Łukasz Warzecha i Jakub Dymek omówili w podcaście kryzys polsko-ukraiński — skupiając się nie tyle na samej decyzji Zełenskiego, ile na polskiej odpowiedzi i hipokryzji środowisk, które najpierw budowały narrację bezwarunkowej przyjaźni, a teraz przebijają się w drugą stronę.
Dlaczego Nawrocki zwlekał z decyzją
Warzecha zastanawiał się, co kryje się za opóźnieniem w sprawie orderu — czy to skomplikowana gra z Ukrainą po wizycie Budanowa, czy wahanie. Dymek zaproponował najprostsze wyjaśnienie: pałac prezydencki czekał na sygnał z Waszyngtonu. Polska pomoc dla Ukrainy — Starlinki, logistyka, Jasionka — to pieniądze płynące do amerykańskich korporacji, między innymi do Elona Muska. Jakikolwiek realny nacisk na Ukrainę mógłby uderzyć w zyski tych korporacji, co jest politycznie niemożliwe. Stąd symbolika zamiast twardych kroków.
Wahadło wychylone za mocno
Dymek ocenił, że obecna fala rozgoryczenia Ukrainą jest tak silna, ponieważ wcześniej wahadło wychylono w drugą stronę równie mocno. W 2022 roku elity polityczne, medialne i eksperckie zmówiły się, żeby nie mówić Polakom prawdy. Sprzedano im wizję, w której Ukraina błyskawicznie wygra wojnę, Rosja się rozpadnie, Putin stanie przed trybunałem, a Ukraina wejdzie do UE i NATO bez żadnych przeszkód. Każdy, kto się z tym nie zgadzał, był odsyłany do kategorii wschodnich onuc — i dostawał za to od tych samych osób, które dziś przebijają się w antyukraińskość.
Hipokryzja obozu, który to wszystko stworzył
Dymek ostro ocenił środowisko PiS. Te same osoby, które budowały bezwarunkową proukraińskość i nazywały każdego krytyka agentem Rosji, teraz czerpią legitymację polityczną z bycia antyukraińskimi. Reakcje PiS są tak wściekłe i gwałtowne — jego zdaniem — nie tylko dlatego, że tak im wskazują sondaże, ale dlatego że aktualne zachowanie Ukrainy jest najlepszym świadectwem fiaska ich własnej polityki. Żeby uciec od tej oceny, chowają się za ognistym murem wściekłości wobec Ukrainy.
Przypomniał, że jeszcze w 2023 roku Karol Nawrocki jako prezes IPN mówił, że nie rości sobie żadnego prawa do mówienia Ukraińcom, jakich bohaterów mają sobie wybierać. Że jedyne, czego oczekuje, to pozwolenia na pochowanie pomordowanych. Minister Czaputowicz nazywał polskie próby naciskania na Ukrainę w sprawie UPA polityką hieny i szakala. Tweety nie płoną.
Warzecha potwierdził, że był jedną z nielicznych osób konsekwentnych w tej sprawie — i że obaj z Dymkiem, z różnych stanowisk wobec Ukrainy, obrywali od tych samych polityków, którzy dziś mówią coś przeciwnego.
Order — symbolika zamiast strategii
Warzecha ocenił, że order powinien zostać odebrany — bo traktuje symbole jako element realnej polityki, a nie odrębną od niej sferę. Jeśli Ukraina tak ich używa, Polska powinna też.
Dymek zgodził się, że gest jest politycznie celny — Nawrocki ma talent do uchwytywania społecznych emocji, czego dowodem były słowa „Polska nie będzie gospodarstwem pomocniczym Ukrainy”, które wygrały mu wybory. Ale zarazem wyraził obawę, że za tym wszystkim nie stoi rozumowanie w kategoriach realnych celów, lecz czyste sondażowanie. Zamiast pytania „jak użyć tego gestu do konkretnego celu w rozgrywce z Kijowem”, pada pytanie „ile procent Polaków popiera odebranie”. To nie jest polityka — to terapia.
Polityka historyczna ma służyć polityce, nie odwrotnie
Dymek sformułował tezę, którą określił jako obrazoburczą w środowisku PiS: polityka historyczna powinna służyć osiąganiu strategicznych celów państwa, a nie celem państwa jest prowadzenie polityki historycznej. Izrael używa pamięci Zagłady jako lewara na inne państwa — żeby uzyskać swobodę działania i immunitet od konsekwencji. Polska często robi odwrotnie — ponosi porażki na arenie międzynarodowej, broniąc historycznych racji, które w zderzeniu z innymi są skazane na porażkę. Ustawa o IPN była tego przykładem: nic nie dała, wiele kosztowała.
Ukraińcy w Polsce nie są winni
Dymek wyraźnie zaznaczył, że Ukraińcy mieszkający w Polsce nie powinni być ofiarami hejtu ani ostracyzmu za decyzje rządu w Kijowie. Polska alienując obywateli Ukrainy, którzy mogli kiedyś tworzyć propolskie elity ukraińskie, szkodzi samej sobie. Warzecha zgodził się co do zasady — dodał jednak, że jest za traktowaniem Ukraińców jak wszystkich innych cudzoziemców, ani gorzej, ani lepiej. Nie na specjalnych zasadach, ale też nie gorzej dlatego, że coś zrobił Zełenski — tak jak nie dokuczamy Amerykanom w Polsce za decyzje Trumpa.