Ukraina bez wyborów — jak długo i kto oprócz Zełenskiego? Pogorzelski w „Końcu Świata”

Piotr Pogorzelski, wicedyrektor Polskiego Radia dla Zagranicy, autor podcastu „Po prostu Wschód” i były korespondent Polskiego Radia w Kijowie, był gościem Arlety Bojke w programie „Koniec Świata”. Rozmowa dotyczyła pojawiającego się w rosyjskich mediach określenia „niby wybory” w kontekście ukraińskiej polityki wewnętrznej, realności przeprowadzenia głosowania w warunkach wojny, popularności Wołodymyra Zełenskiego, potencjalnych kontrkandydatów oraz zmian na ukraińskiej scenie politycznej i oligarchicznej od 2022 roku.

Czy „niby wybory” to rosyjska narracja czy realny proces

Bojke zapytała Pogorzelskiego, czy zgadza się z określeniem „niby wybory”, pojawiającym się w rosyjskich mediach w kontekście ukraińskiej sceny politycznej, i czy to rosyjska propaganda narzuca taką narrację, czy rzeczywiście obserwuje się proces przygotowań ukraińskich polityków do ewentualnego głosowania. Pogorzelski ocenił samo określenie jako nieco absurdalne — wybory albo są, albo ich nie ma — i odróżnił je od rosyjskiego pojęcia „wyborów fantomowych”, czyli głosowań bez realnego wyboru. Podkreślił, że dopóki nie zakończy się aktywna faza działań wojennych, o prawdziwych wyborach na Ukrainie można zapomnieć, wskazując na praktyczne przeszkody: obecność około miliona żołnierzy na froncie, którzy nie mogliby głosować w warunkach ciągłego zagrożenia, a także kilka milionów przesiedleńców wewnętrznych i uchodźców za granicą — w tym około półtora miliona Ukraińców w Polsce — których udział w głosowaniu wymagałby ogromnej, trudnej do zorganizowania logistyki w wielu krajach jednocześnie. Ocenił, że temat wyborów bywa obecnie tematem zastępczym, częściowo podnoszonym przez Stany Zjednoczone, czemu strona ukraińska zaprzeczała, choć przyznał, że część ukraińskich polityków rzeczywiście chciałaby, aby wybory się odbyły.

Bojke zauważyła, że mimo logicznych argumentów przeciwko organizacji wyborów w obecnych warunkach, temat ten pojawił się w debacie publicznej stosunkowo niedawno, wraz z wcześniejszymi doniesieniami, że Władimir Putin nie chce rozmawiać z Zełenskim i że Rosja naciska na jego wymianę, a także sygnałami o niechęci samego Donalda Trumpa do ukraińskiego prezydenta — sytuacja ta miała się jednak w ostatnim czasie odwrócić na korzyść Zełenskiego. Pogorzelski wyjaśnił, że temat wyborów jest wygodny do podtrzymywania, ponieważ ich ewentualne przeprowadzenie przed zakończeniem rozmów z Rosją osłabiłoby państwo ukraińskie — obecnie panuje w społeczeństwie stosunkowo duża jedność, a Zełenski cieszy się sporym poparciem, które — jak zauważyła Bojke — wzrosło po incydencie w Gabinecie Owalnym, gdy Trump publicznie skrytykował ukraińskiego prezydenta. Pogorzelski porównał to zjawisko do naturalnego efektu zjednoczenia się społeczeństwa wokół zaatakowanego przywódcy, zaznaczając, że rozpoczęcie jakiejkolwiek kampanii wyborczej — samorządowej, parlamentarnej czy prezydenckiej — automatycznie rozbiłoby tę jedność, wywołując wewnętrzne dyskusje typowe dla kraju demokratycznego.

Odnosząc się do argumentu, że podobne prorosyjskie czy antyukraińskie deklaracje polityczne pojawiają się również w innych krajach, w tym w Polsce, Pogorzelski zauważył, że przypomina to częsty w polskiej debacie mechanizm odwracania uwagi od własnych problemów wskazywaniem na cudze. Zaznaczył, że tego rodzaju wypowiedzi, nie zawsze wprost antyrosyjskie czy antyukraińskie w treści, pojawiają się praktycznie wszędzie — także w Czechach, choć tam ich natężenie wyraźnie zmalało po ataku rosyjskich dronów na terytorium Polski.

Czy Ukraina jest zarządzana półautorytarnie

Na sugestię Bojke, że Ukraina funkcjonuje obecnie w sposób półautorytarny, Pogorzelski zastrzegł, że wolałby nie używać tego określenia, mówiąc raczej o próbach takiego zarządzania, jednak przyznał, że wybory osłabiłyby państwo poprzez uruchomienie prawdziwych, publicznych sporów politycznych i społecznych. Wyjaśnił, że Rosji nie zależy w istocie na wymianie samego Zełenskiego na inną osobę — nawet gdyby wygrał uczciwe wybory generał Wałerij Załużny, obecny ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii, nie byłby bardziej skłonny do porozumienia z Moskwą. Przywołał historyczną prawidłowość, według której każdy ukraiński prezydent — nawet tak związany wcześniej z Rosją jak Wiktor Janukowycz — z czasem zaczynał bronić ukraińskich interesów państwowych, nie dopuszczając np. rosyjskiego biznesu na rynek krajowy. Ocenił, że rzeczywistym celem rosyjskiego zainteresowania tematem wyborów jest zasianie wątpliwości i podziałów wewnątrz ukraińskiego społeczeństwa — przywołując np. wcześniejsze zaniedbania obrony obwodu chersońskiego za czasów Zełenskiego jako potencjalny temat do podsycania krytyki — a nie faktyczna chęć zmiany osoby prezydenta. Porównał tę metodę do rosyjskich działań dezinformacyjnych wobec Polski, gdzie zamiast promować proroskyjskiego kandydata, Moskwa stara się siać nieufność między Polakami a Ukraińcami.

Bojke zwróciła uwagę, że każda kampania wyborcza — również polska — może być wykorzystywana przez rosyjskie wpływy i dezinformację, niekoniecznie w formie jawnie prorosyjskich haseł. Pogorzelski zgodził się z tym, dodając jednak, że nawet gdyby wojna została wstrzymana na obecnej linii frontu, Ukraina musiałaby funkcjonować w trybie stałej gotowości obronnej, przypominającej sytuację Izraela — a przeprowadzenie wyborów osłabiłoby te przygotowania militarne, jedność narodową oraz czujność wobec dezinformacji w mediach społecznościowych.

Przykłady „sprzątania przedpola” przed ewentualnymi wyborami

Pogorzelski przywołał konkretne wydarzenia mogące świadczyć o próbach oczyszczenia sceny politycznej przed ewentualnymi wyborami, zastrzegając jednocześnie, że nie jest to jednoznaczny dowód przygotowań. Wskazał na sprawę mera Odessy Hennadija Truchanowa, który stracił ukraińskie obywatelstwo po przypomnieniu sprawy sprzed lat dotyczącej posiadania przez niego rosyjskiego paszportu — mimo że Truchanow temu zaprzecza — co automatycznie pozbawiło go stanowiska, ponieważ merem miasta nie może być osoba bez ukraińskiego obywatelstwa. Przypomniał również głośny w tym roku atak — przeprowadzony między innymi przez podległą prezydentowi Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy — na organy antykorupcyjne, sięgający osób związanych z otoczeniem Zełenskiego, który ostatecznie nie powiódł się wobec protestów społecznych i zachodnich. Zwrócił uwagę, że nieobecność Petra Poroszenki w tzw. telemaratonie, czyli wspólnym przekazie kilku głównych kanałów telewizyjnych, również może wskazywać na przygotowywanie pola politycznego pod Zełenskiego. Zastrzegł jednak, że ukraińska telewizja publiczna ma jedne z najlepszych wskaźników reprezentacji wszystkich sił politycznych — pokazuje zarówno Zełenskiego, jak i Poroszenkę oraz Julię Tymoszenko — co przeczy skrajnej rosyjskiej narracji o pełnym autorytaryzmie i zakazie posługiwania się językiem rosyjskim. Wspomniał również o wiosennych, niepotwierdzonych sygnałach w postaci ulotek dotyczących „obrony narodu”, trafiających do skrzynek pocztowych, ocenił jednak, że nie świadczą one jednoznacznie o przygotowaniach do wyborów.

Scenariusz wymiany Zełenskiego na Załużnego

Bojke zapytała, czy Pogorzelski wyobraża sobie scenariusz, w którym podczas rozmów Trump–Putin ustalono by coś w rodzaju wymiany Zełenskiego na innego kandydata, skoro Rosja jasno komunikuje niechęć do zasiadania z nim przy stole negocjacyjnym. Pogorzelski ocenił prawdopodobieństwo takiego scenariusza na kilka procent, zaznaczając, że mimo napiętej sytuacji między Zełenskim a Trumpem — w tym niedawnego trudnego spotkania w Waszyngtonie — strona ukraińska miała ostatecznie przekonać stronę amerykańską, że nie będzie wymiany terytoriów ani oddania całego Donbasu, którego Rosja mimo pierwotnych planów szybkiego zwycięstwa nie zdobyła nawet w stu procentach po prawie czterech latach wojny. Przypomniał, że po kontrowersyjnej rozmowie w Białym Domu, w której miano rozważać ustępstwa terytorialne w obwodach zaporoskim i chersońskim w zamian za cały Donbas, ostatecznie ustalono wstrzymanie działań wojennych na obecnej linii frontu — co przeczy rosyjskiej narracji o Zełenskim jako marionetce w pełni kontrolowanej przez zachodnich „kuratorów”. Podkreślił rolę czynnika europejskiego, który od zwycięstwa Trumpa aktywnie neutralizuje niekorzystne dla Ukrainy sygnały płynące z Waszyngtonu, częściowo finansując amerykańską broń dostarczaną Ukrainie, a także wskazał na wciąż istniejącą groźbę przekazania Ukrainie rakiet Tomahawk jako skuteczny straszak wobec Rosji — to właśnie ta groźba miała skłonić Putina do długiej, kilkugodzinnej rozmowy telefonicznej z Trumpem.

Pogorzelski przywołał również pojawiające się w przestrzeni publicznej spekulacje, według których Zełenski miałby w pewnym scenariuszu postawić na kandydaturę Załużnego, sam rezygnując ze startu, w zamian za nieformalne gwarancje bezpieczeństwa dla swoich najbliższych współpracowników — na wypadek, gdyby dopuścili się oni działań niezgodnych z prawem. Zastrzegł jednak, że w przeciwieństwie do czasów Janukowycza, gdy istniała wyraźna piramida korupcyjna sięgająca samego prezydenta, wobec Zełenskiego tego typu zarzuty się nie pojawiają, więc uznał taki scenariusz „umowy” za mało prawdopodobny, choć teoretycznie możliwy do wyobrażenia.

Bojke dopytała, czy Pogorzelski widzi możliwość, że Zełenski poświęci swoją karierę polityczną na ołtarzu rozmów pokojowych, przypominając nieoficjalne doniesienia, jakoby Trump miał wcześniej stawiać jako warunek przeprowadzenie wyborów bez udziału Zełenskiego, podczas gdy Rosja jasno deklaruje niechęć do negocjacji z nim jako z „nielegitymnym prezydentem”. Pogorzelski zaznaczył, że skoro nawet ewentualny następca Zełenskiego nie byłby korzystniejszy dla Moskwy, przeprowadzenie wyborów wiązałoby się głównie z ryzykiem osłabienia państwa poprzez wymianę całego doświadczonego otoczenia prezydenckiego na nowe, mniej doświadczone struktury. Przyznał, że nie jest w stanie ocenić, czy Zełenski byłby skłonny zrezygnować z udziału w wyborach, zaznaczając, że byłoby to trudne również dla samych Ukraińców, dla których prezydent — mimo krytyki dotyczącej np. jego stroju podczas wcześniejszych spotkań z Trumpem — pozostaje osobą zasłużoną, a nie kimś, kogo należałoby całkowicie odrzucić.

Trudna zima i ryzyko destabilizacji energetycznej

Pogorzelski ocenił, że najbliższa zima może okazać się najcięższa od początku pełnoskalowej wojny, ponieważ Rosjanie nauczyli się precyzyjnie destabilizować ukraiński system energetyczny — po raz pierwszy pojawiły się ostrzeżenia dotyczące oszczędzania nie tylko prądu, ale i gazu. Wyjaśnił, że rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną mogą prowadzić do przerwania możliwości przesyłu energii między regionami — na przykład z zachodniej, mniej dotkniętej awariami części Ukrainy do wschodniej — co Moskwa może wykorzystać do budowania wewnętrznych podziałów społecznych, przedstawiając sytuację jako niesprawiedliwość, w której zachodnia Ukraina wciąż eksportuje energię do Unii Europejskiej, podczas gdy wschód pozostaje bez prądu. Zaznaczył, że wyłączenia prądu oznaczają dodatkowo np. przerwy w dostawie wody, co znacząco pogarsza codzienne funkcjonowanie ludności. Ocenił, że mimo tych trudności Ukraina, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej, zezwolenia na wyjazd z kraju osobom młodszym i związanego z tym niedoboru pracowników (uzupełnianego już sprowadzaniem pracowników z krajów azjatyckich), nie będzie w stanie długo utrzymać obecnej intensywności działań wojennych po żadnej ze stron, co ostatecznie może sprzyjać zamrożeniu konfliktu wzdłuż obecnej linii frontu — scenariuszowi, który ocenił jako niebezpieczny zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski, ponieważ dałby Rosji czas na przegrupowanie i odbudowę sił.

Zmiany na ukraińskiej scenie politycznej

Bojke zapytała, jak zmieniła się ukraińska scena polityczna od czasu pełnoskalowej inwazji. Pogorzelski ocenił, że zmieniła się ona stosunkowo niewiele, poza pojawieniem się wątku Załużnego — mimo braku formalnego zaplecza politycznego, jego potencjalne wsparcie mogłoby pochodzić głównie ze środowiska wojskowego oraz wolontariuszy zaangażowanych politycznie, wśród których wymienił Serhija Prytułę, związanego z partią Hołos. Zwrócił uwagę na paralelę z rokiem 2019, gdy partia Sługa Narodu i otoczenie Zełenskiego składały się w dużej mierze z ludzi przypadkowych, politycznie niezwiązanych wcześniej z żadnym środowiskiem — podobny mechanizm mógłby się powtórzyć wobec Załużnego. Odniósł się też do dwóch artykułów prasowych dotyczących Załużnego — jednego, w którym wymieniono członków jego domniemanego sztabu wyborczego (którzy zaprzeczyli udziałowi w takich przygotowaniach), oraz sesji zdjęciowej przedstawiającej go w garniturze, w cywilnym wizerunku — ocenił, że to właśnie ta druga forma prezentacji wydaje mu się bardziej wiarygodnym sygnałem budowania politycznego wizerunku, podczas gdy sam artykuł uznał za przedwczesny do budowy realnego sztabu. Zaznaczył, że narracja o rzekomych ambicjach politycznych Załużnego wydawała się napędzana raczej przez biuro prezydenckie niż przez samego generała, co mogłoby świadczyć o celowym „wepchnięciu” go w rolę polityka.

Odnosząc się do Julii Tymoszenko, Pogorzelski ocenił, że mimo wcześniejszych wielokrotnych zapowiedzi jej politycznego końca, potrafi ona zaskakująco odradzać się na scenie — przywołał jej głośny powrót podczas letnich protestów przeciwko atakowi na organy antykorupcyjne, kiedy to z trybuny Rady Najwyższej mówiła o niedopuszczalności „zewnętrznego zarządzania Ukrainą” — retorykę ocenił jako bliską rosyjskiej narracji, mimo że sama Tymoszenko przez lata była kojarzona z korupcją, co czyni ją mało wiarygodnym realnym zagrożeniem dla Zełenskiego, choć nie wykluczył, że mogłaby próbować wprowadzić swoich deputowanych do Rady Najwyższej, ewentualnie mrugając do elektoratu określanego jako umownie prorosyjski, obecnie pozbawionego reprezentacji po delegalizacji Opozycyjnej Platformy — Za Życie. Zaznaczył, że w ukraińskich realiach politycznych partie z gotowymi strukturami można stosunkowo łatwo „kupić” i przekształcić pod nowy szyld.

Pogorzelski wskazał, że wśród potencjalnych nowych twarzy rozważa również Serhija Prytułę, gdyby ten nie poparł Załużnego, choć ocenił, że mógłby on wówczas pozostawać w cieniu generała. Odrzucił możliwość powrotu na scenę muzyka Switosława Wakarczuka (lidera zespołu Ocean Elzy), który już dwukrotnie wycofywał się z polityki, oraz wspomniał o lokalnych politykach, jak prezydent Lwowa Andrij Sadowyj, jako potencjalnych, choć niepewnych kandydatach.

Czy Zełenski dba o brak konkurencji

Bojke zapytała, czy Zełenski celowo dba o to, by żaden polityk nie zyskał zbyt dużej popularności, wskazując na wysłanie Załużnego na eksponowane stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii jako możliwy przykład takiej strategii. Pogorzelski przyznał, że taka tendencja może istnieć, jednak zaznaczył zasadniczą różnicę między systemem ukraińskim a rosyjskim: podczas gdy w Rosji demonstracje są skutecznie pacyfikowane, a ich uczestnictwo maleje z każdym kolejnym dniem, na Ukrainie — jak pokazały wydarzenia z przełomu 2013 i 2014 roku — próby pacyfikacji protestów prowadzą do odwrotnego efektu, gwałtownego wzrostu liczby demonstrantów. Ocenił, że mentalności społecznej nie da się łatwo zmienić w krótkim czasie, nawet jeśli sam system polityczny ulegnie modyfikacjom.

Pogorzelski przeszedł następnie do wątku osłabienia ukraińskich oligarchów w wyniku wojny, wskazując na przykład Rinata Achmetowa, najbogatszego Ukraińca, który mimo utraty znacznej części majątku (w tym zakładów przemysłowych i infrastruktury energetycznej na wschodzie kraju) pozostał w Ukrainie, wspierając armię i przesiedleńców, zamiast — jak mógłby — wyjechać za granicę. Zaznaczył, że obok tradycyjnych oligarchów pojawiły się nowe grupy wpływu, związane z sektorem rolniczym, działające jednak w mniej korupcyjny sposób niż dawny model wsparcia politycznego w zamian za korzystne rozwiązania prawne. Zauważył przy tym, że przez lata funkcjonował schemat, w którym ukraińscy oligarchowie traktowali kraj niemal jak kolonię — mieszkając w Londynie czy Szwajcarii, kształcąc tam dzieci, a jednocześnie wyciągając z Ukrainy możliwie najwięcej korzyści. Zaproponował hipotetyczny, kontrfaktyczny scenariusz: gdyby wojna zakończyła się szybko, a Rosja zajęła Ukrainę aż po Dniepr lub w całości, instalując w Kijowie przychylnego sobie polityka, oligarchowie straciliby wprawdzie wpływy polityczne, ale najprawdopodobniej zachowaliby swoje zakłady przemysłowe, funkcjonując jako biznesmeni w nowym, rosyjskim systemie. To, że mimo takiej alternatywy zdecydowali się wesprzeć obronę kraju, ocenił jako zaskakującą, trudną do zrozumienia dla Kremla zmianę postawy.

Na uwagę Bojke, czy jest to skutek samej wojny, czy świadomej polityki Zełenskiego ograniczającej wpływ oligarchów, Pogorzelski ocenił, że to połączenie obu czynników — naturalne procesy gospodarcze (rozwój sektora rolnego i IT) wykreowały nowych bogaczy, a jednocześnie prezydent nie odtworzył modelu Wiktora Janukowycza, który budował własne centrum oligarchiczne. Zwrócił jednak uwagę na potencjalne ryzyko związane z powojenną odbudową kraju — jeśli środki z Zachodu będą kierowane przez biuro prezydenckie, a nie bezpośrednio do sektora prywatnego, może to znacząco wzmocnić pozycję prezydenta jako dysponenta finansowych korzyści.

Odpowiadając na pytanie, czy Ukrainę można uznać za w pełni „zdeoligarchizowaną”, Pogorzelski zachował ostrożność, oceniając, że wpływ oligarchów na partie polityczne i polityków wyraźnie zmalał, choć wstrzymał się od ostatecznej oceny do zakończenia wojny. Zaznaczył, że życie polityczne przeniosło się z Rady Najwyższej, tradycyjnie zdominowanej przez oligarchiczne wpływy, do Biura Prezydenta, a oligarchowie od kilku kampanii wyborczych rozkładają wsparcie finansowe na wielu kandydatów jednocześnie, zamiast stawiać wyłącznie na jednego. Na sugestię Bojke, że Achmetow mógł zachować się patriotycznie częściowo z powodu traumy związanej z jego wahaniem w 2014 roku podczas separatystycznego zajęcia budynku administracji w Doniecku, co skutkowało utratą miasta, Pogorzelski przyznał, że taki mechanizm jest możliwy, choć nie do zweryfikowania.

Bojke zapytała również o powody uwięzienia Ihora Kołomojskiego przez Zełenskiego, mimo że to Kołomojski miał sfinansować powstanie serialu i późniejszego projektu politycznego „Sługa Narodu” — porównując tę sytuację do relacji Władimira Putina z Borysem Bieriezowskim. Pogorzelski zakwestionował tezę, jakoby to Kołomojski „wykreował” Zełenskiego, wskazując, że oligarcha finansował jednocześnie kampanię Julii Tymoszenko, a serial mógł powstać równie dobrze w innej stacji telewizyjnej. Ocenił, że przyczyną uwięzienia Kołomojskiego mogły być jego wcześniejsze, kontrowersyjne praktyki biznesowe — wrogie przejęcia firm i celowe doprowadzanie ich do niewypłacalności, jak w przypadku linii lotniczych AeroSvit — w przeciwieństwie do relatywnie transparentnych metod działania Achmetowa czy Wiktora Pinczuka. Zasugerował, że Kołomojski mógł się narazić wielu środowiskom, co ułatwiło decyzję o jego ukaraniu.

Telewizja, media społecznościowe i przyszłość demokracji na Ukrainie

Pogorzelski zauważył, że tradycyjna telewizja straciła obecnie znaczenie polityczne na rzecz mediów cyfrowych i Telegramu, z których korzysta większość Ukraińców, także w kontekście bieżących zagrożeń — na przykład decyzji o zejściu do schronu podczas alarmu przeciwlotniczego, którą łatwiej podjąć na podstawie aktualnych informacji w mediach społecznościowych niż telewizyjnych. Ocenił, że mimo utrzymania się tzw. telemaratonu i kanałów kojarzonych z konkretnymi oligarchami, ich realny wpływ na kształtowanie opinii publicznej zmalał głównie z powodu spadku oglądalności telewizji jako takiej, a nie celowej polityki ograniczania mediów. Zauważył przy tym, że tradycyjne kanały oligarchiczne nie zniknęły całkowicie, lecz tworzą dodatkowe odgałęzienia — przykładowo obok stacji ICTV, należącej do Pinczuka, powstał kanał ICTV2, w którym można swobodnie umieszczać program rozrywkowy, filmy czy talk-show polityczny, bez formalnych przeszkód.

Podsumowując rozmowę, Bojke poprosiła Pogorzelskiego o prognozę dotyczącą politycznej przyszłości Zełenskiego. Pogorzelski wyraził przekonanie, że przekazanie władzy nastąpi w sposób demokratyczny — niezależnie od tego, czy Zełenski zdecyduje się startować w przyszłych wyborach, wygra je, czy przegra — oceniając prawdopodobieństwo pokojowego, demokratycznego rozwiązania na około 90 procent. Odrzucił scenariusz siłowego utrzymania władzy czy zawieszenia kadencji, zaznaczając, że w Ukrainie — w przeciwieństwie do Rosji — od kilku kampanii wyborczych nie dochodzi do znaczących fałszerstw wyborczych, a rezygnacja z demokratycznych zasad byłaby w jego ocenie zbyt kosztowna politycznie. Odmówił jednak spekulacji co do konkretnej daty ewentualnych wyborów, żartobliwie odwołując się do metafory „stłuczonej szklanej kuli” wróżebnej, symbolizującej niemożność przewidzenia rozwoju sytuacji od 2022 roku.

Uwaga na marginesie: „blok wschodni” jako pojęcie utrwalające rosyjską strefę wpływów

Żegnając się z gościem, Bojke zwróciła uwagę na własny nawyk językowy — określanie regionu, którym zajmuje się Pogorzelski, jako „bloku wschodniego” lub przestrzeni „posowieckiej”. Przywołała sytuację, w której na pewnej konferencji ktoś zwrócił jej uwagę, że tego typu określenia — „blok wschodni”, „przestrzeń poradziecka” czy „blok sowiecki” — w istocie wciąż zaliczają te państwa do rosyjskiej strefy wpływów, co jest krzywdzące i utrwala takie postrzeganie regionu. Przyznała, że mimo tej świadomości wciąż z trudem „gryzie się w język”, by unikać tych sformułowań, i konsekwentnie się poprawiała w trakcie rozmowy.


Materiał „UKRAINA BEZ WYBORÓW – JAK DŁUGO. KTO OPRÓCZ ZEŁENSKIEGO? [POGORZELSKI I BOJKE]” opublikowany został na kanale „Koniec Świata – Arleta Bojke” na YouTube, liczącym 302 tys. subskrybentów, 24 października 2025.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *