Dr Marek Kozubel po dłuższej przerwie wrócił do „Raportu z frontu” w programie Mateusza Grzeszczuka „Podróż bez Paszportu”. Prowadzący przypomniał, że regularnie można go oglądać także na kanale Kremlinka, i zaznaczył, że sam obserwował w tym czasie front, a jak słyszał, Ukraińcy mieli inicjatywę na wielu odcinkach. Historyk omówił ukraińską operację „Vivaldi” pod Łymanem, która według niego zmienia charakter całego dawnego kierunku łymańskiego, oraz dotkliwe straty elitarnej rosyjskiej jednostki dronowej Rubikon. Mówił też o wyhamowaniu rosyjskich postępów pod Konstantynówką, ukraińskiej inicjatywie w rejonie Wełykiej Nowosiłki, walkach na południu oraz o rosyjskich „kotłach” i „wirtualnych zwycięstwach”. Jego zdaniem te ostatnie zaczęły szkodzić samym Rosjanom, bo ich dowódcy planują na podstawie fikcyjnych map. Na koniec przestrzegł jednak przed nadmiernym entuzjazmem.
Operacja „Vivaldi” odwraca kierunek łymański
Kozubel zaczął nietypowo, od odcinka, który trudno już nazywać kierunkiem łymańskim. Kierunek oznacza miejscowość, ku której zmierza front, a sytuacja zmieniła się tak bardzo, że w tym przypadku należałoby raczej mówić o kierunku przeciwnym. Chodzi o operację „Vivaldi”, prowadzoną przez ukraiński III Korpus gen. Andrija Biłeckiego. Biłecki niedawno awansował na dowódcę grupy wojsk obejmującej kilka korpusów, która odpowiada nie tylko za obronę Łymania, ale też Słowiańska i Kramatorska, dwóch miast niemal połączonych zabudową. Według Kozubla oznacza to duże zmiany w ukraińskiej strukturze dowodzenia na tym froncie. Sam odcinek proponuje roboczo nazywać od rzeki, kierunkiem Nitriusu. Pierwszy etap operacji miał ściąć duży występ, który Rosjanie stworzyli mozolnym atakiem i powolną konsolidacją terenu na północ od Łymania. Rosjanie liczyli, że zdobędą miasto i dojdą do Dońca. Pozwoliłoby im to nękać Słowiańsk od północy dronami i artylerią oraz zbliżyć lotnictwo do ukraińskich pozycji, a po przekroczeniu Oskołu nawet ponownie zagrozić Iziumowi. Jak zauważył historyk, okazało się to ponad rosyjskie siły już w przypadku Łymania, a Izium był daleko poza zasięgiem. Ukraińcom udało się w zasadzie ściąć cały ten czerwony występ, choć mapa DeepState, datowana na 27 września, tego nie pokazuje. Kozubel uważa, że jest ona opóźniona o kilka tygodni. DeepState tłumaczy, że nie publikuje najświeższych danych, by nie narażać żołnierzy. Tymczasem wielu analityków OSINT, od Andrew Perpetui po, jak podkreślił historyk, nawet prorosyjskich i rosyjskich maperów, pokazuje ten teren jako w dużej mierze odzyskany i skonsolidowany przez Ukraińców. Szarą strefą, w której żadna ze stron nie może się utrzymać, ma być jedynie pas nad rzeką Nitrius z dwoma większymi stawami, w rejonie Iwaniwki, Ternów, Nowolubiwki i Newskiego. Niektórzy rozciągają ją do Kołodiaziw, a według części doniesień Zełena Dołyna i Kołodiazi są już w ukraińskich rękach. Ukraińcy wypierają też Rosjan na południowy wschód od Łymania, a walki trwają w rejonie Jampila nad Dońcem.
Cztery pory roku: co dalej?
Kozubel zwrócił uwagę na zapowiedź gen. Biłeckiego, że operacja „Vivaldi”, podobnie jak „Cztery pory roku” Vivaldiego, będzie miała więcej faz, według sugestii cztery. Przed Ukraińcami byłyby więc jeszcze trzy etapy, a pytanie, czego dotyczą, zadają sobie Ukraińcy, Rosjanie i obserwatorzy na Zachodzie. Historyk uważa, że Ukraińcy celowo zostawili wiele niedomówień, by wywołać wśród Rosjan popłoch i zamęt. Według jednych spekulacji celem jest linia rzeki Żerebeć, nad którą leżą m.in. Kreminna, Czerwonopopiwka, Piszczane i Żytliwka. Kozubel przypomniał, że jesienią 2022 roku Ukraińcy bardzo się do niej zbliżyli, a przez prawie cztery lata zostali wyparci niemal z powrotem pod Łyman, co pokazuje, że Rosjanie nie zdołali odepchnąć ich specjalnie daleko. Inni uważają, że przy trzech kolejnych etapach linia Żerebca to cel zbyt skromny, i wskazują na Rubiżne, Siewierodonieck oraz obejście Łysyczańska od wschodu. Historyk przyznał, że nie wiadomo, co planują Ukraińcy, a sama zapowiedź kolejnych faz może być dezinformacją. Popłoch jest jednak widoczny. Rosjanie wysyłają nad Nitrius uzupełnienia, głównie piechotę, a ich ataki i kontrataki służą raczej zatrzymaniu ukraińskich postępów i stabilizacji frontu niż odzyskaniu terenu i inicjatywy, nawet jeśli twierdzą inaczej. Ciekawostką jest według Kozubla to, że właśnie tu bardzo duże straty poniosła elitarna rosyjska jednostka dronowa Rubikon. Dla Rosjan tacy specjaliści są na wagę złota, bardziej niż analogiczne oddziały dla Ukraińców, którzy mają ich znacznie więcej. Wymienił „Ptaki Madziara” oraz pułk, a obecnie prawdopodobnie już brygadę K2 dowodzoną przez Kyryła Weresia. Każda liniowa brygada ma ponadto własne bataliony dronowe, a nawet bataliony zmechanizowane miewają pododdziały bezzałogowe. Rosjanom brakuje ludzi o odpowiednich kwalifikacjach i kulturze technicznej, więc śmierć jednego „rubikoniarza” jest dla nich nieporównywalnie bardziej dotkliwa. Po ciężkich stratach pod Łymanem Rosjanie wycofali więc Rubikon, osłabiając odcinek o elitarne oddziały dronowe, i zastąpili je, jak to ujął historyk zgodnie z „rosyjską manierą”, mięsem armatnim, które ma stabilizować front.
Rosyjskie „palce” ku Kramatorskowi i nieupadła Konstantynówka
Kozubel zaznaczył, że Rosjanie również osiągają postępy, choć od kilku tygodni wyraźnie wyhamowały one na kierunku Kramatorska i Słowiańska. Mają one charakter wykrzywionych „palców” wysuniętych jak najbliżej obu miast. Trzeba jednak pamiętać, że szara strefa jest prawdopodobnie znacznie szersza także na wschód, na terenie formalnie kontrolowanym przez Rosjan. Ogromne zahamowanie rosyjskich postępów widać też pod Konstantynówką. Historyk przypomniał swoją wizytę u Grzeszczuka w „Rzeczpospolitej”. Sam umieścił ją w maju lub czerwcu, a prowadzący ocenił, że było to około dwa miesiące temu. Kozubel przewidywał wtedy, że do końca lata Konstantynówka padnie, a Ukraińcy wycofają się do Drużkiwki. Okazało się, że walki trwają nadal. Część miasta jest nieskonsolidowana przez żadną ze stron, Rosjanie mają tam spore punkty zaczepienia, ale Ukraińcy utrzymują zwarte pozycje. Kozubel podkreślił jednak, że sytuacja Ukraińców w mieście i wokół niego nie jest łatwa ani różowa. Bardzo intensywne walki toczą się też między Dobropolem a Konstantynówką, choć linia frontu się nie zmienia. Po ukraińskiej stronie walczy tam m.in. I Korpus Gwardii Narodowej „Azow” gen. Denysa „Redisa” Prokopenki, słynnego obrońcy Mariupola. Historyk zwrócił uwagę, że Prokopenko, podobnie jak Biłecki, został dowódcą grupy korpusów. Na poszczególnych kierunkach w Donbasie grupami wojsk zaczynają więc dowodzić dwaj dowódcy wywodzący się z „Azowa”.
Południe: od Wełykiej Nowosiłki po zbiornik Dnieprowski
Na kierunku Wełykiej Nowosiłki Ukraińcy mimo rosyjskich kontrataków utrzymują inicjatywę. Próbują dojść do rzeki Mokre Jały, skonsolidować teren i zbliżyć się do miasta, by je odbić, mocniej zagrozić rosyjskim liniom zaopatrzenia na południu, a być może stworzyć podstawy pod operacje na południu Ukrainy w przyszłym roku. W rejonie Hulajpola, które od dawna jest całkowicie pod kontrolą rosyjską, Rosjanie poszerzają swoją kontrolę, ale też łapią zadyszkę. Uporczywe walki trwają o wieś Mała Tokmaczka, która, jak zauważył historyk, urosła do rangi symbolu niezłomności. Leży na linii frontu od ponad czterech lat, a od około dwóch i pół roku jest intensywniej atakowana, stając się nieoczekiwaną twierdzą, na której Rosjanie wielokrotnie łamią sobie zęby. Kozubel omówił też walki w rejonie Stepnohirska i Kamianskiego. Ukraińcy prowadzili tam nie ofensywę, lecz drobne działania zaczepne, dzięki którym odzyskali w dużej mierze Stepnohirsk. Walki zaczęły się o Pławni, a Ukraińcy zbliżali się do Kamianskiego i Stepowego, gdy natarcie nagle zatrzymano, prawdopodobnie z powodu wyczerpania oddziałów i przekierowania sił na inne odcinki. Rosjanie przejęli inicjatywę i powoli odzyskują teren. Według doniesień na południu obwodu zaporoskiego niewielka rosyjska grupa, prawdopodobnie dywersyjno-rozpoznawcza, przeszła przez osuszoną część Zbiornika Dnieprowskiego w kierunku Czernohoriwki między Marhańcem a Nikopolem. Nie chodziło o zajęcie terenu, lecz o sianie niepokoju. Akcja nie miała większego znaczenia militarnego, ale wywołała niepokój w mediach społecznościowych, a historyk przyznał, że jest ciekaw, ile było w tym prawdy.
Dworiczna, Kupiańsk i fikcyjny „kocioł”
W rejonie Dworicznej Ukraińcy próbują zniszczyć rosyjski przyczółek na zachodnim brzegu Oskołu, kontynuując operację, która doprowadziła do likwidacji rosyjskich oddziałów w zabudowie Kupiańska. Kozubel przyznał, że nie rozumie, dlaczego DeepState wciąż pozostawia tam szare plamy, skoro walki już się nie toczą. Na północ od Kupiańska Rosjanie twierdzą, że ukraińskie oddziały zostały okrążone w swoistym „trójkącie bermudzkim” i od dwóch miesięcy są systematycznie wykańczane. Liczba rzekomo okrążonych tysięcy żołnierzy zmienia się zależnie od wersji rosyjskich blogerów wojskowych, propagandystów i ich sympatyków. Historyk podkreślił, że żadnego kotła tam nie ma. Doniesienia o rzekomych kotłach, zestawione z przeciekami rosyjskich map sztabowych, w tym z obrazem sytuacji pod Dobropolem całkowicie odmiennym od rzeczywistej linii frontu, stały się według niego memem i są niesamowicie absurdalne. Przypomniał, że Rosjanie uwielbiają rysować rzekome zdobycze. Przyznał to niedawno jeden z rosyjskich blogerów wojskowych, który „złamał się pod wpływem rzeczywistości”, Jurij Podolaka, człowiek, który zdradził Ukrainę jeszcze w 2014 roku. Podolaka nazwał je wirtualnymi zwycięstwami i przyznał, że niewielkie rosyjskie grupki, które miały zatknąć flagę dla nagrania, a potem zwykle ginęły lub trafiały do niewoli, często nawet nie docierały na miejsce. Kozubel zauważył, że to „zatykanie flag” i udawanie, że nieskonsolidowany teren jest zdobyty i bezpieczny, zaczęło negatywnie wpływać na świadomość rosyjskich dowódców. Jeśli przerysowują oni sytuację na swoich mapach taktycznych i operacyjnych, nie dziwi, że rosyjska ofensywa zaczęła się krztusić, bo opiera się na fikcyjnym fundamencie. Historyk przyznał, że początkowo sądził, iż chodzi wyłącznie o propagandę. Miała ona cieszyć odbiorcę w Rosji, że „specjalna operacja wojskowa” idzie dobrze, demoralizować Ukraińców i przekonywać Zachód, że nie warto wspierać Ukrainy, bo i tak zaraz upadnie.
Optymizm, ale ostrożny
Pytany przez prowadzącego, czy w jego analizie brzmi entuzjazm, Kozubel zalecił jego studzenie. Ukraińskie odzyskiwanie terenu, jak w strefie między Hulajpolem a Pokrowskiem na kierunku Wełykiej Nowosiłki, wielu nazywało ofensywą, ale były to działania zaczepne. Początkowo miały prawdopodobnie charakter stabilizacyjny, a dopiero potem przerodziły się w sukces na pograniczu szczebla taktycznego i operacyjnego. Nie wiadomo przy tym dokładnie, ile terenu Ukraińcy skonsolidowali, jak blisko podeszli do Wełykiej Nowosiłki ani jak długi odcinek rzeki Mokre Jały opanowali. Historyk przyznał jednak, że pewne powody do optymizmu są. Rosjanie obiektywnie ponieśli bardzo duże straty, ich natarcia na różnych odcinkach się krztuszą, a na niektórych mimo „dorzucania do pieca mięsa armatniego” nie są w stanie odzyskać inicjatywy. W wielu miejscach pod znakiem zapytania stoi nawet stabilizacja ich frontu.
Rozmowę przeprowadził Mateusz Grzeszczuk. Materiał „Ukraina odzyskuje teren, a rosyjska ofensywa się dławi. RAPORT Z FRONTU | dr Marek Kozubel” dostępny na kanale Podróż bez Paszportu i perTraktacje na YouTube. Opublikowany 28 września 2026.