Trzy twierdze Donbasu poza zasięgiem Rosji przynajmniej do końca zimy — Korowaj w Raporcie Specjalnym

Marcin Gliwa rozmawiał z ppłk. rez. Maciejem Korowajem, analitykiem i specjalistą od armii rosyjskiej. Tematem było to, dlaczego po ukraińskich zwrotach zaczepnych na wielu odcinkach Rosja nie potrafi odzyskać impetu. Gość uważa, że problem leży przede wszystkim w dowodzeniu, a nie w żołnierzach czy sprzęcie.

Impet wyhamował już rok temu

Prowadzący zaczął od przypomnienia, że w ostatnich raportach, także na jego koncie, Ukraina pokazuje zdolność do działań ofensywnych na wielu odcinkach. Potwierdzają to ISW, Kostiantyn Maszowiec i płk Piotr Lewandowski. Operacja Vivaldi, jak ocenia dowództwo III Korpusu Armijnego, zakończyła się czteroetapowym zwycięstwem. Gliwa przypomniał, że poprzednia rozmowa dotyczyła szans Rosji na sukces w 2026 roku. Tym razem chciał zapytać o jedno: co dzieje się w armii rosyjskiej, skoro Ukraina atakuje nawet na odcinku między Konstantynówką a Dobropolem.

Korowaj odpowiedział, że dla niego to żadna nowość. O tych tendencjach mówił już pod koniec lata zeszłego roku. Skoordynowany impet rosyjski wyhamował wtedy, na przełomie lata i jesieni. Rosjanie nadal uderzali w wielu miejscach, ale zabrakło sukcesów operacyjnych na miarę Bachmutu, Awdijiwki czy ewentualnie Hulajpola. Po zdobyciu Awdijiwki otworzył się wprawdzie kierunek pokrowski, ważny dla przygotowania zimowego uderzenia. Mimo to wszystkie operacje traciły na jakości od jesieni zeszłego roku.

Ukraińcy przejmowali inicjatywę stopniowo. Najpierw na poziomie taktycznym, przez nieskoordynowane, a potem skoordynowane kontruderzenia. Prowadzący doprecyzował, że były to działania o ograniczonym zasięgu, a nie ofensywy. Według Korowaja pomogły też zmiana dowództwa w armii ukraińskiej i ewolucyjna zmiana koncepcji prowadzenia operacji.

Dowódcy walczą na alibi, a w tle trwa rozgrywka o fotel szefa sztabu

Po stronie rosyjskiej, jak twierdzi ekspert, każdy dowódca walczy dziś na swoje alibi. Alibi to nie sukces na polu walki, tylko pozycja w przepychankach o przyszłość armii. Najprawdopodobniej trwa rozgrywka o nowego szefa sztabu.

Korowaj opisał dwa obozy:

  • Pierwszy to „stary Arbat”, czyli generałowie skupieni wokół Gierasimowa. Należą do niego także młodsi oficerowie związani z dawnym układem w siłach zbrojnych.
  • Drugi to „nowy Arbat”, czyli oficerowie, którzy wykuli się na sukcesach i porażkach „specjalnej operacji wojskowej”. Najlepszym jego przedstawicielem jest gen. Mordwiczew, szef wojsk lądowych.

Otwarte pozostaje pytanie, kto obejmie stanowisko. Może to być ktoś ze starego lub nowego Arbatu, ale Putin może też, jak zwykle przy dużych napięciach, postawić kogoś trzeciego.

Rosjanie sami wiedzą, że militarnie nie dowiozą zdobycia słynnych trzech twierdz Donbasu. Zdaniem Korowaja nie jest to możliwe tej zimy. Może uda się pod koniec przyszłego lata, ale to „duże może”. Ukraińcy cały czas uderzają w rosyjski kalendarz operacyjny. Przed zimą Rosjanie powinni stać na zupełnie innych pozycjach wyjściowych.

Kleszcze wokół pasa twierdz i zapomniany kierunek

Rosjanie starają się omijać ciężkie zgrupowania fortyfikacyjne, oparte na ośrodkach zurbanizowanych, kleszczami. Od północy chodzi o kierunek limański i kierunek Iziumu, od południa o drogę przez Dobropole. Operacje na obu skrzydłach powinny już dawno podchodzić pod te miejscowości. Tymczasem Rosjanie cofnęli się na pozycje z końca zeszłego roku.

Korowaj wskazał ważniejszy element, który miał odciążyć Dobropole: uderzenie jeszcze dalej na południe, w stronę Pawłohradu. Ten plan się rozleciał. Gdyby droga na Pawłohrad została odcięta albo znalazła się pod kontrolą ogniową Rosjan, powstałyby dwa kleszcze. Jedne wychodziłyby z Dobropola na północ i obchodziły trzy twierdze Donbasu. Drugie szłyby na południe, na dawno zapomniany kierunek mieżowski. Ten drugi jest ważny, bo pozwala Ukraińcom przerzucać siły między południem a północą.

Prowadzący dodał, że kierunek mieżowski został według niego porzucony około połowy roku. Wtedy strona ukraińska odrzuciła Rosjan z Nowopawliwki i z przyczółków, a następnie uderzyła w bok, wiążąc 90. Dywizję. Rosyjska 27. Dywizja działała więc de facto na dwóch kierunkach: próbowała nacierać na Mieżową, a jednocześnie wspierała główne natarcie na Dobropole.

Rosyjskie dowództwo zrozumiało, że nie da się prowadzić dwóch uderzeń naraz. Wybrało jedno zadanie: doprowadzić do okrążenia albo zmusić Ukraińców do wycofania się z pasa twierdz. Wejście na tyły postawiłoby stronę ukraińską przed dylematem: walczyć w okrążeniu albo opuścić najlepiej umocnione rejony. Po operacji Vivaldi, wskazał Gliwa, Rosja ma jeszcze większy problem, bo „umarło północne ramię operacji”.

Co zrobi II Armia? Scenariusz mniejszościowy

Korowaj zgodził się z tą oceną, ale zastrzegł, że 27. Dywizja, wykorzystywana dotąd jak straż pożarna na różnych kierunkach, zostanie według niego skonsolidowana. Przyznał, że nie ma na to dowodów. Najbardziej interesuje go konsolidacja jednostek II Armii wokół Pokrowska. Z rozmów z różnymi osobami wie, że jednostki tej armii są w większości wycofywane z rejonu styczności i gromadzone na coś. Pytanie brzmi, na co.

Gliwa ocenił, że Ukraina prowadzi operację na styku dwóch rosyjskich zgrupowań: 8. Armii, związanej walką o Konstantynówkę, i 51. Armii, walczącej o Dobropole. Wspomniał też o pierwszych nagraniach z 40. Brygady Piechoty Morskiej, która w rejonie Nowopawliwki oczyszcza teren, kierując się na południe od Pokrowska. Korowaj dodał, że dość aktywnie działa tam na północ od Myrnej także ukraińska brygada piechoty morskiej.

Eksperta zaprzecza on tezie, że Rosjanie nie zdołają zrobić nic nowego. Przedstawił własny scenariusz, który sam nazwał „raportem mniejszości”:

  • Rosjanie najlepsze operacje zawsze prowadzili zimą, na jej początku, bo drony są wtedy mniej skuteczne, mróz ogranicza działanie baterii, a pogoda jest mniej sprzyjająca.
  • Dobrze sprawdza się też przenikanie małymi grupami jak najdalej w głąb, gromadzenie się i przebijanie do zgrupowań rosyjskiej logistyki. To główny motyw rosyjskich operacji taktycznych.
  • Gdyby sam był na miejscu Rosjan, nie pchałby się dalej tam, gdzie zwykle. Aby obejść dwie twierdze, musiałby przeprowadzić operację odciążającą, która rozproszy ukraiński wysiłek obronny.
  • Uderzyłby w rejonie między Mieżową a Słowianką. Jest tam cicho, a z Doniecka prowadzą dwie dobre drogi, którymi zimą można zaopatrywać jednostki. Drogi leżą blisko siebie, więc łatwo rozstawić tam strefy antydronowe i prowadzić intensywne działania.
  • Ukraińcy musieliby albo zgromadzić tam rezerwy, albo nie użyć ich tam, gdzie teraz osiągają sukcesy. Uderzenie przypadłoby na styk korpusów: według Korowaja 12. Korpusu, a według Gliwy 1. Korpusu Azowskiego, któremu podporządkowano jeszcze jeden korpus. Prowadzący zastrzegł, że może się mylić, i wspomniał o 9. lub 19. Korpusie.
  • To w stylu Mordwiczewa. Korowaj wskazał precedens: w operacjach pod Mariupolem, gdy nie mógł przełamać oporu, budował drugie uderzenie powyżej lub poniżej, które odciążało zadanie główne. Ekspert mówi też o manewrze, w którym całe zgrupowanie centrum z dwiema armiami w pierwszym rzucie zmieniło kierunek.

Nie wierzy natomiast w przerzut II Armii na północ, w stronę Iziumu czy Łymania. Zakłada też, że Rosjanie nie są raczej w stanie otworzyć nowego kierunku choćby na Czernihów. Operacyjne uderzenie poniżej głównych kierunków z użyciem zgrupowania jednej armii uważa jednak za wykonalne. Przyznał, że to myślenie trochę życzeniowe i przeciwstawne do tezy prowadzącego.

Południe: Wełyka Nowosiłka i Mokri Jali

Gliwa pokazał mapę rejonu na południe od Dobropola i Pokrowska. Wskazał rejon Wełykiej Mychajliwki, gdzie Ukraina prowadzi działania ofensywne od lutego 2025 roku. Kolejny cykl uderzenia kieruje się według niego na obu brzegach rzeki Mokri Jali, w stronę Wełykiej Nowosiłki. To węzeł ważny dla Rosjan, a wcześniej także dla Ukrainy. Korowaj dodał, że po upadku Wełykiej Nowosiłki, która jest niedaleko, można poprowadzić operację między dwiema rzekami. Wtedy oba skrzydła byłyby opanowane. Powstaje tam pewna dziura, bo broni jej tylko część 120. Dywizji Piechoty Morskiej. Prowadzący sprecyzował, że to dawna 336. Brygada, rozwinięta do dywizji, a jej 336. pułk jest rdzeniem obrony rejonu.

Według Korowaja pułk ten siedzi tam długo. Był kilkakrotnie bity i musiał się wycofywać z kolejnych pozycji. Prawdopodobnie stoi dziś na ostatniej pozycji obronnej, o stanie psychicznym i taktycznym jego żołnierzy ekspert nie umie nic powiedzieć. Gliwa dodał, że zajmuje on pozycję rozbudowywaną przez Ukraińców i wzmacnianą przez Rosjan. Korowaj nazwał to pozycją odwróconą: zajmuje się pozycję przeciwnika i modyfikuje ją na jego kierunek.

Dobropole jako klucz i hipotezy prowadzącego

Gliwa przypomniał, dlaczego Rosja musi skupić się na Dobropolu. Jego zdobycie nie tylko osłoni Pokrowsk jako węzeł logistyczny i drogowy, ale da też możliwość manewru na tyły pasa twierdz. Dwie armie rosyjskie, wzmocnione trzecią, walczą między Konstantynówką a Dobropolem. Jedna jest związana walką o Konstantynówkę mimo szumnych zapowiedzi rosyjskiego ministerstwa obrony. Druga ma przed zimą dopaść Dobropole. Prowadzący uważa jednak, że głębszego obejścia Rosja nie jest w stanie przeprowadzić.

Korowaj widzi to inaczej: Rosjanie szykują głębsze obejście, bo je trenowali. Gliwa zwrócił uwagę, że po stronie rosyjskiej jest dziś tylko jedno ramię natarcia, a w nim aktywnie działają wojska ukraińskie. Jeśli nagrania z 40. Brygady się potwierdzą, jest ona zaangażowana na dwóch kierunkach: południowo-wschodnim, w stronę Wełykiej Mychajliwki, i w stronę Kurachowego, na południe od Pokrowska.

Prowadzący zastrzegł, że nie twierdzi, iż Ukraina chce okrążyć Rosjan w rejonie Dobropola i Pokrowska. Uważa to za tezę bardzo daleko idącą. Zwrócił jednak uwagę, że Ukraińcy wbijają się między dwa zgrupowania i równocześnie prowadzą na południu operacje zaczepne. Po co? Albo chcą zakłócić proces działania rosyjskiego dowództwa, albo prowadzą własne działania. Ukraińska strona sygnalizuje zresztą, że „jest coś nowego, o czym jeszcze nie wiecie”.

Spór o scenariusze: front czy negocjacje

Korowaj przypomniał, że gdy Rosjanom nie idzie, otwierają nowy kierunek albo uderzają poniżej miejsca, którego się spodziewamy. Dlatego w jego ocenie II Armia mogłaby wzmocnić kierunek Wełykiej Nowosiłki albo Dobropola. Mogłaby też uderzyć w innym miejscu, aby odciążyć zagrożone odcinki. Zakłada, że nie widać tego w dowództwie rosyjskim, więc może to pozostać życzeniowe.

Na pytanie, czy zgadza się z tezą Maszowca, że Rosja musi napisać scenariusz zdobycia pasa twierdz od nowa, ekspert odpowiedział, że trudno się nie zgodzić z analitykiem, który front „rozbija na nuty”. Jego własna rola polega na pokazywaniu alternatyw, bo często trzecia droga zaskakuje przeciwnika.

Jego zdaniem Rosjanie nie mają potencjału, by szybko zdobyć twierdze, na przykład do końca roku. Muszą więc zbudować wrażenie, że utrzymują inicjatywę. Takie uderzenie by ją zachowało, a Ukraińcy musieliby zużyć zasoby na zbudowanie potencjału na nowym, a w istocie starym kierunku. Pchanie się na „jeże” obrony przygotowane przez Ukraińców nie da Rosjanom sukcesu w akceptowalnym czasie.

Gdyby wojna miała trwać w nieskończoność, przyjąłby inne założenia. Jeśli jednak ma ona dać warunki do rozmów politycznych, Rosjanie muszą zarządzać kryzysem. Mają go na linii frontu, szczególnie w porównaniu z sukcesami z zeszłego roku. Korowaj przywołał trwające negocjacje o zamrożeniu linii frontu. Mogą też być rosyjską grą pod przeniesienie działań zaczepnych na teren Europy, jeśli ta nie poprze „haniebnych negocjacji” między Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Chinami. Ważny jest tu udział Chin: jeśli staną się gwarantem bezpieczeństwa dla Ukrainy i Rosji, a tym bardziej dla Europy, wypchną z tej roli Stany Zjednoczone.

Konkluzja gościa: jeśli to działania frontowe będą determinować rozmowy pokojowe, bliższy jest scenariusz prowadzącego. Jeśli będzie odwrotnie, bardziej prawdopodobny jest jego własny.

Gliwa przyznał, że Korowaj zostawił mu dobrą pułapkę. Aby rozstrzygnąć, trzeba byłoby siedzieć w obu dowództwach. W jego ocenie kluczowe jest, na ile sił i środków Ukraina ma do kontynuowania aktywnych działań i na jak długo starczy jej czasu. Rosyjskie dowództwo mogło też zdecydować, że Ukraińcy niech działają, a Rosjanie będą ich wykrwawiać i dopiero potem uderzą. Być może właśnie II Armią, a może ta armia zostanie wciągnięta do walki, bo właśnie o to chodzi Ukraińcom: by pozbawić stronę rosyjską odbudowywanego odwodu. Korowaj odparł, że to ważny czynnik, ale na razie nie widzi, by odwód był angażowany i konsumowany. Jest tylko odrywany od frontu, więc tendencja jest odwrotna.

Mały manewr Ukraińców i rosyjska bezradność

Prowadzący zapytał, czy rosyjskie dowództwo, pisząc plany od nowa, nie stanie przed dylematem: atakować dalej na całym froncie i wiązać stronę ukraińską, czy skoncentrować się na jednym odcinku i resztę zamrozić. Jego zdaniem Rosja nie ma sił i środków do działań na całej długości frontu. Ukraińskie działania ofensywne pokazały, że strona rosyjska nie radzi sobie z nową taktyką, w której używa się dużej liczby dronów, jak pokazuje Vivaldi.

Korowaj powiedział, że Ukraińcy zastosowali tzw. mały manewr, o czym pisał na X, powołując się na opracowania rosyjskie. Broń pancerna i zmechanizowana wróciła na pole walki. To wielki problem dla Rosjan, bo grupy infiltracyjne są rozjeżdżane przez rajdy małych zgrupowań pancerno-zmechanizowanych. Wjeżdżają one tam, gdzie grupy się gromadzą, rozstrzeliwują je, zasypują budynki, w których Rosjanie się chowają, i wracają na głębokie tyły, by nie paść ofiarą rosyjskich dronów. Ukraińskie czołgi wróciły na pole walki, co ekspert uznał za znamienne.

Rosjanie próbowali wcześniej podobnych działań manewrowych, nawet z systemami antydronowymi. Technika w miarę się sprawdziła, ale systemowo to się nie udało. Dziś, oprócz infiltracji, Rosjanie nie mają koncepcji walki w stylu ukraińskiego małego manewru. To przewaga Ukraińców: mają mniej żołnierzy na linii, ale wielokrotnie większą siłę ognia.

Ekspert wyjaśnił, co to znaczy w praktyce:

  • Kilkunastu piechurów przeciwko dwóm bojowym wozom piechoty, które nagle się pojawiają, ostrzeliwują pozycję, ranią lub biorą jeńców i wycofują się w ciągu kilku minut, zanim nadlecą rosyjskie drony, nie ma szans.
  • Manewr osłaniają ukraińskie drony myśliwskie i uderzeniowe, zabezpieczające wejście i wyjście jednostek.
  • Samymi dronami trudno wykurzyć żołnierza ukrytego w piwnicy, potrzebna jest bomba lotnicza. Ukraińcy mają niewiele lotnictwa i używają go na cele takie jak stanowiska dowodzenia czy większe zgrupowania.
  • Rosjanom nie pomagają mniejsze drony, które nie przebijają ochrony antydronowej pojazdów. Potrzebny jest ciężki dron typu Lancet, drogi i musi się znaleźć w tym miejscu.
  • Lotnictwo rosyjskie świetnie sprawdzało się wobec kontrataków prowadzonych piechotą, bo zdążało zrzucić bomby, zanim piechota wyszła na pozycję. Wtedy Ukraińcy ponosili największe straty. Szybkie, mobilne grupy pod osłoną własnych dronów są dla Rosjan trudne do zlikwidowania.

Część ukraińskich jednostek opanowała ten sposób walki do perfekcji. Dzięki temu Ukraina utrzymuje linię i pozwala sobie na operacje zaczepne. Korowaj uważa, że druga armia, wycofując elementy, przygotowuje się systemowo do podobnego małego manewru na nowym kierunku. Zastrzegł jednak, że Ukraińcy mogą doprowadzić do tego, że wszystko, co Rosjanie skrupulatnie gromadzą, zostanie znowu roztrwonione na ratowanie głównych kierunków.

Rosjanie nie mają systemowej odpowiedzi na ten manewr. Ukraińcy wielokrotnie zwiększyli zdolności systemowo w całych siłach zbrojnych, a nie tylko w pojedynczych jednostkach. Drapatyj wprowadza bardziej systemowe prowadzenie operacji i ujednolicenie. Dowództwa się scalają, brygady nie są już rzucane daleko od swoich korpusów. Dowódcy brygad i korpusu mogą nabierać doświadczenia i zaufania, więc prowadzą działania wydajniej. Takie przynajmniej jest zdaniem eksperta piętno Drapatego na nowych dowództwach.

Kryzys dowództwa: fałszywe meldunki i walka na alibi

Po stronie rosyjskiej dowództwa mają dylemat, kto zostanie szefem sztabu i jak skończy się wojna. Zdają sobie sprawę, że zdobycie twierdz do końca roku jest niemożliwe, a na polu walki wręcz ustępują Ukraińcom. Infiltracja, taktyka niezwykle skuteczna w zasadzie do końca zeszłego roku, staje się dziś problemem, bo generuje straty, a nie sukces operacyjny.

Drugim czynnikiem są meldunki, które odbiegają od tego, co dzieje się na linii frontu. Gliwa przypomniał, że Rybar napisał na Telegramie, iż fałszowanie meldunków trwa od najniższego do najwyższego poziomu i że to, co jest na froncie, nie przystaje do tego, co mówią dowództwo i rosyjskie ministerstwo obrony. To „dwa różne światy”.

Korowaj uważa, że to tym bardziej wskazuje na zbliżającą się zmianę szefa sztabu. Buduje się legendę pod zmianę: słabe wyniki na froncie, przejęcie inicjatywy przez Ukraińców, nierealne meldunki. Linia frontu wie, że sukcesu nie osiągnie, więc walczy na alibi. Dlatego Rosjanie nie przygotowują uderzeń, które mają coś zdobyć, tylko takie, które utrzymają status quo. Widać chęć zdobycia twierdz, ale nie jest to realne w wymiarze politycznym. Nie widzi ani politycznego, ani mentalnego zacięcia, poza formułą „mamy rozkaz, to trzeba zrobić”. Nawet w wypowiedziach wojenkorów brakuje przekonania, że walczą, by wygrać. Raczej walczą, by przetrwać.

Na końcowe pytanie prowadzącego, czy to kryzys żołnierza, dowództwa czy Rosji, ekspert odpowiedział jednoznacznie: to kryzys dowództwa, generowany bardziej politycznie. Dowódcy szukają, do kogo się podczepić, by się pokazać, ale się nie narobić. Na linii frontu wygląda to „niechlujnie, nawet jak na Rosję”.

Zasoby są, sprzęt jest, system mobilizacyjny działa, choć mniej wydajnie niż wcześniej. Brakuje wydajnego dowodzenia. Ukraińcy mają zresztą słabości, i to większe niż Rosjanie, ale Rosjanie nie mają determinacji, żeby je wykorzystać. To nie kwestia żołnierza ani sprzętu, tylko mentalności dowódców. Korowaj widzi spadek nie tyle kompetencji, ile przeświadczenia o tym, co chce się osiągnąć. Żołnierz walczy inaczej, gdy wie, że wygra, a inaczej, gdy wie, że toczą się negocjacje i za tydzień, miesiąc lub pół roku wojna się skończy. Po co się narażać? Ukraińcy mentalnie wygrywają ten pojedynek: mają mniej ludzi, ale odpowiednią taktykę, siłę ognia i lepiej planują.

Jeśli Rosja chce uratować poziom dowodzenia i mentalność, musi wykonać uderzenie odciążające. Zachowa wtedy status quo, pokaże sprawczość i utrzyma inicjatywę. Twierdz w najbliższym czasie nie zdobędzie, ale rozproszy i rozrzedzi zdolności ukraińskie na całej linii frontu. Ukraińcy potrafią dziś zgromadzić potencjał na jednym odcinku, wykorzystać go przez kilka tygodni lub miesięcy, odtworzyć i uderzyć na innym. Mogą też zrotować siły, które długo tam stoją, by odpoczęły przed kolejnym sezonem walk.


Rozmowę przeprowadził Marcin Gliwa. Materiał „Raport Specjalny/ Rosja wciąż naciera. Czy jej dowództwo ma problem? | ppłk rez. Maciej Korowaj” dostępny na kanale „Martinn” na YouTube, liczącym 57,9 tys. subskrybentów, w cyklu „Raport Specjalny”. Premiera 28 października 2026.


You may also like

Strona 1 z 6
Strona 1 z 6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *