Jakub Banaszek, prezydent Chełma i doradca społeczny prezydenta Nawrockiego, rozmawiał z Krzysztofem Ziemcem o Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Chełmie, akcji Stop Banderyzmowi, sprawie Szeptyckiego i Wójcickiego oraz nastrojach społecznych wobec Ukraińców.
Muzeum Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Chełmie — historia i stan obecny
Banaszek ogłosił pomysł muzeum w 2020 roku, po rozmowach z rodzinami ofiar ludobójstwa wołyńskiego i kresowianami. Impulsu do działania dostarczyły słowa pani Teodory — kobiety, która przeżyła rzeź w Kisielinie, podczas gdy jej rodzina zginęła. Chełm wybrał jako miejsce muzeum ze względów historycznych i geograficznych — miasto przyjmowało pierwszych uciekinierów z Wołynia, leży geograficznie na Polesiu Wołyńskim i od lat działały tam oddolne inicjatywy upamiętniające ofiary.
Banaszek przyznał, że w 2019-2020 roku klimat w Polsce nie sprzyjał tworzeniu takiego muzeum. Nie tyle była niechęć, co obawa, że temat wpłynie negatywnie na relacje polsko-ukraińskie. Muzeum formalnie już funkcjonuje — ma statut i realizuje inwestycje. Pierwszy etap, rewitalizacja części carskiego kompleksu siedmiohektarowego zakupionego z rezerwy premiera Morawieckiego, ma zostać ukończony do 2027 roku. Wartość pierwszego etapu to 10 milionów złotych, zagospodarowanie terenu — kolejne 8-9 milionów. Środki te miasto zabezpieczyło z własnego budżetu.
Przełomem okazało się porozumienie z wicepremierem Kosiniakiem-Kamyszem i Ministerstwem Obrony Narodowej — Muzeum Wojska Polskiego otworzy w Chełmie swoją filię poświęconą ofiarom ludobójstwa wołyńskiego. Trwają ostatnie szlify techniczne.
Rząd Tuska odebrał dotację jako przedwczesną i nieprzemyślaną
Banaszek poinformował, że w 2024 roku podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury Andrzej Wyrobiec odebrał dotację przyznaną przez rząd Morawieckiego, uzasadniając to tym, że inicjatywa jest przedwczesna i nieprzemyślana. Banaszek ocenił, że ta decyzja była polityczna i krzywdząca dla rodzin ofiar — budowano narrację o skoku na kasę i etaty pisowskie, choć środki miały iść wyłącznie na inwestycje, a wystawę miało przygotować Ministerstwo Kultury.
Banaszek przyznał, że przed wyborami w 2024 roku wysłał pisma do premiera Tuska i ministrów z deklaracją, że jeśli jego skojarzenia z prawicą są przeszkodą, gotów jest nie kandydować na drugą kadencję. Nikt nie odpowiedział. Jedynym przedstawicielem instytucji państwowej, który w 2024 roku oficjalnie zaprotestował przeciwko odebraniu dotacji i pytał, jak może pomóc, był prezydent Nawrocki — wówczas jeszcze jako prezes IPN.
Akcja Stop Banderyzmowi — zbieranie podpisów pod ustawą
Banaszek jest przewodniczącym komitetu akcji Stop Banderyzmowi, zbierającej podpisy pod obywatelskim projektem ustawy wzorowanym na projekcie złożonym przez prezydenta Nawrockiego. Projekt przewiduje dwie zmiany — w ustawie o IPN i w kodeksie karnym — penalizujące propagowanie banderyzmu. Komitet zawiązał samorządowcy z różnych stron sceny politycznej.
Banaszek zwrócił uwagę, że jednostka, której Zełenski nadał imię bohaterów UPA, to Centrum Operacji Specjalnych Północ — a UPA Północ była jego zdaniem najbardziej brutalną grupą mordującą Polaków na Wołyniu, a jej dowódca był jednym z głównych inicjatorów ludobójstwa.
W jeden weekend zebrano 3 tysiące podpisów. Wymagana minimalna liczba to 100 tysięcy. Banaszek wyraził przekonanie, że zbiorą więcej. Po rejestracji komitetu ruszy oficjalna zbiórka z koordynatorami wojewódzkimi i lokalnymi.
Szeptycki i Wójcicki — bezczelne i skandaliczne wypowiedzi
Banaszek odniósł się do dwóch głośnych wypowiedzi. Profesor Kazimierz Wójcicki w telewizji publicznej zrównał UPA z Armią Krajową i bronił Bandery i Szuchewycza, sugerując, że mogą być dla Polaków wzorem patriotycznego zachowania. Banaszek ocenił, że tam był obłęd w oczach, szydaństwo i agresja z poczuciem wyższości. Stwierdził, że człowiek, który gloryfikuje ludobójców planujących czystkę etniczną, dyskwalifikuje się z jakiejkolwiek debaty publicznej i nie powinien być zapraszany do mediów. Postawił hipotezę, że Wójcicki chciał się przypodobać stronie ukraińskiej.
Wiceminister nauki Andrzej Szeptycki zrównał UPA z żołnierzami wyklętymi i porównał do Armii Krajowej. Banaszek przypomniał wcześniejsze kontrowersje — Szeptycki pod zdjęciem z czerwono-czarnymi flagami na ukraińskim cmentarzu napisał chwała bohaterom, publicznie zastanawiał się, czy interes ukraińskiego rolnika jest ważniejszy od polskiego. Banaszek stwierdził, że nie rozumie, dlaczego ktoś reprezentujący takie poglądy sprawuje funkcję wiceministra polskiego rządu i wyrażał wątpliwości, czy dobrem priorytetowym dla Szeptyckiego jest interes Rzeczypospolitej.
Dlaczego Polska nie jest szanowana przez Ukrainę
Banaszek wskazał kilka powodów, dla których Ukraina traktuje Polskę jak średniego partnera. Po pierwsze — polska klasa polityczna jest głęboko podzielona nawet w sprawach, które powinny być poza sporem. Ukraina natomiast w kluczowych sprawach mówi ponad podziałami. Po drugie — ministrowie jak Sikorski reagują z opóźnieniem i mało stanowczo. W dniu gdy Zełenski podpisał dekret o UPA, Sikorski wrzucił na X zdjęcie z wręczaniem książki ukraińskiemu odpowiednikowi. Po trzecie — minister Sikorski nie zareagował gdy szef ukraińskiej dyplomacji Kuleba zrównał ludobójstwo wołyńskie z akcją Wisła, twierdząc że Ukraińcy byli przesiedlani ze swoich rdzennych terenów, wskazując na ziemię chełmską — która zdaniem Banaszka nigdy nie była terytorium ukraińskim.
Banaszek ocenił, że Ukraina czuje się silniejsza i bardziej wpływowa od Polski — co przekłada się na stosunek do polskich partnerów. Kijów bardziej patrzy na Berlin i Niemcy jako potęgę niż na Warszawę. Tymczasem o polskiej pomocy — pierwszej i największej w pierwszych dniach wojny — nikt już na Ukrainie nie pamięta.
Zmieniające się nastroje społeczne wobec Ukraińców
Banaszek opisał ewolucję nastrojów. W 2022 roku był zryw serca — nikt niczego nie oczekiwał. Z czasem pojawił się festiwal roszczeniowości — Ukraińcy zaczęli mieć pretensje do Polaków, emanować bogactwem i poczuciem wyższości, szczególnie w dużych miastach. W mediach społecznościowych pojawiają się rolki Ukraińców mówiących, że już nie lubią Polski i nie mówią po polsku. Wielu Polaków irytuje widok drogich samochodów z ukraińskimi tablicami, młodych mężczyzn niepodlegających mobilizacji robiących show na Instagramie.
Banaszek zaznaczył, że nastroje antyukraińskie są silniejsze w dużych miastach, gdzie bardziej widać patologie i emanowanie bogactwem. W Chełmie — 25 kilometrów od granicy — sytuacja jest spokojniejsza, choć ogólnopolski trend jest odczuwalny wszędzie.
Banaszek przestrzegł jednak przed generalizowaniem — wielu Ukraińców w Polsce naprawdę utożsamia się z Polską, mówi po polsku, szanuje polskie symbole narodowe i chce tutaj żyć. Takie osoby należy doceniać i szanować.
Zagrożenia po wojnie
Banaszek wyraził obawy o to, co wydarzy się po zakończeniu wojny. Wskazał ryzyko napływu zbrutalizowanych, straumatyzowanych weteranów, którzy często nie będą mieli dokąd wrócić na Ukrainie. Zwrócił też uwagę na możliwość szukania przez nacjonalistyczne środowiska nowego wroga po zakończeniu konfliktu z Rosją — i wyraził obawy, czy tym wrogiem nie stanie się Polska, która głośno mówi o Wołyniu i ma z Ukrainą konflikty interesów na kilku płaszczyznach.
Konferencja odbudowy w Gdańsku i polska firma we Lwowie
Banaszek nie był entuzjastyczny wobec konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku — ocenił, że będzie dużo mówienia o planach i zapowiedziach, ale nie jest pewne czy zapadną kluczowe decyzje. Wskazał na przykład polskiej firmy Control Process, która realizowała zamówienie we Lwowie, wygrała wszystkie sprawy arbitrażowe, a mimo to została wyrzucona z budowy i nie otrzymała odszkodowania. To pokazuje, jak działa ukraińska strona w praktyce.
Odrębnym problemem dla Chełma jest zamknięte od początku wojny przejście graniczne w Dorohusku — jedyne tej wielkości przejście drogowe, przez które wcześniej szedł normalny ruch osobowy. Dziś działa tylko transport towarowy. Zamknięcia dokonał rząd Morawieckiego, ale rząd Tuska tego nie zmienił, co uderza w lokalnych przedsiębiorców i branżę logistyczną.
Kwiat lnu — upamiętnienie ofiar Wołynia
Banaszek zachęcił do noszenia przypinki z kwiatem lnu — symbolu upamiętnienia ofiar ludobójstwa wołyńskiego, promowanego przez Muzeum w Chełmie. W tym roku patronat nad akcją objął prezydent Nawrocki. 11 lipca, w rocznicę Krwawej Niedzieli, muzeum apeluje do samorządowców, parlamentarzystów, mediów i celebrytów o symboliczne założenie tej przypinki — wzorem akcji z żonkilami w rocznicę powstania w getcie.