„To dopiero początek”. Parafianowicz: Rosja uderza w zakłady współpracujące z Ukrainą

Parafianowicz w materiale Wirtualnej Polski News przeanalizował nasilającą się falę podpaleń i sabotaży wymierzonych w zakłady produkujące drony i amunicję na potrzeby Ukrainy — od Włoch, przez Bułgarię, Estonię i Słowację, po Polskę — oceniając, że jesień przyniesie znaczący wzrost tego typu działań ze strony rosyjskich służb specjalnych.

Fala podpaleń w Europie i Polsce

Parafianowicz wymienił serię celów rosyjskich działań dywersyjnych: KNDS AMO we Włoszech, Emco w Bułgarii, Miller Robotics w Estonii, Skyeton na Słowacji, a teraz Skarżysko-Kamienna i Lublin w Polsce. Ocenił, że Rosjanie rozpoczęli „letnio-jesienny sezon” podpaleń i niszczenia infrastruktury współpracującej z Ukrainą przy produkcji dronów i amunicji trafiającej na front. Zaznaczył, że choć same podpalenia nie stanowią jeszcze przeniesienia eskalacji na wyższy poziom — miały już miejsce w przeszłości — to wyraźnie widać w sierpniu i wrześniu intensyfikację wysiłków rosyjskich służb w tym kierunku.

Podkreślił przy tym, że taktyka podpaleń zakładów zbrojeniowych nie została wymyślona przez Rosję — jako pierwsi zastosowali ją Ukraińcy przeciwko Rosji na początku wojny, traktując płonące magazyny i zakłady jako formę dywersji wobec agresora.

Dlaczego Polska jest celem

Zdaniem Parafianowicza Polska powinna spodziewać się w tym sezonie znacznie większej liczby podpaleń, ponieważ werbunek tzw. jednorazowych agentów za pośrednictwem Telegramu wciąż działa sprawnie i skutecznie — nie brakuje ludzi gotowych podłożyć plecak z materiałem zapalającym lub wybuchowym w miejscach takich jak zakłady WB w Skarżysku-Kamiennej. Zaznaczył, że nie jest to przypadkowy cel — firma ta należy obecnie do najbardziej zaawansowanych podmiotów w technice dronowej, ściśle współpracujących z Ukrainą przy rozwoju technologii skutecznej w walce z Rosją.

Parafianowicz zwrócił uwagę, że wbrew powszechnemu przekonaniu, iż to Ukraińcy są głównymi twórcami innowacji w wojnie dronowej, w rzeczywistości wiele firm w Polsce, na Zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych od początku wojny prowadzi równie wydajną współpracę z Ukrainą i samodzielnie kreuje nowe rozwiązania — co czyni je naturalnym celem rosyjskich działań odwetowych. Wspomniał też o zakładach w Lublinie, powiązanych ze współpracą z firmą Leonardo, produkującą śmigłowce.

Czy podpalenia to najgorszy scenariusz?

Parafianowicz zaznaczył, że z punktu widzenia przyjętej przez Rosję doktryny wobec państw wschodniej flanki NATO, same podpalenia zakładów nie są najczarniejszym wariantem tego, co Kreml planuje na jesień. Ukraiński i zachodnie wywiady dysponują wiarygodnymi informacjami wskazującymi, że Polska i kraje wschodniej flanki mogą spodziewać się czegoś więcej — przede wszystkim naruszeń przestrzeni powietrznej przez większe liczby dronów lub pocisków manewrujących, które „przypadkiem” mogłyby wtargnąć na polskie terytorium. Wymienił też wtargnięcia tzw. grup dywersyjno-rozpoznawczych — nieoznakowanych oddziałów forsujących granicę polską, łotewską czy litewską w celu nękania państw wschodniej flanki.

Groźby inwazji i broni atomowej to głównie wojna psychologiczna

Odnosząc się do krążących pogłosek o możliwej dużej inwazji lub użyciu broni atomowej, Parafianowicz ocenił, że z żadnych dostępnych mu informacji i rozmów nie wynika, by Rosja była obecnie zdolna do przeprowadzenia większej inwazji zarówno na Ukrainę, jak i na państwa wschodniej flanki NATO. Powołując się na otoczenie generała Mychajła Drapatego — jak podkreślił, najlepiej poinformowanej osoby na Ukrainie w kwestii rosyjskich planów wobec Kijowa — stwierdził, że nawet po ewentualnej mobilizacji obejmującej od 300 tysięcy do pół miliona żołnierzy, nie należy spodziewać się efektywnego marszu na Kijów. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem byłoby zajęcie terenów przygranicznych w obwodzie czernihowskim, traktowanych jako karta przetargowa podczas ewentualnych przyszłych rozmów pokojowych lub rozejmowych.

Parafianowicz argumentował, że skoro Rosja nie byłaby w stanie skutecznie zagrozić nawet Kijowowi po mobilizacji rzędu 300–500 tysięcy żołnierzy, tym bardziej nie jest zdolna do prowadzenia skutecznej wojny z całą wschodnią flanką NATO. Ocenił, że wszystkie doniesienia dotyczące broni atomowej czy bardziej zaawansowanych form inwazji na państwa NATO należy traktować przede wszystkim jako element wojny psychologicznej — Rosja nie zmobilizowała jeszcze ludzi potrzebnych nawet do działań na Ukrainie, a scenariusz ewentualnego wtargnięcia przygranicznego przypominałby raczej powtórkę wydarzeń z obwodu charkowskiego w 2024 roku czy z Sumszczyzny — prób zdobycia niewielkich skrawków ziemi na wymianę za Donbas podczas rozmów pokojowych, do których nakłaniają Rosję Amerykanie.


Materiał opublikowany pod tytułem „»To dopiero początek«. Rosja uderza w zakłady współpracujące z Ukrainą” na kanale Wirtualna Polska News (217 tys. subskrybentów) na YouTube, 1 września 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *