Michał Potocki i Karolina Wójcicka rozmawiali w najnowszym odcinku podcastu „Polska Europa Świat” o weekendowej wizycie amerykańskich wysłanników Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie i Kijowie, a także o szerszym kontekście relacji administracji Donalda Trumpa z Rosją oraz o politycznych następstwach wyborów w Saksonii-Anhalt.
Amatorszczyzna głównego negocjatora
Wójcicka przypomniała, że Steve Witkoff, określany jako specjalny wysłannik i główny negocjator Donalda Trumpa, wraz z Jaredem Kushnerem odwiedzili w minionym weekendzie zarówno Moskwę, jak i Kijów. Potocki ocenił ironicznie, że określanie Witkoffa „głównym negocjatorem” go bawi, ponieważ poziom amatorszczyzny prezentowany przez niego przypomina raczej poziom, jaki mogłoby wysłać państwo Nauru. Zauważył, że w ciągu półtora roku pracy Witkoff nie osiągnął żadnego konkretnego rezultatu — zastrzegł jednak, że trudno cokolwiek osiągnąć, mając po drugiej stronie partnera niegotowego do poważnych negocjacji zakładających jakiekolwiek ustępstwa.
Potocki wskazał, że dokładnie na ten sam problem natrafili Witkoff i Kushner podczas rozmów w Moskwie — ze strony rosyjskiej miało paść stwierdzenie, że Rosja jest w stanie zrealizować wszystkie cele „specjalnej operacji wojskowej” drogą militarną, w związku z czym jakiekolwiek rozwiązania polityczne są obecnie przedwczesne. Zaznaczył, że to nie jest wina Witkoffa, natomiast winą negocjatora jest już sam sposób prowadzenia rozmów — próby przymilania się wobec Władimira Putina, które Rosjanie odczytują jako oznakę słabości i zachętę do dalszej eskalacji.
Pierwsza wizyta w Kijowie i symboliczny wybór lotnisk do ataku
Wójcicka podkreśliła symboliczne znaczenie wizyty w Kijowie — była to pierwsza podróż Witkoffa do stolicy Ukrainy, podczas gdy do Moskwy jeździł już wielokrotnie w ramach tak zwanych negocjacji trójstronnych. Przypomniała też o głośnym wcześniej wycieku korespondencji między Witkoffem a stroną rosyjską, który nie wypadł dla Amerykanina korzystnie.
Potocki wyjaśnił, że pierwotny podział ról zakładał, iż linię rosyjską w rozmowach prowadzi Witkoff, a linię ukraińską generał Keith Kellogg — ten jednak dość szybko został z tego procesu wyłączony, ponieważ prezentował stanowisko niekompatybilne z linią Witkoffa. Ocenił, że koncepcja wysyłania osoby bardziej proukraińskiej do Kijowa, a bardziej prorosyjskiej do Moskwy mogła mieć sens, jednak w praktyce trudno było te dwie linie ze sobą pogodzić, co stało się swoistym wąskim gardłem całego procesu.
Potocki zwrócił uwagę na szczegóły wskazujące, że Amerykanie próbowali wynegocjować z obiema stronami lądowanie delegacji bezpośrednio na jednym z kijowskich lotnisk. Świadczy o tym między innymi oferta krótkiego, kilkudniowego rozejmu, jaka miała popłynąć z Kijowa do Moskwy, lecz została odrzucona, a także fakt, że Rosjanie po raz pierwszy od wielu miesięcy ostrzelali konkretnie lotniska Żuliany i Boryspol — międzynarodowe porty lotnicze funkcjonujące od 1922 roku, rzadko dotąd będące celem podobnych ataków, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. W efekcie amerykańska delegacja musiała skorzystać ze standardowej trasy — lądowania w Rzeszowie i przejazdu salonką Ukrzaliznyci do Kijowa. Potocki przywołał wypowiedź Wołodymyra Zełenskiego, według której Witkoffowi rzekomo spodobała się podróż pociągiem, co miało dobrze zakończyć całą sytuację — zaznaczył jednak, że sam fakt niemożności odpowiedzi nawet symbolicznym gestem na ofertę rozejmu pokazuje, jak mało jest obecnie przestrzeni na dobrą wolę ze strony Moskwy. Wójcicka zauważyła z kolei, że byłoby skrajnie nieroztropne ze strony Rosji ostrzeliwać w tym czasie centrum Kijowa pociskami balistycznymi, na co Potocki dodał, że równie nierozsądne byłoby zmuszenie zięcia Donalda Trumpa do zejścia do schronu w wyniku ataku dronowego — Rosjanie, jego zdaniem, nie są aż tak nieostrożni, choć wszystko inne wskazuje, że nie są gotowi na poważne rozmowy, chyba że pod powierzchnią toczy się coś, o czym rozmówcy nie mają wiedzy.
Jak dalece Kreml liczy się z Trumpem
Wójcicka zapytała, na ile ekipa Władimira Putina rzeczywiście bierze pod uwagę bieżące nastroje i decyzje Donalda Trumpa — przypominając, że rozmowa toczy się rok po szczycie na Alasce i towarzyszących mu obawach o powrót Rosji i USA do szerokiej współpracy wykraczającej poza sferę wojenną, a także w cieniu równoległej wojny w Iranie, w którą zaangażowane są interesy obu mocarstw.
Potocki ocenił, że do pewnego stopnia Kreml musi liczyć się ze stanowiskiem Waszyngtonu, o czym świadczy samo przyjmowanie amerykańskich delegacji. Zaznaczył jednak, że nie dzieje się to bezwarunkowo — przywołał przykład wizyty dyrektora Krajowego Wywiadu USA Johna Ratcliffe’a około półtora tygodnia wcześniej, którego Putin ostatecznie nie przyjął, mimo że taka audiencja była rozważana, a rosyjski prezydent zwolnił sobie tego dnia inne punkty w kalendarzu. Potocki zaznaczył, że w łonie amerykańskiej administracji republikańskiej ścierają się różne warianty kursu wobec Rosji — od ugodowego po prosankcyjny, przypominając, że ustawa sankcyjna została wprawdzie przepchnięta przez Kongres, lecz jej wdrożenie pozostaje każdorazowo w gestii oceny prezydenta USA.
Potocki wskazał również na rosyjskie nadzieje na rozbicie jedności Zachodu poprzez oddzielenie Stanów Zjednoczonych od Unii Europejskiej — zjawisko to jest, jego zdaniem, wyraźnie widoczne w rosyjskiej propagandzie, która oddziela już Amerykanów od Europejczyków, czyniąc z państw europejskich, ze szczególnym uwzględnieniem Wielkiej Brytanii, głównego wroga. Ocenił, że Rosjanie zakładają istnienie wciąż bliskich relacji między Waszyngtonem a Londynem, dlatego rozbicie współpracy brytyjsko-amerykańskiej ma dla nich, z punktu widzenia rozbijania NATO i jedności transatlantyckiej, istotne znaczenie. Podsumował, że Rosjanie nauczyli się skutecznie rozgrywać Amerykanów, wykorzystując specyfikę charakterologiczną Donalda Trumpa oraz amatorszczyznę znacznej części jego ekipy negocjacyjnej z Witkoffem na czele.
Wybory w Saksonii-Anhalt jako kolejny punkt dla Rosji
Wójcicka nawiązała do wyników wyborów w Saksonii-Anhalt, ogłoszonych tuż przed nagraniem odcinka, w których zwyciężyła Alternatywa dla Niemiec (AfD) — choć nie jest jeszcze przesądzone, czy partia ta utworzy rząd krajowy. Oceniła, że to kolejny element, który Rosja może wykorzystać do pogłębiania napięć w Europie i potencjalnego osłabiania europejskiej pomocy dla Ukrainy — zastrzegła jednak, że samo zwycięstwo na poziomie landowym nie przełoży się bezpośrednio ani natychmiastowo na politykę rządu kanclerza Friedricha Merza wobec Ukrainy, pozostającą obecnie zdecydowanie proukraińską. Zaznaczyła, że Niemcy pozostają największym państwowym darczyńcą dla Kijowa, choć ogólny klimat polityczny się zmienia, co z czasem może zacząć wywierać presję na decyzje poszczególnych państw.
Potocki określił sam fakt zwycięstwa AfD jako niepokojący, biorąc pod uwagę kontakty utrzymywane przez polityków tej partii ze stroną rosyjską mimo trwającej wojny. Ocenił, że kibicowanie sukcesom niemieckiej skrajnej prawicy z polskiej perspektywy świadczy o kompletnym oderwaniu od rzeczywistości — takie głosy pojawiają się jednak w części polskiej prawicy, choć nie brakuje też wyjątków, jak w przypadku byłego ministra Michała Dworczyka, który tego dnia wyśmiał osoby cieszące się z wyniku AfD. Zaznaczył jednak, że nie jest to powód do paniki — nawet jeśli rząd w Saksonii-Anhalt zostanie utworzony przez AfD, co uznał za prawdopodobne dzięki możliwej, choć niesformalizowanej współpracy z ugrupowaniem Sahry Wagenknecht, to obie partie dzielą istotne różnice programowe (jedna prawicowa, druga lewicowa), co pozwala — jak zauważył Potocki — zilustrować tak zwaną teorię podkowy, ponieważ łączy je przede wszystkim zbliżone stanowisko wobec wojny i pomocy dla Ukrainy oraz Rosji.
Potocki dopuszczał możliwość, że pod wpływem landowych sukcesów AfD i rosnących sondaży federalnych partii w łonie niemieckiej CDU może umocnić się nurt postulujący złagodzenie tak zwanego kordonu sanitarnego wokół tego ugrupowania. Ocenił jednak, że rozdźwięk między partiami systemowymi a antysystemowymi w Niemczech jest na tyle duży, że trudno mu sobie wyobrazić sytuację, w której AfD miałaby decydujący wpływ na przyszły rząd federalny — spodziewa się raczej utworzenia szerokiej koalicji, prawdopodobnie z udziałem CDU i SPD, ewentualnie poszerzonej o Zielonych, FDP czy Die Linke (choć CDU formalnie wyklucza również współpracę z Die Linke ze względu na jej postkomunistyczną przeszłość). Zaznaczył, że nawet gdyby porównać oba scenariusze koalicyjne, Die Linke byłaby znacznie słabszym partnerem niż AfD ze względu na różnicę w poparciu — AfD może liczyć na wynik rzędu dwudziestu kilku lub nawet trzydziestu procent w wyborach federalnych, podczas gdy Die Linke ledwie przekracza próg wyborczy z wynikiem sześciu do dziesięciu procent, co czyni ją łatwiejszym partnerem koalicyjnym. Podsumował jednoznacznie, że jakiekolwiek wspieranie AfD z polskich pozycji politycznych ociera się o zdradę stanu — z czym Wójcicka w pełni się zgodziła.
Wójcicka wyraziła jednak mniejszy optymizm co do skuteczności strategii izolowania AfD, zwracając uwagę, że sondaże pokazują systematyczne umacnianie się tej partii z miesiąca na miesiąc mimo utrzymywanego kordonu sanitarnego. Potocki przyznał, że włączanie partii antysystemowych do rządów bywa dwojakie w skutkach — czasem prowadzi do ich szybkiej „systematyzacji” i utraty poparcia (przywołał przykład Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin w Polsce), a czasem wręcz przeciwnie, umacnia je poprzez dostęp do korzyści wynikających z samego faktu sprawowania władzy, co czyni taką taktykę dość ryzykowną.
Wójcicka przywołała w tym kontekście przykład Giorgii Meloni, polityczki wywodzącej się z ruchów postfaszystowskich, która po dojściu do władzy we Włoszech musiała złagodzić swoją politykę — choć zastrzegła, że nie oczekiwałaby od AfD podobnego, proukraińskiego zwrotu na miarę Meloni. Potocki uzupełnił, że Meloni dokonała swojego proukraińskiego zwrotu częściowo w kontrze do Matteo Salviniego — w przypadku AfD brak jest podobnej figury politycznej, wobec której partia mogłaby dokonać analogicznego zwrotu, co stanowi istotną różnicę uniemożliwiającą powtórzenie drogi Meloni. Zaznaczył, że strategia Meloni okazała się skuteczna, ponieważ pozwoliła jej utrzymać dotychczasowy elektorat i jednocześnie poszerzyć poparcie o umiarkowane centrum, dzięki czemu została premierką Włoch najdłużej urzędującą na tym stanowisku od czasów Benita Mussoliniego.
Kulisy decyzji o wznowieniu rozmów z Rosją
Wójcicka zapytała, czy wizyta Witkoffa jest konsekwencją wiedzy Amerykanów o rosyjskich planach eskalacyjnych wobec Europy, czy raczej efektem braku sukcesów administracji Trumpa na froncie irańskim. Potocki ocenił, że wynika to częściowo z faktu, iż Donald Trump nie skupia już całej swojej uwagi na wojnie z Iranem, uznanej przez niego — jak zaznaczył ironicznie Potocki — już ośmiokrotnie za „wygraną”, w związku z czym prezydent USA wraca do tematu rosyjskiego, faktycznie porzuconego po lutym, kiedy to rozpoczęła się eskalacja na Bliskim Wschodzie, a planowane na marzec kolejne rundy negocjacji w tym regionie zostały przesunięte i de facto odwołane.
Potocki przedstawił też alternatywną interpretację, zakładającą świadomą strategię administracji republikańskiej opartą na podziale ról między „złym i dobrym policjantem” — złym miał być Ratcliffe, który spotkał się między innymi z Jurijem Uszakowem i przekazał mu apokaliptyczną wizję upadku rosyjskiej gospodarki, podczas gdy „dobrym” był Witkoff, przymilający się do Putina i mówiący o wspólnym, sentymentalnym wspominaniu na emeryturze „heroicznych osiągnięć” tych rozmów razem z Kiriłem Dmitrijewem i Jurijem Uszakowem. Potocki zastrzegł jednak, że wątpi, by amerykańska administracja rzeczywiście działała według tak przemyślanego, wielopoziomowego planu — bardziej prawdopodobne wydaje mu się, że wizyta Witkoffa, tym razem w towarzystwie Jareda Kushnera (co dodatkowo podniosło jej rangę), była reakcją na wcześniejsze odrzucenie przez Putina audiencji dla Ratcliffe’a, wbrew pierwotnym nadziejom strony amerykańskiej na takie spotkanie.
Źródło: YouTube, kanał „Dziennik Gazeta Prawna” (29,8 tys. subskrybentów), podcast „Polska Europa Świat” – „Rosjanie nauczyli się rozgrywać Trumpa. »Wykorzystują jego amatorszczyznę«”, rozmowa Karoliny Wójcickiej i Michała Potockiego, 3691 wyświetleń, publikacja: 9 września 2026.