Lachowski: nie będzie żadnych negocjacji, dopóki Rosjanie tego nie zechcą

Cztery i pół roku po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny wciąż nie widać realnej perspektywy pokoju. Dlaczego Ukraina nie chce oddać Donbasu, mimo ogromnych strat ludzkich? I czy negocjacje toczące się jesienią 2026 roku mają w ogóle szansę powodzenia? O tym z dziennikarzem i korespondentem wojennym Mateuszem Lachowskim rozmawiała Aldona Hartwińska w podcaście „Barszcz Talks”.

Dlaczego Ukraina nie może po prostu podpisać pokoju

Lachowski zaznaczył na wstępie, że paradoksalnie to Ukraina mogłaby w tej chwili podpisać zawieszenie broni – problem w tym, że nie ma z kim. Przypomniał niedawną sytuację, w której szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow ujawnił, że strona ukraińska zaproponowała Rosji trzydniowe wstrzymanie ognia, a do sił zbrojnych Ukrainy wysłano już rozkazy ograniczenia wymiany ognia. Mimo to tej samej nocy Rosjanie ostrzelali Kramatorsk kilkudziesięcioma różnymi rodzajami broni, a następnej nocy zaatakowali dwa lotniska w Kijowie – w tym jedno, na którym miało wylądować samolot z amerykańskimi negocjatorami Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem, lecącymi wprost z Moskwy. Zdaniem Lachowskiego to jasny sygnał, że nie będzie żadnych realnych negocjacji ani zakończenia wojny, dopóki nie zechce tego Rosja.

Nie chodzi o Donbas: rzeczywiste cele Rosji

Odpowiadając na pytanie, dlaczego Ukraina nie odda po prostu spornych terytoriów, by zakończyć krwawy konflikt, Lachowski podkreślił, że Rosja nigdy nie szła na tę wojnę wyłącznie po Donbas. Gdyby tak było, nie doszłoby do natarcia na Kijów przez Sumy, przez Czernihów czy przez Czarnobyl, ani do prób zajęcia Charkowa i Odessy (Rosjanie doszli wówczas pod Mikołajów i na jakiś czas zajęli Chersoń). W jego ocenie Rosjanie chcą całej Ukrainy, a przynajmniej jej wschodniej i centralnej części – nie mają natomiast spójnego pomysłu na zachodnią Ukrainę, ponieważ nie mieści się ona w rosyjskiej koncepcji „małej Rosji” i „wielkiej Rosji”.

Jak funkcjonuje Kreml: czy Putin dostaje prawdziwe raporty

Lachowski przedstawił swoją ocenę mechanizmów decyzyjnych na Kremlu. Zaznaczył, że Putin jako były oficer służb w dużej mierze opiera się na raportach, jakie otrzymuje, a nie na własnej analizie internetu czy mediów. W momencie rozpoczynania pełnoskalowej inwazji dominowała, jego zdaniem, frakcja FSB, która fałszowała raporty, sugerując scenariusz podobny do aneksji Krymu czy witania wojsk rosyjskich kwiatami – co okazało się całkowicie oderwane od rzeczywistości (przywołał przykład Sum, gdzie zamiast kwiatów Rosjan powitały koktajle Mołotowa). Od tego czasu, jego zdaniem, wywiad wojskowy zyskał na znaczeniu, choć wciąż dochodzi do wewnętrznych tarć – Lachowski wspomniał o zamachu na wysokiego rangą generała odpowiedzialnego za operacje wywiadu wojskowego (GRU), który przeżył kilka strzałów, co jego zdaniem sugeruje, że jako „bohater Federacji Rosyjskiej” był zbyt zasłużony, by go zabić, mimo trwających rozgrywek wewnętrznych. Zaznaczył również, że fałszowanie meldunków o sukcesach na froncie zdarza się po obu stronach konfliktu, choć po stronie rosyjskiej na znacznie większą skalę – przywołał przykład sytuacji sprzed roku pod Pokrowskiem, gdy także dowództwo ukraińskie przekazywało nieprawdziwe informacje o sytuacji na froncie.

Wojna na wyniszczenie jako strategia Rosji na lata

Lachowski ocenił, że Kreml wciąż wierzy w zwycięstwo w tej wojnie, rozumiane nie jako samo zajęcie Donbasu, lecz w znacznie dłuższej perspektywie czasowej. Przywołał rozmowę z izraelskim dyplomatą, który zwrócił mu uwagę, że Rosja planuje działania z dwudziestoletnim wyprzedzeniem – co jego zdaniem wynika z charakteru systemu autorytarnego, w którym urzędnicy (jak np. wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za Bliski Wschód) mogą piastować stanowiska przez dekady, budując długofalową strategię, inaczej niż w demokracjach zachodnich z cyklicznymi wyborami. Po nieudanej operacji kijowskiej Rosja przeszła, zdaniem Lachowskiego, w tryb wojny na wyniszczenie – strategię, którą zna najlepiej dzięki największej na świecie głębi strategicznej, przewadze demograficznej i mobilizacyjnej. Porównał to do powiedzenia: „zanim gruby schudnie, chudy umrze z głodu” – Rosja, jego zdaniem, systematycznie próbuje zagłodzić Ukrainę, i to nie tylko poprzez ostrzały miast, ale też poprzez wyniszczanie zasobów mobilizacyjnych.

Zaznaczył jednak, że od lutego 2026 roku sytuacja na froncie jest relatywnie stabilna – co przypisał między innymi wcześniejszemu wyłączeniu Rosjanom łączności satelitarnej Starlink (co przypisał byłemu ministrowi Mychajło Fedorowowi we współpracy ze SpaceX i Elonem Muskiem, dziękując mu za uratowanie życia dziesiątek tysięcy żołnierzy) oraz masowemu użyciu dronów. Zwrócił jednak uwagę, że wprowadzenie przez Rosjan bomb szybujących na dużą skalę doprowadziło do upadku Awdijiwki i utraty większości terytorium w Donbasie – nie z powodu przewagi liczebnej czy dronów, lecz właśnie z powodu tej broni, której obecnie Rosjanie zaczynają używać także pod Kramatorskiem.

Kryzys gospodarczy Ukrainy i nadchodząca zima

Lachowski ocenił, że o ile front pozostaje względnie stabilny, o tyle prawdziwym problemem jest sytuacja gospodarcza Ukrainy. Przywołał wypowiedzi premiera Ukrainy o brakujących w budżecie 5 miliardach dolarów oraz prezydenta Zełenskiego, który mówił o potrzebie 25 miliardów dolarów do końca roku. W połączeniu z ostrzałami infrastruktury energetycznej i zbliżającą się zimą, ocenił, że Ukrainę czeka najgorsza zima od początku wojny – Rosjanie, jego zdaniem, bombardują teraz infrastrukturę energetyczną praktycznie bez ograniczeń.

Nowa wielka mobilizacja w Rosji

Rozmówcy odnieśli się do doniesień o planowanej rosyjskiej mobilizacji, szacowanej na nawet pół miliona żołnierzy – liczbę tę, według Lachowskiego, potwierdził osobiście premier Donald Tusk podczas jednego z wystąpień, powołując się na raporty polskich, brytyjskich i amerykańskich służb. Lachowski zestawił tę liczbę z faktem, że obecnie ukraińskie siły zbrojne liczą oficjalnie około 800 tysięcy żołnierzy, a Rosja ma zaangażowanych bezpośrednio w działaniach 700 tysięcy – podkreślając dla porównania, że pół miliona żołnierzy to liczba, jaką Hitler zebrał do ataku na Kijów w 1941 roku. Zaznaczył, że nawet jeśli mobilizacja nie zostanie przeprowadzona jednorazowo, eksperci szacują, że rosyjskie centra mobilizacyjne i szkoleniowe są w stanie w ciągu trzech-czterech miesięcy skierować na front nawet 200 tysięcy nowych żołnierzy, co uznał za bardzo dużą liczbę mogącą otworzyć kolejny odcinek frontu – wskazywano tu na kierunek czernihowski, znany już z początku wojny.

Dlaczego papier podpisany z Rosją nic nie znaczy

Odnosząc się do możliwych negocjacji pokojowych, Lachowski przywołał historyczną analogię do polsko-sowieckiego paktu o nieagresji sprzed 1939 roku oraz pokoju ryskiego z 1921 roku, które nie powstrzymały późniejszej agresji sowieckiej. Przytoczył słowa byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, że „hymn rosyjski ma inne słowa niż hymn sowiecki, ale melodia została ta sama” – w ocenie Lachowskiego dokładnie tak samo działa rosyjska polityka imperialna dziś, a Putin jest bezpośrednim dziedzicem tej sowieckiej spuścizny. Ocenił, że obecnie nie można mówić o prawdziwym pokoju, a jedynie o zamrożeniu konfliktu – a bez jasnych gwarancji bezpieczeństwa, które realnie odwiodłyby Rosję od kolejnego ataku, kolejna faza wojny jest, jego zdaniem, tylko kwestią czasu, podobnie jak nie powiodły się w swoim czasie porozumienia mińskie.

„Rybą na głowę zamienione”: ostra ocena mitu o ukraińskiej konkurencji

Lachowski bardzo ostro skomentował pojawiające się w Polsce narracje o tym, że odbudowana po wojnie Ukraina miałaby stanowić konkurencję gospodarczą dla Polski. Wskazał, że PKB całej Ukrainy jest obecnie porównywalne z PKB samej Warszawy z okolicami, a kraj jest kompletnie wyniszczony ponad czteroletnią wojną. Odnosząc się bezpośrednio do zwolenników tezy o „ukraińskim zagrożeniu ekonomicznym”, stwierdził wprost: „wy się z rybą na głowę zamieniliście, na mózgi po prostu, nie macie o niczym pojęcia”. Nazwał tę narrację kompromitacją, wymieniając w tym kontekście krytycznie polityków Grzegorza Brauna, Janusza Korwin-Mikkego i Konrada Berkowicza, określając ich mianem „totalnych kretynów”, którzy się cały czas kompromitują. Przywołał przy tym słowa marszałka Józefa Piłsudskiego, oceniając, że „poziom skundlenia tej części klasy politycznej w Polsce jest niewyobrażalny”. Zaznaczył, że – jego zdaniem – wyniszczenie Ukrainy jest dla Rosji elementem strategii: im słabsza gospodarczo Ukraina, tym łatwiej będzie ją później całkowicie podporządkować politycznie, niezależnie od tego, czy Rosja faktycznie zdobędzie Kijów.

Co się stanie w razie zamrożenia konfliktu

Lachowski podkreślił, że nawet gdyby doszło do zajęcia Donbasu przez Rosję i zamrożenia konfliktu w przyszłym roku, nie oznaczałoby to trwałego zakończenia wojny – wielu ukraińskich żołnierzy zakłada, że takie zamrożenie potrwa jedynie rok, dwa lub trzy lata. Przywołał przykład rozmów w Stambule z 2022 roku, które przerwano po ujawnieniu zbrodni w Buczy, a także obawy, że Rosja nie dotrzymałaby żadnych podpisanych warunków. Zaznaczył, że dla Rosji kluczowa jest nie tylko Ukraina, lecz cała architektura bezpieczeństwa Europy – już teraz Kreml straszy Europę zimowym kryzysem energetycznym, a licznie zamieszkane przez rosyjskojęzyczną ludność miasta, jak estońska Narwa (90 procent mieszkańców rosyjskojęzycznych), stanowią potencjalny punkt zapalny w przyszłości.

Dopytywany później o ten scenariusz, Lachowski dodał mroczną prognozę: gdyby doszło do zamrożenia wojny, około 700 tysięcy zaangażowanych obecnie w działania rosyjskich żołnierzy w pewnym momencie wróci do domów – i, jak to ujął, „będzie sobie tam zabijało, gwałciło i tworzyło nowe grupy przestępcze”, jeśli tylko Kreml wcześniej nie wykorzysta ich ponownie gdzie indziej. Przyznał, że sam z trudem w to wierzy, ale że taki scenariusz uważa za realne ryzyko, o którym Europa powinna pamiętać.

Korupcja w Ukrainie: afera Kartagina i sejfy pełne dolarów

W obszernej części rozmowy Lachowski odniósł się do narastającego kryzysu korupcyjnego w Ukrainie, w tym do tak zwanej afery Kartagina, w ramach której jeden z wysokich rangą urzędników prokuratury generalnej kierował, według ustaleń śledczych, jedną z największych grup przestępczych w kraju, zajmującą się wyłudzeniami metodą „na wnuczka” (fałszywe call center dzwoniące do osób starszych). Wskazał na skalę problemu – „sejfy pełne dolarów” i miliony wyłudzonych środków – w kontekście deklarowanego przez premiera Ukrainy braku 5 miliardów dolarów w budżecie. Zaznaczył, że afery te są szeroko wykorzystywane przez zachodnich polityków sceptycznych wobec dalszego wspierania Ukrainy, w tym przez ugrupowania takie jak niemiecka AfD. Ocenił, że mimo skandali w Ukrainie funkcjonują instytucje antykorupcyjne, takie jak NABU, które skutecznie odzyskują środki – ale latem ubiegłego roku prezydent Zełenski podjął próbę przejęcia kontroli nad tą instytucją, twierdząc, że działają w niej rosyjscy agenci, co samo w sobie budzi wątpliwości co do wiedzy prezydenta o skali problemu. Lachowski zastrzegł jednak, że jako dziennikarz nie chce spekulować, ile prezydent faktycznie wiedział o działaniach osób z jego bezpośredniego otoczenia.

Jak zmieniło się poparcie dla Zełenskiego

Lachowski ocenił, że poparcie dla prezydenta Zełenskiego – rekordowo niskie jeszcze przed wojną, a następnie wzrosłe po jego decyzji o pozostaniu w Kijowie w pierwszych dniach inwazji – od 2023 roku systematycznie spada, docierając obecnie do bardzo niskiego poziomu. Porównał to zjawisko do sytuacji prezydenta Andrzeja Dudy w Polsce, którego popularność na początku wojny była wyższa wśród zagranicznych obserwatorów niż wśród samych Polaków.

Temat Wołynia i panteon bohaterów

Odnosząc się do kontrowersyjnej decyzji ukraińskich władz o utworzeniu jednostki wojskowej imienia działaczy powiązanych z OUN oraz ogłoszeniu panteonu bohaterów narodowych, Lachowski ocenił, że była to świadoma decyzja polityczna, mająca na celu wzmocnienie mobilizacji i konsolidację elektoratu nacjonalistycznego wokół prezydenta. Wyjaśnił przy tym, że postać Jewhena Konowalca – twórcy OUN, uhonorowanego w panteonie – nie może być bezpośrednio wiązana z UPA, ponieważ zginął w 1938 roku, pięć lat przed powstaniem UPA w 1943 roku. Zwrócił uwagę, że zabójca Konowalca, Pawło Sudopłatow, był Ukraińcem z pochodzenia, podobnie jak zabójca Stepana Bandery – radziecki wywiad regularnie wykorzystywał osoby ukraińskiego pochodzenia do eliminowania ukraińskich działaczy niepodległościowych, pogłębiając przy tym wewnętrzne podziały w społeczeństwie ukraińskim.

Misja amerykańskich negocjatorów w Moskwie i Kijowie

Lachowski opisał przebieg wizyty amerykańskich negocjatorów Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, którzy najpierw spotkali się z Putinem w Moskwie (rozmawiając również z doradcą Kremla Jurijem Uszakowem oraz Kiryłem Dmitrijewem), po czym – z powodu zamkniętej przez Rosję przestrzeni powietrznej – musieli dziesięć godzin jechać pociągiem do Kijowa. Skrytykował styl negocjacyjny amerykańskiej delegacji, cytując wypowiedź Witkoffa dziękującego Putinowi za przyjęcie i wspominającego o „wspólnych pięknych wspomnieniach” ze spotkania – ocenił to jako naiwne podejście, niedostosowane do rozmów z Rosją, gdzie – jego zdaniem – skuteczność negocjacyjna administracji Trumpa opiera się głównie na uprzejmości, co sprawdza się gorzej wobec Kremla. Zaznaczył, że propozycje przedstawione przez amerykańskich negocjatorów w Kijowie w rzeczywistości odzwierciedlały rosyjskie postulaty, a nie żadną niezależną, pojednawczą inicjatywę amerykańską.

Rekordowa liczba ofiar cywilnych

Rozmówcy zwrócili uwagę, że w 2026 roku odnotowano rekordową liczbę ofiar cywilnych wojny, mimo względnej stabilizacji linii frontu – co Lachowski wytłumaczył rozszerzeniem tak zwanej strefy śmierci (kill zone) kontrolowanej przez drony. Opisał przypadki polowań dronów na cywilów w miastach blisko frontu, takich jak Chersoń, w tym niedawne zdarzenie, w którym dron zabił parę spacerującą z psem, oraz przypadek nastolatka ściganego przez drona pod mostem. Wspomniano również o represjach wobec ludności na terenach okupowanych – przywołując przykład dziewiętnastoletniej mieszkanki obwodu zaporoskiego, uwięzionej za wpłacenie 50 hrywien na zbiórkę dla ukraińskiej armii.

Rosyjska propaganda i dezinformacja w Polsce

Lachowski przestrzegł przed rosnącym wpływem rosyjskiej propagandy i dezinformacji w Polsce, wskazując, że nawet niewielkie, ale rosnące poparcie dla prorosyjskich polityków (rzędu 10 procent) jest dla niego zaskakujące, biorąc pod uwagę historię polsko-rosyjskich relacji. Podał praktyczną wskazówkę rozpoznawania rosyjskojęzycznych trolli w polskich komentarzach internetowych – pisanie nazw narodów i państw małą literą (co jest zgodne z zasadami języka rosyjskiego, a niezgodne z polską ortografią) może świadczyć o pochodzeniu autora komentarza.

Perspektywy na odzyskanie okupowanych terytoriów

Zapytany o szanse na odzyskanie przez Ukrainę okupowanych terytoriów, Lachowski ocenił, że w obecnej sytuacji może być to bardzo trudne, choć nie wykluczył takiej możliwości w dłuższej perspektywie czasowej. Przywołał wcześniejszy moment wojny – jesień po kontrofensywie charkowskiej – kiedy, jego zdaniem, Ukraina miała realną szansę na odbicie Zaporoża i Krymu, jednak zdaniem cytowanych przez niego amerykańskich dziennikarzy Stany Zjednoczone blokowały wówczas taką inicjatywę z obawy przed niekontrolowanym rozpadem Rosji lub utratą kontroli nad bronią atomową, zwłaszcza w kontekście buntu Jewgienija Prigożyna.

Jedyna realna gwarancja bezpieczeństwa

Na pytanie o to, jakie gwarancje bezpieczeństwa mogłyby zapobiec powtórce historii (jak w przypadku niedotrzymanych przez Rosję wcześniejszych porozumień, w tym misji obserwacyjnych OBWE, które regularnie wycofywały się z miejsc ostrzałów), Lachowski odpowiedział jednoznacznie: jedyną skuteczną gwarancją bezpieczeństwa Ukrainy jest silna, dobrze uzbrojona armia zdolna zadać Rosji na tyle duże straty, by ta dwa razy zastanowiła się przed kolejnym atakiem. Wskazał, że skala zużycia rosyjskich dronów typu Szahed/Geran rośnie drastycznie – w sierpniu 2026 roku użyto ich około 2500, z czego 800 wersji z napędem odrzutowym, podczas gdy w samym lipcu było to 1500 sztuk łącznie.

Podsumowanie: Ukraina przetrwa, ale za ogromną cenę

Zapytany o coś pozytywnego na zakończenie trudnej rozmowy, Lachowski wyraził przekonanie, że Ukraina przetrwa nadchodzącą, najcięższą jak dotąd zimę wojny, choć okupioną ogromnym cierpieniem cywilów, w tym dzieci zmuszonych do życia w nieogrzewanych mieszkaniach. Podkreślił, że w lutym 2022 roku mało kto przewidziałby, że po czterech i pół roku wojny Ukraina zachowa niepodległość, wolny Kijów i najsilniejszą, jego zdaniem, armię w Europie. Zaznaczył również potrzebę odróżniania decyzji ukraińskich polityków od postawy zwykłych obywateli Ukrainy, apelując, by nie oceniać uchodźców wojennych przez pryzmat niepopularnych decyzji Kijowa, oraz przypominając o solidarności z walczącymi na froncie żołnierzami, którzy – jak zaznaczył – mimo napięć politycznych wciąż pamiętają o polskim wsparciu z początku wojny.

Na zakończenie rozmowy Lachowski poinformował o pracy nad książką „Najlepsi, którzy poginęli”, planowanym wyjeździe pod Kramatorsk 5 października, a także o nowych projektach dziennikarskich, w tym współpracy z Gońcem oraz programie o tematyce polsko-ukraińskiej w Slavic TV.


Źródło: YouTube, kanał SESTRY, podcast „Barszcz Talks” – „Mity o pokoju, mobilizacja w Rosji i najcięższa zima”, rozmowa Aldony Hartwińskiej z Mateuszem Lachowskim, 15 733 wyświetlenia, premiera: 10 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *