Michał Waleszczyński w programie „Dark Net” na kanale Sekielski Brothers Studio zajął się jednym z najbardziej kontrowersyjnych materiałów wideo związanych z wojną rosyjsko-ukraińską. Chodzi o nagranie, które od 2015 roku funkcjonuje w internecie jako rzekomy zapis ukrzyżowania i podpalenia człowieka przez osoby przedstawiające się jako żołnierze batalionu Azow. Prowadzący, zapowiadając materiał, podkreślił, że nie zamierza samodzielnie rozstrzygać, czy nagranie jest autentyczne, czy stanowi prowokację lub element wojny informacyjnej.
Konflikt w Donbasie miał mieć swoje źródła w wydarzeniach sprzed 2014 roku
Waleszczyński rozpoczyna od przypomnienia, że wojna w Donbasie nie wybuchła nagle i nie była, w jego ocenie, rezultatem jednego wydarzenia czy jednej decyzji. Jej źródeł szuka w napięciach politycznych, gospodarczych, kulturowych i historycznych, które narastały po rozpadzie Związku Radzieckiego. Ukraina, odzyskując niepodległość w 1991 roku, przejęła ogromne terytorium zamieszkane przez ludzi o różnych doświadczeniach, poglądach i poczuciu tożsamości narodowej.
Prowadzący zwraca uwagę na różnice pomiędzy zachodnią a wschodnią częścią kraju. Zachód Ukrainy przez stulecia pozostawał pod wpływem Polski, Austro-Węgier i Europy Środkowej, podczas gdy wschód był znacznie silniej związany z Rosją gospodarczo i kulturowo. W wielu miastach Donbasu częściej używano języka rosyjskiego niż ukraińskiego, a mieszkańcy regionu mieli rodziny po rosyjskiej stronie granicy. Według Waleszczyńskiego dla wielu osób Rosja była wówczas naturalnym partnerem politycznym i gospodarczym.
W kolejnych latach ukraińska polityka miała przypominać przeciąganie liny pomiędzy dwoma kierunkami. Jedna część społeczeństwa opowiadała się za integracją z Zachodem, członkostwem w Unii Europejskiej i ograniczeniem wpływów Moskwy. Druga chciała utrzymywania ścisłych relacji z Rosją, która pozostawała ważnym partnerem handlowym Ukrainy oraz dostawcą surowców energetycznych. Podział ten był widoczny również podczas kolejnych wyborów, w których kandydaci prozachodni zdobywali większe poparcie przede wszystkim na zachodzie i w centrum, a politycy prorosyjscy na wschodzie i południu kraju.
Jednocześnie państwo zmagało się z kolejnymi kryzysami politycznymi, aferami korupcyjnymi i walką oligarchów o wpływy. Sytuacja zaczęła gwałtownie zmieniać się pod koniec 2013 roku.
Janukowycz, Majdan i dwie odmienne narracje
Ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz wywodził się z Donbasu i dla wielu mieszkańców wschodniej Ukrainy był politykiem reprezentującym ich interesy. Przez wiele miesięcy prowadzono negocjacje dotyczące podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, a w ukraińskiej polityce coraz częściej pojawiała się wizja historycznego zwrotu kraju w stronę Zachodu.
W listopadzie 2013 roku Janukowycz ogłosił jednak, że Ukraina rezygnuje z podpisania umowy. Decyzja ta wywołała ogromny szok i gniew. Na kijowskim Placu Niepodległości zaczęły gromadzić się tysiące ludzi. Początkowo protesty miały charakter pokojowy, a uczestniczyli w nich między innymi studenci i działacze społeczni.
Sytuacja zmieniła się po brutalnych działaniach specjalnych oddziałów milicji wobec protestujących. Demonstracje zaczęły przyciągać kolejne osoby, a Majdan rozbudowywał się o barykady, punkty medyczne i kuchnie polowe. Protestujący oskarżali władzę o korupcję, autorytaryzm i podporządkowanie interesom Kremla.
Zimą 2014 roku doszło do regularnych starć demonstrantów z siłami bezpieczeństwa. Płonęły budynki, używano granatów hukowych i słychać było strzały. W lutym, podczas najkrwawszych dni protestów, zginęło ponad 100 osób.
Po ucieczce Janukowycza z Kijowa i odsunięciu go od władzy przez parlament nowy rząd przejął kontrolę nad państwem. Według Waleszczyńskiego właśnie wtedy szczególnie wyraźnie zaczęły rozchodzić się dwie narracje dotyczące wydarzeń.
Dla zwolenników Majdanu był to triumf społeczeństwa obywatelskiego i obalenie skorumpowanego przywódcy. Dla wielu mieszkańców Donbasu oraz władz Rosji wydarzenia przedstawiano natomiast jako nielegalny przewrót finansowany i wspierany przez Zachód. Rosyjskie media miały wówczas przez całą dobę ostrzegać przed przejęciem Ukrainy przez nacjonalistów, ekstremistów i faszystów.
Krym i eskalacja wydarzeń w Donbasie
W marcu 2014 roku sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała. Rosja przejęła kontrolę nad Krymem, a następnie dokonała jego aneksji. W narracji Kremla miało to oznaczać zabezpieczenie strategicznych interesów oraz ochronę rosyjskojęzycznej ludności. Dla Ukrainy i większości państw świata był to natomiast pierwszy od zakończenia II wojny światowej przypadek siłowej zmiany granic w Europie.
Po wydarzeniach na Krymie doszło do kolejnych demonstracji prorosyjskich w Doniecku, Ługańsku i innych miastach wschodniej Ukrainy. Uczestnicy zajmowali budynki administracji, komisariaty policji oraz siedziby służb bezpieczeństwa. Coraz częściej pojawiali się uzbrojeni mężczyźni bez wojskowych emblematów, naszywek czy odznaczeń. Według prowadzącego do regionu przybywali także ochotnicy i bojownicy z Rosji.
Nastroje radykalizowały się z tygodnia na tydzień. W kwietniu 2014 roku ogłoszono powstanie tzw. Donieckiej Republiki Ludowej oraz Ługańskiej Republiki Ludowej. Kijów uznał je za organizacje terrorystyczne i rozpoczął operację wojskową mającą na celu odzyskanie kontroli nad regionem. Separatyści zaczęli natomiast organizować własne siły zbrojne.
Konflikt, który początkowo przypominał serię protestów i zamieszek, szybko przerodził się w pełnowymiarową wojnę.
Słabość ukraińskiej armii i powstanie Azowa
Waleszczyński podkreśla, że państwo ukraińskie znajdowało się wówczas w bardzo trudnej sytuacji. Armia przez lata była niedofinansowana, zaniedbana i — jak mówi prowadzący — rozkradana przez skorumpowanych polityków. Wielu żołnierzy nie miało odpowiedniego wyposażenia. Brakowało nowoczesnego sprzętu, środków łączności, a nawet podstawowych elementów umundurowania, takich jak buty.
W odpowiedzi zaczęły powstawać bataliony ochotnicze tworzone przez cywilów, byłych wojskowych, nacjonalistów i osoby chcące walczyć po stronie Ukrainy. Najbardziej znanym z nich stał się Azow.
Azow powstał w maju 2014 roku, kiedy regularna armia Ukrainy zmagała się z problemami organizacyjnymi, brakami sprzętu i niedostatkiem wyszkolonych żołnierzy. Setki ochotników zaczęły organizować oddziały zdolne do walki, początkowo mające bardziej partyzancki charakter.
Prowadzący podkreśla, że Azow był początkowo niewielką formacją, liczącą zaledwie kilkuset ludzi, przy czym jego zdaniem liczba ta była bliższa 200 niż 900. Trzon oddziału mieli stanowić działacze środowisk nacjonalistycznych, kibice piłkarscy, uczestnicy protestów na Majdanie oraz byli wojskowi. Waleszczyński wymienia również osoby określane przez niego jako bandyci oraz ludzi przekonanych, że państwo trzeba bronić za wszelką cenę.
Na czele jednostki stanął Andrij Biłecki.
Andrij Biłecki i radykalne korzenie formacji
Waleszczyński przedstawia Biłeckiego jako postać niezwykle kontrowersyjną, której działalność jeszcze przed wojną stała się jednym z powodów późniejszych sporów dotyczących Azowa.
Biłecki był związany z radykalnymi środowiskami nacjonalistycznymi. Przed powstaniem Azowa działał w ukraińskich organizacjach nacjonalistycznych, a w latach 2000. współtworzył Patriot Ukrainy oraz środowisko określane w materiale jako socjal-narodowe. Działalność ta sprawiła, że część mediów zaczęła określać go jako skrajnego nacjonalistę, a nawet neonazistę.
Waleszczyński przypomina również jeden z tekstów politycznych Biłeckiego z końca pierwszej dekady XXI wieku. Biłecki miał pisać w nim o historycznej misji Ukrainy polegającej na przewodzeniu „białym narodom świata” w walce przeciwko grupom, które określał jako zagrożenie dla Europy. Wypowiedzi te były później wykorzystywane jako argument na rzecz tezy o jego rasistowskich poglądach.
Kolejnym źródłem kontrowersji była symbolika środowisk, z którymi Biłecki był związany. Waleszczyński wymienia między innymi totenkopf, wilcze haki i swastyki. Wspomina także o zdjęciach Biłeckiego, na których miał pozować z wyciągniętą prawą ręką.
Krytycy Biłeckiego wskazywali również na etniczny charakter nacjonalizmu prezentowanego przez jego środowisko. Według tej oceny wizja państwa koncentrowała się na narodzie ukraińskim rozumianym przede wszystkim etnicznie, a nie obywatelsko. Z tego powodu jego wcześniejszą działalność część badaczy ekstremizmu umieszczała na najbardziej radykalnym skraju prawicy.
Dwie narracje dotyczące Azowa
Po rozpoczęciu wojny sytuacja miała się jednak zmienić. Biłecki skoncentrował się przede wszystkim na działalności wojskowej, a Azow zaczął przyjmować osoby o różnych poglądach politycznych. Później formacja została również włączona do struktur państwowych.
Sam Biłecki miał wielokrotnie twierdzić, że rosyjskie media celowo przekręcają, zmieniają lub wyolbrzymiają jego wcześniejsze wypowiedzi, aby przedstawiać całą Ukrainę jako państwo rządzone przez nazistów.
Od pierwszych miesięcy istnienia Azow wzbudzał ogromne emocje. Z jednej strony część Ukraińców postrzegała jego członków jako ludzi, którzy rozpoczęli walkę w momencie, gdy państwo było słabe i zagrożone rozpadem. Z drugiej strony uwagę mediów i organizacji międzynarodowych przyciągały symbole wykorzystywane przez członków formacji.
Najwięcej kontrowersji wzbudzał według Waleszczyńskiego wilczy hak, czyli symbol wykorzystywany wcześniej przez niektóre niemieckie jednostki podczas II wojny światowej.
Krytycy twierdzili, że obecność takich symboli świadczy o neonazistowskim charakterze jednostki. Zwolennicy odpowiadali, że batalion był znacznie bardziej zróżnicowany ideologicznie, a większość ochotników kierowała się przede wszystkim chęcią walki z prorosyjskimi separatystami.
W materiale pojawiają się więc dwie przeciwstawne narracje. Pierwsza zakłada, że w Azowie znajdowały się osoby o różnych poglądach, w tym również bardziej ekstremalni prawicowcy, ale wszyscy walczyli wspólnie w określonym celu. Druga przedstawia formację jako praktycznie w całości złożoną z radykalnych nacjonalistów.
Mariupol i zmiana statusu Azowa
Prawdziwy rozgłos Azow zdobył latem 2014 roku podczas walk o Mariupol. Miasto położone nad Morzem Azowskim miało strategiczne znaczenie, a oddziały Azowa uczestniczyły w operacji jego odbicia z rąk prorosyjskich sił.
Sukces ten sprawił, że formacja szybko stała się symbolem oporu przeciwko separatystom. W ukraińskich mediach jej członków zaczęto przedstawiać jako wojennych bohaterów. Jednocześnie rosyjska propaganda coraz częściej wykorzystywała Azow jako przykład rzekomego nazistowskiego zagrożenia na Ukrainie.
W kolejnych miesiącach jednostka była rozbudowywana. Z niewielkiego batalionu przekształciła się w pułk, a następnie została formalnie włączona do struktur Gwardii Narodowej Ukrainy.
Według prowadzącego był to niezwykle istotny moment, ponieważ oznaczał, że Azow przestał być niezależną grupą ochotniczą i stał się częścią państwowych struktur bezpieczeństwa podlegających ukraińskiemu dowództwu.
Wojna przeniosła się również do internetu
Po włączeniu Azowa do struktur państwowych wojna w Donbasie zaczęła toczyć się nie tylko na froncie, ale również w internecie. Media społecznościowe stawały się jednym z najważniejszych narzędzi wojny informacyjnej. Facebook, YouTube i Telegram były przestrzenią ideologicznej konfrontacji.
Każda ze stron konfliktu próbowała budować własną narrację. Azow szybko miał zrozumieć znaczenie wizerunku w internecie. Pojawiały się profesjonalnie montowane materiały pokazujące żołnierzy podczas szkoleń, walk ulicznych, przejazdów kolumn wojskowych czy operacji prowadzonych w Donbasie.
Jednocześnie do sieci trafiała cała masa innych nagrań, w tym materiałów przedstawiających brutalne sceny. Waleszczyński zdecydował się omówić dwa szczególnie kontrowersyjne filmy. Pierwszym był materiał przedstawiający rzekomą egzekucję funkcjonariusza na oczach jego żony. Drugim, stanowiącym główny temat odcinka, było nagranie rzekomego ukrzyżowania przez Azow.
Nagranie z rzekomym zabójstwem policjanta
Prowadzący zaznacza, że w całym materiale powstrzymuje się od własnych ocen i nie chce samodzielnie rozstrzygać, czy przedstawiane filmy są prawdziwe, czy stanowią prowokację. Podkreśla również, że nie zna rosyjskiego ani ukraińskiego, dlatego przy tłumaczeniach korzystał wyłącznie z materiałów znalezionych w internecie.
Pierwszy film trwa minutę i 46 sekund. Rozpoczyna się grafiką przedstawiającą czerwono-czarną flagę kojarzoną przez prowadzącego z Ukraińską Powstańczą Armią. Na tle flagi pojawia się napis „Prawy Sektor”.
Następnie pojawia się tekst odnoszący się do sytuacji na wschodzie Ukrainy. Mowa jest o zajmowaniu budynków administracji przez separatystów i ekstremistów z obwodów ługańskiego i donieckiego, zmuszaniu kierowników służb siłowych do składania rezygnacji oraz o rzekomej bezczynności milicji. W materiale znajduje się również ostrzeżenie, że bezczynność ukraińskiej milicji zostanie uznana przez Prawy Sektor za zdradę państwa. Tekst podpisany jest nazwiskiem Dmytra Jarosza.
Po około 27 sekundach pojawia się nagranie z niewielkiego pokoju, którego wystrój prowadzący porównuje do polskich wnętrz z lat 90. W pomieszczeniu znajduje się sześć osób. Czterech zamaskowanych mężczyzn ma być ubranych w wojskowe mundury. Dwóch trzyma mężczyznę z zaklejonymi ustami, trzeci trzyma nóż, a czwarty kobietę leżącą na łóżku.
Według opisu prowadzącego po krótkiej szamotaninie jeden z napastników wypowiada hasło „Sława Ukrainie”, a następnie podcina mężczyźnie gardło. Kobieta ma być świadkiem zabójstwa.
Później ponownie pojawia się czerwono-czarna flaga z hasłem odnoszącym się do chwały narodu i śmierci wrogów. Następnie materiał wraca do pomieszczenia i pokazuje z bliska ranę ofiary oraz płaczącą kobietę.
Na kolejnej planszy pojawia się przekaz, zgodnie z którym taki los ma spotkać każdego zdrajcę ojczyzny, który założył mundur funkcjonariusza milicji, lecz odmawia udziału w walce lub pozostaje bierny wobec działań mających zniszczyć państwowość Ukrainy w obwodach donieckim i ługańskim.
Materiał kończą kolejne ujęcia ofiary, zdjęcia oraz czerwono-czarna flaga z hasłem „Chwała Ukrainie, chwała bohaterom”.
Film o ukrzyżowaniu
Dopiero po przedstawieniu pierwszego materiału Waleszczyński przechodzi do głównego tematu odcinka. Chodzi o film, który rzekomo przedstawia ukrzyżowanie dokonane przez batalion Azow albo przez osoby podszywające się pod jego członków.
Nagranie zaczęło krążyć w internecie około 2015 roku, gdy wojna w Donbasie trwała już ponad rok i trwała intensywna wojna informacyjna. Rosyjskie media regularnie publikowały materiały mające przedstawiać ukraińskie bataliony ochotnicze jako zbrodnicze formacje nacjonalistyczne. Strona ukraińska oskarżała natomiast Rosję o produkowanie fałszywych nagrań i prowadzenie działań propagandowych.
Sam film trwa niespełna 5 minut. Na początku widać pięciu mężczyzn w wojskowych mundurach stojących nocą na polu. W centrum znajduje się klęczący mężczyzna.
Jeden z wojskowych przedstawia grupę jako żołnierzy batalionu Azow i mówi, że mężczyzna zostanie stracony za kolaborowanie z Rosją. Następnie mężczyzna zostaje podniesiony i poprowadzony dalej. Po drodze mijane są wbite w ziemię pochodnie.
Grupa dociera do drewnianej konstrukcji. Mężczyzna zostaje na niej położony. Dopiero po chwili staje się jasne, że konstrukcją jest krzyż.
Przez kilkanaście sekund kamera pokazuje żołnierzy znajdujących się przy ofierze. Słychać odgłos wiązania rąk taśmą klejącą. Kamera zbliża się do krzyża, potwierdzając, że mężczyzna jest przywiązywany.
Następnie jeden z uczestników mówi, aby związać go mocno.
Gwoździe, krzyż i ogień
W pewnym momencie mężczyzna jest już przywiązany do krzyża. Słychać odgłosy młotka i wbijanych gwoździ. Według opisu prowadzącego gwoździe przebijają dłonie ofiary, której krzyk staje się coraz głośniejszy mimo zakneblowania.
Kamera zbliża się do krzyża i pokazuje moment przebijania dłoni. Jeden z mężczyzn przytrzymuje nogi krzyżowanego, aby ograniczyć jego ruchy.
Po około 3 minutach nagrania mężczyzna z przybitymi dłońmi zostaje ustawiony wraz z krzyżem w pozycji pionowej. Konstrukcja zostaje umieszczona w przygotowanym wcześniej zagłębieniu, dzięki czemu pozostaje stabilna.
Następnie kamera pokazuje twarz ofiary. Mężczyzna ma na sobie niebiesko-biały, pasiasty podkoszulek i wygląda na ciężko pobitego. Jego twarz jest mocno zaczerwieniona.
W końcowej części nagrania pod krzyż zostaje podłożony ogień. Kiedy mężczyzna orientuje się, co się dzieje, zaczyna krzyczeć. Film urywa się w momencie, gdy dolna część krzyża zaczyna całkowicie płonąć.
Waleszczyński wspomina, że według dostępnych informacji ma istnieć pełna wersja filmu, pokazująca cały proces spalania człowieka, jednak mimo poszukiwań nie udało mu się jej odnaleźć.
Azow odrzucił autentyczność nagrania
Ukraina i sam Azow niemal natychmiast po pojawieniu się filmu w kwietniu 2015 roku kategorycznie odrzuciły jego autentyczność. Według przedstawicieli pułku materiał miał być elementem wojny informacyjnej prowadzonej przeciwko Ukrainie.
Istotną kwestią było również pochodzenie filmu. Jak przedstawia prowadzący, nagranie zostało po raz pierwszy rozpowszechnione przez grupę hakerską CyberBerkut, znaną z prorosyjskiej działalności. Sam ten fakt sprawił, że część obserwatorów zaczęła podchodzić do materiału z dużym sceptycyzmem.
Azow wskazywał również konkretne elementy, które jego zdaniem świadczyły o tym, że film jest fałszywy lub został inscenizowany.
Jednym z nich były oznaczenia widoczne na mundurach. Osoby występujące na nagraniu miały posiadać oznaczenia różniące się od tych używanych przez rzeczywistych żołnierzy Azowa. Naszywki miały być nienaturalnie duże i mocno wyeksponowane, jakby ich zadaniem było szczególnie wyraźne pokazanie widzowi, że osoby na filmie należą właśnie do tej formacji.
Kolejnym argumentem była kwestia języka. Osoby przedstawiające się jako członkowie Azowa miały mówić nienaturalnym, łamanym ukraińskim. Waleszczyński zaznacza jednak, że sam nie jest w stanie tego zweryfikować, ponieważ nie zna języka ukraińskiego. Wskazuje jedynie, że właśnie taki zarzut bardzo często pojawia się w dyskusjach dotyczących nagrania.
Najwięcej wątpliwości budzi zakończenie filmu
Prowadzący zwraca uwagę, że jego szczególne wątpliwości budzi moment zakończenia nagrania. Film urywa się dokładnie wtedy, gdy — jego zdaniem — można byłoby uzyskać więcej informacji pozwalających zweryfikować, czy wydarzenie rzeczywiście miało miejsce.
Nie ustalono nazwiska ofiary ani miejsca zdarzenia. Nie pojawili się świadkowie, którzy potwierdziliby przebieg wydarzeń. Nie ma również innych nagrań ani zdjęć dokumentujących to samo zdarzenie.
Waleszczyński zwraca uwagę, że nawet jeżeli założymy, iż ktoś rzeczywiście dopuściłby się takiego czynu i jednocześnie go nagrywał, można byłoby oczekiwać dodatkowej dokumentacji. Tymczasem poza analizowanym materiałem nie ma innych dowodów pozwalających ustalić, co dokładnie się wydarzyło.
Również przeprowadzone w tej sprawie śledztwo — jak przedstawia to prowadzący — nie pozwoliło ustalić sprawców, miejsca zdarzenia ani tożsamości ofiary.
Brak dowodów nie oznacza automatycznie, że film jest fałszywy
Waleszczyński podkreśla jednak bardzo istotne rozróżnienie. Organizacje zajmujące się fact-checkingiem nie miały, według jego relacji, twierdzić, że brak możliwości potwierdzenia autentyczności automatycznie dowodzi fałszerstwa.
Wniosek przedstawiony w programie jest ostrożniejszy: nie ma wiarygodnych dowodów potwierdzających, że nagranie przedstawia prawdziwą zbrodnię popełnioną przez żołnierzy Azowa, natomiast liczne elementy materiału mają wskazywać na możliwość jego inscenizacji lub wykorzystania jako operacji propagandowej.
Waleszczyński pozostawia ostateczną ocenę widzom. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią nie przedstawia własnego rozstrzygnięcia dotyczącego tego, czy nagranie jest prawdziwe, czy zostało stworzone jako element rosyjskiej propagandy.
Azow pozostaje symbolem wojny
Na zakończenie prowadzący przypomina, że Azow pozostaje aktywną formacją uczestniczącą w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, a duża część społeczeństwa Ukrainy postrzega jego członków jako bohaterów.
Jednocześnie historia formacji, jej początki, działalność Andrija Biłeckiego, kontrowersyjna symbolika oraz materiały pojawiające się w internecie sprawiły, że Azow stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i jednocześnie najbardziej spornych symboli wojny.
W przypadku nagrania z ukrzyżowaniem pozostaje natomiast zasadnicze pytanie, którego prowadzący nie rozstrzyga: czy film przedstawia rzeczywistą egzekucję dokonaną przez członków Azowa, czy też został przygotowany przez osoby, które chciały przedstawić ukraińską formację jako sprawców wyjątkowo brutalnej zbrodni.
Źródło: SEKIELSKI BROTHERS STUDIO, program „Dark Net”, Michał Waleszczyński, „Ukrzyżowanie przez Batalion Azow. Prawda czy fałsz?”, 12 września 2026 r., 292 tys. subskrybentów