Wojna dronów: reportaż z Donbasu ukazuje nową twarz walk na wschodzie Ukrainy — materiał Defence24

Defence24.pl opublikował reportaż dokumentalny „Wojna dronów”, nakręcony podczas konwoju pomocy humanitarnej zorganizowanego przez Fundację REACT, który przemierzył niemal całą Ukrainę, docierając do żołnierzy walczących na froncie donbaskim. Materiał, zrealizowany przez sześciu polskich wolontariuszy podróżujących trzema samochodami, dokumentuje zarówno skutki rosyjskich ataków na ukraińskie miasta, jak i codzienność żołnierzy broniących najbardziej zagrożonych odcinków frontu.

Skutki rosyjskich ataków rakietowych na Kijów

Reportaż otwiera scena z Kijowa, gdzie ekipa zatrzymała się pod dziecięcym szpitalem onkologicznym Ochmatdyt, zniszczonym 8 lipca w wyniku rosyjskiego ataku rakietą typu Ch-101. W nalocie tego dnia w stolicy Ukrainy zginęły 34 osoby, w tym pięcioro dzieci, a ponad 100 osób zostało rannych. Materiał zaznacza, że rosyjska propaganda przedstawiała uderzenie w szpital jako rzekomy efekt trafienia ukraińskiej przeciwrakiety, jednak moment uderzenia samej rosyjskiej rakiety został zarejestrowany na nagraniach. W chwili wizyty ekipy budynki szpitala nosiły ślady odłamków, część kondygnacji została zrównana z ziemią, a chore dzieci — pod kroplówkami, bez włosów po chemioterapii — musiały zostać przewiezione do innych placówek. Pod tablicą szpitalną leżały pluszowe misie i kwiaty zostawione przez mieszkańców. Reportaż przywołuje ukraińskie dane, według których łączna liczba cywilnych ofiar wojny (zabitych i rannych) przekroczyła 33 tysiące, Rosjanie odpowiadają za 135 tysięcy zarejestrowanych aktów zbrodni wojennych, a zniszczeniu uległo 167 tysięcy cywilnych budynków. Ekipa odwiedziła też zbombardowany blok mieszkalny, w którym po wybuchu nie pozostały okna ani futryny drzwi, a w jednym z mieszkań, w którym mieszkały dzieci, na obsypanym tynkiem fotelu leżał brudny pluszowy miś; na pobliskim placu zabaw zjeżdżalnia nosiła ślady po odłamkach lub pociskach.

Doświadczenia wolontariuszy z wieloletnich konwojów

W trakcie podróży polscy wolontariusze, dla których był to już kolejny w wieloletniej serii wyjazd na Ukrainę, dzielili się wspomnieniami z poprzednich konwojów. Jeden z nich opisał swoje początki jeszcze z pierwszej połowy 2022 roku, gdy osobiście przewoził kobiety i dzieci ewakuowane z obwodów wschodnich i centralnych, spotykając się z nimi pod Kijowem, a następnie przeszedł do organizowania regularnych konwojów z zaprzyjaźnioną fundacją, docierając między innymi w rejon Zaporoża, gdzie front był oddalony o zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, a w mieście słychać było poranne wystrzały. Największe z organizowanych przez niego konwojów liczyły nawet kilkanaście samochodów, w tym do siedmiu przeznaczonych bezpośrednio dla wojska.

Inny wolontariusz, który dołączył do pomocy zimą na przełomie 2022 i 2023 roku, po wcześniejszym wspieraniu Ukrainy z Polski poprzez zbiórki i wsparcie organizacji humanitarnych, opisał swój najtrudniejszy dotąd wyjazd — do Bachmutu w styczniu 2023 roku, gdy dostarczał samochód dla jednej z brygad. Z powodu trwającego ostrzału żołnierze ukraińscy przez pewien czas nie chcieli przepuścić konwoju; gdy w końcu udało się dotrzeć na miejsce przekazania pojazdu, dwaj żołnierze z 80. Brygady poprosili o możliwość natychmiastowego pożyczenia auta — okazało się, że chwilę wcześniej podczas ostrzału został ranny ich kolega, którego pilnie potrzebowali przewieźć, obawiając się obecności rosyjskiego snajpera lub drona namierzającego rannego. Po około 20–30 minutach ten sam samochód wrócił z dwoma żołnierzami i rannym kolegą na pokładzie. Wolontariusz podkreślił, że pojazd kosztujący około 10 tysięcy złotych uratował w ten sposób życie, a w ciągu kolejnych dwóch tygodni posłużył do ewakuacji 24 osób, zanim cztery tygodnie później został zniszczony — co żołnierze przekazali wolontariuszom zdjęciem spalonego auta z krótkim dopiskiem, by się nie martwili.

Kolejny z uczestników konwoju za najtrudniejszy moment uznał wyjazd w rejon Awdijiwki, gdzie miejsce dotąd uznawane za bezpieczne, służące do przebierania się w kamizelki, hełmy i wyposażenie medyczne, nagle znalazło się pod ostrzałem rosyjskiej artylerii — nie było jasne, czy był to przypadek, czy skutek wykrycia konwoju przez rosyjskie drony. Był to dla niego pierwszy raz, gdy usłyszał charakterystyczny dźwięk nadlatującego pocisku, na który nie ma się żadnego wpływu ani czasu reakcji. Ten sam wolontariusz opisał również epizod z rosyjskim czołgiem, który niespodziewanie pojawił się w polu widzenia w pobliżu Awdijiwki — ukraińscy żołnierze ostrzegli grupę przed zagrożeniem, używając słowa „tanczyk” (pieszczotliwe określenie czołgu), które wywołało u wolontariusza chwilową konsternację, zanim zrozumiał jego znaczenie; konwój musiał w pośpiechu ewakuować się z miejsca postoju.

Wśród rozmówców reportażu znalazły się także dwie wolontariuszki. Jedna z nich, uczestniczka konwojów od stycznia 2023 roku, opisała, że dla własnego bezpieczeństwa i skuteczności ukończyła kurs ratownictwa medycznego, kierując się zasadą, że lepiej umieć nie potrzebować niż potrzebować i nie umieć. Wymieniła odwiedzane przez siebie miejsca na wschodzie Ukrainy — Charków, Kramatorsk, Słowiańsk i inne miejscowości donbaskie — oceniając, że region ten jest wyjątkowo piękny i nie zasługuje na zniszczenie w imię, jak to określiła, bezsensownych idei, wskazując, że Rosjanie prowadzą wojnę, ponieważ brakuje im miejsca w największym kraju świata. Druga z wolontariuszek, uczestnicząca w kilkunastu wyjazdach, za najtrudniejszy aspekt pracy uznała moment bezpośredniego poznawania ukraińskich żołnierzy, przekazywania im potrzebnego sprzętu — dronów, zagłuszaczy, opasek uciskowych — ze świadomością, że za godzinę mogą już nie żyć; opisała spojrzenie w oczy zmęczonych, lecz niepoddających się ludzi jako najbardziej poruszający element swojej pracy. Podkreśliła również, że organizacja jednego konwoju, trwającego w praktyce pięć do sześciu dni, wymaga miesięcy przygotowań i zbiórek finansowych, prowadzonych z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa i odpowiedzialności.

Jeszcze inny wolontariusz za najtrudniejsze przeżycie uznał wjazd do Kijowa w trakcie nocnej bitwy powietrznej, kiedy konwój był świadkiem nadlatujących dronów typu Shahed i ich niszczenia przez obronę przeciwlotniczą — sygnał GPS i internet były wówczas celowo zagłuszane, by utrudnić Rosjanom nawigację dronów, a wybuchy strącanych bezzałogowców, ich błyski i spadające fragmenty trwały przez dłuższy czas, wywołując u niego refleksję nad zasadnością własnej obecności w tym miejscu.

Bitwa o Kurachowe i „przeklęty trójkąt”

Konwój dotarł do rejonu określanego jako „przeklęty trójkąt” — obszaru obejmującego Mariinkę, Kurachowe i Wuhłedar, stanowiącego najdalej na południowy wschód wysunięty punkt ukraińskiej obrony, gdzie Rosjanie naciskali jednocześnie od wschodu i południa. Reportaż odnotowuje, że w rejonie Kurachowego Rosjanie od czerwca zintensyfikowali bombardowania lotnicze, zrzucając bomby szybujące KAB i FAB, spodziewając się, że miasto stanie się priorytetowym celem ofensywy — mieszkańców wcześniej ewakuowano, a pod miejscowością przygotowano pułapkę na nacierające siły rosyjskie. Wskazano na strategiczne znaczenie tego węzła, łączącego front wschodni z frontem południowym: ewentualny upadek Kurachowego groziłby wyjściem Rosjan na tyły ukraińskich pozycji pod Wodianem i Wuhłedarem oraz załamaniem całego odcinka obrony w tym rejonie.

Materiał przywołuje relację z 25 lipca, według której Rosjanie podjęli tego dnia 32 próby przełamania ukraińskiej obrony na kierunku Kurachowego, w tym duże natarcie pancerne z użyciem 11 czołgów, 45 bojowych wozów piechoty z desantem, pojazdu Terminator oraz — jak podawała strona ukraińska — 12 pojazdów motocyklowych. Według relacji ukraińskiej 79. Samodzielnej Brygady Desantowo-Szturmowej, atak ten, wykryty wcześniej dzięki rozpoznaniu dronowemu, został odparty, a rosyjskie zgrupowanie pancerno-zmechanizowane poniosło ciężkie straty.

Żołnierze ukraińscy przekazali ekipie reporterskiej, że mimo trudnych warunków nie zamierzają dobrowolnie opuszczać swoich pozycji, deklarując gotowość do dalszej walki niezależnie od okoliczności, ponieważ broniona ziemia jest ich własną ojczyzną, której nie oddadzą nikomu. Podczas wizyty przekazano im od fundacji drona Mavic 3T z kamerą termowizyjną, przeznaczonego do zadań bojowych i ratowania życia żołnierzy, za co ukraińscy żołnierze podziękowali wolontariuszom i całej fundacji.

Sytuacja pod Pokrowskiem i Wołczańskiem

Reportaż wskazuje, że Rosjanie, mimo ponoszonych strat, kontynuowali naciski nie tylko na Kurachowe, ale i na Pokrowsk, gdzie determinacja broniących się ukraińskich żołnierzy pozostawała bardzo wysoka — jeden z rozmówców, żołnierz 5. Brygady Szturmowej, ocenił sytuację jako względnie stabilną, mimo wciąż trwających prób przełamania obrony przez przeciwnika, deklarując gotowość do obrony pozycji „na życie lub na śmierć”.

Materiał zestawia sytuację pod Kurachowem, gdzie Ukraińcom udało się powstrzymać rosyjskie natarcie na najdalej wysuniętym na południe odcinku frontu, z sytuacją pod Wołczańskiem na północ od Charkowa, gdzie Rosjanie ponieśli analogiczną porażkę. Bitwa o Wołczańsk, będąca konsekwencją rosyjskiej operacji ofensywnej rozpoczętej 10 maja, zakończyła się dla strony atakującej klęską — według relacji przekazanej ekipie reporterskiej, ukraińskie siły utrzymały wszystkie swoje pozycje i były bliskie okrążenia części rosyjskiego zgrupowania szturmującego miasto.

Codzienność wojny widziana oczami reportera

Reportaż zawiera również relację z rozmowy z żołnierzem pseudonimem „Dera”, podoficerem 116. Brygady Obrony Terytorialnej, opisanym jako specjalista nowego rodzaju wojny — obsługującym pojazd wyposażony w zagłuszarki dronów, ostrzegającym konwój przed nadlatującymi rosyjskimi bezzałogowcami i informującym, kiedy bezpiecznie można wyjść z ukrycia. „Dera” wyjaśnił, że starcia o Mariinkę rozpoczęły się jeszcze przed pełnoskalową inwazją i trwają w tym rejonie od około półtora roku, a ukraińskie siły, mimo zaangażowania znacznych rezerw, zdołały wyrządzić przeciwnikowi poważne straty. Zwrócił uwagę, że choć teren ten formalnie leży w Donbasie, jego ukształtowanie — otwarte, stepowe przestrzenie, przypominające krajobraz zaporoski — sprzyja zarówno obronie, jak i działaniom dronów rozpoznawczych obu stron, co przy panujących wówczas wysokich temperaturach (sięgających 40 stopni) stanowiło dodatkowe wyzwanie.

Reportaż podsumowuje, że mimo przedłużającej się i wyczerpującej wojny ukraińskie społeczeństwo zaadaptowało się do trudnych warunków codziennego funkcjonowania — prąd dostępny jest zaledwie przez cztery godziny dziennie, a znaczna część męskiej populacji kraju pozostaje zmobilizowana pod bronią.


Materiał „Wojna dronów | Reportaż z Donbasu” opublikowany został na kanale Defence24 na YouTube, liczącym 161 tys. subskrybentów, 9 sierpnia 2024. Autorem reportażu jest Michał Bruszewski.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *