości wobec cywilów — co, zdaniem Lachowskiego, powinno wykluczać np. Romana Szuchewycza.
Dlaczego Zełenski eskalował, zamiast się wycofać
Wyżga zauważył, że decyzja o ogłoszeniu Panteonu wyglądała na kontynuację eskalacji w odpowiedzi na polską reakcję dotyczącą nazwania jednostki wojskowej imieniem UPA. Lachowski wyjaśnił to charakterystycznym dla ukraińskiej dyplomacji stylem prowadzenia sporów — w tym modelu nigdy się nie ustępuje pierwszym, a w sytuacji eskalacji trzeba grać rolę twardziela, nie miękkiego gracza, bo słabość oznacza przegraną. Ocenił, że strona ukraińska liczyła na to, że Polska „pęknie” i sama zacznie łagodzić spór, wskazując przy tym na drobne sygnały, takie jak nadłożenie przez prezydenta Zełenskiego drogi przez Kiszyniów zamiast lot z polskiego lotniska — co polscy politycy, z którymi rozmawiał Lachowski, przyjęli raczej z rozbawieniem niż jako poważną eskalację.
Prawdziwy cel: polityka wewnętrzna i wybory prezydenckie
Odpowiadając na pytanie, jaki realny zysk ma Ukraina z tej gry (skoro to Polska decyduje o unijnej akcesji, a Ukraina prosiła o migi i technologię dronową, których nie dostaje), Lachowski wskazał jednoznacznie na wewnętrzną politykę prezydenta Zełenskiego. Poinformował, że w kręgach kijowskich mówi się o zbliżających się wyborach — do kraju powrócił generał Walerij Załużny, który potwierdził zamiar kandydowania, mimo prób namówienia go przez Zełenskiego na wspólnego kandydata obozu patriotycznego. Zełenski zdołał częściowo wciągnąć w tę grę również szefa wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa. Lachowski przypomniał, że w rankingach zaufania społecznego prowadzi Załużny, drugi jest Budanow, a trzeci Zełenski — ale mimo to ocenił, że gdyby wybory odbyły się teraz, to właśnie obecny prezydent miałby największe szanse na zwycięstwo.
Wskazał kilka przyczyn tej sytuacji: po pierwsze, konflikt z Polską wyraźnie podniósł notowania Zełenskiego — odebranie mu Orderu Orła Białego przez prezydenta Nawrockiego określił żartobliwie jako „prezent”, ponieważ Ukraińcy byli już na taką reakcję przygotowani i doszło do typowego zjednoczenia społeczeństwa wokół władzy (analogicznie do wcześniejszego konfliktu z prezydentem Trumpem). Po drugie, wśród ukraińskich elit zaczyna dojrzewać trzeźwa świadomość, że akcesja do UE nie nastąpi w ciągu najbliższej dekady, biorąc pod uwagę obecny budżet unijny obowiązujący do 2034 roku bez uwzględnienia rozszerzenia.
Interesy oligarchów a transparentność Unii
Lachowski zwrócił uwagę na fundamentalny problem: nie wszystkim ukraińskim elitom rzeczywiście zależy na wejściu do UE, ponieważ wiąże się to z transparentnością finansową, a w warunkach wojny i dużych przepływów pomocowych część osób czerpie z obecnego stanu rzeczy korzyści. Ocenił, że to prowadzi do presji oligarchów na klasę polityczną (nie bezpośrednio na prezydenta). Wyżga przywołał w tym kontekście analogię do genezy Majdanu sprzed ponad dekady, gdy społeczeństwo, chcąc integracji z UE, zbuntowało się przeciw elicie rezygnującej z umowy stowarzyszeniowej — Lachowski zgodził się, że historia zatacza koło, podkreślając rozbieżność interesów ludu, oligarchii i klasy politycznej jako fundamentalny problem Ukrainy od czasu odzyskania niepodległości w 1991 roku.
Polska nie jest Węgrami — ograniczona skuteczność nacisku na Kijów
Lachowski przywołał wypowiedzi zachodnich dyplomatów sugerujących, że dla części państw UE (nie tylko Polski) obecność Węgier jako blokującego akcesję Ukrainy była wygodnym rozwiązaniem. Ocenił jednak, że próba rozgrywania Polski analogicznie do Węgier się nie powiedzie — Polska ma inną pozycję w Unii i inne relacje z Brukselą niż Orbán, który był problemem dla większości państw członkowskich. Wskazał, że Czechy zaczynają już stawać po stronie Polski w sporze o gloryfikację UPA, ponieważ istnieje unijny konsensus cywilizacyjny, że kolaborantów nazistowskich nie wynosi się na sztandary.
Różnica cezury historycznej: 2004 kontra 2014
Lachowski, mieszkający wcześniej cztery lata na Ukrainie i regularnie ją odwiedzający, wskazał na kluczową różnicę między polską a ukraińską transformacją: polskie elity przed 2004 rokiem „odrobiły lekcję” europejskiej integracji, podczas gdy ukraińskie elity do 2014 roku (a częściowo nawet do czasów Janukowycza) balansowały między Zachodem a bliską współpracą z Rosją, czerpiąc korzyści biznesowe z tego stanu. Dopiero Rewolucja Godności i wybuch wojny z Rosją całkowicie zmieniły ten kraj i rozwiały wątpliwości co do rosyjskich intencji.
Kto może zastąpić Zełenskiego
Pytany o prognozę co do następcy Zełenskiego, Lachowski odmówił jednoznacznej odpowiedzi, wskazując na zbyt wiele zmiennych czynników. Ocenił, że jeśli Zełenski wystartuje, ma około 50 procent szans na zwycięstwo; jeśli natomiast zdecyduje się nie kandydować i wystawi Budanowa jako wspólnego kandydata obozu patriotycznego, to Budanow miałby realne szanse w starciu z Załużnym. Wskazał na psychologiczny mechanizm strachu przed zmianą władzy w sytuacji kryzysowej — część Ukraińców, z którymi rozmawiał, deklarowała, że w razie wyborów podczas zawieszenia broni głosowaliby na Zełenskiego (znany czynnik), a dopiero po wojnie rozważaliby Załużnego.
Nastroje wśród żołnierzy: rozliczenia po wojnie, nie bunt teraz
Odnosząc się do pytania o ewentualny bunt wśród żołnierzy z powodu korupcji, Lachowski ocenił, że na razie taki scenariusz jest mało prawdopodobny dzięki silnemu poczuciu odpowiedzialności — żołnierze, z którymi rozmawiał, konsekwentnie deklarują chęć rozliczeń dopiero po zakończeniu wojny, traktując obecną jedność jako warunek przetrwania państwa. Zauważył, że przez pierwsze dwa lata wojny konflikt polityczny na Ukrainie był w dużej mierze wygaszony, a dopiero od około półtora roku powrócił na poważnie.
Ustawa o zakazie wyjazdu żołnierzy po wojnie
Lachowski ujawnił, że w Kijowie dyskutowany jest pomysł (przedstawiony pierwotnie przez Załużnego jeszcze jako głównodowodzącego) wprowadzenia ustawy blokującej możliwość opuszczenia kraju przez osoby w wieku mobilizacyjnym przez trzy lata od zakończenia działań wojennych. Wyjaśnił, że celem jest zapobieżenie sytuacji, w której rozformowanie liczącej 200-300 tysięcy żołnierzy armii i ich masowy wyjazd z kraju stworzyłyby dla Rosji dogodny moment do ponownej prowokacji. Podkreślił, że wielu ukraińskich żołnierzy i dowódców, z którymi rozmawiał (w tym przy okazji reportażu z 24 lutego dla Wirtualnej Polski), postrzega obecną wojnę jako wojnę o przetrwanie, spodziewając się rosyjskiej próby „trzeciego rozdania” nawet po ewentualnym zawieszeniu broni, opierając się na doświadczeniu ośmiu lat wojny na Donbasie i ponad czterech lat pełnoskalowej inwazji.
Nielegalny handel bronią jako rosnący problem
Lachowski wskazał na realny, już istniejący problem przenikania broni z Ukrainy przez granicę polską, angażujący również zagraniczne grupy przestępcze (np. gangi motocyklowe), o czym — jak zaznaczył — wiedzą już polskie służby mundurowe. Ocenił, że po wojnie problem ten może się nasilić, a temat może być też wykorzystywany przez ukraińskich polityków jako element nacisku na Unię Europejską w celu uzyskania dodatkowego wsparcia.
Migi za technologię — realna gra interesów
Odnosząc się do sporu o samoloty MiG-29, Lachowski wyjaśnił, że Ukrainie zależy przede wszystkim na modernizacji przekazanych maszyn (w ostatnich dwóch tygodniach stracili dwa migi), a nie tylko na samym transferze sprzętu. Wskazał, że Polska ze swojej strony jest szczególnie zainteresowana ukraińskim doświadczeniem w zakresie rozproszonej produkcji dronów (unikanie punktowych ataków rosyjskich) oraz systemem zarządzania polem walki „Delta” — wiedzą, którą ukraińskie firmy i wojsko niechętnie się dzielą, chcąc zachować przewagę komercyjną po zakończeniu wojny. Ocenił, że rozwiązanie w formie kontraktu na modernizację migów (a nie prostej wymiany barterowej) byłoby korzystne dla obu stron, zaznaczając, że tego rodzaju relacje międzypaństwowe opierają się bardziej na wzajemnej wymianie interesów niż na emocjonalnej retoryce solidarności i wdzięczności, do której — jak zauważył — Ukraińcy na poziomie społecznym są mimo wszystko przywiązani.
Problemy Rosji: utrata inicjatywy na froncie
W ostatniej części rozmowy Lachowski przedstawił przegląd trudności, z jakimi mierzy się obecnie Rosja. Wskazał na strukturalny problem łączności rosyjskiej armii, który od kilku miesięcy pozwolił Ukrainie odebrać Rosjanom pełną inicjatywę na polu walki — sytuacja, którą przypisał działaniu terminali Starlink Elona Muska, wobec czego Rosjanie od miesięcy nie znaleźli skutecznej odpowiedzi. Zaznaczył jednak, że wśród wyższych oficerów ukraińskich istnieje obawa, że taka odpowiedź w końcu się pojawi, podobnie jak wcześniej Rosjanie znaleźli systemowe rozwiązanie przeciwko dronom. Ocenił trudną sytuację pod Konstantynówką jako jedyny obecnie realny plus po stronie rosyjskiej.
Płonące rafinerie i paraliż turystyki na Krymie
Lachowski opisał masowe niszczenie rosyjskich składów i zaplecza wojskowego, co ogranicza możliwości rozpoczętej ofensywy letniej Rosji w porównaniu do ofensywy jesienno-zimowej sprzed roku. Wskazał na pożar rafinerii w Moskwie, zmuszający Rosję do sprowadzania paliwa z innych regionów, oraz na odpowiedź Rosji w postaci ataku na Kijów, w którym zginęło 27 osób — ocenił to jednak jako rutynowe działanie, niebudzące już większego wrażenia międzynarodowego, mimo żałoby w stolicy Ukrainy. Zwrócił uwagę na wizerunkowy problem Putina związany z sytuacją na Krymie — półwyspie, którego aneksja w 2014 roku była źródłem rekordowego poparcia dla rosyjskiego prezydenta — gdzie obecnie skutecznie prowadzone nocne ataki ukraińskie sparaliżowały ruch turystyczny (w przeciwieństwie do poprzednich lat wojny) oraz spowodowały niedobory paliwa, co Lachowski ocenił jako duży sukces ukraiński, mający na celu wymuszenie na Rosji podjęcia rozmów pokojowych — choć, jak zaznaczył, na razie Rosja pozostaje wytrzymała, a Putin liczy na to, że rosyjskie społeczeństwo nie wyjdzie na ulice.
Rozmowę przeprowadził Patrycjusz Wyżga w ramach cyklu „Newsroom”. Materiał dostępny na kanale Wirtualna Polska News na YouTube, liczącym dwieście szesnaście tysięcy subskrybentów. Opublikowany 3 lipca 2026.