Prof. płk Dariusz Kozerawski, były rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej i pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, był gościem Marcina Wyrwała w podcaście Onetu „Fronty Wojny”. Ocenił, że proponowany przez Władimira Putina szczyt z Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem bardziej przypominałby konferencję monachijską z 1938 roku niż Jałtę. Ostrzegał przed polityką ustępstw wobec Kremla, krytykował dyplomację Trumpa, którą nazwał deweloperską, i analizował kolejne plany pokojowe Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera. W jego ocenie król jest nagi: nikt nie obroni za Polskę wschodniej flanki, a Europa bez Stanów Zjednoczonych nie ma dziś zdolności, by samodzielnie odeprzeć agresję Rosji wspieranej przez Białoruś.
Dlaczego nie Jałta
Prowadzący przypomniał, że w nocy na 19 października Putin zaproponował Xi Jinpingowi i Trumpowi spotkanie w sprawie zakończenia wojny i sam nazwał je drugą Jałtą. Rozmowy toczyłyby się ponad głowami Ukraińców i bez Wołodymyra Zełenskiego. Dzień później Zełenski poinformował o równoległych rozmowach w Oslo, które Wyrwał nazwał formatem pominiętych. Kozerawski zapowiedział, że nie będzie się zagłębiał w historię, po czym wyjaśnił, dlaczego Putin sięgnął po tę analogię. Chciałby odegrać rolę Stalina z 1945 roku. W Jałcie najlepiej zorientowany Winston Churchill miał najmniej do powiedzenia, a decydował głos Stanów Zjednoczonych i zauroczonego Stalinem Franklina D. Roosevelta. Gdy prowadzący wskazał na chorobę i zmęczenie Roosevelta, gość zaoponował. Przyznał, że prezydent nie był w dobrym zdrowiu, ale kluczowa była jego osobista sympatia, wręcz fascynacja Stalinem.
Amerykanie zawarli wówczas ze Stalinem poważny układ strategiczny. Kilka miesięcy później ZSRR wsparł ich w wojnie z Japonią i rozbił Armię Kwantuńską. Stalin miał już wojska w Europie Środkowej i wiedział, że jego władza sięga tam, gdzie one stoją. Tylko Churchill trafnie odczytywał imperialne apetyty Kremla, co według Kozerawskiego pozostaje aktualne w odniesieniu do dzisiejszej polityki Rosji. Tezy o drugiej Jałcie nie da się obronić, bo Jałta była spotkaniem sojuszników walczących ze wspólnym wrogiem, III Rzeszą, faszystowskimi Włochami i Japonią. W Monachium we wrześniu 1938 roku spotkali się natomiast przeciwnicy: Hitler i Mussolini z przedstawicielami Francji i Wielkiej Brytanii. Zachodnie mocarstwa w ramach polityki ustępstw oddały wtedy Hitlerowi około 40 proc. terytorium suwerennej Czechosłowacji.
To, czego Putin nie zdobył na froncie
Profesor ocenił, że na takim szczycie Putin próbowałby zdobyć to, czego nie jest w stanie wywalczyć militarnie. Bez udziału Ukraińców i Europejczyków starałby się uzyskać jak najwięcej korzyści terytorialnych i politycznych kosztem kraju, który sam najechał. Zastrzegł, że w historii nie ma prostych analogii. Jeśli jednak już porównywać, to z Monachium. Jałta pasuje tylko w tym sensie, że mocarstwa ponad głowami innych wyznaczały tam strefy wpływów.
Wyrwał zauważył, że szczyt się jeszcze nie odbył, choć Trump zadeklarował gotowość, a jego wysłanników Witkoffa i Kushnera, krążących między Moskwą a Oslo, porównał do Flipa i Flapa. Przypomniał też, że Zełenski wysyła sygnały, iż ludzie giną i trzeba coś zrobić. Kozerawski przypomniał skład rozmów w Oslo: obecni byli Zełenski i Witkoff, Kushner łączył się zdalnie, a uczestniczyli też przedstawiciele Norwegii i Finlandii. Te rozmowy służą jego zdaniem podtrzymaniu dialogu. Wiele się po nich nie spodziewa, bo Putin chce rozegrać sprawę po swojemu, między mocarstwami, przy wsparciu autorytarnych Chin.
Chiny nieobliczalne, Ameryka w złym towarzystwie
Kozerawski przestrzegł przed patrzeniem na Chiny przez pryzmat zachodnich doświadczeń. To państwo komunistyczne, świetnie rozwijające się gospodarczo i mające ogromny potencjał militarny, ale rządzone przez wąską grupę ludzi. Właśnie dlatego jest nieobliczalne: rządzący nie podlegają weryfikacji w wolnych wyborach. Zachód, NATO i Europa znalazły się w fatalnym położeniu, bo Stany Zjednoczone, które przez dekady były strategicznym przywódcą Sojuszu i powinny bronić jego interesów, a które prowadzący nazwał fundamentem NATO, zaczynają jego zdaniem kolaborować z nieobliczalnymi graczami, czyli Chinami i Rosją.
Nie spodziewa się szybkiego końca wojny. Europa będzie nadal wspierać Ukrainę. Ukraina nie zgodzi się na decyzje mocarstw podjęte bez niej. Ani europejskie NATO, ani Polska, ani wschodnia flanka, ani sama Ukraina nie mają interesu w dłuższym zawieszeniu broni czy pokoju na warunkach Kremla. Przypomniał, że inicjatorem szczytu w Chinach jest Putin. Ocenił, że Putin i Xi po raz kolejny rozegraliby wtedy Trumpa. Dyplomacja deweloperska Trumpa nie przystaje do przeciwników tej wagi, których trzeba umieć czytać i rozumieć, a tego o obecnej administracji powiedzieć nie może.
Warunki Kremla zapisane przez Witkoffa i Kushnera
Gdy prowadzący zaczął pytać o warunki korzystne dla Rosji, profesor przerwał mu, dopytując, o którą stronę chodzi. Wyrwał doprecyzował, że o Rosję. Dodał, że Europa nie ma tu nic do powiedzenia, ale pokój nie powinien być zawierany na rosyjskich warunkach. Przypomniał, że Zełenski coraz częściej napomyka o zamrożeniu linii frontu, a wiadomo, jak to się kończy. Kozerawski odpowiedział, że rosyjskie warunki zostały już kilkakrotnie spisane i podkreślił, że ręką Witkoffa i Kushnera. Pierwszym dokumentem był zeszłoroczny jesienny plan w 28 punktach, który tylko jego autorzy nazywali planem pokojowym.
Plan zakładał aneksję jak największego terytorium i rozbrojenie Ukrainy, która ma dziś ponad milionową armię i setki tysięcy rezerwistów. Profesor przypomniał, że celem inwazji nie była okupacja całego kraju. Putin szybko zrozumiał, że tak dużego państwa nie da się zająć, a ludność wcale nie jest prorosyjska, jak mu podpowiadano. Cel strategiczny, czyli trwałe zablokowanie integracji Ukrainy z Zachodem, zarówno z UE, jak i przede wszystkim z NATO, Putin według niego już osiągnął i teraz chce go utrwalić. Do tego dochodzi inkorporacja jak największej części terytorium, zajętego i upatrzonego, co najmniej całego obwodu donieckiego. Ostatecznym celem jest podporządkowanie Ukrainy. Kremlowi marzy się scenariusz gruziński, czyli zainstalowanie własnego rządu i pełne podporządkowanie suwerennego państwa. Prowadzący wskazał dwa punkty planu nie do przyjęcia dla Kijowa: ograniczenie armii i oddanie całego Donbasu, czyli wycofanie się z najlepiej dziś ufortyfikowanego obszaru na świecie. To byłby jego zdaniem gotowy przepis na kolejną masową inwazję.
Nowy plan: tani gaz i koniec sankcji
Kozerawski dodał, że niespełna trzy tygodnie temu powstał kolejny plan autorstwa Witkoffa. Gdy prowadzący nazwał go planem w istocie Putina, profesor zaoponował, że nie przekładałby tego jeden do jednego. Zgodził się jednak, że propozycje amerykańskich negocjatorów często odpowiadają interesom Kremla i bywają absolutnie prorosyjskie. Nowy plan zakłada, że Rosja znów będzie dużo zarabiać na dostawach taniego gazu i ropy do Europy, a Ukraina częściowo partycypowałaby w zyskach. Oznaczałoby to definitywne zdjęcie sankcji, ponowne uzależnienie części Europy od rosyjskich surowców, gospodarcze wzmocnienie Rosji i jej powrót na salony.
Wracając do Monachium, profesor przypomniał, że Francja i Wielka Brytania uległy wtedy presji Hitlera i dały mu to, czego chciał. Hitler i tak zerwał porozumienia, zajął całą Czechosłowację, a wkrótce zaatakował tych, z którymi siedział przy stole: najpierw Polskę w 1939 roku, a potem zachodnich aliantów. Wiarygodność państw autorytarnych, takich jak Rosja czy Chiny, jest jego zdaniem żadna, a ich gwarancje obowiązują tylko tak długo, jak im to odpowiada.
Jedność Europy weryfikują czyny
Prowadzący zapytał, czy Europa wobec rosnącego zagrożenia jest zjednoczona. Kozerawski przyznał, że w Unii i NATO, liczących około trzydziestu państw, nie wszyscy myślą i działają tak samo. W najważniejszych kwestiach, czyli wsparciu dla Ukrainy, polityce wobec Rosji i sankcjach, Europa jest jednak zgodna. Wyrwał mu przerwał i wyliczył deklaracje na wypadek rosyjskiego ataku na kraj bałtycki. Litwa, Łotwa i Estonia zapowiadają walkę. W Polsce obecny minister obrony mówi tak, a jego poprzednik nie. Od Niemiec, Francji, Włoch czy Hiszpanii nie słychać jednoznacznych zapowiedzi.
Profesor poprosił o zachowanie kolejności. Jedność polityczno-militarną weryfikują według niego nie deklaracje, tylko realne sytuacje, bo zadeklarować można wszystko. Prowadzący nie odpuścił i zapytał, czy deklaracje nie pozwoliłyby przynajmniej się policzyć. Gość odpowiedział, że najważniejszą twardą deklarację już mamy: teorię zwycięstwa gen. Alexusa Grynkewicha, naczelnego dowódcy sojuszniczych sił w Europie, przedstawioną w imieniu wszystkich europejskich państw NATO. Zapowiedział, że o jej wiarygodności porozmawiają później. W pomocy niekinetycznej Europa wypada według niego dobrze. Wszyscy wydają pieniądze i wspierają Ukrainę, a ostatnio to Amerykanie zarabiali na tej pomocy, bo sprzedawali sprzęt, za który płaciła Europa, przekazując go potem Kijowowi.
Elity rozbroiły Europę
Kozerawski ostro skrytykował europejskie elity, które przez trzydzieści lat rozbroiły i osłabiły Europę, bez reszty uzależniając ją od Amerykanów. Zarzucił im też złe wyedukowanie najmłodszego pokolenia. Niezależnie od tego, kto rządził, wmawiano Europejczykom, także w Polsce i na wschodniej flance, że panuje pokój, Ameryka i NATO nas obronią, a my nic nie musimy, tylko się rozwijać i konsumować. Obowiązek obrony własnego państwa przerzucono na Amerykanów. Budowano małe zawodowe armie ekspedycyjne na misje w Iraku i Afganistanie. Te wojny, rozpoczęte przez Amerykanów i źle oszacowane strategicznie, zakończyły się porażką USA i ich sojuszników. Operacje na Bałkanach określił jako stabilizacyjne, choć prowadzone w strefie walk.
Podkreślił, że uczestniczył w tych operacjach i wie, o czym mówi, a nie tylko o tym czytał. Prowadzący przedstawił go jako uczestnika misji w Afganistanie, Iraku, Bośni, Kosowie, Mołdawii, Jordanii i Armenii, organizatora misji szkoleniowych NATO w Bagdadzie i Kijowie oraz współpracownika kwatery głównej NATO i RAND Corporation. Zażartował przy tym, że choć brzmi to jak lista gości, to wszystko jeden człowiek. Wyrwał zapowiedział też rozmowę o decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej ogłaszającej rok UPA i Szuchewycza, którą nazwał niebywałym skandalem. Tę część oraz omówienie teorii zwycięstwa i kondycji NATO zawiera pełna wersja podcastu.
Rozmowę przeprowadził Marcin Wyrwał. Program „PUTIN CHCE NOWEGO MONACHIUM? EUROPA MIĘDZY SZANTAŻEM KREMLA A WŁASNĄ BEZRADNOŚCIĄ” dostępny na kanale Onet na YouTube, liczącym 454 tys. subskrybentów. Opublikowany 24 października 2026.