Prof. Lewicki u Lustiga: Ukraina jest na marginesie amerykańskiej polityki zagranicznej

Prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista, był gościem Marcina Lustiga na kanale FMC27NEWS, z okazji 250. rocznicy niezależności Stanów Zjednoczonych. Rozmowa dotyczyła statusu USA jako supermocarstwa na tle Chin i Unii Europejskiej, polityki wewnętrznej administracji Donalda Trumpa, konfliktu z Iranem, wpływu Izraela na amerykańską politykę zagraniczną oraz miejsca Ukrainy w priorytetach Stanów Zjednoczonych.

Terminologiczna korekta: niezależność, nie niepodległość

Lewicki na wstępie zwrócił uwagę na często powtarzany błąd terminologiczny, przyznając, że sam go popełniał przez dekady: nie należy mówić o „niepodległości” Stanów Zjednoczonych, lecz o „niezależności”. Wyjaśnił, że Amerykanie nie byli narodem skolonizowanym czy podbitym – byli Anglikami mieszkającymi w Ameryce, którzy chcieli uniezależnić się gospodarczo od Anglików z Wysp Brytyjskich, w przeciwieństwie do krajów rzeczywiście wyzwalających się z podboju, jak państwa afrykańskie czy Egipt.

Droga do supermocarstwa: od końca XIX wieku do 1945 roku

Lewicki wskazał, że o pewnej mocarstwowości USA można mówić od końca XIX wieku, od prezydentury Theodore’a Roosevelta, natomiast o pełnym supermocarstwie – dopiero po II wojnie światowej, gdy Stany Zjednoczone zdecydowały się zakotwiczyć w polityce światowej poprzez utworzenie NATO, Planu Marshalla i ONZ. Wymienił pięć kategorii definiujących supermocarstwo – polityczną, militarną, technologiczną, kulturową i naukową – i ocenił, że w każdej z nich USA sumarycznie dominują w skali globalnej, mimo że inne państwa mają osiągnięcia w poszczególnych podkategoriach.

Unia Europejska nie jest zagrożeniem, lecz powstającym partnerem

Odpowiadając na pytanie o ewentualne zagrożenie ze strony Unii Europejskiej, Lewicki zdecydowanie odrzucił takie ramowanie, określając UE jako powolnie kształtującego się, w przyszłości potencjalnie równego partnera dla USA. Zaznaczył, że Unia nie prowadzi jednolitej polityki zagranicznej ani gospodarczej – interesy Francji, Niemiec czy Włoch różnią się między sobą – co jest naturalne dla młodego tworu, budującego spójność w warunkach różnorodności kulturowej, historycznej i celów poszczególnych państw członkowskich. Ocenił, że nawet Stanom Zjednoczonym zbudowanie własnej spójności i siły zajęło około 200 lat, a Unia ma zadanie znacznie trudniejsze.

Chiny: mit potęgi militarnej i gospodarczej

Lewicki wyraził długoletni sceptycyzm wobec narracji o potędze Chin. Wskazał, że mimo wysokiego łącznego PKB, wynikającego z liczby ludności, dochód na mieszkańca umieszcza Chiny na około 40. miejscu w świecie – co nie jest wskaźnikiem supermocarstwa. Przywołał artykuł z Foreign Affairs demaskujący mit chińskiej potęgi militarnej, oceniając, że Chiny nie poradziłyby sobie militarnie nawet z Tajwanem, nie mówiąc o reszcie świata. Ocenił, że Chiny są mistrzem w kreowaniu wizerunku sztucznej potęgi, podczas gdy realnie borykają się z zapaścią sektora budowlanego, miastami widmami i falą bankructw – i że długo, jeśli w ogóle, nie osiągną statusu supermocarstwa we wszystkich pięciu wymienionych kategoriach.

Polityka migracyjna Trumpa: realny sukces, z kosztami społecznymi

Lewicki ocenił politykę migracyjną administracji Trumpa jako skuteczną – napływ nowych nielegalnych migrantów praktycznie zanikł, a wiele osób bez prawa pobytu opuszcza kraj samodzielnie lub zostaje deportowanych, mimo prób blokowania tego procesu przez niektóre sądy lokalne. Przyznał, że proces ten „boli”, w tym część Polaków, ale ocenił, że łamanie prawa państwa przyjmującego nie może liczyć na bezkarność.

Co do przestępczości i narkotyków, ocenił, że nie ma na to skutecznego lekarstwa w żadnym kraju świata – Trump nie pogorszył sytuacji, prawdopodobnie nieco ją polepszył, ale statystyki w tej dziedzinie (liczba zatrzymań, skazań, recydywy) są, jego zdaniem, bardzo podatne na manipulację.

Konflikt z Iranem: częściowy sukces, niepełne zwycięstwo

Lewicki umieścił konflikt z Iranem w szerszym kontekście obietnic wyborczych Trumpa dotyczących rozwiązania głównych globalnych konfliktów. Ocenił, że na Bliskim Wschodzie, w kontekście Gazy, udało się praktycznie wstrzymać masowe zabijanie ludzi, niezależnie od tempa odbudowy. W przypadku Rosji i Ukrainy Władimir Putin okazał się, jego zdaniem, znacznie twardszym przeciwnikiem niż zakładano.

Odnosząc się do Iranu, Lewicki ocenił sytuację jako niejednoznaczną: z jednej strony amerykańskiemu wojsku udało się zniszczyć zakłady zdolne produkować broń atomową i doprowadzić do śmierci wielu wysokich rangą przywódców wojskowych i wywiadowczych Iranu, osłabiając jego siłę militarną. Zwrócił jednak uwagę, że Iran dysponuje jedną istotną bronią – kontrolą nad cieśniną Ormuz, którą wykorzystuje w sposób brutalny – choć ocenił, że ta przewaga nie będzie trwać wiecznie, ponieważ państwa producentów ropy intensywnie pracują nad rurociągiem omijającym to terytorium, co w perspektywie kilku lat może doprowadzić do katastrofy gospodarczej Iranu.

Wyjaśnił, że realną porażką administracji Trumpa było nieoczekiwanie brak powrotu fali antyrządowych protestów społecznych w Iranie po amerykańskiej interwencji, na co liczył prezydent i jego otoczenie – reżim ajatollahów przetrwał, ponieważ obalanie rządów z zewnątrz, bez wewnętrznego wsparcia społecznego, nigdy nie daje dobrych rezultatów.

Wpływ Izraela na politykę USA wobec Iranu

Odnosząc się do pytania o wpływ Izraela i proizraelskiego lobby na decyzje Trumpa w regionie, Lewicki przyznał, że wpływ ten jest realny, często nadmierny i szkodliwy dla amerykańskiej polityki zagranicznej, przywołując poświęconą temu tematowi książkę wydaną także w Polsce. Zaznaczył jednak, że niezależnie od tego wpływu, Iran intensywnie pracował nad bronią atomową, którą – w jego ocenie – rozwijał nie po to, by ją jedynie posiadać, lecz by jej potencjalnie użyć wobec Izraela lub swojego głównego regionalnego rywala, Arabii Saudyjskiej, porównując tę wrogość do historycznego konfliktu katolicko-protestanckiego. Ocenił, że użycie broni atomowej przez Iran wywołałoby odwet, a następnie odwet ze strony Rosji jako głównego sojusznika Teheranu, dlatego uznał za korzystne każde działanie opóźniające irański program atomowy.

Odniósł się krytycznie do wcześniejszego porozumienia JCPOA wynegocjowanego przez administrację Baracka Obamy, oceniając je jako czasowe, niedoskonałe i pozostawiające możliwość prowadzenia prac teoretycznych i laboratoryjnych. Ocenił, że obecne wstępne porozumienie amerykańsko-irańskie również nie jest doskonałe, ale każdy trwały kompromis wymaga wzajemnych ustępstw, a kluczowym osiągnięciem jest odsunięcie w czasie – o co najmniej kilkanaście lat – możliwości zbudowania przez Teheran broni atomowej.

Ukraina na marginesie amerykańskiej polityki globalnej

Lustig zapytał wprost, czy Ukraina wciąż zajmuje wysoką pozycję w priorytetach amerykańskiej polityki międzynarodowej, czy stała się już konfliktem drugo- lub trzeciorzędnym, biorąc pod uwagę, że Ukraińcy przejęli inicjatywę i są w stanie zadawać Rosji dodatkowe ciosy na jej własnym terytorium – oraz czy Stany Zjednoczone nadal angażują się w ten konflikt tak mocno, jak za prezydentury Joe Bidena, czy ograniczają się już wyłącznie do dostaw broni.

Lewicki odpowiedział bardzo jednoznacznie: Ukraina jest na marginesie globalnej polityki Stanów Zjednoczonych. Podkreślił rozdźwięk perspektyw: dla Europy, w tym dla Polski, wojna w Ukrainie jest sprawą centralną, natomiast z punktu widzenia Washington jest to konflikt toczący się „gdzieś tam daleko” – i nigdy nie był dla Amerykanów sprawą centralną, nawet w najbardziej intensywnym okresie wsparcia.

Wyjaśnił, co według niego było rzeczywistym celem amerykańskiego zaangażowania w wojnę: nie sama Ukraina jako taka, lecz możliwość przetestowania własnego uzbrojenia w warunkach realnego starcia bojowego – co jest zupełnie inną sytuacją niż standardowe manewry wojskowe – oraz rozpoznanie faktycznych możliwości militarnych Rosji jako przeciwnika. Podkreślił przy tym, że Stany Zjednoczone realizowały ten cel wyłącznie poprzez dostawy uzbrojenia, nigdy nie wysyłając własnych żołnierzy – żaden Amerykanin nie zginął w tym konflikcie, ponieważ cała amerykańska strategia sprowadzała się do sprawdzenia, jak sprawuje się amerykańska broń w boju i jaką siłę rzeczywiście reprezentuje rosyjska armia.

Lewicki ocenił, że te cele – testowanie uzbrojenia i rozpoznanie wojskowe Rosji – zostały już osiągnięte przez Stany Zjednoczone. W jego ocenie oznacza to, że Ukraina, po okresie zwiększonego zainteresowania i wsparcia, wróciła obecnie na swoje wcześniejsze, naturalne miejsce w hierarchii priorytetów amerykańskiej polityki zagranicznej – czyli właśnie na margines, jako temat peryferyjny z perspektywy Washington, niezależnie od tego, jak istotny pozostaje z perspektywy europejskiej i polskiej.

Zakończenie: otwartość i postępowość jako recepta na wyzwania USA

Na zakończenie, zapytany o najważniejsze wyzwania stojące przed Stanami Zjednoczonymi w kolejnych dekadach, Lewicki żartobliwie zauważył, że potrzebowałby więcej czasu niż przewidziane pół minuty, po czym odpowiedział krótko: iść do przodu, pozostać otwartym i postępowym, a resztę problemów rozwiąże to automatycznie.


Rozmowę przeprowadził Marcin Lustig. Program dostępny na kanale FMC27NEWS na YouTube, liczącym 88,4 tys. subskrybentów. Opublikowany 3 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *