Mateusz Lachowski rozmawiał z Albertem Świdzińskim ze Strategy & Future w pierwszym odcinku programu „Racja Stanu” o przyszłości Ukrainy po wojnie, koncepcji Międzymorza, konstruktach imperialnych w historii Europy oraz globalnej rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin.
Jak Ukraińcy wyobrażają sobie koniec wojny
Lachowski przytoczył rozmowę z bliskim znajomym, dowódcą pułku, który walczy praktycznie od 2014 roku, z przerwami — łącznie już około dwunastu lat. Zapytany, co zrobi w pierwszym dniu po zakończeniu wojny, żołnierz odpowiedział, że nadal będzie się przygotowywał, tym razem do kolejnej wojny z Rosją, ponieważ — jego zdaniem — jest to konflikt egzystencjalny, o przetrwanie. Prowadzący zestawił to z odpowiedzią prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, którego pytał podczas wywiadu w grudniu o plany na pierwszy dzień po wojnie — Zełenski miał odpowiedzieć, że poświęci czas rodzinie, z którą rzadko się widuje.
Świdziński zauważył, że sposób myślenia o przyszłości różni się w zależności od rozmówcy — ukraińscy politycy widzą swój kraj jako „przedmurze” Europy, dające bezpieczeństwo zwłaszcza Europie Środkowej, podczas gdy wśród części żołnierzy silne jest przekonanie o nieuchronności kolejnego konfliktu z Rosją. Obaj rozmówcy zgodzili się, że nadchodząca zima będzie najtrudniejsza od początku wojny, a poważna rozmowa o odbudowie kraju realnie zacznie się dopiero po zawieszeniu broni — trudno bowiem planować odbudowę, nie wiedząc, kiedy wojna się skończy, tym bardziej że obecnie trwają najbardziej intensywne rosyjskie naloty od dłuższego czasu.
Cena roli „przedmurza” i problem powracających żołnierzy
Lachowski zwrócił uwagę, że koncepcja Ukrainy jako współczesnego „przedmurza” czy „marchii” niesie poważne konsekwencje — wymaga stałej militaryzacji kosztem gospodarki cywilnej i poziomu życia, a także zakłada brak gotowości do poszukiwania modus vivendi z Rosją, co jego zdaniem nie jest rozwiązaniem trwałym (sustainable), ponieważ Europa raczej nie zdecyduje się na całkowite wykluczenie Rosji z systemu bezpieczeństwa i wymiany handlowej.
Świdziński przyznał, że w razie powrotu Zachodu do normalnych relacji gospodarczych z Rosją, rozczarowanie wśród walczących Ukraińców byłoby ogromne. Obaj rozmówcy omówili problem weteranów — Świdziński poinformował, że korpus weteranów w Ukrainie liczy już co najmniej 400 tysięcy byłych żołnierzy, w dużej części z amputacjami lub ciężkimi obrażeniami, którzy zostali zdemobilizowani. Wspomniał o znajomym stojącym na czele tego korpusu, który wcześniej mieszkał w Polsce, wyjechał na Ukrainę jako ochotnik i stracił nogę w walce. Lachowski przywołał historyczne analogie do niemieckich Freikorps po pierwszej wojnie światowej oraz weteranów wojny w Wietnamie, zwracając uwagę na ryzyko, że ludzie z doświadczeniem bojowym i „poharataną psychiką” mogą stać się istotną, trudną do kontrolowania siłą polityczną. Świdziński dodał, że część ukraińskiego społeczeństwa obawia się nadmiernej militaryzacji kraju, porównując to do wpływu, jaki rzymskie legiony i ich wodzowie wywierali na politykę u schyłku Cesarstwa Rzymskiego.
Wyczerpanie Ukrainy i niepewność finansowania odbudowy
Świdziński ocenił, że ukraińska gospodarka jest silnie wyczerpana czterema i pół rokiem wojny, ilustrując to porównaniem, że całe PKB Ukrainy odpowiada obecnie mniej więcej wielkości PKB aglomeracji warszawskiej. Zaznaczył, że Unia Europejska najpewniej będzie kontynuować finansowanie ukraińskiej gospodarki, dopóki uznaje to za opłacalne z punktu widzenia bezpieczeństwa, jednak przyszłoroczne wybory w kilku krajach mogą to zmienić. Ocenił też, że największym zagrożeniem dla Ukrainy nie jest już sam front — bo armia, licząca obecnie około 800 tysięcy żołnierzy, okazała się najsilniejszym filarem państwa — lecz siły odśrodkowe, wewnętrzne problemy i możliwa demoralizacja zaplecza, czego, jego zdaniem, świadoma jest też Rosja.
Koncepcja Międzymorza i rola Ukrainy jako lidera regionu
Lachowski zapytał, czy Ukraina, po poniesieniu ogromnych strat i samodzielnym powstrzymaniu Rosji, uważa się dziś za siłę organizującą region Międzymorza. Świdziński odpowiedział twierdząco, zaznaczając jednak, że idea Międzymorza od początku miała problem z tym, że oba główne państwa regionu — Polska i Ukraina — wyobrażały sobie siebie w roli lidera tego projektu. Wspomniał, że wątek ten jest żywy zwłaszcza wśród części ukraińskich żołnierzy interesujących się historią, przywołując przykład Andrija Bileckiego, dowódcy III Korpusu Korpusu Gwardii Narodowej (dawny ruch azowski, obecnie podzielony na dwie struktury — pierwszą pod dowództwem Redisa i trzecią pod dowództwem Bileckiego), który konsekwentnie postrzega Polskę jako głównego strategicznego partnera Ukrainy. Świdziński przypomniał, że Bilecki w 2016 roku pisał listy otwarte do Rady Miasta Lwowa w sprawie odsłonięcia lwów zasłoniętych podczas ówczesnego kryzysu, argumentując znaczeniem Polski dla przetrwania Ukrainy. Obaj rozmówcy zgodzili się, że kluczowym nierozwiązanym pytaniem pozostaje, które państwo miałoby pełnić rolę wiodącą w takim sojuszu — Lachowski ocenił, że polskie „awanse” wobec Ukrainy i Litwy w praktyce sprowadzają się do budowy struktury zdominowanej przez Polskę, co tłumaczy, dlaczego oba kraje je odrzucają.
Ukraina jako partner transakcyjny i relacje z Niemcami oraz Francją
Świdziński ocenił, że Ukraina jako partner dyplomatyczny prowadzi bardzo transakcyjną politykę, gotowa współpracować z każdym, kto zaoferuje korzystne warunki — w przeciwieństwie do polskiej polityki, w której, jego zdaniem, dominują symbole i emocje kosztem konkretów. Zaznaczył, że część ukraińskich polityków żywi historyczny sentyment do Niemiec, wynikający z faktu, że to Niemcy w 1918 roku, na mocy traktatu brzeskiego, przyczyniły się do powstania niepodległego państwa ukraińskiego — choć ocenił, że nie jest to obecnie czynnik poważnie wpływający na politykę. Zauważył też rosnącą sympatię Ukrainy wobec Francji, związaną z postawą prezydenta Emmanuela Macrona, zastrzegając niepewność co do tego, jak zmieniłaby się ta relacja, gdyby francuskim prezydentem został Jordan Bardella.
Obaj rozmówcy ocenili, że w razie hipotetycznego scenariusza, w którym Niemcy zdecydowałyby się na współpracę z Rosją i próbę „spacyfikowania” Polski jako źródła niestabilności w regionie, to Kijów — zdaniem Świdzińskiego — zostałby „poświęcony z automatu” jako pierwszy.
Rosyjska mobilizacja i porównanie sił obu armii
Świdziński przywołał plotki o planowanej na wrzesień częściowej mobilizacji w Rosji, obejmującej pół miliona żołnierzy, oceniając to jako sygnał gotowości Rosji do dalszego eskalowania konfliktu — podobnie jak w 2022 roku, gdy Kreml zdecydował się na pierwszą częściową mobilizację mimo politycznego ryzyka. Podał, że Rosja ma obecnie zaangażowanych w działania wojenne około 700 tysięcy żołnierzy, a ukraińska armia liczy około 800 tysięcy, co — jak ocenili obaj rozmówcy — stawia pytanie, na ile potencjalna rosyjska mobilizacja pół miliona dodatkowych żołnierzy zachwiałaby tą równowagą sił.
Osobiste wspomnienia Lachowskiego z Ukrainy
Prowadzący opisał własne doświadczenia reporterskie z Ukrainy — był świadkiem wyzwolenia Chersonia w listopadzie 2022 roku (miasto zostało odbite 12–13 listopada), a wcześniej, w sierpniu 2024 roku, przebywał na terytorium Rosji w rejonie Sudży. Opisał nocny przejazd do Charkowa tuż po wyzwoleniu Chersonia, podczas którego na własne oczy widział przerzucane spod Chersonia kolumny ukraińskich wojsk — całe brygady kierujące się jednak nie w stronę dalszej ofensywy, lecz na Zaporoże i Dniepr. Lachowski wspomniał też, że w tym samym okresie w walkach po stronie Ukrainy zginęło trzech polskich żołnierzy, dla których jego znajomy przewoził wówczas samochody. Świdziński, komentując tę obserwację, zasugerował — powołując się m.in. na książkę Boba Woodwarda „War” — że decyzja o niewykorzystaniu tych sił do dalszej ofensywy w 2022 roku wynikała nie tylko z pogorszenia pogody, ale też z nacisków Zachodu, który — jak ocenił Świdziński — po raz kolejny poważnie potraktował wówczas rosyjskie groźby użycia broni jądrowej i wymusił na Ukraińcach ograniczenie tempa kontrofensywy.
Atak na irański tankowiec
Świdziński, w kontekście szerszej rozmowy o powiązaniach między konfliktem rosyjsko-ukraińskim a sytuacją na Bliskim Wschodzie, przywołał ukraiński atak sprzed kilku dni na irański tankowiec, oceniając go jako przykład coraz silniejszego przenikania się geograficznie odległych konfliktów, powiązanych ze sobą na poziomie geostrategii — podobnie jak splatające się interesy mocarstw przed wybuchem pierwszej wojny światowej.
Pozostałe wątki rozmowy
W dalszej, bardziej ogólnej części dyskusji rozmówcy przeanalizowali historyczne próby osiągnięcia hegemonii w Europie — od Habsburgów, przez Francję Ludwika XIV i Napoleona, po zjednoczone Niemcy i dwie wojny światowe — zastanawiając się, czy Unia Europejska przetrwa w obecnej formie, gdy Stany Zjednoczone przestaną pełnić rolę stabilizatora tłumiącego wewnątrzeuropejskie rywalizacje. Wspomnieli przy tym o wysokim poparciu dla AfD w sondażach w Berlinie oraz o możliwych zmianach politycznych we Francji i Wielkiej Brytanii.
Świdziński i Lachowski dyskutowali też o globalnej rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin, ocenili nieudaną, ich zdaniem, amerykańską strategię powstrzymywania Chin oraz zastanawiali się, czy Rosja wciąż zasługuje na miano wielkiego mocarstwa, powołując się na tezy australijskiego stratega określonego w rozmowie jako „Hewait”. Poruszyli wątek partnerstwa wojskowego Rosji i Iranu, w tym możliwej wymiany technologii rakietowej, a także wpływu masowego użycia dronów i demokratyzacji broni dalekiego zasięgu na zdolność nawet wielkich mocarstw do prowadzenia projekcji siły. W końcowej części rozmowy odnieśli się do kwestii przejrzystości informacyjnej współczesnych konfliktów, porównując relatywną transparentność wojny w Ukrainie z ograniczonym dostępem do informacji o sytuacji w Strefie Gazy oraz wymianie rakietowej między Iranem a Izraelem.
Materiał opracowali i przedstawili Mateusz Lachowski oraz Albert Świdziński ze Strategy & Future w programie „Polska czy Ukraina? Starcie o dominację w regionie” z cyklu „Racja Stanu”, opublikowanym 6 września 2026 roku.