Marcin Strzyżewski poświęcił materiał na swoim kanale ukraińskiej operacji „Vivaldi” na kierunku iziumskim, którą nazwał prawdopodobnie najbardziej udaną operacją ofensywną ukraińskiej armii od 2022 roku. Analizował jej strategiczne znaczenie dla obrony Słowiańska i Kramatorska, komunikaty dowódcy III Korpusu Armijnego gen. Andrija Biłeckiego, systemowe wykorzystanie robotów bojowych i specjalny oddział do wprowadzania przeciwnika w błąd. Jego zdaniem źródłem sukcesu nie jest jednak rewolucyjna technologia, lecz wyższa jakość organizacji, dowodzenia i współpracy jednostek.
Wsparcie społeczności kanału dla III Brygady Szturmowej
Na wstępie Strzyżewski przypomniał, że społeczność jego kanału od dawna wspiera III Brygadę Szturmową, która stanowi trzon III Korpusu Armijnego. Wspólnie przekazano jej m.in. dwie karetki, dwa samochody terenowe, samochód osobowy i niewielki samochód dostawczy, a także agregaty prądotwórcze, defibrylatory, części samochodowe i wiele innego sprzętu.
Przecięte kleszcze wokół Słowiańska i Kramatorska
Autor pokazał na mapie odcinek między Słowiańskiem a Kupiańskiem, gdzie Rosjanie zdołali w pewnym momencie zbudować przyczółek po zachodniej stronie rzeki, obecnie aktywnie likwidowany. Mapa DeepState trzyma się oficjalnych komunikatów III Korpusu i zaznacza na razie jedynie niewielkie wyzwolone fragmenty. Jeśli jednak wierzyć zachodnim analitykom OSINT oraz rosyjskim prowojennym i prokremlowskim kanałom na Telegramie, ukraińska armia jest prawdopodobnie znacznie dalej, mniej więcej wzdłuż rzeki, a według strony rosyjskiej miejscami zaczęła już ją przekraczać. Pojawiły się nawet informacje, że Ukraińcy weszli do Jampila. III Korpus jeszcze tego wszystkiego nie potwierdza. Według autora nawet oficjalnie zgłoszone sukcesy bardzo utrudniają Rosjanom realizację zamiaru ataku na aglomerację słowiańsko-kramatorską, ostatnie dwa duże miasta obwodu donieckiego. Rosjanie chcieli zaatakować je z trzech stron, od północy, południa i wschodu, przecinając jednocześnie główną trasę zaopatrzeniową z Iziumu do Słowiańska. Gdyby im się to udało, prawdopodobnie zajęliby wkrótce większość obwodu. Ich natarcie w ostatnim roku jednak mocno spowolniło, a ukraińska armia ucięła północne ramię kleszczy, likwidując tym samym rosyjski zamysł strategiczny.
Jeńcy i kolejne etapy operacji
Najnowszą informacją było wzięcie do niewoli dużej grupy rosyjskich żołnierzy, co potwierdzają zdjęcia. Strzyżewski przytoczył komunikat gen. Andrija Biłeckiego z 20 września, według którego operacja nabiera tempa, a III Korpus wyzwolił Szandryhołowe i Derylowe oraz przejął pełną kontrolę nad Drobyszewem. W pierwszym i drugim etapie korpus wraz z przydzielonymi jednostkami przywrócił pod kontrolę Ukrainy 125 kilometrów kwadratowych, z czego 50 zostało wyzwolonych. Autor wyjaśnił ten podział. Szara strefa to często teren, nad którym masowo latają drony polujące na żołnierzy obu stron, próbujących wykonywać zadania niezauważenie. Wyzwolone kilometry to zaś prawdopodobnie miejsca, w których znajdowały się stałe, pełnowymiarowe rosyjskie pozycje. Według komunikatu zlikwidowano kolejnych 800 żołnierzy wroga, a łączne rosyjskie straty w obu etapach przekroczyły 3000. Korpus osłabia potencjał ofensywny trzech rosyjskich armii: 20., 25. i 1. Pancernej. Kolejny komunikat z 28 września mówił o wyzwoleniu Nowego, Ridkodubu i Kateryniwki. Autor uważa za bardzo możliwe, że Ukraińcy publikują te informacje z dużym opóźnieniem, na co wskazują doniesienia rosyjskich kanałów i zachodnich analityków, którzy lokalizują ukraińskie pozycje znacznie dalej na wschodzie. Według Biłeckiego straty przeciwnika w trzecim etapie wyniosły 2000 żołnierzy, ponad 250 Rosjan trafiło do niewoli, a odzyskano kolejne 51 kilometrów kwadratowych, łącznie 176 od początku ofensywy. Ten etap okazał się przełomowy dla całej operacji.
Podstęp: atak tam, gdzie wróg się nie spodziewał
Głównym celem trzeciego etapu było Nowe, kluczowy węzeł komunikacyjny przeciwnika na przyczółku. Dowódca korpusu podkreślił, że kto kontroluje okoliczne wzgórza, ten ma inicjatywę na całym terenie. Według Biłeckiego przeciwnik był przekonany, że główny kierunek ataku prowadzi na Szandryhołowe, i wyczerpywał siły w bezsensownych kontratakach właśnie tam, przeoczywszy prawdziwe uderzenie na Nowe. Ukraińcy stworzyli wrażenie, że ich główna oś natarcia jest w zupełnie innym miejscu, po czym zaatakowali z zaskoczenia.
Roboty zrzucane z dronów i BTR-y kamikadze
Według komunikatu podczas szturmów przed piechotą zawsze poruszają się drony i bezzałogowe pojazdy naziemne. Strzyżewski roboczo nazywa je dronami latającymi i robotami jeżdżącymi. Biłecki stwierdził, że III Korpus jako pierwszy na świecie zaczął zrzucać naziemne kompleksy zrobotyzowane: ciężkie drony bombowe dostarczają roboty kamikadze ponad 10 kilometrów w głąb rosyjskich tyłów. Artyleria i systemy bezzałogowe uderzają w punkty dowodzenia, węzły łączności, zaplecze logistyczne, przeprawy i rezerwy. Autor potwierdził, że widział nagrania, na których duży wielowirnikowiec przenosi niewielki pojazd kołowy z ładunkiem wybuchowym. Takie działania są realizowane na wiele pomysłowych sposobów. Ukraińscy żołnierze przerobili na przykład stare radzieckie transportery BTR-60, przestarzałe na współczesnym polu bitwy, na wielkie maszyny kamikadze. Strzyżewski przyznał, że, podobnie jak wtedy, gdy Rosjanie stosowali takie metody, uważa, iż istnieją bardziej zaawansowane sposoby dostarczenia ładunku. Skoro jednak widać sukcesy, coś w tym musi być.
15 700 misji i 90 procent ewakuacji
Według wpisu III Korpusu na Telegramie naziemne systemy zrobotyzowane stały się częścią ofensywy. Kołowe i gąsienicowe roboty mają na koncie ponad 15 700 udanych misji i około 3300 ton dostarczonych ładunków. Co najważniejsze, nie są to już pojedyncze maszyny: w brygadach działają całe oddziały robotów, które zaspokajają do 80 procent potrzeb piechoty i realizują 90 procent ewakuacji na linii frontu. Autor podkreślił, że kluczowe jest zastępowanie ludzi przez roboty. Do przeniesienia jednego rannego często potrzeba nawet czterech żołnierzy, którzy wciąż dźwigają kamizelki, hełmy i amunicję, bo podczas ewakuacji kolegi nie można ich porzucić. Jeden robot na kołach wywiezie rannego bez większego wysiłku. Tak samo jest z jedzeniem, wodą i amunicją, a roboty dowożą na pozycje także wiele dronów.
Roboty w szturmie i w obronie
W III Korpusie roboty wykorzystuje się też do zadań szturmowych. Strzyżewski opowiedział historię robotów z granatnikami automatycznymi, które zaatakowały rosyjską pozycję z taką gęstością ognia, że obrońcy myśleli, iż nacierają na nich duże grupy piechoty. Po ostrzale roboty podjechały bliżej i zdetonowały się z większą siłą, poważnie uszkadzając linie przeciwnika. Mowa była też o automatycznych systemach zestrzeliwania dronów, czasem przenoszonych przez roboty, oraz o modułach z karabinami maszynowymi, które na robotach trzymają pozycje obronne i pilnują, czy nikt nie próbuje infiltrować ukraińskich linii. Według autora III Korpus przechodzi od wstępnych eksperymentów do zorganizowanego, systematycznego wykorzystania tego nowego środka bojowego, co jest swego rodzaju nową jakością.
Oddział do oszukiwania Rosjan
Strzyżewski przytoczył kolejny wpis III Korpusu o nowo utworzonym oddziale bezpieczeństwa operacyjnego, który podczas operacji „Vivaldi” zmylił przeciwnika i zmusił Rosjan do uwierzenia w blef. Zespół gromadzi dane ze wszystkich jednostek korpusu, analizuje je i oblicza, w co dokładnie uwierzy wróg. Jego zadaniem jest stworzenie na polu bitwy obrazu niezgodnego z rzeczywistością: wrażenia słabości tam, gdzie korpus jest silny, siły tam, gdzie jest słaby, i nadchodzącego natarcia tam, gdzie niczego się nie planuje. Autor zaznaczył, że w historii sztuki wojennej nie jest to nic nowego.
Rewolucji nie ma, jest organizacja
Strzyżewski podkreślił, że operacja „Vivaldi” w ogóle nie jest rewolucyjna. Zrzucanie robotów z dronów jest nowością, ale nie gigantycznym przełomem technologicznym, bo sprowadza się do precyzyjnego przeniesienia materiału wybuchowego na zadaną odległość, co nie jest zdolnością dotąd niespotykaną. Od dotychczasowych działań ukraińskiej armii operację odróżnia jakość organizacji. Autor przytoczył fragmenty płatnego artykułu ukraińskiego portalu NV.ua, zastrzegając, że nie pokazuje go na ekranie, by nie narazić się na reakcję wydawcy. Według portalu przygotowania trwały około roku. Już jesienią 2025 roku ukraińskie siły zbrojne zaczęły przygotowywać teren przyszłej ofensywy, izolując określone obszary i niszcząc rosyjską infrastrukturę logistyczną. Strefę uderzeń rozszerzono do 120 kilometrów, a drony najpierw zaatakowały rosyjskie linie komunikacyjne do 50 kilometrów od frontu, pozbawiając żołnierzy dostaw żywności, amunicji i paliwa. Żołnierz III Korpusu o pseudonimie „Dołyna” powiedział portalowi, że dzięki zniszczeniu logistyki rosyjscy operatorzy dronów rzadziej transmitowali obraz na żywo, rzadziej latali i mieli problem z ładowaniem akumulatorów, bo zostawiono ich bez energii.
Kaskada przerwanych dostaw
Autor przypomniał, że już przed wakacjami mówił o masowych uderzeniach na rosyjskie ciężarówki w głębi tyłów i przewidywał, że wpłyną one na zaopatrzenie żołnierzy na froncie. Nie przyniosło to natychmiastowego efektu, bo nie miało i nie mogło doprowadzić do załamania frontu tu i teraz, lecz do erozji rosyjskich zdolności bojowych. Jeśli wierzyć żołnierzom, a nie ma powodu, by nie wierzyć, przyniosło skutek. Strzyżewski opisał mechanizm: wybucha jedna, druga, trzecia ciężarówka, do jakiegoś żołnierza nie dojeżdża diesel do agregatu, sam agregat, nowe drony, woda czy jedzenie. Ukraińcy zajmują jego pozycję, potem drugą i trzecią, a w efekcie zaprzepaszczony zostaje rosyjski wysiłek strategiczny zmierzający do zajęcia całego Donbasu. Stało się to dzięki kaskadzie działań i lepszej organizacji, a nie dzięki rewolucyjnemu uzbrojeniu. Według artykułu największą różnicą był poziom współpracy między jednostkami, wyższy niż cokolwiek, co rozmówcy portalu widzieli od początku wojny.
Rosjanie się dostosowują, ale płacą
Według NV.ua Ukraińcy niszczyli najpierw większe rosyjskie drony, a następnie zajęli się mniejszymi, takimi jak Mavic. Rosjanie dostosowali się do części ukraińskich działań. „Dołyna” wspomniał, że początkowo niszczenie wrogiej logistyki było łatwe, bo paliwo i ważne towary przewożono jedną czy dwiema ciężarówkami bez osłony. Gdy przeciwnik zrozumiał ukraińską taktykę, zaczął eskortować ciężarówki mobilnymi grupami ogniowymi, a na tyłach zwiększył liczbę załóg dronów przechwytujących. Strzyżewski zauważył, że i to daje pozytywny efekt, bo żołnierze zwalczający ukraińskie drony na tyłach nie walczą na froncie.
Ofensywa zaczyna się na długo przed szturmem
Autor przytoczył też wybrane przez Igala Levina fragmenty artykułu ukraińskiego pułkownika, zastępcy dowódcy III Korpusu. Levina przedstawił jako rosyjskojęzycznego oficera rezerwy armii izraelskiej, który od dawna komentuje tę wojnę, a jego wybór nazwał żartobliwie „dwukrotnie destylowaną treścią, żeby gładko wchodziło”. Według pułkownika to piechota odzyskuje terytorium, ale warunki tworzone są na długo przed jej pierwszym krokiem. Ofensywa zaczyna się od sztabu, szkolenia, personelu, logistyki, wywiadu, systemów bezzałogowych, zaopatrzenia i dziesiątek innych decyzji. III Korpus spędził ponad sześć miesięcy na przygotowaniach. Gdy przejął odpowiedzialność za sektor, jego pierwszym zadaniem było zatrzymanie pogarszania się sytuacji i stabilizacja frontu. Armia, w której decyzja wędruje w górę i w dół łańcucha dowodzenia godzinami, przegra z armią, która robi to w minuty, a nawet 10 tysięcy dronów nie zapewni przewagi bez skutecznego systemu dowodzenia. Jeśli młodszy dowódca musi uzyskać akceptację pięciu szczebli, wróg okaże się szybszy. Korpus zainwestował nie tylko w sprzęt, ale też w kadry, podoficerów, oficerów, szkolenia, wnioski z doświadczeń, wywiad i planowanie. Najważniejsze jest środowisko, w którym po każdym działaniu, udanym czy nie, pada pytanie, czego można się nauczyć dziś, by jutro cały system był silniejszy.
Cztery pory roku, cztery etapy
Strzyżewski przypomniał, że nazwa operacji nawiązuje do „Czterech pór roku” Vivaldiego, a Biłecki podkreślał, że operacja również ma cztery etapy, z których dotąd mówiono o trzech. Dlatego, jak zaznaczył, nie należy dzielić skóry na niedźwiedziu i mówić o ostatecznym sukcesie, ale dotychczasowe osiągnięcia są niekwestionowane. Ukraińcy zdobyli teren, wzięli jeńców, zadali duże straty i obcięli Rosjanom połowę kleszczy wymierzonych w Słowiańsk i Kramatorsk. Udało się to nie głównie dzięki technologii, lecz dzięki temu, że zaczęli organizować działania bojowe tak, jak powinny być organizowane.
Dlaczego nie od początku?
Autor przyznał, że siedząc w fotelu łatwo powiedzieć, iż tak należało działać od początku. W warunkach ciągłych walk, nieustającego kryzysu, ostrzałów i strat ludzie, których wyszkolono i którzy przejmowali odpowiedzialność za odcinek frontu, byli ranni lub ginęli, a pracę trzeba było zaczynać od nowa z kolejnymi. Budowa systemu dowodzenia, zarządzania i organizacji wymagała długiej i trudnej pracy. Strzyżewski zwrócił uwagę na szkolenie podoficerów: III Brygada Szturmowa i III Korpus na dużą skalę i z dobrym skutkiem wdrażają system, w którym ważną rolę odgrywają sierżanci. Przypomniał, że armia amerykańska stosuje to rozwiązanie, a podoficerowie stanowią tam ważne ogniwo łączące korpus oficerski z szeregowymi, podejmują decyzje na polu bitwy i wpływają na taktykę. Wskazał też, że wielomiesięczna izolacja terenu działań to jeden z ważniejszych elementów zachodniej szkoły prowadzenia wojny, a ofensywa bez takiej izolacji uchodzi za niebezpieczną. Ukraińcy najpierw osłabili rosyjską logistykę, potem rozpoznali teren i ustalili, gdzie są sztaby, moździerze, stanowiska operatorów dronów i okopy, a następnie zaplanowali i przeprowadzili działania, w tym antydronowe i walki radioelektronicznej, nazywanej w Ukrainie REB.
Sukces do powtórzenia
Według Strzyżewskiego najważniejsze jest to, że Ukraińcy nie wykorzystali lokalnej przewagi czy dogodnego momentu, ani nie uderzyli tam, gdzie wróg się nie spodziewał, jak w obwodzie kurskim. Podnieśli organizację działań bojowych na poziom wyższy niż przeciwnik i sami stworzyli sobie warunki do udanej operacji. To oznacza, że mogą to powtórzyć, czyli zaplanować i przeprowadzić kolejną operację. Autor zapytał, jak zareagują Rosjanie: czy ogłoszą mobilizację, sięgną po desperackie uderzenie jądrowe, rozszerzą eskalację na Europę, czy spróbują zniszczyć ukraińskie tyły rakietami balistycznymi i dronami. To ostatnie już się dzieje z ogromną intensywnością. Otwarte pozostaje pytanie, co okaże się ważniejsze dla przebiegu wojny: ukraińskie sukcesy na froncie czy rosyjskie niszczenie obiektów, w dużej mierze cywilnych, na ukraińskich tyłach.
Twarz z karetki na granicy
Na koniec Strzyżewski podziękował osobom wspierającym go na Patronite, a przede wszystkim tym, którzy pomagają ukraińskiej armii i cywilom. Zaznaczył, że III Brygada Szturmowa poszła do przodu nie dzięki widzom, lecz dlatego, że to odważni ludzie, którzy wiedzą, co robią. Pomoc ma jednak sens, bo widać jej efekty i oddala ona Rosjan od Polski. Szczególnie podziękował za wsparcie dla medyków. Opowiedział, że w miniony weekend stał długo na granicy polsko-ukraińskiej, tym razem bez transportu pomocy, bo miał inne zadanie. Po jednej stronie widział człowieka z dwiema protezami nóg przy okienku kontroli paszportowej. Po drugiej rannego, który w karetce wracał do Ukrainy, być może po operacji lub rehabilitacji. Przyznał, że takiej ludzkiej twarzy w takim stanie jeszcze nigdy nie widział.
Materiał „Operacja Vivaldi – Ukraińcy zdobywają teren” dostępny na kanale Marcin Strzyżewski na YouTube, liczącym 173 tys. subskrybentów. Opublikowany 29 września 2026.