Skwieciński i Parafianowicz w debacie RDC: „Polska wyzbyta opcji. Zełenski wie, że nie musi się z nami liczyć”

Publicysta Piotr Skwieciński i dziennikarz Zbigniew Parafianowicz dyskutowali w debacie Polskiego Radia RDC o przyczynach kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich i o tym, jak Polska powinna na niego odpowiedzieć.

Dlaczego Ukraina to zrobiła

Skwieciński zwrócił uwagę, że Ukraina przez pewien czas — mniej więcej do zmiany na stanowisku polskiego prezydenta — stosunkowo powstrzymywała się od honorowania symboliki UPA na szczeblu centralnym. Po zmianie władzy w Polsce nastąpiła fala kolejnych decyzji o nadawaniu jednostkom wojskowym nazw odwołujących się do konkretnych dowódców UPA, niezauważana szerzej w polskiej debacie. Aż do ostatniej decyzji — nadania nazwy „bohaterów UPA” — która przelała czarę goryczy.
Obaj rozmówcy zgodzili się, że Ukraina robi to, bo może — bo polska polityka była demonstracyjnie wyzbyta nawet udawania, że mamy jakiekolwiek alternatywy. Skwieciński przywołał Bismarcka: nawet jeśli wiesz, że będziesz musiał w końcu postąpić w określony sposób, do samego końca trzymaj i przeciwników, i sojuszników w niepewności. Polska tej zasady nie stosowała.

Mapa w gabinecie Budanowa

Parafianowicz przytoczył relację byłego ministra z rządu Morawieckiego, który widział osobiście w gabinecie szefa Ukraińskiego Wywiadu Wojskowego Budanowa mapę przedstawiającą rozpad Rosji. Obwód kurski był dla Ukrainy. Inne regiony — dla narodów zamieszkujących Rosję. Obwód kaliningradzki — zaznaczono go jako teren Niemiec. Ukraińcom nawet przez myśl nie przeszło, żeby zaznaczyć go jako część wspólną Polski i państw bałtyckich. „I to jest właściwie coś, na czym tak naprawdę stoimy” — skomentował rozmówca.
Parafianowicz dodał, że w ruchu Azow — który jest istotną częścią ukraińskich sił zbrojnych — żywa jest koncepcja Międzymorza, ale podmiotem dominującym w tym projekcie jest Ukraina, nie Polska. Ukraińcy mają w swoich szeregach żołnierzy białoruskich, czeczeńskich, gruzińskich. Jeśli chcą wywrzeć presję na Łukaszenkę, mają narzędzia — batalion Kalinowskiego, batalion Terror. Polska takich narzędzi nie ma.

Polska naiwność roku 2022

Skwieciński ocenił, że ogromna część odpowiedzialności za obecny kryzys leży po stronie tych, którzy w 2022 roku rozpowszechniali kompletnie nierealistyczne oczekiwania. W Polsce panowała atmosfera oczekiwania na relacje specjalne, na wskrzeszenie Unii Hadziackiej, na jakąś formę konfederacji. Nigdy nie było partnerów do takiego myślenia po ukraińskiej stronie — było „kompletne zero”. Polacy się zakochali, teraz przeżywają rozczarowanie na poziomie nieadekwatnym do rzeczywistości, za to adekwatnym do swoich poprzednich oczekiwań.
Parafianowicz uzupełnił: Polska nie zawiodła Ukrainy nigdy — od Pomarańczowej Rewolucji, przez misję mediacyjną Sikorskiego na Majdanie, przez dostarczenie ciężkiego sprzętu bez weksli w 2022 roku. Teraz nadszedł moment, w którym trzeba pokazać, że polska polityka nie jest bezalternatywna.

Co robić — konkretne narzędzia

Parafianowicz wymienił kilka instrumentów nacisku, z których Polska dotąd nie korzysta. Polska współdecyduje o temperaturze rozmów akcesyjnych Ukrainy z UE i o dostępie do funduszy przedakcesyjnych. Ukraińcy forsują karpacką inicjatywę integracyjną, która ma kierować pieniądze unijne na Zakarpacie — dlaczego te pieniądze mają płynąć teraz? Zełenski parkuje swojego Airbusa w Balicach i lata z Jasionki — może powinien latać z Koszyc przez Zakarpacie. Poseł Fogiel zaproponował certyfikat gwarantujący, że uzbrojenie z Jasionki nie trafi do jednostek odwołujących się do symboliki UPA — Parafianowicz ocenił to jako dobry pomysł, wymuszający edukację zarówno po stronie ukraińskiej, jak i zachodnich dostawców broni.
Skwieciński zaproponował posunięcia symboliczne, ale dotkliwe — na przykład nadanie polskiej jednostce wojskowej współpracującej z Ukrainą nazwy nawiązującej do walki z UPA.

Odebranie orderu — tak, ale to za mało

Obaj zgodzili się, że odebranie Orderu Orła Białego było właściwą decyzją — nie dlatego, że zaboli Zełenskiego (postsowiet się nie obraża), ale dlatego, że społeczeństwo polskie zaczęło mieć poczucie, że plują mu w twarz bez odpowiedzi. Zbyt długie trwanie w tym stanie ma złe efekty. Karol Nawrocki zagospodarował tę emocję.
Jednocześnie obaj podkreślili, że sama symbolika nie wystarczy. Gestom musi towarzyszyć konkretna aktywność państwowa. Polska musi zbudować zdolność operacyjną do przekładania polityki symbolicznej na realne narzędzia nacisku — inaczej każda deklaracja będzie brzmiała jak blef, bo Ukraina wie, że Polska nie ma alternatywy.

Chorwacja jako przykład

Skwieciński przywołał przykład Chorwacji: kraj, który po wojnach bałkańskich miał doskonałe warunki, żeby odwoływać się do tradycji ustaszowskiej — walka z Serbami, własna ofiara wojenna. Jakoś tego uniknął. Dlaczego? Bo aspirował do UE i otrzymywał z Zachodu wyraźny komunikat, że z Paweliciem na sztandarach tam nie wejdzie. Ukraina takiego komunikatu od Zachodu nie otrzymuje — bo zachodnioeuropejska opinia publiczna jest traktowana jako zbyt ważna, by jej nastrojami ryzykować. To jest zasadnicza różnica między sytuacją Chorwacji i Ukrainy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *