„To był miasto zombie” — świadkowie wspominają, jak w 2014 roku separatyści przejęli Donbas

W dokumencie telewizji Biełsat mieszkańcy Donbasu, którzy w 2014 roku opuścili swoje rodzinne miasta po ich przejęciu przez prorosyjskich separatystów, wspominają pierwsze tygodnie tamtych wydarzeń — pojawienie się uzbrojonych „turystów”, zanik normalnego życia miejskiego oraz strach, który na trwałe zmienił ich codzienność.

Pierwsze niepokojące sygnały

Anastazja Tuszewa, mieszkająca wówczas w Kramatorsku, zapamiętała moment, w którym w jej dzielnicy pojawiły się liczne samochody milicji i uzbrojonych, zamaskowanych ludzi, a wśród budynków mieszkalnych doszło do strzelaniny — sytuację tę określiła jako wyjątkowo przerażającą, zwłaszcza że w pobliżu przebywały dzieci. Borys Sudin, wówczas mieszkaniec Awdijiwki, opisał z kolei chwilę, w której usłyszał głośny wybuch i zobaczył spadający z nieba płonący, zestrzelony śmigłowiec — miał wtedy 12 lat i nie potrafił rozpoznać przynależności maszyny, widział jedynie dym i ogień. Elena Domańska, również mieszkanka Awdijiwki, zapamiętała natomiast dźwięk przelatującego nad miastem samolotu bojowego — dźwięk ten wywołuje w niej odruch chowania się do dziś, nawet podczas pokazów lotniczych. Jak podkreśliła, moment uświadomienia sobie, że taki dźwięk stał się codziennością, był też momentem zrozumienia, że życie zmieniło się bezpowrotnie.

Donieck jako „miasto zombie”

Weronika Sołowjowa, w 2014 roku mieszkanka Doniecka, wspominała miasto sprzed konfliktu jako swego rodzaju „diament” wschodniej Ukrainy, przygotowany na organizację Euro — po wybuchu walk wszystko to, jej zdaniem, zatrzymało się w ciągu sekundy, a miasto niemal całkowicie zamarło. Zauważyła, że nawet wśród jej znajomych alkohol stał się formą ucieczki od rzeczywistości, a ludzie w autobusach i innych środkach transportu milczeli, unikając rozmów. Opisała też nieformalną godzinę policyjną — po zmroku należało wracać do domu przed godziną 20, ponieważ późniejsze wyjście na ulicę wiązało się z realnym niebezpieczeństwem, mimo że formalnie nikt nikogo nie ścigał.

Elena Domańska dodała, że Donieck zmienił się z tętniącego życiem, rozwijającego się miasta w coś, co określiła mianem miasta zombie. Zapamiętała szczególnie moment, w którym doszło do rozgrabienia dużego centrum handlowego — ulice miasta były wówczas kompletnie puste, a wśród porzuconych opakowań panowała atmosfera, którą porównała do scenerii filmu o apokalipsie.

Nierozpoznawalni „turyści” i pierwsze oznaki obcej obecności

Fiodor Chersoński, mieszkaniec Doniecka w 2014 roku, opisał pojawienie się w mieście uzbrojonych ludzi w wojskowych mundurach, pozbawionych jednak jakichkolwiek naszywek czy symboli rosyjskich sił zbrojnych. Zwrócił uwagę, że mimo posługiwania się językiem rosyjskim — powszechnym również wśród mieszkańców Doniecka — ludzie ci najwyraźniej nie znali miasta, ponieważ pytali przechodniów o lokalizację budynku administracji miejskiej, choć była to lokalizacja powszechnie znana każdemu miejscowemu. Borys Sudin zapamiętał z kolei moment, w którym uzbrojony mężczyzna zbliżał się do niego i jego młodszej koleżanki — sama obecność broni w rękach nieznajomego wywołała w nim silny strach, potęgowany niepewnością co do intencji tej osoby.

Leon Pińczak, pochodzący z Ługańska, wspominał autobusy z tak zwanymi „turystami”, poruszające się na rosyjskich tablicach rejestracyjnych, z których ludzie byli po prostu wypuszczani w mieście. Zapamiętał też anegdotyczną scenę z udziałem człowieka określanego jako „muzyk”, który przy kiosku próbował zrozumieć zasady działania ukraińskiej hrywny, mając za plecami futerał na instrument.

Życie codzienne pod okupacją i strach w szkołach

Weronika Sołowjowa opisała, jak nowe władze separatystyczne jedną z pierwszych decyzji podjęły wobec funkcjonowania szkół — uczniowie nie mieli dostępu do szkolnego schronu przeciwlotniczego, a w trakcie ostrzału byli zamykani w klasach z zakazem opuszczania ich bez rodziców. Zapamiętała moment, w którym jedna z koleżanek, słysząc odgłosy strzałów, rozpłakała się ze strachu.

Jarosław Dolczuk, mieszkaniec Ługańska, opisał narastające poczucie niepokoju jeszcze przed formalnym rozpoczęciem działań wojennych, związane między innymi z zajęciem przez separatystów budynku Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w centrum miasta. Przywołał opowieści matki o wydarzeniach na kijowskim Majdanie i wyraził niezrozumienie, dlaczego mieszkańcy Ługańska walczyli o zupełnie inny rodzaj niepodległości niż ten, o który walczyli mieszkańcy stolicy.

Elena Domańska wspominała, że uzbrojeni ludzie pojawiali się także w okolicach szkół, co budziło ogromny strach wśród uczniów i nauczycieli. Opisała też, jak dzieci co rano wieszały na ścianach proukraińskie plakaty, a nauczyciele, ze świadomością nadchodzących konsekwencji, musieli je zdejmować, obawiając się reakcji zwolenników tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Borys Sudin zaznaczył przy tym, że nie wszyscy separatyści byli mieszkańcami regionu — część rzeczywiście przyłączyła się dobrowolnie, ale w miastach massowo pojawiły się samochody na tablicach rejestracyjnych z Moskwy, Petersburga i Rostowa, a ich kierowcy pozostawali na miejscu na stałe.

Represje i zaginięcia

Anastazja Tuszewa opisała przypadki „czystek” wśród mieszkańców — choć jej najbliższego otoczenia bezpośrednio to nie dotknęło, wiedziała o przypadkach zatrzymywania ludzi bez wyraźnego powodu. Podała przykład znajomych, którzy zostali zatrzymani przez tak zwany oddział górski pod zarzutem transportowania broni, przetrzymywani i torturowani przez niemal cały dzień, przy czym nie miała pewności, czy wszyscy zatrzymani przeżyli.

Iwan Dolczuk wspominał demonstracje, na które rodzice zabraniali mu i jego rówieśnikom się zbliżać, co oczywiście nie powstrzymało ich przed obejrzeniem wydarzeń na własne oczy. Zapamiętał uczestników w wojskowych ubraniach, z nieokreślonymi trunkami w rękach, śpiewających głośno pieśni o tematyce wojennej, a także obecność wśród nich lokalnych władz sympatyzujących z separatystami.

Kateryna Daniłowa opisała scenę, w której w pobliżu jej domu pojawiły się wojskowe pojazdy pełne uzbrojonych ludzi, otrzymujących rozkazy od mężczyzny mówiącego z wyraźnym moskiewskim akcentem — jednoznacznie wskazującym, że nie pochodził on z Ukrainy ani z sąsiednich krajów. Ludzie znajdujący się w pobliżu znaleźli się pod ostrzałem, a zachowanie uzbrojonych mężczyzn wydawało się jej kompletnie nieprzewidywalne. Opisała też inne wspomnienie — kolumnę transporterów opancerzonych BTR, z których wychylali się mężczyźni o ciemnej karnacji, w mundurach z naszywkami jednostek kadyrowskich, krzyczący w niezrozumiałym języku. Ten moment, jak podkreśliła, uświadomił jej, że życie może już nigdy nie wrócić do dawnego stanu.

Propaganda, referendum i społeczne podziały

Andrij Siwach, mieszkaniec Kramatorska, opisał prowadzoną na poziomie zakładów pracy agitację na rzecz separatystów — spotkania i listy propagandowe obiecujące „świetlaną przyszłość”, które porównał do podobnej retoryki komunistycznej sprzed lat. Zaznaczył, że mimo oczywistego charakteru tej propagandy, część mieszkańców dawała się jej przekonać.

Iwan Dolczuk wspominał powszechne w mieście plakaty i billboardy przygotowywane na potrzeby nieuznawanego referendum, które wraz ze znajomymi odruchowo zrywali, choć — jak przyznał — działanie to nie miało głębszego, zorganizowanego charakteru. Fiodor Chersoński opisał sytuację w swojej szkole, której dyrektorka, związana z Partią Regionów prezydenta Wiktora Janukowycza, otwarcie wspierała ruch separatystyczny i zezwoliła na organizację punktów głosowania na terenie placówki, grożąc wydaleniem uczniom usuwającym propagandowe plakaty. Przywołał też anegdotę o rozdawaniu ziemniaków w zamian za udział w głosowaniu, z którego korzystali nawet mieszkańcy jednoznacznie sprzeciwiający się idei separatystycznej republiki.

Podziały społeczne i wpływ rosyjskiej propagandy

Andrij Siwach opisał, jak Kramatorsk pod okupacją tzw. Donieckiej Republiki Ludowej przechodził realne zmiany infrastrukturalne — powstawały barykady, prowadzono naprawy sieci trolejbusowej — a po odzyskaniu miasta przez Ukrainę część tych inwestycji pozostała, choć miasto nigdy w pełni nie wróciło do stanu sprzed konfliktu. Zapamiętał też sytuacje, w których dawni znajomi, dotąd nieokazujący jednoznacznych poglądów, nagle deklarowali sympatię do Rosji, co pokazywało, jak niejednoznaczna i chaotyczna była wówczas radykalizacja nastrojów społecznych.

Kateryna Daniłowa zaznaczyła, że silne poczucie tożsamości ukraińskiej wśród mieszkańców Doniecka nie było wcześniej szczególnie wyraziste — miasto i cały Donbas żyły własnym rytmem, z lokalnymi festiwalami i wywieszanymi flagami, a wyraźna polaryzacja nastrojów pojawiła się dopiero wraz z napływem uzbrojonych „turystów” i rozwojem wydarzeń. Zwróciła uwagę, że nawet w jej szkole liczba osób posługujących się językiem ukraińskim była niewielka, a mimo to społeczność nagle podzieliła się na wyraźnie skonfliktowane strony.

Leon Pińczak ocenił, że intensywna rosyjska propaganda trafiła na wyjątkowo podatny grunt wśród mieszkańców Ługańska i całego Donbasu. Kateryna Daniłowa dodała, że część mieszkańców Doniecka korzystała wyłącznie z rosyjskich kanałów telewizyjnych, co miało istotny wpływ na kształtowanie ich poglądów — zjawisko to, jej zdaniem, było wynikiem wieloletniego oddziaływania propagandowego, którego skutki stały się w pełni widoczne dopiero po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w 2022 roku, gdy część mieszkańców regionu wciąż nie rozumiała, w imię jakich wartości próbowała się opowiadać.

Decyzja o wyjeździe

Jarosław Dolczuk wyraził nadzieję, że sytuacja w regionie w końcu się zmieni i miasto przestanie być dotknięte tym, co określił jako „rosyjską chorobę”. Leon Pińczak wspominał noc 9 czerwca 2014 roku, gdy wraz z rodziną musiał czołgać się po własnym mieszkaniu ze względu na odgłosy strzałów dobiegające z bezpośredniego sąsiedztwa — był to moment, który ostatecznie skłonił ich do opuszczenia miasta. Opisał scenę pożegnania na głównym dworcu, gdy dziesięć minut przed odjazdem pociągu zapytał ojca, na jak długo wyjeżdżają, słysząc w odpowiedzi, że najpewniej na dwa lub trzy tygodnie. Jak podsumował, od tamtego wyjazdu minęło już dziesięć lat, a on sam od tamtej pory nie był w domu.


Redaktor prowadząca: Natalia Zapór-Maziuk. Pomysł, montaż, realizacja, operator: Borys Sudin. Operator: Miłosz Dobrzyński. Materiał opublikowany na kanale Biełsat PL na YouTube (109 tys. subskrybentów), 23 maja 2024.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *