Wojczal o kryzysie polsko-ukraińskim: Ukraińcy wpisują się w rosyjską propagandę. Polska powinna zachować spokój — będziemy mieli więcej kart po wojnie

Krzysztof Wojczal opublikował komentarz do kryzysu polsko-ukraińskiego, w którym ocenił ukraińską ofensywę narracyjną przeciwko Polsce, wyjaśnił źródła ukraińskich emocji i zaapelował o chłodne, strategiczne podejście do relacji z Kijowem.

Ukraińcy wpisują się w rosyjską propagandę

Wojczal ocenił, że Ukraina odpalił wielką narracyjno-propagandową ofensywę, w której Polska stała się wrogiem numer jeden — bardziej niż Rosja. W mediach społecznościowych widać bardzo agresywną narrację po stronie ukraińskiej. Wojczal podkreślił, że Rosja od lat używa kwestii Wołynia i ukraińskiej niewdzięczności jako narzędzia do skłócenia Polski i Ukrainy. Ukraińcy, wpisując się w tę narrację, zachowują się tak, jakby scenariusz napisał im ktoś w Petersburgu. Gdyby nie był to prezydent Zełenski, który nadał jednostce imię bohaterów UPA, Wojczal pomyślałby, że znowu Rosjanie kontrolują ukraińskiego prezydenta.

Ocenił, że Zełenski kompletnie nie potrafi obsłużyć się w dyplomacji. Rozumie, że może mieć problemy z polityką wewnętrzną albo cyniczną kalkulację wobec Polski, ale to nie zmienia faktu, że w kontekście interesów geopolitycznych Ukrainy jego administracja po prostu szkodzi.

Długoterminowym interesem Ukrainy są dobre relacje z Warszawą i z polskim społeczeństwem — bo to polskie społeczeństwo będzie decydować o polityce władz wobec Ukrainy. Jeśli Polacy będą przekonani, że trzeba Ukraińcom dać nauczkę za niewdzięczność, politycy taką politykę będą prowadzić. Wojczal ostrzegł, że jeśli tak pójdzie, Grzegorz Braun za kilka lat może okazać się w swoich poglądach wobec Ukrainy politykiem bardzo umiarkowanym.

Dlaczego Ukraińcy się tak zachowują — wyjaśnienie bez usprawiedliwienia

Wojczal wyjaśnił ukraińskie emocje z perspektywy geopolitycznej, zaznaczając wyraźnie, że tłumaczenia nie należy mylić z usprawiedliwieniem. Ukraina jest w tendencji spadkowej na każdej możliwej płaszczyźnie. Miała ponad 50 milionów mieszkańców, dziś może mieć 32 miliony, a być może nawet tylko kilkadziesiąt parę milionów. Straciła część terytorium, infrastrukturę, środki finansowe — jest praktycznie na utrzymaniu Zachodu. Armia kadrowo nie domaga. To perspektywa ukraińska i jest naprawdę zła.

A z drugiej strony jest Polska, która od poniedziałku do piątku chodzi do pracy, zarabia, inwestuje, bogaci się, rośnie. Jeździ latem na Seszele albo Majorkę. Ukrainiec siedzi w okopie, patrzy jak lecą drony, kobiety i dzieci wyjechały do Polski, elity okradają co i tak już prawie nie istnieje. Polska jest dla Ukrainy drugim najważniejszym priorytetem geopolitycznym, drugim najważniejszym rywalem — zaraz po Rosji. I ten drugi rywal ma tendencję wzrostową. Ukraińcy widzą, że Polska jest oknem na Zachód — bez Polski nie ma Ukrainy w NATO ani w Unii Europejskiej.

Widzą, że przyciągamy ukraińską emigrację i nie zamierzamy jej odsyłać, bo potrzebujemy ich do naszej gospodarki. Widzą dysproporcję, która się zwiększa. I dlatego są sfrustrowani. W 1989 roku Ukraina była bogatszym i liczniejszym państwem niż Polska — i oni to pamiętają. Mentalnie wciąż są tam. Jak na nas patrzą, to z góry. Ale rzeczywistość tego nie dowozi i są zdziwieni.Wojczal dodał, że Ukraińcy boją się polonizacji — części ukraińskiego społeczeństwa, która już jest w Polsce i może nie wrócić. Polacy natomiast nie robią tego celowo przeciwko Ukraińcom — po prostu kalkulują chłodno, że potrzebują imigrantów i że najlepsi imigranci to Ukraińcy. Naturalnie z tej okazji korzystają kosztem Ukrainy. Ukraińcy to widzą i to ich frustruje.

Polska powinna zachować spokój

Wojczal przyznał, że sam się zagotował w tej dyskusji — pisał napastliwą replikę do jednego z Ukraińców w internecie, po czym ją skasował i przemyślał. Jego wniosek: nie warto wchodzić w emocjonalne przepychanki, bo to nam zaszkodzi.

Polska powinna wiedzieć, jakie ma atuty i co ją czeka. A czeka ją pozycja wzrostowa. Jeśli Ukraina się obroni przed Rosją — a to w polskim interesie, żeby się obroniła, bo inaczej strefa buforowa przestaje istnieć — to Polska będzie miała coraz więcej kart w relacji z Kijowem. Nie jesteśmy teraz najbogatsi w tę wyprzedaż ukraińską, bo daliśmy dużo w 2022 roku. Ale ta inwestycja zwróci się inaczej: w rosnącej relatywnej sile Polski względem Ukrainy na każdej płaszczyźnie.

Wojczal użył wielokrotnie obrazu siedzenia z szejkiem w fotelu i chłodnego podpisywania cyrografów. Polska powinna spokojnie wystawiać rachunki — za 2022 rok, za kolejne lata wsparcia, za tranzyt, za akcesję do UE i NATO. Nie z zemsty, lecz z zimnej kalkulacji interesów.

Niemcy nie są rozwiązaniem dla Ukrainy

Wojczal ocenił, że Ukraińcy próbują postawić na Berlin, żeby zrównoważyć wpływ Warszawy. Ale Niemcy nie są żadnym gwarantem bezpieczeństwa dla Ukrainy — ani krótkoterminowo, bo nie mają czym, ani średnioterminowo, bo nie będą mieli woli politycznej, ani długoterminowo, bo problemy wewnętrzne Niemiec je rozerwą. Ukraińcy nie będą mogli na Berlinie polegać i znowu będą musieli się zwracać do Polaków. Tylko że Polska będzie wtedy jeszcze silniejsza — i będzie mogła stawiać jeszcze twardsze warunki.

Ekshumacje — za 15 lat

Wojczal powiedział prowokacyjnie, że Polska tak naprawdę nie musi teraz walczyć o ekshumacje ofiar Wołynia, bo za 15 lat będziemy mogli je robić sami na Ukrainie — jako inwestorzy kopacy fundamenty pod hotele, z pozycji silniejszego. Podkreślił, że mówi to w cudzysłowie i z chłodną kalkulacją, nie z cynizmem — ale taka jest geopolityczna perspektywa. Polska powinna zamiast tego skupiać się na budowaniu swojej pozycji, żeby te ekshumacje móc przeprowadzić z pozycji siły, a nie prośby.

Polskie społeczeństwo ma wpływ

Wojczal zaapelował też do Polaków jako obywateli: dzięki mediom społecznościowym mamy dziś ogromny wpływ na władze. Politycy na bieżąco badają nastroje społeczne termometrem i reagują. Właśnie dlatego ukraińska jadowitość narracyjna jest błędem — bo rozgrzewa polskie społeczeństwo i zmusza polskich polityków do twardszej polityki wobec Kijowa. A okazje do wystawiania Ukraińcom rachunków się pojawią — bo w takiej sytuacji geopolitycznej nie mogą się nie pojawić.

Polska powinna być miła dla zwykłych Ukraińców i ukraińskich dzieci żyjących w Polsce — niech tu zostają, pracują, robią kariery, płacą składki ZUS. A równocześnie polska klasa polityczna powinna być twarda wobec władz w Kijowie i nie odpuszczać ani grama interesów. Brutalnie spokojnie. Z szejkiem w ręku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *