Magdalena Rigamonti — dziennikarka Onetu, specjalizująca się w reportażu politycznym i sprawach międzynarodowych — była gościem programu Teleobiektyw w Polskim Radiu RDC, gdzie rozmawiała z Jarosławem Gugałą o kryzysie dyplomatycznym między Polską a Ukrainą, polityce historycznej, rzezi wołyńskiej i roli mediów w rozbrajaniu narastającego konfliktu.
Obaj prezydenci zrobili głupotę — Putin zaciera ręce
Rigamonti oceniła, że Zełenski zrobił głupotę — plując w twarz wielu, wielu Polakom decyzją o nazwie jednostki. I z drugiej strony głupotę zrobił prezydent Nawrocki w piątek wieczorem 19 czerwca, informując, że zabiera order Orła Białego Zełenskiemu i całemu społeczeństwu. Obaj dali Putinowi to na tacy — dali mu konflikt polsko-ukraiński, wielki kryzys. Widzi straszny śmiech tego szaleńca, który siedzi na Kremlu i zaciera ręce, patrząc na to, co sobie zrobiliśmy.
Rigamonti zastanawiała się, czy decyzja Nawrockiego była spowodowana poczuciem, że naród polski został urażony, czy może zrobiona po to, żeby rozwalić konferencję odbudowy Ukrainy. Rozmawiała na ten temat z posłem Pawłem Kowalem, szefem sejmowego zespołu do spraw współpracy z Ukrainą — był ostrożny w stawianiu takiej diagnozy. Natomiast Andrzej Stankiewicz z Onetu taką tezę postawił — i nie jest to teza wyciągnięta z palca, lecz oparta na rozmowach z politykami z obu stron sceny politycznej.
Otwarta wrogość już jest w dużej części polskiego społeczeństwa
Rigamonti zwróciła uwagę, że otwarta wrogość wobec Ukraińców już istnieje w dużej części polskiego społeczeństwa. Docierają do niej informacje o pobiciach, popchnięciach, sytuacjach w restauracjach gdzie mówi się, że po ukraińsku się tutaj nie rozmawia. To są incydenty, o których słyszymy, ale takich zachowań jest dużo więcej i będą się nasilać. Politycy sobie z tym nie potrafią radzić.
Gugała ostrzegł, że gdyby ktoś chciał raz na zawsze skończyć jakiekolwiek perspektywy dobrych relacji polsko-ukraińskich, to teraz byłby idealny moment na prowokację — napad na Polaków we Lwowie albo na Ukraińców w Warszawie, nagłośnienie tego w internecie i gotowe. To by zmieniło kompletnie naszą historyczną perspektywę. Rigamonti odpowiedziała, że oby takich prowokacji nie było — ten szaleniec na Kremlu właśnie o takich sytuacjach marzy. I obaj prezydenci — Zełenski i Nawrocki — dali mu to na tacy.
Bomba, którą zaniedbaliśmy rozbroić
Gugała przyznał, że kilkanaście lat temu napisał o debacie-tabu, jakim stała się rzeź wołyńska. Dla dobra wspólnych relacji budowaliśmy razem Euro w piłce nożnej, robiliśmy inwestycje — i przy okazji porzuciliśmy temat rzezi wołyńskiej zamiast go rozbroić. Już wtedy znajomi donosili, że na zachodniej Ukrainie szerzy się kult Bandery i UPA i że w miejscowościach, gdzie zostali wymordowani Polacy, stoją pomniki ich morderców. Napisał wtedy, że to bomba, która eksploduje nam w rękach i zniszczy jakąkolwiek przyszłość dobrych relacji między Polakami a Ukraińcami. Niestety tak właśnie się stało.
Rigamonti próbowała częściowo polemizować — bo jednak pewne rzeczy się działy. W 2003 roku prezydent Kwaśniewski spotkał się z prezydentem Kuczmą i podniesiono sprawę rzezi wołyńskiej — tym bardziej, że żona Kwaśniewskiego jest córką człowieka, który został uratowany, a we wsi, w której mieszkał, Ukraińcy zapędzili Polaków do stodoły i spalili żywcem. Po 2010 roku doszło do ekshumacji na Wołyniu. Poroszenko przyjechał do Polski, uklęknął przed pomnikiem rzezi i przeprosił. Ale jednocześnie — jak zwrócił uwagę Gugała — zainfekowany już nacjonalizmem młody Ukrainiec zaatakował prezydenta Komorowskiego podczas wizyty. Emocje działały w różnych kierunkach.
Rigamonti wskazała, że polityka historyczna Ukrainy — polityka profesora Wiatrowycza, który przez lata szefował ukraińskiemu IPN-owi i wręcz negował rzeź wołyńską — doprowadziła do obecnej sytuacji. Juszczenko w wywiadzie dla Polsatu w 2010 roku powiedział wprost: Bandera jest moim bohaterem. Było ogromne larum, ale nic nie zrobiono. Kolejni prezydenci kontynuowali tę politykę.
Rigamonti oddała przy tej okazji honor Łukaszowi Jasinie — byłemu rzecznikowi MSZ za czasów PiS. Zaprosiła go na rozmowę do Onetu na początku wojny i zapytała o rzeź wołyńską. Jasina powiedział wtedy głośno, że powinniśmy o tym rozmawiać z Ukraińcami — za co zapłacił wysoką cenę i został zwolniony. Zbulwersowała się wtedy razem z większością — uznała, że nie ten czas, żeby o tym mówić, skoro Ukraińcy walczą. Ale gdyby poszli tą drogą, gdyby prezydent Duda w maju 2022 roku w Radzie Najwyższej też powiedział o rzezi wołyńskiej, mogliby być w zupełnie innym miejscu.
Zełenski — analfabeta historyczny, który dostał od Nawrockiego książkę o Wołyniu
Rigamonti oceniła, że Zełenski najprawdopodobniej bardzo niewiele wiedział o UPA — był skupiony na karierze showbiznesowej, nie na polityce. Przed 2014 rokiem w Kijowie, Charkowie i wschodniej Ukrainie naprawdę na Boga nikt nie wiedział, o co chodzi z ukraińską powstańczą armią. Jeśli wiedziano, to traktowano UPA jako kolaborantów Trzeciej Rzeszy. Teraz jest tak, że popularność UPA zbliża się do setki procent.
Rigamonti powołała się na profesora Jarosława Chrycaka z Uniwersytetu Lwowskiego — wybitnego historyka Ukrainy, który narażając się na krytykę we własnym kraju powiedział jej, że jest zadziwiony arogancją Zełenskiego. Na pierwszym spotkaniu z Nawrockim dostał od niego książkę o rzezi wołyńskiej. Wiedząc o tym, spotykając się z polskimi przedstawicielami i rozmawiając o tym — zrobił taką głupotę. Dodała, że pierwotny wniosek do prezydenta Zełenskiego o nadanie imienia jednostce dotyczył konkretnego przywódcy jednego z dużych oddziałów UPA — ale ktoś go w odpowiednim momencie powstrzymał, bo to był naprawdę morderca. Zatrzymano się na nazwie zbiorowej — bohaterowie UPA. Ale i tak przekroczono czerwoną linię.
Wołyń i Żydzi — temat, który zniknął
Gugała zwrócił uwagę na rzecz, o której się nie mówi — OUN-UPA razem z hitlerowcami wymordowała ponad 100 tysięcy Żydów mieszkających na Wołyniu. To byli polscy obywatele przed wojną. Nikt się o nich nie upomina, bo wszyscy zginęli i nie ma się kto upomnieć. Prezydent Zełenski, będąc potomkiem Żydów mieszkających na Ukrainie, powinien wiedzieć, co robiła UPA — i wyraźnie rozgraniczyć OUN-UPA jako grupę morderców dokonujących czystki etnicznej na wszystkich nieukraińcach, od tych, którzy w ZSRR nadal walczyli o niepodległość Ukrainy. To są dwie zupełnie różne rzeczy, choć ci sami ludzie.
Rigamonti dodała, że przed rokiem byłana Wołyniu i rozmawiała z ludźmi — między innymi z tymi, którzy mają czerwono-czarną flagę na ramieniu. Mówili jej: jesteśmy nacjonalistami, ale na czas wojny, bo inaczej się nie da. Ale chcemy do Europy. Chcemy być przyjacielem Polski. Na przygranicznych rejonach Ukrainy Polska jest dobrze znana — tej granicy by nie czuli, gdyby nie trzeba było stać wiele godzin w kolejce. I oni nie potrzebują gloryfikacji morderców. Doskonale wiedzą, co się wydarzyło na Wołyniu. Zełenski zrobił to za nich — i bez sensu.
Historie rodzinne — Ukraińcy, którzy ratowali Polaków
Gugała wyznał, że jego rodzina pochodzi z Wołynia — dziadek, babcia i mama zostali uratowani przez sąsiada Ukraińca, który ostrzegł ich, że UPA będzie mordować, wywiózł ich i schował. Dzięki temu człowiekowi on w ogóle jest na świecie. To trzeba pokazywać — nie może być tylko czarno-biało.
Rigamonti opowiedziała własną historię rodzinną — jej dziadek był nastolatkiem i nie mówił o Wołyniu. Dopiero przygotowując reportaż do książki dowiedziała się, że do mamy dziadka przyszła ukraińska sąsiadka i powiedziała: zrób coś z młodymi. Prababcia nakazała całej siódemce dzieci oddać się w ręce Niemców i zostać wywiezionymi na roboty — i dzięki temu uniknęli rzezi pod Włodzimierzem Wołyńskim. Dziękuje tej Ukraince, choć nie zna jej imienia i nazwiska.
Gugała zaznaczył, że zna nazwisko człowieka, który uratował jego rodzinę — ale powiedziano mu, żeby publicznie tego nie mówił, bo nacjonalizm jest dziś na Ukrainie tak silny, że ludzie o tym nazwisku mogliby z tego powodu ucierpieć, gdyby się dowiedzieli, że ich przodek ratował Polaków.
Rola mediów i obywateli
Rigamonti powiedziała, że apel podpisany przez wiele redakcji — w tym Onet, Press Club i Wielką Organizację Dziennikarską — wzywa, żeby nie zaprzepaścić tego, co zostało zbudowane. Press Club Polska organizuje szkolenia dla ukraińskich dziennikarek w Polsce — w zeszłym roku w Lublinie, teraz w Gdańsku. Dwanaście dziennikarek z Ukrainy spędzało całe dni z polskimi dziennikarzami, rozmawiając nie tylko o warsztacie i dezinformacji, ale też o wzajemnych relacjach i o tym, jak opowiadać o wspólnej, bardzo trudnej historii.
Gugała podsumował: politycy sprawdzają opinie publiczną i zamiast być liderami, zamiast edukować i przekonywać, że tak nie można — podłączają się na falę i na niej pędzą. To dowód ogromnej niedojrzałości i nieodpowiedzialności. Skoro nie możemy liczyć na ich rozsądek, to my — obywatele, dziennikarze — musimy robić wszystko, żeby rozbroić tę bombę. Bo naprawdę będzie bardzo źle.
Rozmowę przeprowadził Jarosław Gugała. Program dostępny na kanale Polskie Radio RDC na YouTube, liczącym ponad 62 tysiące subskrybentów. Materiał opublikowany 24 czerwca 2026 roku.