Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednanie Polsko-Ukraińskie, i poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa rozmawiali w Super Ring o kryzysie w relacjach polsko-ukraińskich — z dwóch różnych perspektyw, choć w wielu kwestiach zbieżnych.
Romanowska: wyrzucona z kościoła przez ukraińskie służby
Romanowska od lat prowadzi warsztaty pojednania polsko-ukraińskiego na Wołyniu — spotykania Ukraińców z miejscami pamięci, gdzie zginęli Polacy, edukacji o zbrodni wołyńskiej. Osobiście poszukuje szczątków 18 członków swojej rodziny zamordowanych przez UPA w Ugłach w 1943 roku. Jak powiedziała, dowódca sotni odpowiedzialnej za te mordy zapisał w pamiętniku: „Oczyściliśmy Ugły z Polaków.”
Warsztaty, które prowadziła przez cztery lata, były — według jej relacji — systematycznie utrudniane przez stronę ukraińską. Rok temu odbyły się prawdopodobnie jej ostatnie warsztaty na Wołyniu: wprowadzono na nie osoby mające je sabotować, przy wjeździe do wsi postawiono punkt kontrolny wojskowy, a ukraińscy uczestnicy otrzymali zakaz udziału w części zaplanowanych aktywności. „Jest wojna, są tu oficerowie, nie możemy się im sprzeciwić” — tłumaczyli.
Najbardziej dotkliwy incydent wydarzył się w 2023 roku podczas spotkania prezydentów Dudy i Zełenskiego w kościele w Łucku. Romanowska wraz z innymi członkami stowarzyszenia, obecnymi po wcześniejszych warsztatach, została przez ukraińskie służby wyrzucona z kościoła — jako pierwsza, a służby próbowały usunąć również pozostałych. „To był dla mnie totalny policzek” — powiedziała.
Mimo to Romanowska nie rezygnuje. Oceniła, że edukacja ukraińskiego społeczeństwa — w tym Ukraińców przebywających w Polsce — pozostaje konieczna. Wyszła też poza granice obu krajów: opowiada o zbrodni wołyńskiej w zagranicznych mediach, bo — jak mówi — na arenie międzynarodowej zbrodnia jest wciąż określana jako „najmniej znane ludobójstwo świata”, co jest częściowo winą polskiej polityki historycznej. Przypomniała, że obecny rząd wycofał 180 milionów złotych dotacji na budowę Muzeum Rzezi Wołyńskiej w Chełmie — środki przywróciło dopiero Ministerstwo Obrony Narodowej, co opóźniło powstanie placówki o kilka lat.
Romanowska zaznaczyła, że choć cały czas wierzy w możliwość pojednania, ma świadomość, że Zełenski może nie być właściwym partnerem do rozmów. „Może inny prezydent” — powiedziała. Jednocześnie oceniła, że decyzja o nazwie jednostki mogła być nieprzemyślanym gestem w stronę elektoratu nacjonalistycznego, związanym ze spadkiem poparcia dla prezydenta.
Mulawa: koniec romantyzmu, czas pragmatyzmu
Poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa ocenił, że decyzja Zełenskiego nie była żadnym zaskoczeniem — Ukraina regularnie ignoruje polską wrażliwość historyczną od 1992 roku, kiedy pojawiły się pierwsze muzea Bandery i pierwsze ulice imienia Szuchewicza. „Ukraińcy napluli nam w twarz regularnie od 1992 roku” — powiedział, odrzucając narrację, że obecny incydent to coś nowego.
Jego zdaniem polska polityka wobec Ukrainy przez lata była zbyt miękka i oparta na podejściu romantycznym, a Ukraina — naród rozumiejący argument siły — tę miałkość wykorzystuje. Jako dowód, że twarda postawa działa, przywołał spotkanie Zełenskiego z Trumpem w Białym Domu — po zdecydowanej reakcji Trumpa Zełenski musiał się wycofać i przepraszać.
Mulawa zadeklarował, że jeśli Konfederacja będzie miała wpływ na rząd po wyborach 2027 roku, polityka wobec Ukrainy zmieni się gruntownie: warunkiem dalszej pomocy stanie się konkretna odpowiedź strony ukraińskiej na kwestię historyczną. Jako instrumenty nacisku wymienił Jasionkę i przepływ sprzętu wojskowego przez polskie terytorium. Zastrzegł, że działania będą prowadzone tak, by Rosja tej wojny nie wygrała — ale już nie bezwarunkowo i nie bez stawiania wymagań.
Co do odebrania Orderu Orła Białego — opowiedział się za, pytając jednocześnie, czy premier Tusk zdecyduje się podpisać kontrasygnatę.
Spór o przeprosiny i symetryzm
W debacie między obojgiem gości pojawił się jeden zasadniczy punkt różnicy. Mulawa wierzy, że twarda presja może doprowadzić do przeprosin Zełenskiego — analogicznie do tego, co osiągnął Trump. Romanowska jest w tej kwestii sceptyczna: oceniła, że to podejście jest „romantyczne” w równym stopniu co jej własne, bo ukraińska strona konsekwentnie stosuje symetryzm — próbując wciągać Polskę w narrację wzajemnych win. „Każdy naród dobiera sobie argumenty, ale tutaj to już jest kłamanie w twarz” — powiedziała.
Oboje zgodzili się, że order powinien zostać odebrany i że polska polityka historyczna wymagała i nadal wymaga gruntownych zmian.