Parośla 1943: gdzie rozpoczęła się zbrodnia wołyńska

Zima 1943 roku, niewielka polska kolonia Parośla w powiecie sarnieńskim województwa wołyńskiego. To właśnie tam, w nocy z 8 na 9 lutego, doszło do wydarzenia uznawanego za początek jednego z najkrwawszych rozdziałów w historii Wołynia – pierwszego masowego mordu na Polakach dokonanego przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ta noc stała się zapowiedzią tragedii, która w kolejnych miesiącach objęła setki miejscowości i na trwałe odmieniła obraz całego regionu.

Wołyń przed burzą

Aby zrozumieć skalę tragedii, konieczne jest cofnięcie się do relacji polsko-ukraińskich w dwudziestoleciu międzywojennym oraz procesu radykalizacji ukraińskiego ruchu narodowego. Ukraińcy byli wówczas najliczniejszą mniejszością narodową w II Rzeczypospolitej – liczyli od 4,5 do 5 milionów osób, zamieszkując głównie województwa południowo-wschodnie: lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie, a także Wołyń i Polesie. Funkcjonowali jako pełnoprawni obywatele państwa polskiego, dysponując własnymi organizacjami społecznymi, prasą, a nawet reprezentacją w parlamencie – mimo istniejących napięć nie była to grupa systemowo wykluczona.

Szczególną rolę odgrywała sytuacja na samym Wołyniu, gdzie władze próbowały prowadzić politykę realnego porozumienia z miejscową ludnością ukraińską. Wojewoda Henryk Józewski, oskarżany momentami nawet o nadmierne faworyzowanie Ukraińców, wdrażał program znany jako Eksperyment Wołyński – zakładający wspieranie ukraińskiego życia kulturalnego i religijnego przy jednoczesnym budowaniu lojalności wobec polskiego państwa. Celem było ograniczenie wpływów nacjonalistycznych, odsunięcie Ukraińców od Związku Sowieckiego oraz – co być może najistotniejsze – budowa pozytywnych relacji polsko-ukraińskich.

Równolegle jednak w całej Rzeczypospolitej narastały napięcia narodowościowe. Część ukraińskich środowisk politycznych odrzucała jakikolwiek kompromis z państwem polskim, traktując je jako przeszkodę na drodze do niepodległości.

Narodziny radykalnego nacjonalizmu

Kluczową rolę w tym procesie odegrała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), powstała w 1929 roku z połączenia różnych środowisk emigracyjnych i konspiracyjnych. Jej ideologia opierała się na koncepcji integralnego nacjonalizmu Dmytra Doncowa, zakładającej wyższość interesu narodu nad prawami jednostki oraz akceptującej przemoc jako narzędzie walki politycznej.

OUN odrzucała drogę parlamentarną na rzecz działań rewolucyjnych – sabotaży i zamachów wymierzonych w konkretne osoby. Wśród ofiar znaleźli się przede wszystkim przedstawiciele polskich władz, w tym – paradoksalnie przychylnie nastawiony do Ukraińców – minister Bronisław Pieracki, a także Ukraińcy uznani przez nacjonalistów za zbyt ugodowych wobec Polski, jak dyrektor Lwowskiego Gimnazjum Akademickiego Iwan Babij.

Przez pierwsze lata organizacją kierował Jewhen Konowalec. Po jego śmierci w 1938 roku narastały wewnętrzne napięcia, które w 1940 roku doprowadziły do rozłamu. Powstały dwa konkurencyjne ośrodki: frakcja Andrija Melnyka (OUN-M, tzw. melnykowcy) oraz grupa skupiona wokół Stepana Bandery (OUN-B, tzw. banderowcy). Obie dążyły do niepodległego państwa ukraińskiego, ale różniły się metodami działania i oceną sytuacji międzynarodowej. Melnykowcy, starsi i bardziej zhierarchizowani, liczyli głównie na współpracę z III Rzeszą, podczas gdy banderowcy stawiali na terror, konspirację i przemoc. Z czasem to właśnie OUN-B zdobyła dominujące wpływy na Wołyniu, stając się główną siłą organizacyjną ukraińskiego podziemia w regionie.

Wojna jako przyspieszacz przemocy

Decydujące znaczenie miał wybuch II wojny światowej. Rozpad państwa polskiego w 1939 roku, a następnie kolejno okupacja sowiecka i niemiecka, doprowadziły do całkowitego rozkładu porządku społecznego. Niebagatelne znaczenie miały też masowe mordy na ludności żydowskiej – z jednej strony brutalizowały życie społeczne, z drugiej angażowały tysiące Ukraińców współpracujących z Niemcami, w tym przy wykonywaniu zbrodniczych rozkazów. Prowadzona przez Niemców zagłada Żydów stała się dla ukraińskich nacjonalistów punktem odniesienia – dowodem, że całe społeczności mogą zostać fizycznie wyeliminowane przy użyciu masowej przemocy.

To właśnie w tych okolicznościach banderowcy zaczęli formułować wizję przyszłego państwa ukraińskiego, w której kluczowym założeniem stało się wyeliminowanie wszelkich mniejszości narodowych. Z tego środowiska wyrosła Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), utworzona w 1942 roku i od początku ściśle powiązana z banderowcami. Jej oddziały przygotowywały się do walki jednocześnie z Sowietami, Niemcami i Polakami. Istotnym wzmocnieniem UPA stała się masowa dezercja członków Ukraińskiej Policji Pomocniczej ze służby niemieckiej wiosną 1943 roku – dobrze uzbrojonych, doświadczonych wojskowo i znających teren.

Noc, która zapoczątkowała rzeź

To właśnie w lutym 1943 roku doszło do zbrodni w Parośli, uznawanej za początek rzezi wołyńskiej – oddział UPA wymordował tam blisko 200 Polaków. Przemoc zapoczątkowana w tym miejscu rozlała się wkrótce na cały Wołyń, a ostatecznie objęła też tereny Małopolski Wschodniej.

Parośla była niewielką polską kolonią rolniczą w powiecie sarnieńskim województwa wołyńskiego, o typowo wiejskim charakterze – rozproszone gospodarstwa, mieszkańcy utrzymujący się z rolnictwa i pracy w okolicznych lasach. Liczyła od 150 do 180 mieszkańców, których codzienność wypełniała praca na roli, drobna wytwórczość i dobre, sąsiedzkie relacje.

Kolonia została zaatakowana w nocy z 8 na 9 lutego 1943 roku przez oddział UPA dowodzony przez Hryhorija Perechyniaka, pseudonim Dowbeszka-Korobka. Napastnicy podawali się za sowieckich partyzantów, wykorzystując fakt, że na Wołyniu działały już różne formacje partyzanckie, co utrudniało miejscowej ludności rozpoznanie ich rzeczywistej przynależności. Jeszcze przed uderzeniem na samą kolonię oddział zamordował pięciu mieszkańców pobliskiego Wydymera, którzy zwozili drewno.

Gdy oddział wkroczył do Parośli, sprawiał wrażenie pozornie życzliwego, co uśpiło czujność większości mieszkańców. W kolejnym etapie zaczęto systematycznie wyprowadzać ludzi z domów i gromadzić w kilku punktach osady. Według relacji ocalałych, do domów wchodziło po kilkanaście osób – część w rosyjskich furażerkach, część w ukraińskich sukmanach – żądając przygotowania jedzenia i noclegu, tłumacząc to koniecznością przegonienia Niemców. Z każdą godziną sytuacja stawała się jednak coraz groźniejsza: do domów wprowadzano też schwytanych wcześniej kozackich jeńców, których po przesłuchaniu mordowano siekierami.

Po zakończeniu posiłku napastnicy przeszli do właściwej fazy akcji. Mieszkańców zmuszano, by kładli się twarzą do ziemi, po czym wiązano ich, tłumacząc to rzekomą ochroną przed oskarżeniem o sympatyzowanie z partyzantami w razie przybycia Niemców. Był to jednak podstęp poprzedzający masowe mordowanie – ofiary zabijano głównie siekierami, bagnetami i nożami, w sposób wyjątkowo brutalny. Wśród zamordowanych znalazły się całe rodziny, starcy, kobiety i dzieci. Ocalali świadkowie wspominali sceny skrajnego okrucieństwa, w tym mordy na niemowlętach oraz poćwiartowanie ciał osób stawiających opór.

Według ustaleń historyków w Parośli zginęło od 150 do 173 osób. Zagłada miała charakter całkowity – mordowano całe rodziny, a opuszczone gospodarstwa następnie plądrowano i podpalano. Tego samego dnia dowódca oddziału, Perechyniak, zamordował dodatkowo 15 Polaków w pobliskim Hutorze Toptyn. Pełna lista uczestników napaści na Parośle nie jest możliwa do ustalenia, wiadomo jednak, że brali w niej udział również Ukraińcy z okolicznych wsi – niejednokrotnie dotychczasowi sąsiedzi ofiar, z którymi mieszkańcy Parośli utrzymywali wcześniej poprawne, a nawet dobre relacje.

Koniec kolonii i walka o pamięć

Po zbrodni z 9 lutego 1943 roku Parośla przestała istnieć. Ocalało zaledwie kilkanaście osób, które stopniowo wychodziły z kryjówek lub zostały odnalezione przez mieszkańców sąsiednich wsi. To one, widząc spustoszoną kolonię i ciała rozrzucone po gospodarstwach, jako pierwsze przekazały światu wiadomość o tragedii. Pogrzeb ofiar odbył się 12 lutego 1943 roku – o zdarzeniu poinformowano siły niemieckie, które prawdopodobnie zapewniły bezpieczeństwo żałobnikom. Tego dnia w zbiorowej mogile pochowano 137 osób, pozostałych zamordowanych pochowano na cmentarzach okolicznych miejscowości.

Po wojnie Parośla nie odzyskała już swojej przedwojennej roli – teren dawnej kolonii stopniowo zarósł lasem, wchłonięty przez zmieniający się krajobraz Wołynia. Pamięć o ofiarach nie zaginęła jednak całkowicie. Zbiorowa mogiła przetrwała dzięki Antonowi Kowalczukowi, Ukraińcowi z Żółkini, który w latach 70. XX wieku otoczył ją płotem i postawił przy niej betonowy krzyż.

Fakt ten nabiera dodatkowej wymowy w zestawieniu ze współczesną polityką historyczną Ukrainy, która – jak podkreślają autorzy materiału – wciąż nie potrafi w pełni zmierzyć się z dziedzictwem zbrodni wołyńskiej ani jednoznacznie upamiętnić jej ofiar i potępić sprawców.


Materiał opublikowany na kanale Okupowana Polska na YouTube, liczącym 247 tys. subskrybentów. Opublikowany 14 czerwca 2026.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *