Prof. Sadura: rosnąca fala nienawiści wobec Ukraińców w Polsce może wejść w fazę przedpogromową

Gościem programu „Onet Rano” był prof. Przemysław Sadura, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, który w rozmowie z Dominiką Długosz przedstawił wyniki badań dotyczących postrzegania przez Ukraińców mieszkających w Polsce zmian w nastawieniu Polaków wobec nich, a także ocenił reakcję polskich władz i klasy politycznej na narastającą falę niechęci.

Badanie: jak Ukraińcy odbierają zmianę nastrojów w Polsce

Sadura wyjaśnił, że badanie, które przeprowadził wspólnie z ukraińską badaczką Oleną Babakową w Instytucie Krytyki Politycznej, miało odwrócić typową perspektywę – zamiast analizować, jak zmienia się stosunek Polaków do Ukraińców, skupiło się na tym, jak tę zmianę odbierają sami Ukraińcy mieszkający w Polsce, zarówno migranci, jak i uchodźcy. W tym celu przeprowadzono serię pogłębionych wywiadów, realizowanych w okresie poprzedzającym wydarzenia, które – jak ocenił Sadura – prawdopodobnie przejdą do historii jako „afera orderowa”. Zapytany, czy afera ta stanowiła punkt zwrotny uwalniający wcześniej podskórną niechęć do Ukraińców, Sadura potwierdził, że rozmówcy badania rzeczywiście wskazywali kampanię ostatnich wyborów prezydenckich jako moment, w którym te emocje zostały otwarcie wyrażone przez polityków, w tym również przedstawicieli głównego nurtu – nie tylko przez Grzegorza Brauna, który całą swoją kampanię oparł na antyukraińskości, ale też np. przez Karola Nawrockiego, który posługiwał się nieprawdziwymi twierdzeniami o rzekomym pierwszeństwie Ukraińców w kolejkach do służby zdrowia.

Nastroje antyukraińskie widoczne już w 2022 roku

Sadura zaznaczył, że negatywne nastroje wobec Ukraińców były widoczne w badaniach znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać – już w czerwcu 2022 roku, cztery miesiące po wybuchu pełnoskalowej wojny, Instytut Krytyki Politycznej wspólnie ze Sławomirem Sierakowskim opublikował raport zatytułowany „Polacy za Ukrainą, ale przeciw Ukraińcom”. Wskazywał on, że za te nastroje w dużym stopniu odpowiadała dezinformacja – zarówno rosyjska, jak i szerzona przez krajowe środowiska antyukraińskie i prorosyjskie. W prowadzonych wówczas grupach fokusowych powtarzały się miejskie legendy, np. o rzekomo roszczeniowych Ukrainkach niepłacących za usługi, przy czym respondenci często relacjonowali je jako osobiste doświadczenia (np. „historię swojego fryzjera”), mimo że w rzeczywistości były to treści zasłyszane lub przeczytane w mediach społecznościowych.

Sadura ocenił, że badacze starali się wówczas zaalarmować opinię publiczną, licząc na to, że szybka reakcja władz – prostowanie fałszywych informacji, zapewnienie o wystarczających środkach budżetowych na usługi publiczne – pozwoli uspokoić nastroje. Do takiej reakcji jednak nie doszło, a dezinformacja się nasilała. Ocenił wprost, że w wojnie informacyjnej z Rosją, przynajmniej w obszarze kwestii ukraińskiej i stosunku do Ukraińców, Polska tę wojnę przegrywa.

Bierność rządu i „dokładanie się” polityków obozu rządzącego

Prowadząca zwróciła uwagę, że mimo trzech lat rządów koalicji Donalda Tuska, powtarzającej hasło „to jest nasza wojna”, trudno dostrzec realne działania mające na celu przeciwdziałanie narracjom antyukraińskim – przywołując przy tym bieżącą decyzję ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza o odtajnieniu skali pomocy dla Ukrainy. Sadura przyznał, że rząd i partie koalicyjne w praktyce nie zrobiły nic, by kontrować te narracje, a nawet ocenił, że niektórzy politycy obozu rządzącego „dokładają swoje”. Jako przykład wskazał wygaszenie specustawy dla uchodźców z Ukrainy, które ograniczyło części z nich dostęp do świadczeń i usług publicznych, a także serię głośnych spraw deportacyjnych – w tym przypadek Ukraińca, który wjechał samochodem nad Morskie Oko i otrzymał wieloletni zakaz wjazdu do Polski, podczas gdy analogiczny przypadek Australijczyka wjeżdżającego do Tatrzańskiego Parku Narodowego zakończył się jedynie grzywną rzędu kilku tysięcy złotych. Sadura ocenił takie podwójne standardy jako absurdalne, wskazując również, że obecnie nawet dwukrotne złamanie przepisów drogowych może skutkować deportacją, co – jego zdaniem – stoi w sprzeczności z ideą realnego przyjęcia uchodźców, które powinno dawać im poczucie bezpieczeństwa i możliwość odbudowy życia, tak by mogli z czasem wrócić i pomóc odbudowie własnego kraju.

Trzy poziomy, na których Ukraińcy odczuwają niechęć

Odpowiadając na pytanie o konkretne przejawy zmiany nastawienia, jakie wynikają z przeprowadzonych wywiadów, Sadura wskazał trzy poziomy. Pierwszy to relacje międzyludzkie w przestrzeni publicznej – Ukraińcy relacjonowali sytuacje na przystankach czy w autobusach, w których spotykali się ze słownymi atakami, wyzwiskami czy sugestiami powrotu na Ukrainę w reakcji na używanie języka ukraińskiego, co prowadzi do tego, że zaczynają obawiać się posługiwania swoim językiem w miejscach publicznych.

Drugi poziom to wymiar polityczny – Sadura zaznaczył, że sami Ukraińcy zdają sobie sprawę, iż część polskiej klasy politycznej zbija kapitał wyborczy na eskalowaniu niechęci wobec nich, w związku z czym część z nich świadomie wycofuje się ze śledzenia polskich mediów i polityki, choć informacje i tak do nich docierają za pośrednictwem ukraińskich mediów relacjonujących sytuację w Polsce. Podkreślił, że problem nie ogranicza się do polityków prawicy – przywołał przypadek radnego Koalicji Obywatelskiej, który zrezygnował z mandatu po awanturze z taksówkarzem pochodzenia ukraińskiego, podczas której krzyczał do niego „wracaj do siebie”. Sadura ocenił to zdarzenie jako skandaliczne, zaznaczając jednocześnie, że w tym przypadku szybko wyciągnięto konsekwencje.

Trzeci, najważniejszy jego zdaniem poziom, dotyczy relacji z państwem – zarówno na poziomie zmian przepisów (jak wygaszenie specustawy, które – jak ocenił – nie zaspokaja oczekiwań najbardziej antyukraińsko nastawionej części społeczeństwa, ale jednocześnie legitymizuje ich roszczenia, potwierdzając, że „jest coś do ograniczenia”), jak i traktowania Ukraińców przez urzędników państwowych, którzy – według relacji respondentów – potrafią komentować ich akcent czy pochodzenie podczas załatwiania spraw urzędowych.

Ryzyko fazy przedpogromowej

Zapytany, czy temat Ukrainy będzie jednym z głównych wątków przyszłorocznych wyborów parlamentarnych i czy Koalicja Obywatelska ma pomysł, jak się wobec niego ustawić, Sadura ocenił, że na razie nie widać żadnych przejawów woli ograniczenia narastającego hejtu wobec Ukraińców. Ostrzegł, że radykalizacja nastrojów „sama się nie zatrzyma” i powołał się na statystyki policyjne pokazujące wzrost liczby przestępstw i ataków fizycznych na Ukraińców na tle narodowościowym, w tym pobić. Ocenił, że tego typu nastroje mogą łatwo wejść w fazę, którą określił jako „przedpogromową”, zwłaszcza że – jego zdaniem – są politycy gotowi świadomie kierować emocje społeczne w tę stronę, a odpowiednie instytucje państwowe nie reagują.

Jako przykład braku reakcji polskich służb Sadura przywołał sytuację, w której to niemiecka policja – a nie polska – pokazała, jak należy reagować wobec działacza Roberta Bąkiewicza i podobnych „awanturników” lekceważących prawo i posługujących się mową nienawiści, nawołującą de facto do przemocy. Ocenił, że skoro takich osób – ani Bąkiewicza, ani Grzegorza Brauna – nie ścigano, gdy jeszcze można było zareagować, to obaj „urośli w siłę”, co w warunkach trwającej wojny hybrydowej i informacyjnej z Rosją jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ monopol na prawomocne użycie przemocy stanowi definicyjną cechę państwa. Przywołał w tym kontekście również incydenty związane z tzw. ruchem obrony przy Dworcu Zachodnim. Doprecyzował przy tym, że nie chodzi o stosowanie przemocy fizycznej („pałowanie”) wobec osób wygłaszających poglądy antyukraińskie, lecz o konsekwentne korzystanie przez państwo z dostępnych instrumentów prawnych – w tym prokuratury i możliwości usuwania z ulicy uczestników nielegalnych, niezgłoszonych demonstracji zakłócających porządek publiczny.

Koalicja Obywatelska w „korkociągu”

Na zakończenie rozmowy, odpowiadając na pytanie, czy Koalicja Obywatelska – znajdująca się, zdaniem prowadzącej, w najtrudniejszym momencie od czasu wyborów – ma pomysł, jak wyjść z obecnego kryzysu wizerunkowego, Sadura przyznał, że takiego pomysłu nie dostrzega. Zauważył, że reakcja obecnego rządu na kryzysy różni się od tej, jaką prezentował poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości, konsekwentnie zaprzeczający problemom – obecna koalicja reaguje dymisjami, co stanowi pewne przyznanie się do błędów, jednak bez widocznego pomysłu, jak ostatecznie zamknąć temat. Ocenił, że koalicja rządząca wpadła w rodzaj „korkociągu”, w którym z dnia na dzień sytuacja się pogarsza – jako przykład podał wypowiedź marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, sugerującą, że „komuś coś załatwiono”. Sadura zastrzegł, że nie wiadomo, czy opinia publiczna poznała już wszystkie szczegóły trwającej afery, ale nie ma wątpliwości, że opozycja będzie eksploatować ten temat aż do wyborów, próbując uczynić z niej „ośmiorniczkę bis” – co, jego zdaniem, w razie pojawienia się kolejnych podobnych spraw może w dłuższej perspektywie przełożyć się na spadek notowań Koalicji Obywatelskiej.


Program poprowadziła Dominika Długosz. Gościem był prof. Przemysław Sadura, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Materiał dostępny na kanale Onet Rano na YouTube, liczącym 309 tys. subskrybentów. Opublikowany 7 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *