Tadeusz Iwański — kierownik zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich — oraz dr Aleksandra Iwaniuk — politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka doktoratu o ukraińskich elitach — byli gośćmi wideokastki „Z akcentem” prowadzonej przez Olenę Babakową dla Krytyki Politycznej. Rozmowa dotyczyła ukraińskich elit, znaczenia pojęcia „postsowieckości”, struktury władzy na Ukrainie oraz mechanizmów, które doprowadziły do kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich.
Postsowieckość — słowo używane publicystycznie jako synonim asertywności
Babakowa wskazała, że w kontekście kryzysu polsko-ukraińskiego w polskich mediach i wśród komentatorów pojawiło się tłumaczenie ukraińskich działań postsowiecką mentalnością elit — mają chamski styl, uznają tylko prawo siły, mają inną wrażliwość niż polska i europejska. Oboje goście zakwestionowali tę kategorię jako analityczną.
Iwaniuk wyjaśniła, że postsowieckość w rozumieniu akademickim i postkolonialnym oznacza co innego niż w publicystyce. W publicystyce jest synonimem ofensywności, braku dyplomacji, nieumiejętności dialogu. W perspektywie postkolonialnej oznacza natomiast brak podmiotowości, lęk przed sprawczością, patrzenie na siebie oczami dominującego centrum. Tymczasem po 2022 roku na Ukrainie dokonało się właśnie pęknięcie epistemiczne — Ukraina po raz pierwszy w historii zaczęła opowiadać o sobie sama, ze swojej własnej perspektywy, nie przez oczy Rosji ani Zachodu. To, co Polacy nazywają postsowieckością, jest często po prostu odrzuceniem cudzego punktu odniesienia.
Iwański zaproponował alternatywną kategorię — postimperialność. Wielu ukraińskich dyplomatów i polityków wychowywało się w czasie sowieckim, kiedy Ukraina była drugą największą republiką ZSRR, członkiem założycielem ONZ, państwem o ambicjach na poziomie wielkich graczy. Ta kolein myślowa — że Ukraina negocjuje z Niemcami, Francją i Stanami Zjednoczonymi, a nie z mniejszymi sąsiadami — utrzymuje się do dziś. Herb radzieckiej Ukrainy zdjęto z budynku ukraińskiego parlamentu dopiero w 2000 roku — to symboliczny wskaźnik ciągłości tych praktyk.
Styl negocjacyjny à la Gromyko — ale to nie jedyne wyjaśnienie
Iwański opisał dychotomię między zachodnim a postsowieckim stylem negocjacyjnym. Na Zachodzie negocjacje polegają na siadaniu do stołu z gotowością do cofnięcia się i znalezienia wspólnego punktu — win-win. W tradycji radzieckiej, którą symbolizuje minister Gromyko znany jako pan niet, cel negocjacji to uzyskanie jak największej liczby własnych postulatów bez ustępstw. Taką właśnie dyplomację à la Gromyko zarzucił Zełenskiemu po przemówieniu w ONZ publicysta Szczepan Twardoch.
Iwaniuk zakwestionowała jednak tę interpretację. Wskazała, że za wieloma niefortunnymi decyzjami Zełenskiego stoi nie asertywność, lecz brak kompetencji, brak kontekstu i brak dobrze przygotowanych doradców. Jako przykład podała sytuację z 2015 roku, gdy Ukraina uchwaliła ustawę o organizacjach walczących o niepodległość dokładnie w dniu wizyty prezydenta Komorowskiego w parlamencie. Gdy pytała ówczesnych posłów, dlaczego tak się stało, odpowiadali szczerze, że nie rozumieją związku między tymi dwoma wydarzeniami — po prostu nie wiedzieli, że to może być dla Polski istotne. To samo dotyczy decyzji o UPA — Zełenski kierował się wyłącznie ukraińskim kontekstem wewnętrznym. Nie asertywność, lecz brak analizy.
Decyzja o UPA — inicjatywa oddolna, Zełenski nie przewidział konsekwencji
Oboje goście zgodzili się, że decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce nazwy Bohaterów UPA nie była aktem skierowanym przeciwko Polsce. Inicjatywa wyszła od samych żołnierzy — i to jest zjawisko symptomatyczne, bo obecni ukraińscy żołnierze czczą bohaterów UPA jako patronów, a nie tworzą nowych bohaterów na podstawie doświadczeń obecnej wojny.
Zełenski kierował się wewnętrzną polityką — potrzebuje poparcia nacjonalistów i kult UPA jest ponadpartyjny i ponadpolityczny. Jednak — jak podkreśliła Iwaniuk — nie jest to wyraz asertywności. Zełenski podpisał tę ustawę nieintencjonalnie w stosunku do Polski. W jego otoczeniu jest Igor Żołkwa, zastępca szefa biura prezydenta, który doskonale zna polską wrażliwość. Możliwe, że powiedział: nie rób tego — i Zełenski go nie posłuchał. Bo Zełenski — coraz wyraźniej — słucha przede wszystkim siebie.
Zełenski coraz bardziej zamknięty na opinie otoczenia
Iwaniuk scharakteryzowała zmianę, jaka dokonała się w stylu rządzenia Zełenskiego po odsunięciu Jermaka. Zełenski kolejno żegnał swoich najbliższych współpracowników — Szefirę i innych — dlatego że okazali się toksyczni lub nieskuteczni. Teraz coraz bardziej słucha siebie. Ma wysokie mniemanie o własnej inteligencji — i jest inteligentny oraz charyzmatyczny — ale zaostrzenie konfliktu polsko-ukraińskiego jest częściowo skutkiem tego, że coraz mniej osób jest w stanie do niego dotrzeć i zmienić jego zdanie. Otoczenie prezydenta sygnalizuje rosnące obawy co do tej tendencji.
Kto rządzi Ukrainą — biuro prezydenta i nowy konglomerat władzy
Iwański wyjaśnił strukturę realnej władzy na Ukrainie. Formalnie i nieformalnie rządzi prezydent Zełenski, a centrum władzy jest biuro prezydenta. Po odejściu Jermaka — który jako szef biura był faktycznie drugą osobą w państwie, filtrem i zderzakiem Zełenskiego — wyłonił się nowy konglomerat wpływowych osób. Są wśród nich: generał Kirył Budanow jako nowy szef biura prezydenta, szef frakcji parlamentarnej Dawid Rahamia, premierka Julia Frydenko i premier Denys Szmychal. To ta czwórka odegrała kluczową rolę w odsunięciu Jermaka.
Budanow nie jest nowym Jermakiem — nie łączy go z Zełenskim ta sama chemia ani więź. Jego wpływ jest inny i — zdaniem Iwańskiego — mniejszy. Budanow ostrożnie buduje swoją pozycję, stara się kontaktować z różnymi środowiskami, myśli o własnej przyszłości politycznej. Jego relacje z pozostałymi w biurze prezydenta nie są wolne od napięć — był nieprzypadkowo wykluczony z jednej z rund negocjacji z Rosją.
Julia Frydenko — premierka — stała się ważna dzięki swoim relacjom z administracją Trumpa przy negocjacjach mineral deal i funduszu odbudowy. Pełniła rolę twarzy eksportowej, łagodzącej odbiór ukraińskiej dyplomacji na Zachodzie. Jej pozycja stopniowo rośnie, choć zaczęła od pozycji słabej.
Iwaniuk zaznaczyła, że w biurze prezydenta dominuje trend odejścia od dawnego towarzystwa Zełenskiego w stronę skutecznych menedżerów — takich jak minister cyfryzacji Mychajło Fedorow — oraz przedstawicieli wojska i służb, z Budanowem na czele. Ukraiński parlament pełni coraz bardziej funkcję ratyfikacyjną wobec decyzji podjętych w biurze prezydenta. To, że zdarzają się trudności ze zbieraniem głosów, paradoksalnie świadczy — zdaniem Iwaniuk — o tym, że parlament jeszcze działa, bo nie jest w pełni kontrolowanym organem.
Wojskowi w elitach — na razie marginalnie, po wojnie może się zmienić
Oboje goście zgodzili się, że obecność wojskowych w ukraińskich elitach politycznych jest na razie stosunkowo skromna. Budanow jest przykładem przejścia ze stanowiska wojskowego na cywilne, ale to wyjątek. Wśród zastępców ministrów i w administracji rośnie liczba osób z backgroundem wojskowym — co staje się biletem wstępu do polityki. Iwaniuk ostrzegła jednak przed przeszacowywaniem tego zjawiska: doświadczenie po 2014 roku pokazuje, że aktywne uczestnictwo w walce nie przekłada się automatycznie na mandaty parlamentarne. W wyborach w 2019 roku — cztery lata po wybuchu konfliktu — wojskowych w parlamencie było znikoma liczba. Prawdziwy napływ wojskowych do polityki nastąpi dopiero po zakończeniu wojny.
Rząd dusz — Facebook, Telegram i pisarze
Na pytanie, kto sprawuje rząd dusz na Ukrainie, Iwański wskazał na zbiorowy Facebook i Telegram — media społecznościowe, które zastąpiły prasę drukowaną. Ukraina nie ma już żadnej codziennej gazety drukowanej. Kluczową rolę odgrywają influencerzy i blogerzy nie zajmujący się polityką na co dzień — bo kiedy wypowiadają się o sprawach ważnych, docierają do grup, do których nie docierają komentatorzy polityczni. Symptomatycznym przykładem był atak na szpital dziecięcy OHMADYT — wtedy blogerzy, blogerki i influencerzy przemówili, wyrażając głos przeciwko wojnie i za trudnymi ustępstwami, wyraźnie wbrew dominującej narracji biura prezydenta.
Iwaniuk wskazała na rosnący autorytet pisarzy — takich jak Oksana Zabłuszko, Eugenia Kozniecowa, Artem Czech, Artem Czapaj, Andrii Lubka. Ich głos liczy się coraz bardziej. Lubka — pisarz walczący na froncie — był jedyną ukraińską osobą publiczną, która publicznie powiedziała, że ukraińska reakcja na kryzys z orderem nie jest w porządku i że Ukraina musi więcej rozumieć polskiego kontekstu. Zrobił to w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. To odosobniony głos, ale symptomatyczny.