Radosław Sikorski zrównuje Dmowskiego z ukraińskimi zbrodniarzami. Igor Zalewski bierze go w obronę

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podpadł zwolennikom Romana Dmowskiego, w tym samemu Igorowi Zalewskiemu, komentatorowi Kanału Zero. W wywiadzie udzielonym ukraińskiemu dziennikarzowi Sikorski przytaknął, gdy rozmówca określił Dmowskiego mianem faszysty. Zalewski, przyznając ministrowi prawo do własnych ocen, postanowił wziąć Dmowskiego w obronę — zarówno przed ukraińskim dziennikarzem, jak i przed samym szefem polskiej dyplomacji.

Niefortunny wywiad Sikorskiego

Zalewski ocenił, że wywiad wypadł Sikorskiemu niezbyt dobrze. Przyznał, że w rozmowie można się czasem zagalopować, czegoś nie przemyśleć albo coś palnąć, i to się zdarza — być może taka sytuacja miała miejsce właśnie w tym wypadku, ale mimo wszystko wyszło to dość niefortunnie. W przywołanym fragmencie wywiadu pada stwierdzenie, że w Polsce nie stawia się pomników faszystom, że UPA nie była formacją faszystowską wprost, lecz miała faszystowską ideologię — podobnie jak, zdaniem rozmówcy, miał ją Dmowski, co czyni obie postacie równie kontrowersyjnymi.

Zdaniem Zalewskiego tak łatwe przytaknięcie ukraińskiemu dziennikarzowi — sugerujące, że skoro Ukraińcy mają swojego kontrowersyjnego Banderę, to Polacy mają równie kontrowersyjnego, faszyzującego Dmowskiego — nie jest rozsądne z punktu widzenia polskiej racji stanu. Ułatwia bowiem Ukrainie budowanie fałszywego symetryzmu między obydwoma panteonami narodowymi: skoro w polskim panteonie jest „niedobry” Dmowski, to dlaczego Ukraińcy nie mieliby czcić kontrowersyjnego Bandery. Taki znak równości, zdaniem Zalewskiego, po prostu nie powinien paść z ust ministra spraw zagranicznych.

Zalewski zwrócił uwagę, że Sikorski w pewnym sensie sam sobie w tym wywiadzie zaprzeczył. Z jednej strony podkreślał, że w Polsce nie buduje się pomników faszystom. Z drugiej strony przyznawał, że Dmowski jest kontrowersyjny właśnie dlatego, że faszyzował. Z trzeciej strony — być może po prostu nie wiedząc o tym — nie wspomniał, że pomnik Romana Dmowskiego stoi w Warszawie, i to niedaleko samego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, tak blisko, że trudno, by minister nie mijał go czasem w drodze na przykład do Sejmu. Skoro więc w Polsce nie stawia się pomników faszystom, a pomnik Dmowskiego mimo to istnieje, to — jak argumentował Zalewski — logicznie z tego wynika, że Dmowski faszystą nie był i nie jest.

Zasadnicza różnica: kto ma na sumieniu ofiary

Zalewski podkreślił, że Sikorski w ten sposób ułatwia Ukraińcom narrację stawiającą znak równości między polskimi a ukraińskimi nacjonalistami, choć różnica między nimi jest zasadnicza. Polscy narodowcy, a zwłaszcza sam Dmowski, nie mają na sumieniu śmierci tysięcy ludzi. Nie urządzali czystek, nie urządzali pogromów, nie urządzali masowych mordów. Tymczasem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, jak zaznaczył Zalewski, niestety zdarzyło się to podczas II wojny światowej — podobnie jak zdarzyła się jej kolaboracja z Niemcami.

Jeśli chodzi o endecką partyzantkę, ta — w przeciwieństwie do UPA — z Niemcami walczyła. Walczyła nawet wtedy, gdy pewne decyzje dowództwa Armii Krajowej się jej nie podobały, jak choćby decyzja o wybuchu powstania warszawskiego, kontestowana przez środowiska narodowe. Ale skoro powstanie wybuchło, ci ludzie po prostu do niego poszli i przelewali krew — Zalewski wymienił tu jako przykład późniejszego marszałka Sejmu i lidera Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, Wiesława Chrzanowskiego.

Zalewski zaznaczył przy tym, że Sikorski ma pełne prawo nie poważać szczególnie Romana Dmowskiego — w Konstytucji nie ma zapisanego obowiązku, by go kochać i szanować. Mimo to postanowił wziąć Dmowskiego w obronę.

Czarna legenda napisana przez liberalną inteligencję

Zalewski ocenił, że Dmowski ma w Polsce swoją „czarną legendę”, napisaną przez liberalną, lewicową inteligencję, której bardzo nie podobało się, że na pewnym etapie swojej działalności intelektualnej — już w latach 30., w późnym okresie życia i twórczości — Dmowski utożsamiał polską narodowość z katolicyzmem. Stawiał tezę, że Polak, który nie jest katolikiem, właściwie stoi na granicy wspólnoty narodowej. To teza kontrowersyjna, z którą sam Zalewski się nie zgadza, ale która doprowadziła środowiska lewicowe i liberalne — zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i później w Polsce Ludowej oraz w III RP — do usilnych starań, by zrobić z Dmowskiego prymitywnego faszystę, zakapiora, troglodytę, antysemitę.

Zalewski przyznał, że jako młody człowiek sam kupował tę dominującą narrację — do momentu, kiedy zaczął czytać samego Dmowskiego. Wtedy zrozumiał, że był to bardzo mądry człowiek, którego poglądy często przedstawiane są w sposób karykaturalny, choć miał on też bardzo różne momenty w swoim życiu. Intelektualnie i politycznie przeżywał swoje wielkie chwile jeszcze przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę, a potem podczas konferencji w Wersalu, gdzie był jednym z ojców niepodległości — i słusznie znajduje się w polskim panteonie. Po odzyskaniu niepodległości było już nieco gorzej, zwłaszcza w latach 30., gdy schorowany i stary Dmowski rzeczywiście połknął bakcyla antysemityzmu i produkował antysemickie tezy. To prawda, zaznaczył Zalewski, i nie ma co tego poddawać w wątpliwość — nie powinno to jednak przekreślać jego gigantycznych dokonań i zasług dla niepodległej Rzeczypospolitej.

„Niemcy, Rosja i kwestia polska” — aktualna do dziś

Zalewski podzielił się swoim uznaniem dla książki Dmowskiego „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, napisanej na początku XX wieku, a jego zdaniem niesamowicie aktualnej także dziś. Wiele konstatacji Dmowskiego jest, jego zdaniem, wciąż słusznych — choćby te dotyczące Ukrainy. Dmowski już wtedy przewidywał, że naród ukraiński raczej nigdy nie będzie zainteresowany bliską współpracą z Polską, ponieważ będzie stawiał na Niemcy jako silniejszy byt narodowy w Europie Środkowej. Dziś, zdaniem Zalewskiego, właściwie się to potwierdza — Ukraińcy bardzo grają na Niemcy, starają się porozumiewać z nimi ponad polskimi głowami, widząc w nich głównego partnera w Europie.

Zalewski odniósł się też do przylgniętej do Dmowskiego łatki rusofila — człowieka, który rzekomo kochał Rosję i marzył o związaniu z nią Polski. Nazwał to bzdurą i nieprawdą. Dmowski, kreśląc możliwe drogi do niepodległości lub autonomii Polski pod zaborami, zwracał uwagę, że Rosja jako kraj borykający się z ogromnym kryzysem wewnętrznym i degenerujący się powinien szukać sojuszników wewnątrz imperium, dogadując się z podbitymi narodami — inaczej to imperium się rozpadnie. Przy tym samej Rosji Dmowski nie poważał ani nie kochał, miał do niej dość pogardliwy stosunek — pogardliwie zauważał na przykład, że państwo rosyjskie zarabia na rozpijaniu własnych obywateli, ponieważ dochody budżetu opierały się w dużej mierze na monopolu wódczanym sprzedawanym chłopom: im więcej pili, tym państwo było bogatsze, co Dmowskiego brzydziło.

Zalewski zaznaczył, że Dmowski miał w tych konkluzjach rację, tylko że niestety sami Rosjanie nie chcieli tych racji uznać. Nawet gdy carska, a potem biała Rosja chwiała się pod naporem bolszewików, imperialni Rosjanie absolutnie nie chcieli dogadywać się z podbitymi wcześniej narodami. Nic dziwnego, że Piłsudski, mając możliwość wsparcia białych Rosjan przeciwko bolszewikom, uznał ich za większe zagrożenie niż samych bolszewików i im nie pomógł — w efekcie komunizm przetrwał, a imperialna Rosja przepadła na zawsze.

Zalewski wspomniał też pozytywnie inną książkę Dmowskiego, „Myśli nowoczesnego Polaka” — definicję nowoczesnego, narodowego patriotyzmu, która wciąż ma sens i jest aktualna. Dmowskiego określił mianem ojca realizmu politycznego w sprawach międzynarodowych, którego w dzisiejszej polskiej polityce wciąż bardzo brakuje.

Każda wielka postać budzi kontrowersje

Zalewski przyznał rację Sikorskiemu w jednym punkcie — Dmowski faktycznie był politykiem, postacią historyczną kontrowersyjną. Ale, jak zauważył, to samo można powiedzieć właściwie o każdym polityku: Jarosław Kaczyński jest kontrowersyjny, Donald Tusk jest kontrowersyjny, Lech Wałęsa jest kontrowersyjny, podobnie Józef Piłsudski, człowiek, który przeprowadził zamach majowy. Większość wielkich polityków i wielkich postaci historycznych budzi kontrowersje, z wyjątkiem tych jednoznacznie złych, jak Hitler czy Stalin. Jedyną postacią historyczną, która nie wzbudza żadnych kontrowersji, a jest jednoznacznie pozytywna, jest zdaniem Zalewskiego Jezus Chrystus — a Dmowski, jak zaznaczył żartobliwie, Chrystusem oczywiście nie był.

Trzeba jednak unikać pokusy „gumkowania” czy wykreślania Dmowskiego z powodu mało sympatycznych tez, które płodził głównie w latach 30., choć już w latach 20. uległ pewnej fascynacji włoskim faszyzmem — to prawda, z pewnym podziwem pisał o Mussolinim i włoskich faszystach. Był wtedy jednak zniechęcony do parlamentaryzmu: w 1925 roku polski parlamentaryzm wydawał się zdziczały i anarchiczny. Podobne wrażenie miał zresztą wielki antagonista Dmowskiego, Józef Piłsudski, co skłoniło go do przeprowadzenia zamachu majowego i wprowadzenia w Polsce rządów autorytarnych.

Zalewski ocenił, że dziś żyjemy w pokusie „prezentyzmu” — oceniania ludzi z przeszłości dzisiejszą miarą i wrzucania ich w efekcie na śmietnik historii. To nie ma większego sensu, ponieważ każdy człowiek w każdej epoce jest dzieckiem tej epoki. Jako przykład podał Jerzego Waszyngtona i Thomasa Jeffersona, ojców niepodległości Stanów Zjednoczonych, którzy byli właścicielami niewolników, w związku z czym część dzisiejszych postępowych Amerykanów chce zrzucać ich z piedestałów i wywalać ich pomniki. Większość Amerykanów jednak wie, że to nie ma najmniejszego sensu, bo takie po prostu były czasy — ci ludzie byli ukształtowani przez swoją epokę i nie ma co patrzeć na nich dziś z wyższością moralną, skoro wszyscy jesteśmy dziećmi swoich czasów. Trudno, jak zauważył, potępiać Platona za to, że nie wyobrażał sobie świata bez niewolnictwa, bo tak po prostu wyglądał ówczesny świat.

Anegdota o wiecu Mazowieckiego

Zalewski zauważył przy tym, że ci, którzy dziś głoszą radykalne tezy i potępiają grzeszki ludzi z przeszłości, sami powinni się sobie przyjrzeć, bo 20–30 lat temu wygadywali rzeczy, które dziś też trudno byłoby zaakceptować. Opowiedział przy tym osobistą anegdotę: w 1990 roku był na wiecu wyborczym Tadeusza Mazowieckiego, który wtedy kandydował na prezydenta i starł się z Lechem Wałęsą (przegrywając zresztą już w pierwszej turze z Stanisławem Tymińskim). Za Mazowieckim stała wówczas cała polska inteligencja, cała elita postępowa i liberalna. Podczas tego wiecu rolę konferansjera pełniła aktorka Joanna Szczepkowska — ta sama, która ogłosiła koniec komunizmu, a ostatnio, jak zaznaczył Zalewski, wyzywała od najgorszych prezydenta Nawrockiego. Szczepkowska opowiedziała wówczas dowcip o mężczyźnie czekającym na porodówce, do którego podchodzi spłoszona pielęgniarka z wiadomością, że urodziło mu się czarne dziecko (użyła przy tym innego, mniej delikatnego sformułowania). Na co ten mężczyzna odpowiada: nieważne, że czarne, ważne, że nie endek.

Zalewski przypomniał, że wszyscy przyjęli ten żart z aplauzem — endek był wtedy czymś, czego należało się brzydzić, a ojciec rzeczywiście miał prawo cieszyć się, że ma kolorowe, a nie endeckie dziecko. Nikt jednak, łącznie z samą Szczepkowską, nie zauważył wówczas niestosowności tego dowcipu o kolorowych dzieciach — niestosowności, która dziś byłaby dla wszystkich oczywista, i pani Szczepkowska najpewniej takiego żartu dziś by nie opowiedziała, nie chcąc być politycznie niepoprawna.

Miejsce w panteonie na zawsze

Podsumowując, Zalewski zapytał retorycznie, czy Roman Dmowski był politykiem kontrowersyjnym — i sam sobie odpowiedział, że oczywiście był. Był kontrowersyjny, ale był też politykiem wielkim, który miał ogromne zasługi dla Polski. Można się go czepiać, można wytykać mu wady i błędy, ale nie należy go usuwać z polskiego panteonu narodowego — Dmowski powinien w nim pozostać na zawsze.


Materiał „Szef MSZ zrównuje Dmowskiego z ukraińskimi zbrodniarzami. Nie ma racji” ukazał się na kanale Kanał Zero (2,35 mln subskrybentów) 17 września 2026 roku. Komentarz przygotował Igor Zalewski.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *