Stanisław Apriłaszwili — polonista, doktorant, twórca treści w mediach społecznościowych — opowiedział w podcaście „Nieobcy” platformy ENTR o tym, czym jest bycie Polakiem ze Lwowa dziś i jak wygląda życie polskiej mniejszości w mieście, które w przedwojennych czasach było w większości polskie.
Polak w połowie gruziński
Stanisław urodził się we Lwowie w rodzinie, której korzenie sięgają zarówno przedwojennej polskiej rodziny lwowskiej — prababcia ze strony dziadka pochodziła spod Tomaszowa Lubelskiego, prababcia ze strony babci z Kozłówki — jak i Gruzji. Jego ojciec, Gruzin z Tbilisi, poznał matkę na dyskotece we Lwowie jeszcze w czasach radzieckich. Warunkiem ślubu postawionym przez babcię był język polski — i ojciec faktycznie nauczył się go i mówił do syna wyłącznie po polsku.
„Nie zapamiętałem taty mówiącego po gruzińsku, tylko tatę, który mówi do mnie po polsku” — mówi Stanisław. Mimo gruzińskiego nazwiska i gruzińskich krewnych w Tbilisi, wychował się wyłącznie w polskiej kulturze, w katolickim kościele, w polskiej szkole.
Polska szkoła numer 24 im. Marii Konopnickiej
Szkoła z polskim językiem wykładowym, do której chodził Stanisław, to instytucja o długiej historii — do lat powojennych składała się wyłącznie z dzieci z polskich rodzin, potem proporcje się zmieniały. Gdy Stanisław rozpoczął naukę w 2003 roku, z czysto polskich rodzin było zaledwie kilkoro dzieci, a reszta to rodziny mieszane lub Ukraińcy pragnący dać dzieciom znajomość języka polskiego i związane z tym szanse edukacyjne.
Wszystkie przedmioty — fizyka, matematyka, geografia — były prowadzone po polsku. Ukraiński i historia Ukrainy były obowiązkowe jako przedmioty ukraińskiego systemu oświaty. Szkoła była wspierana przez polskie fundacje — Wspólnotę Polską i Pomoc Polakom na Wschodzie — które zapewniały podręczniki, sprzęt i możliwość wyjazdów do Polski.
Stanisław wyjechał na kolonie do Polski kilkanaście razy — do Koszalina, Warszawy, Krakowa, Lublina, Płońska. „Dla mnie Polska jest ojczyzną. Ja w takim właśnie duchu byłem wychowywany” — mówi.
Ile Polaków we Lwowie?
Według ostatniego wiarygodnego spisu ludności ukraińskiego Urzędu Statystycznego z 2001 roku w całej Ukrainie mieszkało 144 tysiące Polaków, w samym Lwowie ponad 6300. Przed wojną Polacy stanowili od 50 do ponad 60 procent mieszkańców Lwowa. W 1959 roku, według radzieckiego spisu, było ich już tylko 16 procent — skutek fal repatriacyjnych i zmian demograficznych po II wojnie światowej.
Stanisław zaznacza ważne rozróżnienie: „My nie jesteśmy Polonią. My jesteśmy Polakami za granicą. Polonia to Polacy na zachodzie, my jesteśmy Polakami ze wschodu.”
Lwowskość jako tożsamość
„Lwowskość to życie na styku kultur” — mówi Stanisław. W jego otoczeniu dorastali Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi i Ormianie. Stare napisy na kamienicach, cmentarz Łyczakowski, Orlęta Lwowskie, katedra — to wszystko jest częścią jego tożsamości, którą uważa za powód do dumy, nie do wstydu.
Szczególne miejsce zajmuje w tej tożsamości język — regionalna odmiana polszczyzny lwowskiej, z domieszkami ukraińskiego, rosyjskiego i dawnej gwary miejskiej. „To nie jest old school. To jest po prostu inny, kresowy wariant polszczyzny” — tłumaczy. Jego doktorat jest właśnie poświęcony świadomości językowej użytkowników polszczyzny we Lwowie — próbie uchwycenia dziedzictwa, które powoli zanika.
Trudna historia — temat daleki od codzienności
Na pytanie o rzeź wołyńską i relacje polsko-ukraińskie Stanisław mówi, że temat istnieje, ale nigdy nie był przedmiotem codziennych rozmów z rówieśnikami we Lwowie. „Każdy naród ma swój rachunek krzywd. Wypominanie tego w kontaktach rówieśniczych — jaki to ma sens?” — pyta.
Zaznacza, że napięcia polsko-ukraińskie nasiliły się jego zdaniem po 2014 roku i podejrzewa, że część z nich jest podsycana przez Rosję. „Bycie Polakiem we Lwowie oznacza bycie lojalnym obywatelem. Dowodem jest to, że mnóstwo osób z polskim pochodzeniem i kartą Polaka walczy lub walczyło na tej wojnie albo poległo.”
Jego kuzyn jest uznany za zaginionego na wschodzie Ukrainy. Na szkole, do której chodził, niebawem odsłonięte zostaną tablice ku czci dwóch absolwentów poległych na wojnie.
Lwów jako dom
Matka Stanisława, mimo wybuchu wojny w 2022 roku, odmówiła wyjazdu. Zostaje we Lwowie do końca — zmarła tam w zeszłym roku. „To jest jej dom” — mówi Stanisław.
On sam mieszka w Warszawie od dwunastu lat, płaci podatki, kończy doktorat i planuje tu swoją przyszłość. Ale Lwów pozostaje dla niego punktem odniesienia. „Nie patrząc na to, gdzie będziecie, pod jaką szerokością geograficzną, zawsze będziecie i pozostaniecie lwowiakami” — cytuje słowa swojego nauczyciela.