Paweł Kostowski gościł w swoim podcaście Mikołaja Susujewa, publicystę i autora bloga Frontiersman, pochodzącego z Donbasu, który od 19 lat mieszka w Polsce. Rozmowę otworzyło niemal retoryczne pytanie Kostowskiego o to, co dzieje się z ludźmi, do których „przyjeżdżają smutni panowie” — motyw ten, wybrzmiewający w rozmowie dwukrotnie, stał się zapowiedzią jednego z najbardziej poruszających wątków całej opowieści. Rozmowa dotyczyła genezy wojny w Donbasie z 2014 roku, mechanizmów rosyjskiej destabilizacji, struktury społecznej regionu oraz osobistych doświadczeń rozmówcy związanych z emigracją i wojną.
Kiedy naprawdę zaczęła się ta wojna?
Susujew przyznał, że z czasem coraz bardziej zastanawia się, kiedy właściwie zaczęła się rosyjska agresja wobec Ukrainy — jego zdaniem Rosja nigdy, od 1991 roku, nie pogodziła się z istnieniem niepodległej Ukrainy jako odrębnego państwa. W latach 90. Rosja nie miała jeszcze możliwości działania z powodu własnego kryzysu, ale gdy zaczęła odzyskiwać siłę w latach 2000., rozpoczął się nacisk ekonomiczny — wojny gazowe i różnorodne wpływy polityczne. Wojny „gorącej” nie było, dopóki Moskwa sądziła, że da się przejąć Ukrainę samym naciskiem ekonomicznym i metodami wojny hybrydowej.
Zapytany, co dokładnie oznaczało dla Rosji „przejęcie” Ukrainy, Susujew odpowiedział, że celem było odtworzenie jednego wspólnego obszaru państwowego, w ramach którego Ukraina i Białoruś funkcjonowałyby jako coś na kształt republik sowieckich — nie tyle formalnie, ile realnie, na wzór dzisiejszej Rosji, która teoretycznie jest federacją, lecz w praktyce jest państwem silnie scentralizowanym, gdzie podmioty federacji (z wyjątkiem Czeczenii, będącej odrębnym przypadkiem) nie mają realnej autonomii. Przywołał też słowa Putina, wielokrotnie krytykującego Lenina za „błąd” stworzenia Ukrainy jako odrębnego bytu administracyjnego z własnym szkolnictwem i instytucjami.
Infiltracja polityczna i ucieczka Janukowycza
Susujew opisał, jak Rosja inwestowała w Partię Regionów i Wiktora Janukowycza jako narzędzie przejęcia Ukrainy metodami politycznymi, głęboko infiltrując jego administrację — po ucieczce prezydenta okazało się, że szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i minister obrony posiadali obywatelstwo rosyjskie, a cały rząd uciekł do Rosji. Punktem krytycznym była próba Janukowycza podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską — sprzeczna z planami Moskwy, co skłoniło Rosję do wykorzystania wybuchających protestów na Majdanie jako czynnika destabilizującego.
Rosjanom zależało na tym, by Janukowycz uciekł właśnie do Rosji, pod ich pełną kontrolę — dlatego utorowali mu drogę na Krym, jednocześnie nie pozwalając zorganizować oporu w Charkowie czy Doniecku, gdzie odmówiono mu przyjęcia. Na pytanie Kostowskiego, dlaczego Rosja nie chciała zatrzymać swojej „marionetki” w kraju, by rządził na miejscu, Susujew wyjaśnił, że traktowanie Janukowycza jedynie jako marionetki to uproszczenie — w rzeczywistości reprezentował on tzw. klan doniecki, czyli, mówiąc wprost, zorganizowaną strukturę mafijną, która wyłoniła się w latach 90. z lokalnych wojen gangów, w tym ulicznych strzelanin i zabójstw politycznych przeciwników w Doniecku, a następnie utworzyła własną partię polityczną — Partię Regionów. Susujew miał w to bezpośredni wgląd, ponieważ jego ojciec, architekt, pracował dla tych samych ludzi, a firmy powiązane z regionem były przymusowo włączane do partii.
Susujew podsumował relację między tym lokalnym systemem a Moskwą uderzająco bezpośrednio — Rosja, jego zdaniem, jest „taką samą mafią, tylko działającą o wiele mocniej na zupełnie innym poziomie”. To właśnie dlatego, gdy nadszedł odpowiedni moment, Rosjanie w bardzo łatwy sposób rozbili całą tę pozornie potężną strukturę, która przez lata rządziła Ukrainą — łącznie z wpływami Rinata Achmetowa, najbogatszego ukraińskiego oligarchy, który próbował ułożyć się z Moskwą, ale ostatecznie stracił na Donbasie wszystko.
Struktura społeczna Donbasu
Susujew, mimo krytycznego tonu wobec regionu, z którego pochodzi, wyjaśnił mechanizm społecznej akceptacji dla rządów lokalnej mafii — mieszkańcy godzili się z sytuacją na zasadzie „niech to będzie nasza mafia, skoro daje nam dobrobyt i nie robi nic złego, jeśli nie wtrącamy się w politykę”. To właśnie ta pasywność społeczna sprawiła, że Rosjanie tak łatwo przejęli region w 2014 roku — społeczność wcześniej podporządkowana lokalnej mafii równie spokojnie zaakceptowała nową władzę, mimo że Rosja doprowadziła do całkowitej ruiny gospodarczej regionu, likwidując kopalnie (nieopłacalne wobec własnych zasobów węgla) i wywożąc wiele fabryk do Rosji. Najbogatszy ukraiński oligarcha, Rinat Achmetow, próbował przez pewien czas utrzymywać swoje wpływy i fabryki na okupowanym Donbasie, wypłacając pracownikom pensje realizowane w formie bonów do jego własnych sklepów, jednak ostatecznie Rosjanie odebrali mu wszystko.
Susujew podkreślił, że mieszkańcy Donbasu nie byli w istocie „prorosyjscy” w sensie ideologicznym, lecz silnie zsowietyzowani — region ten przez dekady był celem masowych przesiedleń ludności z całego Związku Radzieckiego (Rosjan, Tatarów, Greków i innych), co wytworzyło populację oderwaną od jakichkolwiek korzeni narodowych, dla której tożsamość sowiecka zastąpiła tożsamość etniczną. Zaznaczył przy tym, że młodsze pokolenie, w tym jego własne, było już znacznie bardziej proukraińskie niż starsze — w Doniecku dochodziło do protestów, głównie z udziałem młodzieży, brutalnie tłumionych przez zamaskowane grupy z młotkami i bronią, jednak ruch proukraiński w mieście był zbyt nieliczny i pozbawiony zorganizowanego zaplecza, w przeciwieństwie na przykład do środowiska charkowskiego, z którego wywodzi się dzisiejszy ruch azowski.
Błąd percepcji Rosji i plan „Noworosji”
Susujew wyjaśnił, że Rosja w 2014 roku wcale nie planowała prowadzić regularnej wojny — celem była realizacja koncepcji „Noworosji”, czyli oderwania od Ukrainy nie tylko Donbasu, lecz również Charkowa, Dniepru, Zaporoża, Chersonia i Odessy — a więc praktycznie tych samych terenów, które Rosja próbuje obecnie zająć podczas pełnoskalowej inwazji. W tym scenariuszu Rosja nie potrzebowała prorosyjskiej Ukrainy jako całości, lecz jedynie destabilizacji stolicy, by rząd w Kijowie, formalnie nielegitymizowany wyborami, utracił kontrolę nad regionami, gdzie lokalne bunty przejmowałyby budynki administracyjne.
Plan ten zawiódł, ponieważ Moskwa poważnie niedoszacowała skali sprzeciwu miejscowej ludności proukraińskiej w Charkowie i Odessie — Susujew zwrócił uwagę na ciekawe zjawisko: to właśnie w Charkowie ukształtował się ruch ukraińskich nacjonalistów niezwiązanych z tradycyjnym, galicyjskim nurtem nacjonalizmu (przywołał historyczną organizację RUN — Rosyjskojęzycznych Ukraińskich Nacjonalistów z okresu po 1914 roku), z którego później wyrosły Trzecia Brygada Szturmowa oraz pułk Azow. Podobnie w Odessie ścierały się środowiska pro- i antyukraińskie, a w warunkach bardzo słabego wówczas państwa ukraińskiego kluczowe okazało się, na ile lokalne społeczności są zorganizowane.
Eskalacja i pierwszy opór
Pierwsza faza rosyjskich działań opierała się na finansowaniu i organizacyjnym wsparciu lokalnych „buntów” oraz niewielkich grup dywersyjno-sabotażowych, nie na regularnej wojnie. Rozpoczęcie walk zbrojnych było, zdaniem Susujewa, już oznaką porażki pierwotnego planu — okazało się, że skorumpowane lokalne elity, choć w wielu przypadkach wyczekująco obserwujące rozwój wydarzeń, nie przeszły masowo na stronę Rosji, a rosyjscy sabotażyści ostatecznie musieli uciekać na Krym i do Rosji.
Susujew zaznaczył, że region okazał się podatny na destabilizację właśnie w Doniecku, gdzie miejscowe społeczeństwo pozostawało wyjątkowo pasywne, w przeciwieństwie do bardziej proukraińskiej północnej części obwodu ługańskiego, historycznie ciążącej ku Charkowowi. Istotną rolę w powstrzymaniu rosyjskich wpływów odegrał również klan dniepropetrowski, związany z oligarchą Ihorem Kołomojskim, który opowiedział się po stronie ukraińskiej. Susujew opisał metody tego środowiska dość dosadnie — mafia dniepropetrowska aktywnie „wyłapywała” prorosyjskich aktywistów i „robiła z nimi porządek w sposób niecałkiem legalny”, jednocześnie finansując pierwsze oddziały zbrojne broniące przedpola obwodu dniepropetrowskiego od strony Donbasu.
Rozpad państwa i ruch ochotniczy
Susujew opisał katastrofalny stan ukraińskiej armii w momencie wybuchu konfliktu — ostatni minister obrony za czasów Janukowycza prowadził politykę redukcji sił zbrojnych niemal do zera, a system mobilizacyjny był kompletnie zrujnowany, przez co większość jednostek nie była nawet w stanie opuścić koszar. W tej sytuacji chaosu i słabości państwa zaczęły się formować ochotnicze bataliony, często zupełnie nieuzbrojone, w tym wywodzący się z Charkowa ruch azowski, który później utworzył batalion Azow. Ochotnicy ci dali państwu czas na zorganizowanie regularnych sił — kilka miesięcy później zaczęto formować pierwsze zmobilizowane brygady, a nieformalne oddziały ochotnicze były stopniowo włączane w oficjalne struktury, w tym nowo utworzone Wojska Obrony Terytorialnej, podporządkowane Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.
Igor Girkin i wejście do Słowiańska
Kolejnym punktem zwrotnym, jak podkreślił Susujew, było wejście do Słowiańska grupy dowodzonej przez Igora Girkina (Striełkowa) — sygnał rozpoczęcia prawdziwej, „gorącej” fazy wojny. Susujew opisał Girkina jako przedstawiciela rosyjskiego nacjonalizmu imperialnego, funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa z bogatym doświadczeniem bojowym zdobytym w Czeczenii, na Bałkanach i w Naddniestrzu — idealnego kandydata do poprowadzenia kampanii mającej skupić wokół siebie rozproszonych prorosyjskich aktywistów z Donbasu.
Przy okazji tego wątku Susujew rozwinął interesujący, szerszy temat podziału wśród rosyjskich nacjonalistów — na tych dążących do odbudowy imperium (walczących przeciwko Ukrainie) oraz tych opowiadających się za koncepcją „Rosji narodowej dla Rosjan”, z których wielu, paradoksalnie, walczyło po stronie ukraińskiej, w tym w szeregach ruchu azowskiego, znajdując wspólny język z ukraińskimi nacjonalistami w kwestii prawa narodów do samostanowienia — sam podkreślał, że w Federacji Rosyjskiej nie istnieje formalnie republika rosyjska (w przeciwieństwie do np. Tatarstanu), ponieważ Rosjanie postrzegają siebie jako naród imperialny, a nie narodowy.
Susujew zauważył też, że Rosja systematycznie nie docenia potencjału oddolnych ruchów społecznych, ponieważ sama od dawna tłumi wszelkie podobne inicjatywy we własnym kraju, przez co automatycznie zakłada, że każdy taki ruch musi być sterowany i finansowany z zewnątrz (na przykład przez CIA), nie doceniając możliwości spontanicznej samoorganizacji społeczeństwa.
Bitwa o Donbas i porozumienia mińskie
Gdy nawet rosyjska taktyka wykorzystywania lokalnych, zbieranych naprędce oddziałów okazała się niewystarczająca wobec regularnej, choć słabej ukraińskiej armii wspartej artylerią i lotnictwem, Rosja zaczęła się angażować coraz bardziej bezpośrednio. Susujew wymienił konkretne przykłady tej „zbieraniny” formacji prorosyjskich — batalion Opłot, wywodzący się ze środowiska rosyjskich nacjonalistów z Charkowa, oraz formacje o charakterze kozacko-prawosławnym, określane jako „Prawosławna Armia”. Najpierw stosowano ostrzały artyleryjskie zza granicy przy oficjalnym zaprzeczaniu jakiegokolwiek zaangażowania, następnie zorganizowano obozy szkoleniowe dla zebranych z całej Ukrainy prorosyjskich aktywistów, wyposażanych w ciężki sprzęt i odsyłanych z powrotem na Donbas jako zorganizowane jednostki z artylerią i obroną przeciwlotniczą.
Susujew podkreślił uderzające podobieństwo tej taktyki do metod stosowanych przez Rosję znacznie wcześniej, w tym podczas wojny w Czeczenii, gdzie także stworzono fikcyjną „prorosyjską opozycję wewnętrzną” wyposażoną w czołgi obsadzone przez zdemobilizowanych żołnierzy rosyjskich, którzy wjechali nimi do Groźnego, zanim jeszcze oficjalnie pojawiły się tam rosyjskie wojska. Przywołał też wojnę zimową z Finlandią — Sowieci wydzielili tam na własnym terytorium kilka wiosek, tworząc fikcyjny „rząd fiński”, po czym sfingowano ostrzał artyleryjski rzekomo z fińskiej strony jako pretekst do wkroczenia armii radzieckiej i utworzenia „Fińskiej Republiki Ludowej” — dokładnie ten sam schemat, jaki zastosowano później na Donbasie.
Punktem kulminacyjnym gorącej fazy konfliktu były starcia pod Iłowajskiem oraz na kierunku ługańskim, gdzie naprędce zebrane rosyjskie grupy bojowe wsparły słabnące już siły separatystów, a ukraińska armia, mimo wcześniejszych sukcesów w przełamywaniu linii separatystów, ostatecznie musiała zaakceptować podpisanie porozumień mińskich — zarówno dlatego, że wyczerpała swoje możliwości ofensywne, jak i dlatego, że Rosja zdecydowała się przejść do dalszej gry politycznej. Susujew wspomniał też o nieudanej próbie zajęcia przez Rosję Mariupola od strony wybrzeża Morza Azowskiego, powstrzymanej dzięki obecności batalionu Azow.
Kostowski przywołał w tym kontekście udział polskiego ministra Radosława Sikorskiego w negocjacjach, żartobliwie podsumowując wcześniejszą presję na strony konfliktu słowami, że sygnatariuszom groziło w praktyce: „podpiszecie to, albo zaraz tutaj będą wyświetlone czołgi i wszyscy nie żyjecie”. Susujew sprostował jednak, że chodziło o wcześniejsze porozumienie kończące protesty na Majdanie, nie o porozumienia mińskie, i przypomniał znamienny, dziś zapomniany szczegół: przedstawiciel Rosji uczestniczący w tamtych negocjacjach jako jedyny nie złożył podpisu pod dokumentem — co dla Susujewa było już wówczas sygnałem, że Moskwa obrała inny kierunek działania, potwierdzony kilka dni później ucieczką Janukowycza przez Krym do Rosji, skąd prezydent wystosował oficjalne pismo z prośbą o rosyjską interwencję wojskową, później prezentowane przez rosyjskiego przedstawiciela na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Reakcja międzynarodowa
Susujew ocenił międzynarodową reakcję na agresję z 2014 roku jako zbyt pasywną i słabą — Zachód postawił wówczas na naciski dyplomatyczne i negocjacje, nie wysyłając Rosji jasnego sygnału, że dalsza eskalacja jest niedopuszczalna. Jego zdaniem to wzorzec powtarzający się przy każdym kolejnym kryzysie z udziałem Rosji — Moskwa odczytuje gotowość do negocjacji jako słabość i sygnał do dalszej eskalacji.
Osobista historia emigracji
W drugiej części rozmowy Susujew opowiedział o własnej decyzji o emigracji do Polski, podjętej jeszcze przed wybuchem wojny. Jego rodzice, nietypowi jak na mieszkańców Donbasu, regularnie podróżowali po Europie (w tym do Skandynawii) i do Polski już od lat 90., podczas gdy większość otoczenia znała świat wyłącznie przez pryzmat podróży do Rosji. Ojciec Susujewa, architekt, nauczył się polskiego jeszcze jako student, by czytać polskie komiksy i książki w oryginale, zbierając między innymi pierwsze wydania serii „Tytus, Romek i A’Tomek”. Rodzina regularnie odwiedzała Polskę i „zakochała się” w Krakowie, obserwując dynamiczne zmiany zachodzące w kraju od lat 90.
Decyzja o emigracji wynikała nie tylko z sentymentu, ale z rachunku ekonomicznego i politycznego — rodzina, głęboko antysowiecka z przekonań, uznała, że pozostanie na Donbasie oznaczałoby konieczność funkcjonowania w ramach systemu mafijnego, obejmującego nawet zawody takie jak architektura. Susujew przyznał, że już wtedy panowało w ich środowisku przekonanie, iż po powrocie Partii Regionów do władzy (po Pomarańczowej Rewolucji) prawdopodobnym scenariuszem jest przejęcie całej Ukrainy przez Rosję. Rodzina zdecydowała się sprzedać cały majątek na Donbasie (poza jednym domem, który przetrwał, ponieważ nie znalazł się na terenie aktywnych działań wojennych) i przenieść się do Małopolski, mimo krytyki ze strony pozostałej rodziny, oskarżającej ich o „awanturnictwo” i porzucanie prosperującego regionu.
Ratowanie rodziny w 2014 roku
Gdy wybuchła wojna, większość szeroko pojętej rodziny Susujewa, mająca poglądy proukraińskie, musiała w pośpiechu opuszczać Donbas — pozostanie tam wiązało się z realnym ryzykiem, ponieważ sąsiedzi mogli donosić na osoby o proukraińskich poglądach rosyjskim służbom, które zabierały takie osoby do nieformalnych więzień określanych jako „piwnice”, skąd los wielu zaginionych do dziś pozostaje nieznany. Jeden z krewnych Susujewa trafił do takiej „piwnicy” po próbie wywiezienia z terenu walk rannego ukraińskiego żołnierza — udało się go uwolnić dopiero dzięki zaangażowaniu ukraińskich służb w ramach wymiany więźniów. Susujew zaznaczył, że na wczesnym etapie konfliktu panował też powszechny chaos przestępczy — zwykłe rabunki samochodów na drogach, niezależnie od poglądów politycznych ofiar.
Większość ocalałej rodziny ostatecznie trafiła do Polski, ubiegając się o status uchodźcy — formalnie nieprzyznawany nikomu z fali uchodźców z Krymu i Donbasu nigdzie w Europie (osoby próbujące ubiegać się o niego w innych krajach były odsyłane z powrotem do Polski jako kraju pierwszego wjazdu), jednak procedury rozpatrywania wniosków trwające nawet dwa lata dawały czas na znalezienie pracy i legalizację pobytu na zasadach ogólnych.
Refleksja nad polską historią i analogiami
Susujew podkreślił, że dopiero po przeprowadzce do Polski i zetknięciu się z bogatą kulturą historyczną tego kraju (czego brakowało mu na Ukrainie, gdzie zainteresowanie własną historią było znacznie słabsze) zaczął dostrzegać, jak głęboko zakorzenione i powtarzalne są rosyjskie metody wojny hybrydowej — od XIX-wiecznych rozbiorów Polski, przez wojnę zimową z Finlandią, aż po Czeczenię i Ukrainę w 1919 i 2014 roku. Przywołał konkretny przykład z 1919 roku — bolszewicki, alternatywny rząd ukraiński tworzony był najpierw na zajętej przez wojska bolszewickie miejscowości Sudża, a po zdobyciu Charkowa przeniósł się właśnie tam, budując od podstaw tzw. czerwoną Ukrainę. Wskazał na uderzającą ciągłość wzorców: tworzenie fikcyjnych lokalnych „opozycji”, oskarżanie ofiary agresji o prowokację, wykorzystywanie pretekstów religijnych czy narodowościowych (w Polsce był to na przykład wątek obrony prawosławnych) — metody te, jego zdaniem, nie zmieniły się zasadniczo przez stulecia.
Gorąca faza wojny w Donbasie zakończyła się, zdaniem Susujewa, w 2015 roku, po czym nastąpił długi okres taktycznych starć pozycyjnych, w trakcie którego Ukraina budowała armię, która ostatecznie zatrzymała Rosję na początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku.
Materiał „Donbas 2014″, podcast Pawła Kostowskiego (5,35 tys. subskrybentów), opublikowany 16 listopada 2025.