Były premier Leszek Miller: „Ukraina z banderą na sztandarach nie ma prawa wejść do Unii”

Były premier Leszek Miller był gościem Krzysztofa Ziemca na kanale Otwarta Konserwa. Rozmowa skupiła się na kryzysie w relacjach polsko-ukraińskich, kondycji lewicy i rozliczeniu z przeszłością polityczną.

Banderyzm to ukraińska odmiana faszyzmu

Miller odrzucił zarzut antyukrainizmu — swoje stanowisko określił jako antybanderyzm. Ocenił, że koncepcja Bandery, Melnyka i Szuchewycza to ukraińska odmiana faszyzmu bądź nazizmu. Czystki etniczne UPA wobec Polaków na Wołyniu porównał do Holokaustu — obie formacje dążyły do budowy etnicznie czystego państwa, z tą różnicą, że Niemcy zaczęli od Żydów, a UPA od Polaków.

Przypomniał, że już w 2015 roku jako szef SLD próbował przeprowadzić przez Sejm uchwałę w sprawie wzrostu tendencji nacjonalistycznych na Ukrainie — i został za to skrytykowany przez niemal wszystkich, a ówczesny minister spraw zagranicznych nazwał ją „ekstremistyczną”. Teraz, po decyzji Zełenskiego o nadaniu jednostce imienia „bohaterów UPA”, temat trafił na czołówki.

Nawrocki postąpił słusznie, Tusk się nie śpieszy

Miller pochwalił zapowiedź prezydenta Nawrockiego dotyczącą odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, mimo że wcześniej był krytyczny wobec samej osoby prezydenta. Ocenił, że tym ruchem Nawrocki postawił Tuska w narożniku — niezależnie od decyzji premiera w sprawie kontrasygnaty, inicjatywa symboliczna pozostaje po stronie prezydenta. Miller skrytykował Tuska za ostrożność i dyplomatyczne wyważanie słów. Stwierdził, że jeśli premier będzie się dystansował, zapłaci za to w wyborach.
Polska pomoc była bezwarunkowa — i to był błąd

Miller powtórzył swój postulat warunkowości pomocy dla Ukrainy: już od początku pełnoskalowej inwazji Polska powinna była uzależnić wsparcie od konkretnych kroków — ekshumacji, odcięcia się od zbrodniczej ideologii, zapewnienia dostępu do miejsc pochówku pomordowanych Polaków. Zamiast tego polskie władze udawały, że nie widzą narastającego kultu Bandery. „Politycy to widzieli, tylko nie chcieli sobie psuć stosunków z Kijowem” — ocenił. W efekcie Kijów postępuje coraz dalej — od rehabilitacji OUN i UPA po spodziewane sprowadzenie prochów Bandery z Monachium do Kijowa.

Ukraina z banderą nie wejdzie do Unii

Miller stwierdził wprost, że nacjonalizm jest jedną z najbardziej nieakceptowalnych wartości w Unii Europejskiej. Państwo gloryfikujące zbrodnicze formacje, stawiające pomniki mordercom i odmawiające rozliczenia z własną przeszłością nie ma prawa myśleć o akcesji. Ostrzegł, że Bruksela pod kierownictwem von der Leyen będzie udawać, że nic się nie stało — bo liczy się tylko to, żeby Ukraina wyszła z konfliktu z Rosją z twarzą. Zaapelował do polskich europosłów, żeby złożyli wniosek o debatę w Parlamencie Europejskim i rozpoczęli prace nad rezolucją w sprawie wzrostu tendencji nacjonalistycznych na Ukrainie.

Niebezpieczeństwo po wojnie — żołnierze, którzy wrócą

Miller powtórzył ostrzeżenie, które zawarł wcześniej w rozmowie z Rymanowskim: po zakończeniu konfliktu do Polski mogą przyjechać ukraińscy weterani, dla których zabijanie jest od lat normą. Ocenił, że ukraińskie podziemie przestępcze już teraz jest w Polsce aktywne i zdaniem znawców problemu zdominowało polską mafię pod względem bezwzględności i wyposażenia, w tym w broń z zachodnich dostaw dla Ukrainy.

Lewica bez idei i bez liderów

W części poświęconej polskiej scenie politycznej Miller ocenił, że obecna Lewica skupia się na lewicowości kulturowej, zapominając o wymiarach gospodarczym i społecznym. Zarzucił Czarzastemu sprywatyzowanie partii — wybrał model małej partii z subwencją zamiast budowania szerokiej formacji. Pochwalił Partię Razem za posiadanie kręgosłupa ideowego, ale ocenił, że i ona ugrzęzła w przeszłości. Wskazał na sztuczną inteligencję i nowe technologie jako obszar, który lewica powinna zagospodarować programowo — bo likwidacja miejsc pracy przez automatyzację to klasyczny teren dla socjaldemokracji.

Afera Rywina — żałuje, że pozwolił na komisję śledczą

Miller ocenił, że afera Rywina była polityczną operacją wymierzoną w SLD, a dziennikarze przejęli wówczas rolę opozycji, bo opozycja parlamentarna była zdruzgotana po wyborach 2001 roku. Żałuje, że zgodził się na powołanie komisji śledczej — uważa, że wystarczyło skierować sprawę do prokuratury. Za prawdziwy początek końca rządów SLD uznał nie aferę samą w sobie, lecz rozbicie klubu przez Borowskiego, który wyprowadził kilkadziesiąt osób i zamienił rząd w mniejszościowy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *