„Gra o czas dla Ukrainy”. Jankowski i Piskorski o negocjacjach, SBU i strategii USA

Nowe

Czy Rosja po raz kolejny ograniczy intensywność działań pod wpływem rozmów z USA? Czy rzeczywiście doszło do rosyjskiego ataku na siedzibę SBU w Kijowie i czy za tym zdarzeniem mogły stać ukraińskie rozgrywki wewnętrzne? Tomasz Jankowski i Mateusz Piskorski w programie „Raport z Frontów” omawiali również ostrzeżenie Wołodymyra Zełenskiego skierowane do linii lotniczych, wizytę Jareda Kushnera i Steve’a Witkoffa w Moskwie i Kijowie, możliwe warunki amerykańskiej propozycji oraz rosyjskie żądania dotyczące infrastruktury wojskowej w pobliżu swoich granic.

Niejasna sytuacja na północ od Kupiańska

Na początku programu rozmówcy zaznaczyli, że informacje dotyczące sytuacji na froncie lądowym pozostają niejednoznaczne. Część ukraińskich kanałów informowała o przełamaniu rosyjskich pozycji na północ od Kupiańska, jednak tych doniesień nie potwierdzały źródła rosyjskie. Z drugiej strony rosyjskie źródła informowały o odcięciu części ukraińskich oddziałów od zaopatrzenia w obwodzie charkowskim.

Piskorski określił tę sytuację mianem „kociołka”, celowo unikając określenia „kocioł”, ponieważ jego zdaniem skala ewentualnego okrążenia nie była jeszcze wystarczająca, aby używać takiego określenia. Rozmówcy podkreślili, że żadna z tych informacji nie została jeszcze wystarczająco potwierdzona, dlatego nie chcieli przesądzać o sytuacji na tym odcinku frontu.

Zełenski ostrzegał linie lotnicze przed lotami do Rosji

Więcej uwagi poświęcono wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego z 1 września. Ukraiński prezydent apelował wówczas do linii lotniczych o wycofanie się z wykonywania lotów do Rosji, argumentując, że nie może zagwarantować bezpieczeństwa pasażerów w związku z prowadzonymi działaniami dronowymi oraz wykorzystywaniem przestrzeni powietrznej do działań wojennych.

Jankowski zwrócił uwagę, że rosyjskie lotniska cywilne rzeczywiście są regularnie zamykane w związku z ukraińskimi atakami rakietowymi i dronowymi. Według niego do tej pory nie doszło jednak do dużej katastrofy lotniczej, a rosyjskie lotniska są profilaktycznie wyłączane z użytkowania, czasami nawet na kilkanaście godzin, kiedy istnieje zagrożenie.

Piskorski zakwestionował natomiast argument, że sama obecność działań bojowych oznacza brak możliwości zapewnienia bezpieczeństwa lotom pasażerskim. Odwołał się do parametrów wykorzystywanych w wojnie dronów oraz wysokości, na których poruszają się samoloty cywilne. W jego ocenie różnice są znaczące.

Drony, samoloty pasażerskie i potencjalne wykorzystanie sztucznej inteligencji

W rozmowie przywołano przykład Bayraktarów, które według danych producenta mogą operować na wysokości do 8 tys. metrów. Z kolei drony określane jako „Baba Jaga” mają operować na bardzo niskim pułapie, sięgającym około 400 metrów. Rozmówcy wskazali również, że samoloty zwiadowcze mogą operować powyżej 15 kilometrów, przy czym Ukraina — jak stwierdzili — nie posiada tego rodzaju samolotów, podczas gdy Rosja nimi dysponuje.

Jankowski zwrócił jednak uwagę na inny aspekt, czyli możliwość wykorzystania sztucznej inteligencji do sterowania ukraińskimi dronami. Przypomniał wcześniejsze informacje dotyczące amerykańskiej firmy Palantir oraz systemu MAVEN. W tym kontekście wskazał na wizytę prezesa Palantiru Aleksa Karpa w Kijowie i jego rozmowy z przedstawicielami ukraińskich struktur wojskowych. Według prowadzącego, jeśli rzeczywiście systemy oparte na sztucznej inteligencji są wykorzystywane w ukraińskich dronach, teoretycznie mogłyby one doprowadzić również do ataku na samolot pasażerski.

Jako przykład możliwych błędów w identyfikacji celów przywołano również wcześniejsze doniesienia o atakach dronowych na autobusy przewożące białoruskie dzieci oraz na bazar w obwodzie zaporoskim. Rozmówcy podkreślali jednak, że sytuacja w powietrzu jest bardziej skomplikowana niż ataki na cele naziemne.

Według przywołanych w programie danych samoloty pasażerskie zazwyczaj latają na wysokości od około 9,1 do 12,8 kilometra. Oznacza to, że typowe drony operujące na wysokości kilkuset metrów czy nawet Bayraktary mają inne pułapy działania. Prowadzący zwrócili jednak uwagę, że zagrożenie może pojawić się szczególnie w pobliżu lotnisk, podczas startu i lądowania, a także w czasie kołowania samolotu.

Jankowski podkreślił przy tym, że potencjalne ryzyko dla lotnictwa cywilnego nie pojawiło się dopiero we wrześniu 2026 roku. Według niego istnieje ono od początku pełnoskalowej wojny, mimo czego część linii lotniczych nadal wykonuje połączenia z Rosją.

Dlaczego linie lotnicze nadal latają do Rosji?

Rozmówcy zwrócili uwagę, że z Rosji wycofały się przede wszystkim europejskie linie lotnicze, co ich zdaniem było związane przede wszystkim z decyzjami politycznymi. Przewoźnicy z innych państw nadal utrzymują połączenia z rosyjskimi miastami.

W przypadku zagrożenia lotniska loty mogą być opóźniane, przekierowywane lub kierowane na lotniska zapasowe. Według Jankowskiego pokazuje to, że przewoźnicy oraz systemy bezpieczeństwa lotniczego zakładają możliwość czasowego zamykania rosyjskich portów lotniczych, zamiast całkowitego rezygnowania z połączeń.

W tym kontekście prowadzący zwrócili uwagę na Turkish Airlines. Turecki przewoźnik utrzymuje połączenia z Moskwą, a część tras przebiega przez polską przestrzeń powietrzną. Jankowski wskazał również na aspekt ekonomiczny tej sytuacji. Jego zdaniem ruch lotniczy, na którym mogłyby zarabiać polskie linie, został w dużej mierze przejęty przez przewoźników tureckich, którzy mieli osiągać znaczne przychody z obsługi połączeń z Rosją.

Ostrzeżenie Zełenskiego mogło być również sygnałem dla USA

W programie pojawiła się również hipoteza, że wypowiedź Zełenskiego mogła mieć szerszy cel niż samo ostrzeżenie przewoźników. Rozmówcy powiązali ją czasowo z wizytą amerykańskich wysłanników Donalda Trumpa — Jareda Kushnera i Steve’a Witkoffa — w Moskwie.

Jankowski zwrócił uwagę na możliwość odczytania słów Zełenskiego jako sygnału, że Ukraina posiada możliwości oddziaływania na bezpieczeństwo lotów do Rosji. W tym kontekście pojawiła się również ironiczna sugestia, że hipotetycznie dron wykorzystujący technologie Palantiru mógłby trafić w samolot z Kushnerem i Witkoffem. Według Jankowskiego takie ostrzeżenie mogło być więc również elementem nacisku i próbą uzyskania określonych korzyści politycznych.

Co naprawdę wydarzyło się w siedzibie SBU?

Drugim ważnym tematem była informacja o ataku na siedzibę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Kijowie. Piskorski określił tę informację jako „rzekomą”, ale jednocześnie zaznaczył, że wszystko wskazuje na to, iż 4 września rzeczywiście doszło do uderzenia w gabinet szefa SBU Aleksandra Pokłada i że miał zostać użyty dron bojowy.

Jednocześnie Piskorski zwrócił uwagę na brak potwierdzenia tego zdarzenia w komunikatach rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Jak relacjonował, sprawdził rosyjskie raporty z dnia poprzedzającego atak, z samego dnia oraz z dnia następnego. W żadnym z nich nie znalazła się informacja o uderzeniu w siedzibę SBU.

Rozmówca zastrzegł, że brak takiej informacji nie jest dowodem na to, że ataku nie przeprowadzili Rosjanie. Uznał jednak ten fakt za istotną przesłankę budzącą wątpliwości, ponieważ rosyjskie Ministerstwo Obrony zazwyczaj informuje o atakowanych celach, szczególnie jeśli są to ważne obiekty ukraińskich struktur bezpieczeństwa. Jankowski dodał, że rosyjska strona otwarcie przedstawia SBU jako organizację odpowiedzialną za działania, które określa jako zbrodnicze i terrorystyczne.

Wewnętrzne rozgrywki między SBU a wywiadem wojskowym

Piskorski zwrócił uwagę na pojawiające się w ukraińskich i rosyjskich źródłach spekulacje, zgodnie z którymi atak mógł być elementem wewnętrznej rozgrywki pomiędzy SBU a ukraińskim wywiadem wojskowym.

Trzy dni wcześniej, 1 września, w Kijowie miało dojść do starcia pomiędzy żołnierzami wywiadu wojskowego a funkcjonariuszami SBU. Według rozmówców nie uczestniczyli w nim Rosjanie. Spór miał dotyczyć wsparcia dla Stefana Kapulnowa, przedstawianego jako lider rosyjskiego oddziału walczącego po stronie Ukrainy, wobec którego pojawiły się oskarżenia o współpracę z Rosją. Zełenski miał później zapowiedzieć wyciągnięcie konsekwencji i zakończenie konfliktu między służbami, jednak Piskorski wskazywał, że dostępne komentarze i informacje nie pozwalają mu uznać sprawy za definitywnie zamkniętą.

Jankowski przypomniał w tym kontekście wydarzenia z początku wojny. Jeden z członków ukraińskiej delegacji negocjacyjnej, będący formalnie przedsiębiorcą, został w 2022 roku zastrzelony w Kijowie przez SBU. Służba przedstawiała go jako rosyjskiego agenta. Później ukraiński wywiad wojskowy miał jednak poinformować, że zabity był jego agentem.

Według Jankowskiego pokazuje to skalę rywalizacji pomiędzy ukraińskimi strukturami bezpieczeństwa. W przypadku obecnego konfliktu uwagę zwrócił również na Aleksandra Pokłada, szefa SBU związanego z ekipą Zełenskiego. Rozmówca wskazywał na jego wcześniejsze działania wymierzone w służby antykorupcyjne, które — według przedstawionej w programie interpretacji — miały pozostawać w konflikcie z obozem prezydenckim.

W tym kontekście Jankowski nie wykluczył, że inspiracji dla ataku należałoby szukać w wewnętrznych ukraińskich rozgrywkach. Zwrócił również uwagę, że w Kijowie wcześniej dochodziło do ataków na obiekty związane z SBU, za które Rosjanie mieli brać odpowiedzialność.

Atak mógł być sygnałem przed wizytą amerykańskich wysłanników

Piskorski przedstawił również inną hipotezę dotyczącą ataku na SBU. Ponieważ do zdarzenia miało dojść przed wizytą Kushnera i Witkoffa w Kijowie, przeciwnicy Zełenskiego mogli — według tej teorii — próbować pokazać, że ukraiński prezydent nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa amerykańskim negocjatorom.

Rozmówcy zaznaczyli jednak, że jest to tylko jedna z wielu teorii. Piskorski wspomniał również o rosyjskich kanałach określanych jako „Z-kanały”, które przypisywały atak stronie rosyjskiej. Prowadzący nie uznali jednak tej wersji za rozstrzygniętą i pozostawili ją jako hipotezę.

Misja Kushnera i Witkoffa oraz spór o „trzydniowe zawieszenie broni”

W dalszej części rozmowy Jankowski i Piskorski przeszli do wizyty Jareda Kushnera i Steve’a Witkoffa, którzy odwiedzili najpierw Moskwę, a następnie Kijów. Rozmówcy wskazywali, że w polskojęzycznych mediach pojawiła się informacja, jakoby w związku z tą wizytą Władimir Putin ogłosił trzydniowe zawieszenie broni.

Piskorski uznał takie przedstawienie wydarzeń za nieprawdziwe. Według jego relacji trzydniowe ograniczenie ostrzałów miało dotyczyć wyłącznie Kijowa, a nie całego terytorium Ukrainy. Po zakończeniu tego okresu miały nastąpić kolejne ataki dronowe i rakietowe na obiekty uznawane przez Rosję za związane z infrastrukturą wojskową.

Rozmówcy oceniali, że same rozmowy mogły nie przynieść przełomu. Powołując się na informacje Bloomberga, wskazywali, że Rosja nie miała dokonać większych ustępstw w negocjacjach ani znacząco zmienić swoich wcześniejszych żądań.

Przecieki dotyczące amerykańskiej propozycji dla Ukrainy

Jankowski zwrócił uwagę na pojawiające się przecieki dotyczące propozycji, które mieli przedstawiać przedstawiciele administracji Donalda Trumpa. Jednocześnie wyraźnie zaznaczył, że nie wiadomo, na ile informacje te są wiarygodne.

Według przywoływanych przecieków amerykańskie propozycje miały być dla Kijowa znacznie mniej korzystne niż wcześniejsze koncepcje. Wśród wymienianych elementów znalazła się częściowa demilitaryzacja Ukrainy, rezygnacja z członkostwa w NATO, przyjęcie statusu neutralnego lub pozablokowego, a także kwestie związane ze statusem języka rosyjskiego.

Wśród możliwych warunków wymieniano również ostateczne przejęcie przez Rosję Donbasu oraz wycofanie z niego wojsk ukraińskich. Kolejnym elementem miało być wycofanie ukraińskich sił z części obwodu zaporoskiego. Jankowski podkreślił, że gdyby te informacje były prawdziwe, oznaczałoby to propozycję znacznie mniej korzystną dla Kijowa niż rozwiązania przypisywane administracji Trumpa jeszcze rok wcześniej.

„Bohaterski Zełenski powiedział nie”?

Piskorski zakwestionował również popularną — jego zdaniem — narrację, według której Amerykanie mieli pojechać do Rosji z propozycją pokojową, a następnie przedstawić ją Ukrainie, gdzie Zełenski miał stanowczo odmówić oddania Donbasu.

Według Piskorskiego taka interpretacja pomija rzeczywiste możliwości nacisku Waszyngtonu na Kijów. Wskazał na amerykańskie technologie wykorzystywane przez Ukrainę, w tym systemy związane z Palantirem, oraz na amerykańskie dane wywiadowcze. Jego zdaniem oznacza to, że Stany Zjednoczone posiadają realne narzędzia oddziaływania na ukraińskie władze, jeżeli rzeczywiście chciałyby doprowadzić do określonego rozwiązania.

Jankowski wskazał dodatkowo na możliwość nacisku poprzez dostawy broni. Jego zdaniem wystarczyłby telefon do Warszawy z żądaniem zamknięcia granicy dla transportów broni na Ukrainę, aby wywrzeć bardzo silną presję na Kijów.

Według rozmówców Zełenskiemu zależy na przedłużeniu wojny

Jankowski przedstawił również własną ocenę motywacji ukraińskiego prezydenta. Według niego wojna jest konfliktem zastępczym Stanów Zjednoczonych przeciwko Rosji, prowadzonym przez kolejne amerykańskie administracje. Jednocześnie wskazał na osobisty interes Zełenskiego związany z dalszym trwaniem wojny i odsuwaniem wyborów.

Zdaniem Jankowskiego Zełenski może zabiegać u amerykańskich partnerów o dalsze prowadzenie konfliktu, ponieważ jego sytuacja polityczna jest związana z warunkami wojennymi. Jednocześnie rozmówca ocenił, że gdyby Stany Zjednoczone podjęły strategiczną decyzję o zakończeniu konfliktu, wojna mogłaby — jego zdaniem — zakończyć się w ciągu dni lub tygodni.

Czy rozmowy mają kupić Ukrainie czas?

Piskorski zwrócił uwagę na jeszcze jeden możliwy scenariusz. Według niego Stany Zjednoczone mogą liczyć na to, że w związku z prowadzonymi rozmowami Rosja ponownie zmniejszy intensywność działań wojennych, a Ukraina wykorzysta ten czas na produkcję kolejnych rakiet.

Jankowski zauważył, że podobna sytuacja miała już wystąpić rok wcześniej. W jego ocenie tym razem europejskie państwa miałyby ponosić koszty dalszego wsparcia Ukrainy. Piskorski stwierdził w tym kontekście, że ostatecznie zapłacą za to również Polacy.

Rozmówcy przedstawili tę hipotezę na tle sytuacji ukraińskiej infrastruktury. Piskorski wskazywał na problemy z ukraińską obroną przeciwlotniczą i twierdził, że rosyjskie ataki coraz częściej trafiają w wyznaczone cele. Przywołał również informację przypisywaną ukraińskiemu ministrowi rolnictwa o zniszczeniu 90% przestrzeni magazynowej, a także wskazał na ataki na infrastrukturę portową i mosty.

W tym kontekście postawił pytanie, czy Rosja po raz kolejny pozwoli sobie na ograniczenie intensywności działań i czy ponownie może dać Ukrainie czas na przygotowanie do dalszej wojny.

Rosja ma kontynuować rozmowy, ale nie musi przerywać działań

Jankowski ocenił, że skala rosyjskich ataków wskazuje, iż Moskwa nie zamierza po raz kolejny dać się wciągnąć w taki scenariusz. Nie oznacza to jednak zakończenia rozmów dyplomatycznych. Według niego Rosja będzie nadal prowadziła dialog ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ nie może dopuścić do sytuacji, w której zostanie przedstawiona jako strona odrzucająca możliwość negocjacji.

Rozmówca spodziewa się więc kolejnych wizyt Witkoffa, Kushnera, a być może również innych przedstawicieli administracji Trumpa w Moskwie. Jego zdaniem kanały komunikacji między mocarstwami pozostaną otwarte.

Jankowski uznał to jednocześnie za korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Jego zdaniem utrzymywanie rozmów i kanałów komunikacji zmniejsza ryzyko bezpośredniego konfliktu pomiędzy mocarstwami, w tym konfliktu, który mógłby wykorzystać terytorium Polski.

Jednocześnie wskazał na wypowiedź Zełenskiego, zgodnie z którą wojna ma trwać również zimą. Jankowski zinterpretował tę deklarację jako sygnał, że ukraiński prezydent otrzymał od amerykańskich wysłanników kolejne miesiące politycznego „oddechu”. W jego ocenie można to rozumieć jako przedłużenie politycznej „przepustki” dla Zełenskiego.

Niejednoznaczne pytanie Dmitrija Gordona

W rozmowie pojawił się również poboczny, ale charakterystyczny dla omawianej wizyty wątek dotyczący ukraińskiego dziennikarza Dmitrija Gordona. W polskojęzycznych mediach jego pytanie skierowane do Witkoffa podczas wspólnej konferencji było przedstawiane jako sytuacja, w której dziennikarz miał zapytać amerykańskiego wysłannika, czy nie wstydzi się siedzieć obok „zbrodniarza wojennego” Władimira Putina.

Piskorski zwrócił uwagę na istotny szczegół. Gordon rzeczywiście użył określenia „zbrodniarz wojenny” i mówił o „kacie ukraińskiego narodu”, ale — jak podkreślił rozmówca — w samym pytaniu nie wymienił nazwiska Putina. Jednocześnie obok Witkoffa siedział Wołodymyr Zełenski.

Jankowski potraktował sytuację jako element humorystycznej niejednoznaczności. Zaznaczył, że oczywiście Gordonowi nie chodziło o Zełenskiego, jednak sam fakt braku wskazania nazwiska pozwolił rosyjskim komentatorom zwrócić uwagę na dwuznaczność wypowiedzi.

Wyrzutnie Mk 41 w Norwegii a rosyjskie obawy

W końcowej części programu rozmówcy wrócili do tematu omawianego w poprzednim odcinku, czyli sytuacji w Arktyce i roli Norwegii. Jankowski poinformował o doniesieniach, według których w sierpniu Stany Zjednoczone miały rozmieścić w Norwegii wyrzutnie Mk 41, zdolne między innymi do odpalania pocisków Tomahawk.

Według przedstawionej w programie interpretacji znaczenie tej informacji polega na tym, że tego rodzaju pociski mogą osiągać cele znajdujące się na terytorium Rosji. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych miało zareagować na rozmieszczenie wyrzutni, wskazując, że ich obecność praktycznie wyklucza możliwość strategicznego porozumienia dotyczącego bezpieczeństwa pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi.

Jankowski uznał infrastrukturę wojskową rozmieszczaną w pobliżu rosyjskich granic za jeden z kluczowych elementów rosyjskich żądań. Według niego Moskwa konsekwentnie domagała się, aby infrastruktura wojskowa, również w państwach należących formalnie do NATO, nie była przesuwana w kierunku rosyjskich granic.

NATO to nie to samo co infrastruktura wojskowa

Piskorski zwrócił uwagę na różnicę pomiędzy obecnością danego państwa w NATO a rozmieszczeniem na jego terytorium określonych systemów wojskowych. Jego zdaniem w polskiej debacie często przedstawia się rosyjskie stanowisko jako próbę odsunięcia NATO od rosyjskich granic, podczas gdy rosyjskie żądania z 2021 roku miały dotyczyć przede wszystkim infrastruktury wojskowej stanowiącej — w rosyjskiej ocenie — zagrożenie strategiczne.

Według Piskorskiego problemem dla Rosji nie jest samo członkostwo Estonii, Łotwy czy Finlandii w NATO, lecz możliwość rozmieszczenia na ich terytorium systemów uzbrojenia zdolnych do rażenia rosyjskich celów strategicznych. Rozmówca wskazał przy tym na niewielką odległość między częścią rosyjskich miast, w tym Petersburgiem, a granicami państw północnej Europy.

Żądania z 2021 roku nadal mają być aktualne

Jankowski przypomniał, że 17 grudnia 2021 roku rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow przedstawiał postulaty dotyczące nowego układu bezpieczeństwa pomiędzy Rosją a państwami zachodnimi. W jego ocenie zachodnie media przedstawiały je jako ultimatum, podczas gdy on sam określa je jako żądania i propozycje dotyczące nowego systemu bezpieczeństwa.

Według Jankowskiego te postulaty pozostają aktualne. W jego ocenie konflikt ukraiński nie powinien być analizowany wyłącznie przez pryzmat Donbasu. Kwestia terytoriów i losu mieszkańców jest — jak stwierdził — jednym z elementów konfliktu, ale zasadniczym problemem pozostaje możliwość rozmieszczania infrastruktury wojskowej w Ukrainie, która mogłaby zagrozić rosyjskiemu terytorium.

Zachodnie wojska w Ukrainie nie muszą oznaczać trwałego pokoju

Na zakończenie Piskorski odniósł się do ewentualnego rozmieszczenia europejskich lub amerykańskich wojsk w Ukrainie jako gwarancji bezpieczeństwa. Jego zdaniem takie rozwiązanie nie musiałoby doprowadzić do trwałego zakończenia konfliktu.

Według niego Rosja mogłaby czasowo zaakceptować obecność zachodnich sił, ale konflikt mógłby zostać wznowiony po kilku miesiącach, 2 latach, a maksymalnie — w jego ocenie — po około 4 latach. Dlatego, jak argumentował, samo wprowadzenie zachodnich wojsk do Ukrainy nie rozwiązywałoby zasadniczego problemu bezpieczeństwa, który według przedstawionej przez rozmówców interpretacji pozostaje związany z rozmieszczeniem infrastruktury wojskowej w pobliżu rosyjskich granic.


Źródło: „Gra o czas dla Ukrainy”, kanał Wbrew Cenzurze, 37,9 tys. subskrybentów, 11 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *