„Słoń w składzie porcelany”. Jak Ukraina pokłóciła się z Koreą Południową — Marcin Kuśmierczyk w Polityce Zagranicznej

Marcin Kuśmierczyk w materiale na kanale Polityka Zagraniczna przeanalizował kryzys dyplomatyczny, który wybuchł między Ukrainą a Koreą Południową po tym, jak Wołodymyr Zełenski ujawnił na forum ONZ przekazanie Seulowi dwóch północnokoreańskich jeńców. Autor zaznaczył, że temat tylko z pozoru jest marginalny. Ważniejsze od samego sporu jest jego zdaniem pytanie, jakim cudem Ukraina, która otrzymuje wsparcie z Korei Południowej, zdołała się z tym państwem skonfliktować. Odpowiedź mówi według niego wiele o charakterze ukraińskiej dyplomacji i o tym, jak zmienia się pozycja i postrzeganie Ukrainy na świecie, i to na jej niekorzyść. Kuśmierczyk przypomniał skalę wsparcia Korei Północnej dla Rosji, wyjaśnił źródła koreańskiego oburzenia, skrytykował wypowiedź Kyryła Budanowa, a najwięcej uwagi poświęcił ukraińsko-koreańskiej „wojnie” w mediach społecznościowych. Jego zdaniem pokazuje ona, że Ukraina, która na początku wojny mistrzowsko wykorzystała internet do zbudowania wizerunku ofiary, dziś sama ten wizerunek niszczy.

Korea Północna jako arsenał Rosji

Autor podkreślił, że Korea Północna wspiera Rosję w wojnie za polską wschodnią granicą w istotny i bardzo bezpośredni sposób, a dostawy broni i amunicji stały się kołem zamachowym jej gospodarki w zdumiewającej skali. Od lata 2023 do końca 2025 roku sprzedaż uzbrojenia Rosji przyniosła Pjongjangowi ponad 10 miliardów dolarów (ok. 38,5 mld zł, ok. 8,8 mld euro), podczas gdy cały PKB Korei Północnej szacuje się na 27 miliardów dolarów (ok. 104 mld zł, ok. 23,8 mld euro). Według reportażu „Wall Street Journal” reżim ma się świetnie, a na ulicach widać zamożność wynikającą z zaopatrywania Rosjan w sprzęt. Council on Foreign Relations podał w listopadzie 2025 roku, że do lipca tego roku Korea Północna dostarczyła Rosji łącznie 12 milionów pocisków artyleryjskich. Kuśmierczyk zestawił to z polskimi planami skokowego zwiększenia produkcji amunicji z obecnych około 30 tysięcy do 200 tysięcy sztuk rocznie. W obecnym tempie wyprodukowanie tego, co Korea Północna wysłała Rosji, zajęłoby Polsce 400 lat, a po przyspieszeniu „zaledwie” 60. Zastrzegł, że w żadnym razie nie stawia Korei Północnej za wzór, bo to pod wieloma względami najbardziej zapóźnione państwo na świecie, obiektywnie przerażające i straszne. Chce jedynie pokazać skalę jej zaangażowania, która jego zdaniem jest mocno niedoceniana. Sprzęt to zresztą nie wszystko, bo Koreańczycy z Północy walczą też po stronie Rosji. Według Seulu na front wysłano od 16 do 22 tysięcy żołnierzy, co nie przesądza o losach wojny, ale nie jest liczbą, którą można zbagatelizować. Według Ukraińców są oni niezwykle silnie zmotywowani ideologicznie. Autor przyznał, że trudno nam sobie nawet wyobrazić postawy ludzi wychowanych w najbardziej odciętym od świata, zmilitaryzowanym społeczeństwie totalitarnym, a z humanitarnego punktu widzenia trudno uwierzyć, że w 2026 roku na Ziemi istnieje coś takiego jak Korea Północna. Według Ukraińców jej żołnierze są tak „zaprogramowani”, że zwykle wybierają śmierć zamiast niewoli. Kijowowi bardzo zależało jednak na jeńcach, bo pojmani żołnierze są mocnym dowodem udziału Korei Północnej w wojnie, dlatego wysyłano na front specjalne jednostki, by ich zdobyć.

Wystąpienie w ONZ i złamana poufność

Do kryzysu doszło podczas niedawnego Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którym przywódcy wygłaszali mniej lub bardziej doniosłe przemówienia. Autor zachęcił, by przy takiej okazji zawsze wysłuchać stanowiska Polski, przedstawionego przez prezydenta Karola Nawrockiego, ale dla tego tematu kluczowe było wystąpienie Zełenskiego. Ukraiński prezydent ogłosił wszem i wobec, że Ukraina przekazała dwóch północnokoreańskich jeńców Korei Południowej. Rozzłościło to Seul, bo według Koreańczyków oba państwa umówiły się na dyskrecję. Prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung napisał na X, że Ukraina złamała umowę o poufności, co uznał za godne ubolewania. Doradca Zełenskiego odpowiedział na Facebooku, że żadnej takiej umowy nie było. Biuro Lee nazwało to stanowisko nieprawdziwym i uznało, że takie postępowanie podważa zaufanie między rządami, a koreańskie MSZ wezwało ukraińskiego chargé d’affaires, domagając się przeprosin na szczeblu rządowym. Kuśmierczyk wyjaśnił, skąd tak silne oburzenie. Po pierwsze, jeśli państwa rzeczywiście umówiły się na poufność, czego nigdy nie da się stwierdzić na sto procent, to ujawnienie tajnej akcji na forum ONZ, gdy słuchają absolutnie wszyscy, było jego zdaniem próbą zabłyśnięcia przed międzynarodową opinią publiczną i zdobycia punktów w kategorii „humanitarny, dobry, ludzki”. Złamanie takiego porozumienia, nawet ustnego, to wystarczający powód do irytacji. Po drugie, w Korei Północnej, gdzie niemal każdy aspekt życia funkcjonuje inaczej niż gdziekolwiek indziej, obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa, zwłaszcza w sprawach politycznych. Według Seulu ujawnienie, że jeńcy trafili do Korei Południowej, może sprawić, że postronne osoby trafią do więzień lub obozów koncentracyjnych, a to, co o nich wiadomo, sprawia, jak powiedział autor, że włos jeży się na głowie.

Budanow: aura szefa szpiegów prysła

Ujawnienie informacji w ONZ było według Kuśmierczyka dopiero początkiem ukraińskich działań, które porównał do ruchów słonia w składzie porcelany. Kolejnym był Kyryło Budanow, którego nazwał niezwykle ciekawym przypadkiem. Dopóki był „tylko”, a w tym wypadku aż, szefem ukraińskich szpiegów, miał wokół siebie, jak to modnie mówi się dziś w sieci, aurę tajemniczości i sprawczości. Siedział za biurkiem i sprawiał wrażenie kogoś, z kim nie warto zadzierać i kto knuje, co w następnej kolejności wysadzić w Rosji. Gdy jednak zachciało mu się zostać politykiem i nadal wypowiadał się na różne tematy tonem mędrca i szpiega, szybko okazało się, że ktoś z doskonałymi predyspozycjami do kierowania wywiadem niekoniecznie jest dobrym politykiem czy dyplomatą. W atmosferze kryzysu Budanow stwierdził, że Korea Północna, szkoląca się na wojnie w Ukrainie, prędzej czy później zaatakuje Koreę Południową na pełną skalę. Miało to zabrzmieć jak tajemnicze spostrzeżenie intelektualisty, ale ponieważ aura po wejściu do polityki się rozprysła, zostało odebrane jako „cicho tam w tej Korei, za chwilę i tak będziecie bombardowani”. Nieprzychylnie przyjęli to również południowokoreańscy politycy.

Pierwsza ukraińsko-koreańska wojna w sieci

Cały polityczny zgiełk na najwyższych szczeblach, w wywiadach i stanowiskach dyplomatycznych, był według autora jedynie podglebiem dla pierwszej ukraińsko-koreańskiej bitwy w mediach społecznościowych. Kuśmierczyk zastrzegł, że media społecznościowe nie odzwierciedlają wiernie rzeczywistości, czasem pokazują ją w krzywym zwierciadle, a narody nie są takie, jak prezentują się w sieci. Żartobliwie zaznaczył, że nie obraża komentujących pod jego filmami, bo to „zupełnie inna kategoria człowieka”, znacznie bardziej rozwinięta intelektualnie i emocjonalnie. Przypomniał, że platformy celowo promują kontrowersyjne posty z dużą liczbą odpowiedzi, by jak najdłużej utrzymać uwagę użytkowników i w tym czasie sprzedać jak najwięcej reklam. Podkreślił jednak, że to, co wyczynia ukraiński internet, gdy wokół Ukrainy rozkręca się kryzys, nie jest drobnostką i z czasem może mieć realne, choć pośrednie, przełożenie na pozycję państwa. Ukraińcy zaczęli otwarcie obrażać Koreańczyków. Pisali, że ich państwo za chwilę zostanie zniszczone przez Koreę Północną, że koreańska pomoc nic nie znaczy, że kraj jest do niczego i wkrótce wymrze z powodu demografii, a także że Koreańczycy grają na dwie strony, wysyłając technologie do Rosji. Wątek demograficzny autor rozwinął w stałym segmencie „Geopolityczny Bank Statystyczny”. Za agencją Reutera przypomniał, że w 2023 roku współczynnik dzietności w Korei Południowej spadł do 0,72, najniższego poziomu na świecie, a przy obecnych trendach do 2050 roku liczba ludności skurczy się do 45 milionów, mediana wieku wyniesie 57 lat i Korea będzie jednym z najstarszych społeczeństw na Ziemi. Kuśmierczyk przyznał, że Koreańczycy często nie pozostawali dłużni, ale zdumiały go pokłady ukraińskiej niechęci wobec nich, którą nazwał wręcz abstrakcyjną. Wpisy miały milionowe zasięgi i były pełne jadu i żółci. Jako przykład podał wpis z 1,2 miliona wyświetleń, w którym autor przepraszał „polskich przyjaciół”, że uważał ich za głupich, bo po rozmowie z Koreańczykami zmienił zdanie. Nie chciał cytować więcej, zachęcając, by każdy sam sprawdził skalę.

Rosjanie nie są potrzebni. Polsko-koreańskie zbliżenie

Kuśmierczyk odrzucił łatwe wyjaśnienie, że za skłócaniem Ukrainy z państwami, które ją wspierają, stoją Rosjanie. Przyznał, że jest im to na rękę, ale nie są tak potężni, by samodzielnie wygenerować taki kryzys. Jego zdaniem w Polsce raczej nie trzeba tłumaczyć, że Ukraińcy nie potrzebują pomocy, by kłócić się z państwami, które ich wspierają. Odpryskiem sprawy stało się według autora przedziwne polsko-koreańskie zbliżenie w mediach społecznościowych, z masą pozytywnych wpisów Koreańczyków o Polakach i Polaków o Koreańczykach. Uznał to za zjawisko bardzo pozytywne, być może zasługujące na osobne opracowanie, ale podkreślił drugą stronę medalu: zbliżenie to zbudowano na chwilowej wspólnej niechęci do Ukraińców. Zwrócił uwagę, że przy takich internetowych burzach, gdy wpisów są setki tysięcy, Ukraińcy idą „jedną ławą”, teoretycznie za swoim państwem, a w praktyce bardzo mu szkodząc. Według niego nie znają przy tym granic, wielokrotnie przekraczając granice dobrego smaku, a nawet absurdu, i idą ławą nawet wtedy, gdy zmierzają ku przepaści, z której nic dobrego dla ich państwa nie może wyniknąć.

Po co ten kryzys?

Autor zaznaczył, że Ukraina nie upadnie bez pomocy z Korei Południowej, bo to wsparcie nie było kluczowe, choć niedawno Kijów przyjął z Seulu pakiet o wartości 100 milionów dolarów (ok. 385 mln zł, ok. 88 mln euro). Dodał, że postawa Korei Południowej wobec globalnych zawirowań jest znacznie mniej oczywista, niż sugerują proste kalki, według których jako sojusznik USA musi wspierać Ukrainę i mieć określony stosunek do Chin. Zapowiedział, że to temat na osobny odcinek, i zapytał widzów, czy są nim zainteresowani. Po stronie ukraińskiej trzeba jednak zadać bardzo ważne pytanie: po co najpierw wywoływać kryzys dyplomatyczny, a potem zamiast go łagodzić, dolewać oliwy do ognia i przyjmować butne stanowisko, że te relacje niewiele znaczą i nie mają konsekwencji. Kuśmierczyk dostrzega w tym wyraźne echo tego, co działo się między Ukrainą a Polską, nałożone na fenomen wpisów, które nazwał poniżej wszelkiej krytyki. Podkreślił, że takie komentarze pojawiają się wszędzie w sieci, ale ich intensywność i to, że ława wpisów przekracza wszelkie granice, nie jest drobnostką.

Od wizerunku ofiary do arogancji

Kuśmierczyk przypomniał początek wojny i rolę mediów społecznościowych w budowaniu stosunku do Ukraińców. Zachód kontroluje główne platformy, na których są zachodni użytkownicy, Ukraińcy zręcznie się po nich poruszali, a ich polityka była zapewne w jakiś sposób koordynowana z Zachodem. Dzięki temu Ukraina uzyskała niemal powszechnie akceptowany status państwa wyraźnie poszkodowanego, bez wątpliwości, kto jest agresorem, a kto ofiarą. Stała się państwem, które broni nie tylko swoich granic, ale też systemu i prawa międzynarodowego, a pomoc dla niej zaczęto postrzegać nie tylko jako legalną, ale wręcz moralną. Autor podkreślił, że ten obraz upowszechnił się w dużej mierze dlatego, że jest prawdziwy, bo niezależnie od zmian w optyce Rosja pozostaje agresorem, który chce inkorporować części sąsiedniego państwa. Przełożenie tego na miliony i miliardy pomocy wcale nie było jednak oczywiste, zwłaszcza w państwach dalekich od konfliktu, jak Korea Południowa, które nie mają w nim bezpośredniego interesu. Porównał to do sytuacji, gdy wiemy o czyjejś tragedii, ale sięgamy po portfel dopiero wtedy, gdy coś nas głębiej poruszy, a takie poruszenie w dużej mierze wytworzyły media społecznościowe. Według autora Ukraińcy skutecznie odwracają dziś ten proces butą, arogancją i przekraczaniem granic, co prowadzi do erozji ich pozycji jako niekwestionowanej ofiary, której należy współczuć. Trudno bowiem, by Koreańczycy współczuli państwu, w którym rzesza ludzi bez wyraźnego powodu życzy ich krajowi zniszczenia przez Koreę Północną. Kuśmierczyk ocenił, że Ukraina nie ma z tego żadnych korzyści, a Ukraińcy od wielu miesięcy zachłysnęli się poczuciem urojonej wielkości i przekonaniem, że wyjdą z wojny jako rozgrywający europejskiej, a nawet globalnej polityki. Zapomnieli przy tym, że istnienie ich państwa zależy dziś w dużej mierze od tego, jak jest postrzegane na świecie. Pierwszym warunkiem wsparcia jest jego zgodność z interesem państw pomagających, ale drugim, równie ważnym, jest postrzeganie wojny obronnej Ukrainy jako sprawiedliwej i wartej wsparcia, a na tym polu Ukraińcy wyrządzają sobie ostatnio bardzo wielkie szkody. Autor widzi tu te same mechanizmy co w sporze polsko-ukraińskim wokół jednostki nazwanej imieniem UPA i Wołynia. Na koniec zauważył, że traktowany jako jednostkowe zdarzenie kryzys z Koreą nie ma znaczenia i za trzy tygodnie zostanie zapomniany. Jeśli jednak uznać go za kolejny kamyczek do ogródka, element szerszego procesu zmiany nastawienia społeczeństw do Ukrainy i wojny, to z ukraińskiej perspektywy nie warto go bagatelizować. Za dziwne uznał, że państwo, które rozumiało siłę mediów społecznościowych i doskonale ją wykorzystało, dziś zachowuje się w tej przestrzeni i nie tylko w niej jak słoń w składzie porcelany. Rezultatem pierwszej ukraińsko-koreańskiej wojny w mediach społecznościowych jest według niego błąd za błędem, zero korzyści i same szkody.


Materiał „Jeden ruch i poważny kryzys z Koreą” dostępny na kanale Polityka Zagraniczna | Marcin Kuśmierczyk na YouTube, liczącym 144 tys. subskrybentów. Opublikowany 1 października 2026.


You may also like

Strona 1 z 125
Strona 1 z 125

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *