Zdziarski w Tygodniku PCH24: 83. rocznica Krwawej Niedzieli w cieniu kryzysu na linii Warszawa-Kijów

Paweł Zdziarski, prezes Stowarzyszenia Wspólnota i Pamięć oraz autor książki „Wołyń bez mitów. Kulisy ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”, był gościem Pawła Ozdoby, redaktora naczelnego kwartalnika pch24.pl, w programie Tygodnik PCH24 na kanale PCh24TV. Rozmowa dotyczyła zbliżającej się 83. rocznicy Krwawej Niedzieli, przebiegu i skali prac ekshumacyjnych na Wołyniu, ryzyka prowokacji ze strony Ukrainy przy okazji rocznicy, powołania przez Wołodymyra Zełenskiego Panteonu Narodowego Ukrainy, możliwości nacisku Polski na Kijów, stanowiska Unii Europejskiej, sporu o zasięg banderyzmu na Ukrainie, argumentacji „pamięć i prawda, nie zemsta” oraz postępów inicjatywy budowy pomnika na warszawskich Powązkach.

Jak mogą wyglądać tegoroczne uroczystości

Ozdoba otworzył rozmowę pytaniem, jak w warunkach trwającego od dłuższego czasu kryzysu politycznego na linii Warszawa-Kijów mogą przebiegać tegoroczne uroczystości, skoro w poprzednich latach zawsze pojawiał się jakiś gest ze strony ukraińskiej — zazwyczaj obecność ambasadora Ukrainy na uroczystościach w Warszawie.

Zdziarski odpowiedział, że sytuację należy rozpatrywać w dwóch wymiarach: pozytywnym i mniej pozytywnym. Wymiar pozytywny polega na tym, że rośnie świadomość i zainteresowanie tematem ludobójstwa wśród Polaków, w tym osób niezwiązanych rodzinnie z Kresami, które dopiero teraz poznają ten temat — część z nich weźmie w tym roku udział w uroczystościach po raz pierwszy, inni na co dzień w internecie czy rozmowach mówią o potrzebie pamięci i prawdy. Ocenił, że sam kryzys na linii Warszawa-Kijów paradoksalnie przyczynia się do wzmożonego zainteresowania tematyką. Wskazał, że jego stowarzyszenie, zajmujące się od kilku lat upamiętnianiem ofiar ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, odnotowuje wzrost zainteresowania publikowanymi treściami i organizowanymi działaniami, przypominając przy tym, że od ubiegłego roku 11 lipca jest ustawowym Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA.

Dodał, że zainteresowanie społeczne przekłada się też na zainteresowanie polityków, którzy odczuwają presję społeczną — wyraził nadzieję, że w końcu „wezmą się w garść” i więcej załatwią w kwestii ekshumacji. Wskazał, że prace poszukiwawcze i ekshumacyjne mają objąć m.in. Hutę Pieniacką oraz Ostrówki i Wolę Ostrowiecką — w Hucie Pieniackiej prowadzone są na razie poszukiwania, z nadzieją na rychłe rozpoczęcie ekshumacji. Zastrzegł jednak, że są to pojedyncze miejsca, podczas gdy Polacy są pochowani w nawet kilku tysiącach miejsc na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a przebadanie ich wszystkich zajmie wiele lat.

Ozdoba wtrącił, przywołując opinię pojawiającą się w przestrzeni publicznej, że pełny proces poszukiwań i ekshumacji, gdyby miał zostać doprowadzony do końca, mógłby potrwać nawet 30 lat, co oznaczałoby konieczność utrzymywania tego tematu w debacie publicznej przez trzy dekady — ocenił jednak, że „gra jest warta świeczki”, bo pamięć ofiar jest ważniejsza niż czas. Zdziarski odpowiedział, powołując się na opinię dr. Leona Popka z Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadził prace ekshumacyjne w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej jeszcze przed poprzednim zakazem ekshumacji (w latach 90. i na początku 2000.), że jest to w rzeczywistości „praca na pokolenia” — a więc znacznie dłuższa niż 30 lat, co potwierdzają też inni eksperci zajmujący się poszukiwaniami. Podkreślił, że kluczowa jest obecna presja społeczna na polityków, wyrażając nadzieję, że obejmie ona również penalizację banderyzmu i tzw. kłamstwa wołyńskiego — ocenił, że ta „zbrodnicza ideologia”, szerząca się dziś na Ukrainie, powinna zostać prawnie zrównana z niemieckim nazizmem i sowieckim komunizmem, a jej rozpowszechnianie powinno być penalizowane w polskim systemie karnym.

Przechodząc do wymiaru negatywnego rocznicy, Zdziarski ocenił, że obecny kryzys może sprzyjać prowokacjom i nieporozumieniom, a strona ukraińska może całkowicie się zamknąć. Zaznaczył, że po stronie ukraińskiej „nigdy tak do końca nie było dobrej woli” — poza lakonicznym stwierdzeniem pierwszego prezydenta niepodległej Ukrainy Leonida Krawczuka, który przyznał, że ukraińscy nacjonaliści wymordowali 500 tysięcy Polaków (zastrzegając, że Krawczuk najprawdopodobniej miał na myśli wszystkich zamordowanych bez względu na narodowość, w tym samych Ukraińców sprzeciwiających się mordowaniu polskich sąsiadów), władze Ukrainy nigdy formalnie nie potępiły tej zbrodni. Ocenił, że nawet sama obecność ukraińskich przedstawicieli na dotychczasowych uroczystościach była już pewnym gestem, i wyraził niepewność, czy w tym roku, w cieniu kryzysu dyplomatycznego, pojawią się choćby przedstawiciele ambasady czy inni urzędnicy ukraińscy — podkreślając, że sama ich nieobecność byłaby świadectwem, że Ukraina nie godzi się na mówienie prawdy i przywracanie pamięci ofiarom.

Ryzyko prowokacji i Panteon Narodowy Ukrainy

Ozdoba zaproponował scenariusz: polskie władze, w tym prezydent, dosadnie wypowiedzą się o winie za śmierć setek tysięcy Polaków, a tego samego dnia lub następnego dojdzie do kolejnej ukraińskiej prowokacji — podobnej do niedawnej zapowiedzi Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej powołania Panteonu Narodowego Ukrainy, w którym, choć bez ujawnienia szczegółów, prezydent dał jasno do zrozumienia, że znajdą się przedstawiciele UPA — prawdopodobnie Roman Szuchewycz, Stepan Bandera i inni. Zapytał, czy tego typu prowokacje mogą się powtórzyć właśnie 11 lipca, skoro z perspektywy obecnej ukraińskiej polityki byłby to idealny moment na podgrzewanie emocji.

Zdziarski potwierdził tę ocenę, precyzując, że mówiąc o prowokacjach ma na myśli nie tylko anonimowe grupy hejterów, ale też zjawisko nasilonej obecności automatycznie tłumaczonych komentarzy ukraińskich internautów w mediach społecznościowych (Facebook, X) na temat Wołynia — komentarzy, które jego zdaniem odwracają „kota ogonem”, oskarżając Polskę o zdradę i rzekomą kolonizację czy mordowanie Ukraińców, negując przy tym zbrodnie ukraińskich nacjonalistów i gloryfikując UPA. Przyznał, że nie wie, czy to efekt zmiany algorytmów, czy faktycznego nasilenia takich treści, ale spodziewa się prowokacji również na najwyższym szczeblu władz ukraińskich — samo powołanie Panteonu uznał już za taką prowokację, niepierwszą tego typu decyzję Kijowa. Ocenił, że słowa Zełenskiego, iż „nikt tam nie będzie wybierał bohaterów [za Ukrainę]”, świadczą o tym, że Kijów „idzie w zaparte” i nie rozumie powagi sytuacji ani ryzyka utraty sojusznika.

Ocenił decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego jako ważną i potrzebną, lecz wyłącznie symboliczną — zaznaczył, że poza tym gestem niewiele się realnie zmieniło, bo rząd Donalda Tuska nadal udziela Ukrainie pełnego, praktycznie bezwarunkowego wsparcia w strukturach NATO i Unii Europejskiej, bez stawiania jakichkolwiek warunków. Dla kontrastu przywołał nowego premiera Węgier Pétera Magyara, promowanego wcześniej przez obóz Donalda Tuska, który mimo to zażądał od Ukrainy gwarancji ochrony mniejszości węgierskiej — podczas gdy Polska, jego zdaniem, niczego w zamian nie żąda.

Ozdoba dodał do tego świeży wątek: bezpłatne przekazanie Ukrainie amerykańskich rakiet Patriot oraz odstąpienie Ukrainie miejsca w kolejce produkcyjnej tych rakiet w USA — decyzję, która w jego ocenie wzburzyła opinię publiczną w Polsce, przy jednoczesnym braku jakichkolwiek żądań wobec Ukrainy, choćby w zakresie poszanowania pamięci polskich ofiar. Zdziarski w odpowiedzi przywołał wielokrotnie pojawiający się w debacie publicznej postulat zamknięcia lotniska w Rzeszowie-Jasionce jako środka nacisku, zastrzegając, że wątpi, by obecne władze były zdolne do tak zdecydowanego kroku — spodziewał się jednak choćby nieco bardziej asertywnej polityki z konkretnymi żądaniami, czego, jego zdaniem, brakuje. Podkreślił, że mimo kryzysu polska strona nadal oddaje Ukrainie kolejne partie sprzętu wojskowego za darmo, a odpowiedzialność za tę linię ponosi też poprzednia ekipa rządząca sprzed 2023 roku, która dziś krytykuje Ukrainę za banderyzm, choć sama „ma w tej sprawie dużo za uszami”. Ocenił, że obecna ekipa Donalda Tuska nawet w obliczu kryzysu nie rezygnuje z tej linii, co źle świadczy o polskim pojmowaniu racji stanu — Polska, jego zdaniem, będąc rzecznikiem Ukrainy na forum międzynarodowym w jej dążeniach do UE i NATO, nie powinna wyrażać na to zgody bez wcześniejszego rozliczenia się Kijowa z kultu zbrodniarzy z OUN-UPA. Porównał to do sytuacji w Niemczech, gdzie nikt nie wyobraża sobie ulicy nazwanej imieniem Himmlera czy Goebbelsa, podczas gdy na Ukrainie tego typu upamiętnienia są „na porządku dziennym”.

Możliwości nacisku Polski i stanowisko Unii Europejskiej

Ozdoba zapytał, czy Polska, mając potencjalną możliwość zablokowania wejścia Ukrainy do UE, mogłaby z tego skorzystać, przywołując deklaracje Donalda Tuska, że „nikt go w Unii Europejskiej nie ogra” — sugerując, że premier mógłby mieć sprawczość, by choćby opóźnić proces akcesyjny lub poprosić Brukselę o zwrócenie Ukrainie uwagi na ten problem, na wzór Chorwacji zobowiązanej do odcięcia się od tradycji ustaszowskiej.

Zdziarski ocenił to jako mało prawdopodobne — jego zdaniem nawet w Brukseli brakuje woli politycznej, o czym świadczy fakt, że ostatnie próby uchwalenia choćby symbolicznego gestu upamiętnienia ofiar ludobójstwa ukraińskiego przez Parlament Europejski nie powiodły się, a kolejne poprawki polskich europosłów nie są przegłosowywane. Ocenił, że trudno wyobrazić sobie, by w Brukseli nie było świadomości tego, co wydarzyło się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, mimo to instytucje unijne z jakiegoś powodu nie chcą uchwalić rezolucji potępiającej to ludobójstwo. Wskazał, że korzysta na tym przede wszystkim Berlin, bo strategiczne partnerstwo Ukrainy z Niemcami kwitnie — pewnie tylko do czasu, bo po zakończeniu wojny Niemcy, jego zdaniem, mają zwyczaj wracać do dawnych interesów, w tym z Rosją — co oznacza, że stawianie przez Ukrainę na Niemcy zamiast na Polskę będzie dla niej w dłuższej perspektywie stratą.

Zwrócił uwagę na fundamentalną zmianę narracji od 2022 roku: w pierwszym roku wojny, przed 11 lipca 2022 roku, w mediach głównego nurtu dominowała jednoznacznie pozytywna narracja o Ukrainie, a wielu spodziewało się nawet, że Zełenski symbolicznie przeprosi za Wołyń. Cztery lata później, jak zauważył, nikt już nie zastanawia się nad ewentualnymi przeprosinami, lecz nad tym, czy i jak Ukraina sprowokuje kolejny incydent przy okazji rocznicy. Wyraził nadzieję, że przynajmniej pozytywnym efektem tej zmiany będzie to, że więcej osób „przejrzy na oczy” co do skali tolerowania banderyzmu — także w Polsce, gdzie, jego zdaniem, rządzący nadal przymykają na to oko.

Czy banderyzm to margines, czy główny nurt na Ukrainie

Ozdoba zapytał, czy problem banderyzmu dotyczy wyłącznie zachodniej Ukrainy i władz centralnych w Kijowie (przywołując przy tym postać mera Lwowa, znanego w Polsce ze swojej działalności), czy może wschodnia część kraju w ogóle nie żyje tym duchem.

Zdziarski przyznał, że historycznie istniała wyraźna różnica regionalna — jeszcze kilka lat temu na wschodzie Ukrainy nikt nie wyobrażał sobie pomników czy ulic Bandery i Szuchewycza; tamtejsi mieszkańcy albo w ogóle nie znali tych postaci, albo ich dziadkowie służyli jako wysokiej rangi oficerowie Armii Czerwonej czy NKWD zwalczający banderowców — a więc reprezentowali zupełnie inną, sowiecką tradycję. Przywołał wywiad z mieszkańcem wschodniej Ukrainy, który mówił, że jego dziadek „walczył z UPA” i że powinni być dumni z tego, iż kilku marszałków Związku Sowieckiego było Ukraińcami.

Zaznaczył jednak, że sytuacja zmienia się od wybuchu wojny w 2022 roku — obserwuje próbę stworzenia synonimu między walką o niepodległość Ukrainy a byciem banderowcem lub środowiskiem mu bliskim. Odrzucił tezę, że problem banderowski to margines bez realnego wpływu na politykę, przekładając to na polskie realia: gdyby środowiska sprzyjające kultowi zbrodniarzy stanowiły w Polsce 2-3 proc. poparcia, nie miałyby wpływu na politykę pamięci — a mimo to nie powstawałyby stadiony ani inne obiekty ku czci takich postaci. Wskazał, że na Ukrainie tak się jednak dzieje na najwyższym szczeblu władzy — przywołał zaangażowanie byłych prezydentów Ukrainy, w tym Petra Poroszenki, w odbudowę zbombardowanego przez Rosjan Muzeum Szuchewycza we Lwowie. Ocenił, że taka postawa, choć sprzyja prowadzeniu wojny obronnej z Rosją, jednocześnie oznacza „plucie w twarz” sojusznikom — takim jak Polska, która, choć nie jest w NATO razem z Ukrainą (w domyśle: nie łączy ich sojusz wojskowy z tego tytułu), ofiarowała jej ogromne wsparcie militarne, polityczne i finansowe.

„Pamięć i prawda, nie zemsta”

Ozdoba przywołał słowa zmarłego księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, że ofiary „nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają”, odnosząc się do zarzutów, jakoby polskiej prawicy i szerzej środowiskom zaangażowanym w ten spór chodziło w istocie o odwet na Ukrainie pod pozorem domagania się sprawiedliwości. Zapytał, czy problem jest w ogóle rozwiązywalny i czy pamięć oraz upamiętnienie kiedykolwiek staną się faktem.

Zdziarski odpowiedział, że pamięć, prawda i godny pochówek to trzy filary, wokół których jednoczą się środowiska kresowe, patriotyczne i coraz szersza część społeczeństwa. Zwrócił uwagę na swoistą autocenzurę w debacie o relacjach polsko-ukraińskich: mówiąc o niemieckich obozach zagłady czy zbrodniach sowieckich, w tym o Katyniu, Polacy nie czują potrzeby każdorazowego zastrzegania, że nie chodzi im o zemstę — a przy Wołyniu, żeby nie urazić Ukraińców, taka autocenzura się pojawia. Podkreślił, że domaganie się godnego upamiętnienia i pochówku to nie reparacje, nie rewizjonizm granic ani akty samosądu, lecz obrona podstawowych wartości cywilizacyjnych, do których Ukraina rzekomo pretenduje — w tym godnego grzebania zmarłych, a nie pozostawiania ich w dołach śmierci czy studniach.

Odniósł się też do argumentu, że upominanie się o pamięć wołyńską „sprzyja Rosji” i cieszy Kreml. Odwrócił tę logikę, twierdząc, że to właśnie gloryfikowanie banderyzmu przez samą Ukrainę dostarcza rosyjskiej propagandzie amunicji, ponieważ potwierdza narrację Putina o „denazyfikacji” Ukrainy, którą uzasadniał rozpoczęcie wojny na szerszą skalę. Skonkludował, że godny pochówek, pamięć i prawda o ludobójstwie leżą nie tylko w interesie Polski, ale i samej Ukrainy, która w ten sposób wytrąciłaby Rosji ten argument propagandowy — gdyby tylko odeszła od obecnej linii.

Pomnik Wołyń na Powązkach

Ozdoba zapytał o status inicjatywy „Wołyń na Powązki”, w którą stowarzyszenie Zdziarskiego było długo mocno zaangażowane, przypominając, że mimo dużego zaangażowania władze Warszawy początkowo nie zgodziły się na budowę pomnika, choć sytuacja ostatnio zaczęła się zmieniać.

Zdziarski poinformował, że w ostatnich miesiącach doszło do przełomu. Podziękował kwartalnikowi PCH24 oraz Stowarzyszeniu im. Księdza Piotra Skargi za wieloletnie wsparcie tej inicjatywy, starszej niż samo Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć. Poinformował, że po owocnych rozmowach z przedstawicielami Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków, z udziałem zarządu cmentarzy komunalnych oraz działającego przy mieście zespołu ds. wznoszenia pomników, padła oficjalna zgoda na budowę pomnika — choć konkretny harmonogram pozostaje na etapie ustaleń.

Poinformował o utworzeniu w ostatnich tygodniach oficjalnego Komitetu Budowy Pomnika, którego głównym inicjatorem jest Stowarzyszenie Wspólnota i Pamięć, wspierane przez wrocławskie Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, a także badaczy tematyki, kresowian i rodziny ofiar. Zapowiedział, że komitet w najbliższych dniach, przy okazji 11 lipca, przedłoży Stołecznemu Konserwatorowi Zabytków dokumentację, w tym regulamin konkursu na projekt pomnika — jednym z warunków postawionych przez miasto jest rozstrzygnięcie kształtu monumentu w drodze konkursu, którego organizatorem ze strony społecznej będzie komitet. Zaznaczył, że na razie nie zna jeszcze ostatecznego kształtu pomnika, bo wyłoni go dopiero procedura konkursowa.

Zapowiedział też planowane wmurowanie kamienia węgielnego w kwaterze 3A Powązek Wojskowych, w sąsiedztwie Krzyża Ponarskiego, gdzie już dziś stoi tymczasowy Krzyż Wołyński z ziemią z miejsc kaźni Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej — zaprosił do odwiedzenia tego miejsca, zwłaszcza przy okazji 11 lipca. Podziękował profesorowi Krzysztofowi Szwagrzykowi za przywiezienie ziemi z fundamentów spalonego w wyniku zbrodni z 1944 roku kościoła w Hucie Pieniackiej — zaznaczając, że tego typu miejsc, z których ziemia trafi symbolicznie do grobu na Powązkach, będzie w przyszłości znacznie więcej, w tym Ostrówki i Wola Ostrowiecka. Wyraził nadzieję, że najbliższe tygodnie i miesiące będą dla inicjatywy kluczowe i że wkrótce będzie mógł ogłosić konkretne daty startu konkursu i wmurowania kamienia węgielnego.

Harmonogram uroczystości 11-13 lipca

Zdziarski przedstawił szczegółowy harmonogram planowanych wydarzeń. 11 lipca, w dniu samej rocznicy, większość członków jego stowarzyszenia weźmie udział w organizowanym już trzeci rok z rzędu wyjeździe autokarowym z Warszawy do Domostawy — poinformował, że w momencie nagrania programu wciąż są wolne miejsca, a zapisy przyjmowane są przez mailowy kontakt stowarzyszenia. Równolegle część delegacji pozostanie w Warszawie na uroczystościach państwowych na Skwerze Wołyńskim.

12 lipca o godzinie 12 w południe przy Krzyżu Wołyńskim na Powązkach Wojskowych odbędzie się apel pamięci połączony ze złożeniem wiązanek i zniczy — przesunięty na ten dzień właśnie dlatego, że 11 lipca większość stowarzyszenia będzie w Domostawie. Zdziarski zapowiedział też, że 13 lipca wieczorem współorganizuje konferencję pod nazwą „Rekontra”. Podkreślił, że oprócz uroczystości państwowych odbywa się cały szereg inicjatyw społecznych — marszów, debat i spotkań towarzyszących rocznicy — co ocenił pozytywnie, jako dowód autentycznego, trwałego zainteresowania tematem, a nie jednorazowej akcji.

Podsumowując, zaznaczył, że choć wokół 1 sierpnia i Powstania Warszawskiego zainteresowanie historią zawsze naturalnie rośnie, to przy Wołyniu wielu ludzi — historyków, badaczy, a przede wszystkim rodzin ofiar — działa na rzecz pamięci nie od święta, lecz od dziesięcioleci, w niemal całkowitym osamotnieniu; jego stowarzyszenie działa dopiero czwarty rok. Na zakończenie po raz drugi przywołał postać zmarłego księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego jako niedościgniony wzór zaangażowania w środowiska kresowe i patriotyczne, którego dziś, jego zdaniem, bardzo brakuje w debacie o relacjach polsko-ukraińskich.


Paweł Zdziarski, prezes Stowarzyszenia Wspólnota i Pamięć, był gościem Pawła Ozdoby, redaktora naczelnego kwartalnika pch24.pl, w programie Tygodnik PCH24 na kanale PCh24TV (358 tys. subskrybentów). Odcinek opublikowano 6 lipca 2026.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *