Mateusz Lachowski, korespondent wojenny i twórca kanału Korespondent.pl, rozmawiał z Wirtualną Polską bezpośrednio z Ukrainy — dzień po masowym rosyjskim ataku rakietowym na Kijów, Dniepr, Zaporoże i Charków.
Atak na ratowników, nie tylko na infrastrukturę
Lachowski relacjonował, że Rosjanie użyli ponad 30 rakiet wymierzonych w samą stolicę, w tym rakiet cyrkonowych. Zwrócił uwagę na charakterystyczny element taktyczny: cele obejmowały siedziby ukraińskiej służby ratowniczej — strażaków i ratowników medycznych. Ocenił, że to próba uderzenia w tyły i pogorszenia morale Ukraińców w sytuacji, gdy na froncie Rosji nie idzie. Mimo skali zniszczeń życie w Kijowie i Lwowie wróciło do normalnego rytmu niemal natychmiast — metro, kawiarnie, praca. „To jest piąty rok wojny i ludzie po prostu żyją, tylko że z syrenami w tle” — podsumował.
Dodał, że Rosjanie celowo rozłożyli atak w czasie: pierwsza seria około trzeciej w nocy, kolejna do piątej, a następna o siódmej rano — gdy ludzie wychodzili z schronów i jechali do pracy. „Jeśli chodzi o terror, Rosjanie są w tym bardzo sprawni” — ocenił.
Budanow: nie ma konstruktywnych rozmów o zawieszeniu broni
Na forum bezpieczeństwa zorganizowanym przez Kyryła Budanowa — obecnego szefa Biura Prezydenta Ukrainy — padła jednoznaczna deklaracja: nie toczą się żadne konstruktywne rozmowy, które mogłyby doprowadzić do zawieszenia broni. Lachowski podkreślił, że Budanow i jego zastępca generał Palisa uczestniczyli bezpośrednio we wszystkich dotychczasowych kontaktach z Rosjanami, więc mają pełną wiedzę o stanie negocjacji. Trwają jedynie rozmowy techniczne — o wymianie jeńców — ale nic więcej. Kwestia relacji z Polską nie pojawiła się na forum, choć jednym z uczestników był generał Palisa, który podpisał dekret o nadaniu jednostce imienia „bohaterów UPA”.
„Koszmarny błąd” — osobiste wyznanie
Lachowski nie ukrywał osobistego stosunku do tematu. Jego dziadek uciekał z Wołynia — rodzinę uratowali Ukraińcy, którzy ostrzegli przed nadchodzącą UPA. Stwierdził wprost, że UPA to organizacja zbrodniarzy i ludobójcza formacja, i że dla Polaków nigdy nie będzie inaczej.
Decyzję Zełenskiego określił jako „koszmarny błąd”, który zaważy na relacjach polsko-ukraińskich. Nie spodziewa się jednak, że prezydent się wycofa — 90 procent ukraińskich internautów popiera tę decyzję, a Zełenski zmaga się z wewnętrzną krytyką związaną z aferami korupcyjnymi w swoim otoczeniu. Zdaniem Lachowskiego nadanie jednostce kontrowersyjnej nazwy mogło być właśnie gestem obliczonym na konsolidację nacjonalistycznego elektoratu.
Ukraińcy nie rozumieją polskiej perspektywy
Na pytanie, czy Ukraińcy rzeczywiście rozumieją, jak Polacy patrzą na UPA, Lachowski odpowiedział bez ogródek: „Gdyby rozumieli, we Lwowie nie byłoby pomnika Szuchewycza ani ulicy jego imienia.” Ocenił, że Ukraińcy rozumieją, iż Wołyń jest dla Polaków bolesny, ale przepaść między obiema perspektywami historycznymi jest ogromna. Ukraińska narracja sprowadza UPA przede wszystkim do walki z Sowietami po 1944 roku, marginalizując zbrodnie na Polakach. Część Ukraińców ze wschodu kraju dystansuje się w ogóle od tego tematu, twierdząc, że to sprawa kilku zachodnich obwodów, a oni sami mają własną historię — Hołodomor, sowieckie represje.
Ekshumacje ważniejsze niż Order Orła Białego
Lachowski wyraził wątpliwości wobec odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego — ocenił, że to wejście w spiralę wzajemnych gestów, a nie twarda polityka. Zaapelował o asertywne stawianie Ukrainie warunków: jeśli będą upamiętnienia zbrodniarzy, Polska podejmie kroki bolesne dla Kijowa. Jako priorytet wskazał jednak ekshumacje — trwające już w Łopnikach i zapowiadane w innych miejscach — bo czekają na nie konkretni ludzie, rodziny zamordowanych. „To jest najważniejsze. Tych ekshumacji nie można poświęcać dla politycznych gestów.”