Matczak w Kanale Zero: przebaczenie nie jest grzechem. Polska poszła drogą Gomułki, nie drogą biskupów

Profesor Marcin Matczak przeprowadził na Kanale Zero obszerny wykład-komentarz, w którym postawił prowokacyjne pytanie: co by się stało, gdyby polski polityk zaproponował dziś Ukraińcom przebaczenie za Wołyń? Punktem wyjścia uczynił analogię do listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku oraz reakcję na własny eksperyment myślowy, jaką wywołał w mediach społecznościowych.

Eksperyment myślowy — przebaczenie jako opętanie przez szatana

Matczak zaproponował widzom eksperyment myślowy — jak zareagowałaby Polska, gdyby jakiś polityk powiedział do Ukraińców: przebaczamy wam Wołyń, i jednocześnie prosimy o przebaczenie za to, co sami robiliśmy — za akcję Wisła, za spalone cerkwie. Jego zdaniem odpowiedź jest jasna: taki polityk zostałby zlinczowany, uznany za banderowca, agenta, zdrajcę. Matczak doświadczył tego osobiście — gdy napisał coś podobnego w mediach społecznościowych, jedna z komentujących odpowiedziała: „tylko człowiek opętany przez szatana mógłby powiedzieć przebaczamy”.

Matczak zwrócił uwagę na paradoks tej reakcji — wedle takiej logiki, ludzie wyniesieni na ołtarze, jak prymas Wyszyński czy Karol Wojtyła, byliby opętani i powinni raczej trafić do egzorcysty niż do grona świętych. To oni bowiem, zaledwie 20 lat po Auschwitz, w 1965 roku, razem z innymi biskupami podpisali pamiętny list do biskupów niemieckich zawierający słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. List podpisało 34 polskich biskupów, w tym Wojtyła i Wyszyński, a napisał go biskup Kominek.

Reakcja władzy komunistycznej w 1965 roku jako lustro dzisiejszej prawicy

Najciekawsza, zdaniem Matczaka, była ówczesna reakcja władzy komunistycznej — bo dokładnie odpowiada temu, jak zareagowałaby dziś władza prawicowa. Władza komunistyczna nazwała to antynarodowym, antysocjalistycznym, zdradą. Gomułka się oburzał, Cyrankiewicz pisał, że to zaprzeczenie zbrodniom hitlerowskim (choć logicznie, jeśli się komuś wybacza, to znaczy że było co wybaczyć). W szkołach dzieci pisały listy potępiające list biskupów, prymas nie dostał paszportu do Rzymu, robotnicy organizowali strajki, pytając: w czyim imieniu wybaczacie?

Matczak zaznaczył ironicznie, że komuniści nie byli chrześcijanami — byli ateistami, dla których przebaczenie było równoznaczne ze słabością i niewystarczającą twardością. Problem w tym, że ludzie dziś oburzający się na samą myśl o przebaczeniu Ukraińcom — w tym autorka komentarza o opętaniu przez szatana — w większości należą do prawicy, dla której religia jest ważna, która chce bronić Polski jako muru chrześcijaństwa, głosi wizję Ewangelii opartą na przebaczeniu, nosi krzyż jako znak przebaczenia. Jezus na krzyżu nie mówił „najpierw mnie przeproście” — mówił „wybacz im, Panie, bo nie wiedzą co czynią”, podczas gdy oprawcy jeszcze wbijali gwoździe w jego ręce.

Spoganienie — termin prymasa Wyszyńskiego

Matczak przypomniał, że gdy w latach 60. władza komunistyczna wymachiwała czerwonym sztandarem i krytykowała biskupów za list, prymas Wyszyński nazwał to zachowanie „spoganieniem” — wyrażając nadzieję, że może to tylko władza jest spoganiona, a nie cały naród. Spoganienie nie oznacza braku wiary — poganie wierzą we własnych bożków plemiennych, walczących z bogami innych plemion, w logice rywalizacji jednego plemienia z drugim. Chrześcijaństwo jest religią, która po raz pierwszy mówi nie tylko „przebacz”, ale „kochaj swojego wroga” — co Matczak nazwał w istocie skandalicznym przesłaniem, łamiącym odwieczny mechanizm zemsty.

Problem polega na tym, że dziś znów chcemy ten mechanizm odwetu podtrzymywać, zamiast go przerwać.

Resentyment jako mechanizm psychologiczny — Nietzsche, Scheler, Wendy Brown

Matczak zastrzegł, że nie chce porównywać tragedii Wołynia i Auschwitz — każde ludzkie życie jest święte, a ludobójstwa były po obu stronach. Pytanie, które go interesuje, brzmi: dlaczego wolimy tkwić w ranie, zamiast iść drogą biskupów z 1965 roku?

Przywołał trzy teorie wyjaśniające ten mechanizm. Nietzsche pisał o resentymencie jako „silniku moralnym” — uraza, w którą tak mocno emocjonalnie się zainwestowało (utożsamiając się z rolą ofiary), trudno porzucić, bo wyjście z niej oznacza stratę tożsamości. Max Scheler pisał podobnie, że zranienie, którego nie da się odwzajemnić, zostaje wpisane w samą tożsamość, a przebaczenie byłoby „profanacją” — uznaniem wartości tych, którzy zranili, i zakończeniem „świętej wojny”. Wendy Brown w swojej książce opisała mechanizm, w którym wspólnota definiująca się przez doznaną krzywdę musi potępiać przebaczenie i piętnować tego, kto je proponuje — bo zdradza on nie zmarłych, lecz żywych, czyli samą tożsamość wspólnoty zbudowaną wokół cierpienia. Matczak powiązał to z mitem Polski jako Chrystusa Narodów — z polskim upodobaniem do roli ofiary, którą przebaczenie by zakończyło.

Bohaterowie niejednoznaczni — Wyklęci i Łupaszka jako lustrzane odbicie

Matczak przewidział kontrargument — że Niemcy nie hołubili swoich przywódców, podczas gdy Ukraina gloryfikuje UPA. Przyznał, że decyzja Zełenskiego ws. bohaterów UPA była głęboką niesprawiedliwością i niewrażliwością. Ale zwrócił uwagę, że Polska też ma swoich niejednoznacznych bohaterów — Żołnierze Wyklęci, postać Łupaszki — i gdyby ktoś zabronił Polakom ich czcić z powodu złych czynów obok dobrych, sami byśmy się nad tym zastanawiali, czy to sensowne.

Przypomniał też, że ukraińscy przywódcy, w tym Leonid Kuczma, już przepraszali Polskę za Wołyń i klękali przed pomnikami ofiar. Porównał obecną polską postawę do żądań Trumpa wobec Zełenskiego o ciągłe dziękowanie — „przeproście jeszcze trochę, może nie było to wystarczająco oficjalne” — nazywając to bezustannym podnoszeniem poprzeczki, niezależnie od tego, co druga strona już zrobiła.

Krytyka decyzji Nawrockiego — odebranie orderu jako gest zdrady, nie siły

Matczak skrytykował decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu Orła Białego Zełenskiemu, wskazując że insygnia odbiera się zdrajcom — to gest mówiący „już nie jesteś tym, kim byłeś, jesteś niegodny”. Zaproponował alternatywę — wielką mowę, w której prezydent powiedziałby, że Polska jest na tyle silnym narodem, iż ten ból nie zmieni sojuszu przeciw wspólnemu wrogowi, jakim jest Rosja — mowę siły, a nie mowę obrażania się i spoganienia.

Tymczasem mamy sytuację, w której ordery latają z jednej i drugiej strony, ludzie żartują, że Jarosław Kaczyński oddał order Jarosława Mądrego (więc czy sam jest mądry, czy niemądry) — a jedynym beneficjentem tego rozdrapywania rany jest Rosja i Putin, bo udało się rozbić sojusz polsko-ukraiński.

Pytanie kluczowe: przeszłość czy przyszłość

Matczak postawił pytanie retoryczne — czy powinniśmy ciągle myśleć o tym, ilu Polaków zginęło na Wołyniu w latach 40. XX wieku, czy raczej o tym, jak zapobiec śmierci Polaków w latach 30.-40. XXI wieku w razie ataku Rosji? Ocenił, że prezydent Nawrocki wciąż mentalnie pozostaje szefem Instytutu Pamięci Narodowej, patrzącym wstecz — podczas gdy powinien być „prezesem Instytutu Przyszłości Narodowej”. Idąc do przodu z głową odwróconą w tył, można albo wpaść na ścianę, albo wpaść w dziurę — a ta dziura, ostrzegł Matczak, zionie na wschodzie, i to bardzo poważnie.

Konkluzja — niespełnienie nadziei prymasa Wyszyńskiego

Matczak zamknął wykład gorzką refleksją — polska religia każe przebaczać, a my mówimy, że tego nie zrobimy, co więcej, nazywamy samo przebaczenie opętaniem, czyli grzechem przeciw normom własnej wiary, uznając się za mądrzejszych niż przesłanie Ewangelii. Efektem jest sytuacja czysto szkodliwa — krótkotrwała duma kosztem realnego bezpieczeństwa, kontynuacja roli „Chrystusa Narodów” zamiast przygotowania na realne zagrożenie wojenne, które wymaga sojuszu z Ukrainą jako sprzymierzeńcem przeciw wspólnemu wrogowi.

Matczak przyznał, że cały ten wywód wynikł z szoku, jaki przeżył, gdy odkrył, że w dzisiejszej Polsce przebaczenie stało się nie tylko grzechem, ale opętaniem. Nadzieja prymasa Wyszyńskiego, że spoganienie dotyczy tylko władzy, a nie całego narodu, jak ocenił Matczak, najwyraźniej się nie spełniła. Zakończył apelem do widzów o przemyślenie tematu i komentarze — z zastrzeżeniem, by nie nazywali go banderowcem.


Komentarz wygłosił prof. Marcin Matczak. Materiał dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym ponad 2,32 miliona subskrybentów. Opublikowany 27 czerwca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *