Parafianowicz w Radio Rebliant: Zełenski wziął ukraińską diasporę w Polsce za zakładnika, gra historią jak wcześniej robiła to Rosja

Gościem Radia Rebeliant był Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, współprowadzący podcast „Bez Doktryny”, były korespondent wojenny i autor książki o zakulisowych działaniach w polityce polsko-ukraińskiej. W obszernej rozmowie omówił stan relacji Warszawy z Kijowem po serii decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego dotyczących polityki historycznej, ocenił motywacje ukraińskiego prezydenta, wskazał możliwe narzędzia nacisku po stronie polskiej oraz przedstawił swoją prognozę dotyczącą przebiegu i zakończenia wojny.

Spotkanie Sikorski–Sybiha bez wspólnego komunikatu

Punktem wyjścia rozmowy było spotkanie ministrów spraw zagranicznych Polski i Ukrainy, Radosława Sikorskiego i Andrija Sybihy, po którym nie odbył się wspólny briefing – każda ze stron wydała osobne oświadczenie. Parafianowicz ocenił, że taki układ komunikacyjny zwykle sygnalizuje brak wspólnej płaszczyzny porozumienia. Wskazał, że gdyby uzgodniono konkretne ustalenia, obaj ministrowie najpewniej ogłosiliby je wspólnie – jako przykład podał wspomnianą w jego artykule dla Wirtualnej Polski postać Marka Bezruczki, oficera Ukraińskiej Republiki Ludowej, który brał udział w zajęciu Kijowa razem z Polakami i bronił Zamościa. Miał on zostać włączony do ukraińskiego Panteonu Narodowego w ramach ewentualnego porozumienia polsko-ukraińskiego. Brak takiego komunikatu, zdaniem Parafianowicza, oznacza, że strony się nie dogadały w tej kwestii – ewentualnie obie próbują uniknąć kontrowersji i zostawiają sobie ogłoszenie ustaleń na później, poprzez fakty dokonane. Jako dodatkowy sygnał braku postępu wskazał słowa premiera Donalda Tuska z konferencji prasowej, w których oczekiwał większej elastyczności ze strony ukraińskiej.

Geografia nie pozwala Zełenskiemu omijać Polski

Odpowiadając na pytanie, czy Ukraina przestała się liczyć z Polską, uznając ją za mniej potrzebną, Parafianowicz ocenił, że taka percepcja może istnieć po stronie prezydenta Zełenskiego, ale jest błędna, ponieważ sama geografia nie pozwala abstrahować od Polski. Zwrócił uwagę, że spotkania w formacie E3, realizowane przez Zełenskiego z liderami Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, coraz bardziej przypominają spotkania z politykami w odwrocie: ostatnie spotkanie w Londynie odbyło się z premierem Keirem Starmerem, który krótko potem stracił stanowisko; francuski prezydent Emmanuel Macron ma na karku rosnącą pozycję Jordana Bardelli; a niemiecki kanclerz Friedrich Merz w dużej mierze kieruje się presją ze strony Alternatywy dla Niemiec (AfD), ugrupowania sceptycznego wobec Ukrainy. W tej sytuacji – ocenił Parafianowicz – Zełenski nie może sobie pozwolić na komfortowe pomijanie Polski.

Prawicowy nastrój w Europie i w Polsce

Zapytany, czy niemiecka polityka pod wpływem AfD ma odpowiednik w Polsce, Parafianowicz stwierdził, że nastrój społeczny w całej Europie jest mocno przesunięty w prawo, co wynika w dużej mierze z ogólnego postrzegania migracji, a nie wyłącznie kwestii ukraińskich. Wskazał, że Merz kilkukrotnie podejmował decyzje zbrojeniowe – w tym odmowę dostarczenia Ukrainie pocisków manewrujących Taurus – kierując się sondażami pokazującymi AfD jako momentami pierwszą siłę polityczną, mimo że nie oznacza to realnej szansy tej partii na utworzenie rządu wobec tzw. kordonu sanitarnego. Podobny mechanizm, jego zdaniem, działa w Wielkiej Brytanii wobec Starmera oraz we Francji, gdzie Zełenski może być rozczarowany podejściem Bardelli do porozumienia rozejmowego. W Polsce – ocenił Parafianowicz – ten sam prawicowy sentyment zmusza premiera do dostosowywania polityki do nastrojów społecznych, co jest naturalnym mechanizmem demokratycznym.

Prowadzący dopytał, czy to rzeczywiście politycy odpowiadają na nastroje społeczne, czy raczej sami je ukierunkowują – przywołując przykład Rafała Trzaskowskiego, który w kampanii wyborczej zaproponował ograniczenie świadczenia 800 plus dla Ukraińców, powielając wcześniejszą narrację Konfederacji. Parafianowicz przyznał, że to raczej konstatacja przez polityków różnych opcji politycznych powszechnego przesytu tematem ukraińskim i świadczeniami dla Ukraińców, do której poważny polityk musi się dostosować, jeśli chce wygrywać wybory. Przywołał tezę profesora Grzegorza Motyki wygłoszoną w TVN, że premier, który zignoruje kwestie historyczne w relacjach z Ukrainą, ryzykuje przegraną wyborczą – Parafianowicz zgodził się z tą oceną, wskazując, że obok afery szpitala południowego sprawy ukraińskie są dziś jedną z dwóch kluczowych emocji społecznych w polskiej polityce.

Czy to polityka historyczna, czy gra Zełenskiego

Parafianowicz podkreślił paradoks w postawie ukraińskiego prezydenta: z jednej strony Zełenski deklaruje potrzebę mówienia o przyszłości zamiast o historii, z drugiej sam intensywnie prowadzi politykę historyczną na Ukrainie – przyjmując ustawę o Panteonie Narodowym, sprowadzając i ponownie chowając na cmentarzu wojennym ciało Andrija Melnyka (określonego przez Parafianowicza jako kolaborant hitlerowski) obok żołnierzy poległych w wojnie z Rosją, a także nadając jednostce sił specjalnych patronat tzw. bohaterów UPA.

Zapytany wprost, czy to, co robi Zełenski, można nazwać polityką historyczną, Parafianowicz odpowiedział przecząco – ocenił, że celem strategicznym strony ukraińskiej jest przedstawienie Polski jako państwa histerycznego, ukrainofobicznego i niepoważnego partnera. Dostrzegł w tym uderzające podobieństwo do metody stosowanej wcześniej przez Rosję: przed pełnoskalową inwazją to Polska ostrzegała Europę przed rosyjską agresywnością, a rosyjski minister Siergiej Ławrow odpowiadał, przedstawiając Polskę jako kraj rusofobiczny kierujący się emocjami zamiast faktami. Zdaniem Parafianowicza Zełenski w zaskakujący sposób powtarza dziś tę samą metodę wobec Polski, mimo że prowadzi wojnę z Rosją – co czyni go, jego słowami, głównym dziś rozsadnikiem myślenia post-sowieckiego w regionie, podczas gdy uwaga komentatorów zwykle skupia się na szukaniu prorosyjskich „onuc”. Ocenił, że prezydent Nawrocki dobrze zrobił, „wywracając stolik” i przedstawiając polskie stanowisko w sposób asertywny, ponieważ Ukraina jest dziś państwem na tyle silnym militarnie, że nie wymaga już opieki czy „niesienia kaganka oświaty”, tylko jasnego przedstawienia polskich racji – i że był to prawdopodobnie ostatni moment, by zrobić to zdecydowanie, zanim za kilka lat ktoś zapyta, dlaczego Polska nie protestowała wcześniej przeciwko nazwaniu jednostki imieniem UPA, a protestuje przy Szuchewyczu. Przywołał przy tym artykuł Tomasza Żółciaka i Grzegorza Osieckiego, według którego na biurku szefa administracji prezydenckiej Andrija Jermaka (określonego jako „Budanow” w transkrypcie, co może być pomyłką) leży wniosek o nadanie imienia Szuchewycza 67. Brygadzie Zmechanizowanej.

Skala ofiar UPA i ryzyko „brunatyzacji”

Parafianowicz odrzucił argument, że współczesny kult UPA nie jest wymierzony w Polskę, porównując go do twierdzenia, że UPA walczyła głównie z NKWD. Wskazał, że statystyki ofiar UPA pokazują, iż największą grupę – około 100 tysięcy – stanowili Polacy, w tym kobiety, dzieci i starcy, a na drugim miejscu Żydzi, ponieważ formacje pod dowództwem Romana Szuchewycza (używającego pseudonimu Taras Czuprynka) współuczestniczyły również w Holokauście. Ocenił, że żadne poważne państwo w cywilizacji judeochrześcijańskiej, po procesach norymberskich, nie powinno tolerować kultu ludobójców, i że kontynuowanie takiej polityki grozi „rezurekcją idei nacjonalizmu integralnego w wersji light” na Ukrainie – ideologii w dużej mierze antypolskiej, czego żadne poważne państwo graniczące z Ukrainą na odcinku 300 km nie może akceptować.

Alternatywy dla Orderu Orła Białego i polskie karty symboliczne

Odpowiadając na pytanie o propozycję ministra Radosława Sikorskiego, by zamiast odbierać Ukrainie Order Orła Białego, nazwać coś imieniem ofiar UPA na Wołyniu, Parafianowicz ocenił to jako słuszny kierunek, przywołując wcześniejszą propozycję nazwania lotniska w Jasionce imieniem ofiar ludobójstwa UPA, a także pomysł posła Radosława Fogla, by każda dostawa broni przechodząca przez Jasionkę była kwitowana zobowiązaniem, że sprzęt nie trafi do jednostek odwołujących się do tradycji UPA. Wskazał, że Polska dysponuje szeregiem niewykorzystanych narzędzi soft power – możliwością tworzenia muzeów na wzór POLIN, Muzeum Historii Polski czy Muzeum Powstania Warszawskiego, a mimo to po 30 latach od upadku komunizmu wciąż brakuje sali pamięci poświęconej ofiarom ludobójstwa wołyńskiego, co jego zdaniem obciąża stronę polską. Pochwalił działania IPN publikującego w języku angielskim materiały o pogromie Żydów lwowskich z 30 czerwca 1941 roku i zaangażowaniu w niego ludzi Szuchewycza, oceniając, że przedstawianie go jako „kieszonkowego Hitlera” dążącego do państwa satelickiego III Rzeszy skutecznie utrudnia międzynarodowe lansowanie takich postaci jako bohaterów.

Parafianowicz wskazał również na możliwość działań legislacyjnych – rezolucji upamiętniających Wołyń, które już funkcjonują w Parlamencie Europejskim i mogłyby, jego zdaniem, zostać powtórzone w amerykańskim Kongresie pod wpływem polskiego lobby, na wzór skuteczności diaspory ormiańskiej w USA w sprawie pamięci o ludobójstwie Ormian. Przywołał precedens sporu polsko-izraelskiego wokół nowelizacji ustawy o IPN z 2018 roku, kiedy to nieformalny nacisk doprowadził do faktycznego zablokowania wizyt prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu do czasu wycofania spornych zapisów – sugerując możliwość powtórzenia podobnego manewru wobec Ukrainy w Waszyngtonie, zwłaszcza że Kijów jest silnie uzależniony od USA jako dostawcy technologii i pocisków do systemu Patriot, co daje Polsce potencjalne pole do działania „by proxy” poprzez amerykańskiego sojusznika, wymagające jednak sprawnej dyplomacji po stronie polskiej.

Edukacyjna kontrpropaganda i sprzedaż migów

Na pytanie, czy Polska mogłaby prowadzić wobec Ukrainy działania edukacyjne analogiczne do skutecznych akcji dezinformacyjnych Rosji wobec Polski, Parafianowicz ocenił obecne działania – w tym finansowaną z budżetu państwa telewizję „Sława”, nadającą w języku ukraińskim pod egidą TVP – jako nieskuteczne, a samą nazwę stacji (nawiązującą do zawołania banderowskiego) za nieporozumienie. Wskazał, że Ukraińcy czerpią wiedzę głównie z mediów społecznościowych, zwłaszcza Telegrama, i że Polska powinna skupić się na budowaniu kanałów dotarcia i wiralowych, uproszczonych narracji historycznych w tym środowisku, zamiast pozorować zaangażowanie. Przywołał też opinię swoich rozmówców, że Polska powinna po cichu realizować własne interesy zamiast prowadzić spory na Twitterze – jako przykład podał sprawę samolotów MiG, sugerując, że jeśli Ukraina rzeczywiście nie dotrzymała umowy dotyczącej dronów lub żądała remontu myśliwców na koszt Polski (jak miał podać Onet), to być może należałoby po prostu sprzedać te samoloty innemu krajowi realizującemu interesy Zachodu, bez zbędnej wojny na platformie X.

Ryzyko wykorzystania sporu przez środowiska skrajne

Zapytany, czy środowiska nacjonalistyczne w Polsce będą celowo podsycać spór z Ukrainą dla własnych korzyści politycznych, Parafianowicz przyznał, że taka obawa jest zasadna, zastrzegając jednocześnie, że sam nie ufa argumentom o „korkach od szampana strzelających na Kremlu” ani hasłom o „ruskich onucach”, które uznał za nadużywane i mało wiarygodne. Podkreślił jednak, że zagrożenie ze strony Rosji jest realne – wskazał na doniesienia mediów polskich i brytyjskich o przygotowywanych przez Rosję atakach pod obcą flagą na terytorium państw NATO. Zastrzegł, że świadomość tego zagrożenia nie powinna prowadzić do rezygnacji z realizacji polskich celów w polityce historycznej wobec sąsiadów, ponieważ – jak zauważył – sam Zełenski pokazuje, że jednoczesne mówienie o przyszłości i intensywne korzystanie z historii nie wykluczają się nawzajem.

Ewolucja Zełenskiego od 2022 roku

Odpowiadając na pytanie, czy postawa Zełenskiego ewoluowała od początku pełnoskalowej wojny, Parafianowicz ocenił, że strona ukraińska była brutalna w swoich metodach od samego początku – przywołał opisany w swojej książce przypadek, gdy „rozhisteryzowany” Zełenski dzwonił do Andrzeja Dudy z prośbą o samoloty MiG i drony Bayraktar, zarzucając mu personalnie odmowę pomocy, a szef administracji prezydenckiej Andrij Jermak wysyłał zachodnim dyplomatom zdjęcia martwych dzieci i stosował podobne metody nacisku wobec m.in. wyjeżdżającej ambasador Niemiec w Kijowie. Ocenił, że nie można mieć pretensji do ukraińskich polityków, w tym Tarasa Kaczki, o realizowanie ukraińskiego interesu państwowego w sposób „darwinistyczny” – to rola Polski, by odpowiadać na to mądrze i asertywnie, zabezpieczając własne interesy.

Parafianowicz zdecydowanie odrzucił argument dotyczący „wdzięczności ukraińskiej”, oceniając go jako równie irytujący jak rosyjska retoryka o „onucach” – zaznaczył, że nigdy nie oczekiwał od Ukraińców wdzięczności za wcześniejszą darmową pomoc wojskową, ponieważ realizowała ona interes Polski, podobnie jak późniejsza, korzystna finansowo sprzedaż armatohaubic Krab. Podsumował, że interesuje go wyłącznie to, by polska klasa polityczna skutecznie i bez sentymentów realizowała własny interes bezpieczeństwa.

Perspektywy zakończenia wojny i wybory na Ukrainie

Pytany o szanse zakończenia wojny w tym roku, Parafianowicz wyraził sceptycyzm, przypominając, że niedawna konferencja odbudowy Ukrainy była już piątą taką konferencją od 2022 roku (po Lugano, Berlinie, Londynie, Rzymie i Gdańsku). Odnosząc się do tematu wyborów prezydenckich na Ukrainie, wskazał, że mimo iż Zełenski sprawuje władzę zgodnie z prawem – ustawy o stanie wojennym przewidują przedłużenie jego kadencji do zakończenia wojny – istnieje polityczna potrzeba odnowienia legitymizacji władzy prezydenta i Rady Najwyższej. Jako dowód przywołał niedawne spotkanie Zełenskiego z generałem Wałerijem Załużnym, podczas którego prezydent miał pytać generała, uważanego za potencjalnego kandydata w przyszłych wyborach, o jego plany startu.

Odnośnie samego przebiegu wojny, Parafianowicz wskazał na niepokojące doniesienia o rosyjskich prowokacjach przy granicach NATO oraz możliwej jesiennej mobilizacji planowanej przez Władimira Putina, wynikającej z wyczerpywania się rosyjskich zasobów demograficznych potrzebnych do przełamania frontu. Ocenił, że wojna na Ukrainie ma charakter zbliżony do konfliktu bliskowschodniego i będzie „zamrażana i odmrażana” przez wiele kolejnych dekad, a trwałe zamrożenie obecnej fazy będzie możliwe dopiero, gdy Putin osiągnie satysfakcjonujący go wynik – czyli zajmie cały Donbas, w tym miasta-twierdze: niemal już zdobytą Konstantynówkę, a także Drużkiwkę, Kramatorsk i Słowiańsk wraz z prowadzącą do Izium drogą zaopatrzeniową. Wskazał na doniesienia o uszczelnianiu granicy rosyjsko-kazachskiej i przygotowaniach do powszechnej mobilizacji jako sygnały możliwych niespodziewanych zwrotów akcji latem i jesienią. Zwrócił też uwagę na skuteczne działania Ukrainy wewnątrz Rosji – ataki dronowe oraz odcinanie Krymu za pomocą produkowanych samodzielnie pocisków, mające na celu wywołanie tam kryzysu logistycznego lub humanitarnego jako formy nacisku na Putina, który – zdaniem Parafianowicza – będzie zmuszony odpowiadać dalszą eskalacją, ponieważ w rosyjskim systemie władzy ustępstwo może oznaczać utratę władzy, a nawet życia.

Odpowiadając na uwagę prowadzącego o podobieństwie obu prezydentów w gotowości do poświęceń cudzym kosztem, Parafianowicz zastrzegł stanowczo, że nie ma między nimi symetrii – Zełenski broni zaatakowanego, suwerennego państwa, podczas gdy Putin jest przywódcą, który dokonał zbrodniczej agresji i naruszył granice sąsiada.

Diaspora ukraińska w Polsce jako zakładnik

Na zakończenie rozmowy Parafianowicz odniósł się do doniesień o rosnących szykanach wobec Ukraińców w Polsce w kontekście eskalującego sporu historycznego, a także do możliwości głosowania przedstawicieli diaspory w ukraińskich wyborach prezydenckich z terytorium Polski. Ocenił jednoznacznie, że Zełenski „wziął ukraińską diasporę w Polsce za zakładnika” swojej polityki historycznej, co określił jako nieodpowiedzialne i niegodne racjonalnie myślącego polityka. Wyraził jednocześnie rozczarowanie, że najbardziej aktywna część diaspory – w tym osoby wcześniej zaangażowane w zbiórki na generatory dla Ukrainy – nie zajęła wcześniej stanowiska wzywającego obie strony, a zwłaszcza Zełenskiego jako „architekta tego bajzlu”, do deeskalacji. Jedyną wyraźną, zauważalną akcją społeczną w tym czasie był, jego zdaniem, internetowy „order obywatelski” dla Zełenskiego, który – jak ocenił – naruszał polskie barwy narodowe i stanowił jednostronne opowiedzenie się w konflikcie bez próby szukania równowagi.

Parafianowicz ocenił, że rozpętanie przez Zełenskiego pełnoskalowego sporu historycznego z Polską i „weaponizacja” pamięci o ofiarach ludobójstwa – wykorzystywanie np. kwestii ekshumacji do kroplowego dawkowania ustępstw wobec Polski dla budowania własnej popularności wewnątrz Ukrainy – daje Polsce pełne prawo do wykorzystania dostępnych jej narzędzi nacisku, w tym świadczeń socjalnych dla Ukraińców, jako instrumentu w tych relacjach. Rozmowę zamknięto konstatacją, że dalszy rozwój sytuacji będzie miał znaczenie również w kontekście negocjacji akcesyjnych Ukrainy do Unii Europejskiej, które będą wymagały zgody Polski.


Program poprowadził gospodarz Radia Rebeliant. Gościem był Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i współprowadzący podcast „Bez Doktryny”. Materiał dostępny na kanale Radio Rebeliant na YouTube, liczącym 147 tys. subskrybentów. Opublikowany 6 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *