Potocki w podcaście Dziennik Gazeta Prawna o decyzji Zełenskiego: Bandera jest dla Ukraińców memem

Michał Potocki, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej, rozmawiał z Karoliną Wójcicką o kulisach decyzji Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, świadomości historycznej Ukraińców i przyszłości ukraińskiej sceny politycznej po wojnie.

Zełenski zmienił kurs po 2022 roku

Potocki przypomniał, że Zełenski przychodził do władzy w 2019 roku na hasłach jednania — i naszym, i waszym. W 2020 roku sprzeciwiał się nawet nadawaniu ulicom imienia Bandery, mówiąc, że w ukraińskiej historii granica między bohaterem a wrogiem jest bardzo cienka. Jego polityka historyczna była ostrożna i mdła — Ukraińcy nazywają takie podejście za wszystko dobre, przeciwko wszystkiemu co złe.

Wszystko zmieniło się po 2022 roku. Wzrosło znaczenie wojska i organizacji weterańskich. Zełenski zaczął przejmować hasła Poroszenki: Armia, Język, Wiara. W efekcie armia ukraińska jest budowana na zasadzie ciągłości ze wszystkimi poprzednimi ruchami niepodległościowymi — od sojuszu z oddziałami Petlury, po jednostki kolaborujące z III Rzeszą. Celem jest wyłuskanie z ukraińskiej historii wszystkich postaci, które w różnych epokach stawiały opór Moskwie.

Bandera jest memem, Melnyk — ambasadorem

Potocki zwrócił uwagę na zasadnicze różnice w postrzeganiu tych postaci. Stepan Bandera dla przeciętnego Ukraińca jest memem — nie postacią z krwi i kości, która ma coś za uszami. Jest symbolem podziemia nacjonalistycznego walczącego z sowiecką okupacją. Jako postać historyczna był w dużej mierze nieudacznikiem — gdyby nie to, że Sowieci go zamordowali w Monachium w 1959 roku, byłby zapomnianym mieszkańcem zachodnioniemieckiego Monachium. To Sowieci, mordując go, wynieśli go na ołtarze.

Andrij Melnyk z kolei — współprzywódca OUN, którego ponowny pogrzeb zorganizowano z udziałem Zełenskiego — to postać, którą przeciętny Ukrainiec kojarzy przede wszystkim z kontrowersyjnym ambasadorem w Niemczech z okresu po 2022 roku. Melnyk akurat nie był zwolennikiem czystki etnicznej wymierzonej w Polaków — był jednak znacznie bardziej niż Bandera entuzjastycznie nastawiony do oparcia się o Adolfa Hitlera i III Rzeszę.

Dlaczego Zełenski to zrobił

Potocki wskazał dwa główne powody. Po pierwsze — przykrycie afer korupcyjnych. Odwołany szef biura prezydenta Andrij Jermak, aresztowany Timur Mindicz, wicepremier Ołeksandr Czernyszow zamieszany w afery łapówkarskie — i półgębkiem przewijający się w tych aferach sam Zełenski. Trzeba było czymś mocnym przykryć te sprawy.

Po drugie — potrzeba głosów opozycji prawicowej w Radzie Najwyższej. Słudze Narodu brakuje głosów do forsowania ustaw wymaganych przez Brukselę i MFW — dotyczących integracji europejskiej i pomocy makroekonomicznej. Kilkanaście czy kilkadziesiąt głosów frakcji Poroszenki byłoby przydatnych. Gest w stronę środowisk nacjonalistycznych i wojska miał być sygnałem dla tej części sceny politycznej.

Efektem ubocznym był fakt, że ktoś zapomniał o tym, na czym polega wrażliwość sąsiadów Polski — ale też Izraela, który z różnych powodów jest ważny dla ukraińskiej polityki zagranicznej.

Nieformalne porozumienie Duda-Zełenski — i jego naruszenie

Potocki przypomniał, że po 2022 roku czynione były starania o kompromis historyczny. Doszło do nieformalnego porozumienia między Andrzejem Dudą a Zełenskim: strona ukraińska wstrzymuje się przed gloryfikacją postaci, które mają krew na rękach w sensie dosłownym — przede wszystkim Romana Szuchewycza i Dmytra Kleczkiwskiego, wykonawców ludobójczych rozkazów na Wołyniu i w Galicji. Polska z kolei nie rości sobie prawa do podważania całego ruchu nacjonalistycznego. Bandera w czasie zbrodni wołyńskiej siedział w niemieckim obozie — więc tej krwi dosłownie na rękach nie ma.

To porozumienie do pewnego momentu działało. Ale Potocki zauważył, że przez eskalację histerii po obu stronach można dojść i do gloryfikowania Szuchewycza — bo na zasadzie na złość drugiemu czemu nie. Wówczas historyczne reakcje mogą okazać się przeciwskuteczne.

UPA na Ukrainie — dwa różne punkty odniesienia

Potocki wyjaśnił, że dla Polaków UPA kojarzy się wyłącznie z Wołyniem — bo z czym innym ma się kojarzyć. Dla Ukraińców — zwłaszcza w kontekście trwającej od 2014 roku wojny z Rosją — UPA jest kojarzona przede wszystkim z walką z radziecką okupacją po 1944 roku, trwającą do lat 50. Każdy, kto walczył z Rosją, niezależnie od tego ile ma krwi na rękach, staje się punktem odniesienia. Do tego dochodzi niska świadomość historyczna — wiele dyskusji, które inne narody europejskie już przetrawiły, Ukraina ma dopiero przed sobą.

Przyszłość Ukrainy — ktoś w pagonach

Pytany o przyszłość ukraińskiej sceny politycznej, Potocki powiedział wprost: nie ma wątpliwości, że kolejnym prezydentem Ukrainy będzie ktoś w pagonach. Kandydatów jest kilku — generał Załóżny, ambasador w Londynie i były głównodowodzący, który wydaje wspomnienia wyglądające jak pierwsza część kampanii prezydenckiej. Generał Budanow, który może być kandydatem obozu władzy. I Andrij Białecki, twórca Batalionu i Pułku Azow, wywodzący się ze środowisk skrajnie prawicowych, który nauczył się formułować myśli w sposób umiarkowany i ma grupę fanów, która wzrośnie ze względu na jego rolę w wojnie.

Potocki nie sądzi jednak, żeby skrajna prawica była siłą dominującą po wojnie. W 2014 roku po podobnych obawach Swoboda i Prawy Sektor nie przeszły progu wyborczego. Hasła skrajnej prawicy poza walką z Rosją nie mają aż takiego wzięcia w ukraińskim społeczeństwie. Scena polityczna po wojnie nie będzie przypominać tej sprzed 2022 roku, ale odwołania do ruchów nacjonalistycznych staną się centralnym punktem programów nawet bardziej umiarkowanych partii.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *