Bartosiak w „Historii Realnej”: Polska wybrała najgorsze możliwe pole starcia z Ukrainą

Dr Jacek Bartosiak, szef Strategy & Future, był gościem Piotra Zychowicza w programie „Historia Realna”, połączonym zdalnie z Japonii. Rozmowa dotyczyła amerykańskich ostrzeżeń przed możliwą rosyjską prowokacją wobec Polski, doniesień o przekazaniu Ukrainie rakiet do systemów Patriot, sporu o Order Orła Białego oraz szerszej strategii Polski wobec Ukrainy i regionu.

Ostrzeżenie przed rosyjską prowokacją

Zychowicz otworzył rozmowę pytaniem o doniesienia, według których Stany Zjednoczone miały ostrzec Polskę przed możliwością rosyjskiej agresji, w tym scenariuszem uderzenia rakietowego w polską infrastrukturę krytyczną. Bartosiak zaznaczył, że nie dysponuje żadną konkretną informacją potwierdzającą takie plany, ale ocenił, że uwarunkowania geopolityczne do takiego scenariusza istnieją – wskazał na renegocjację przez Amerykanów architektury bezpieczeństwa z Rosją oraz niegotowość państw NATO do prowadzenia „wojny dronowej” znanej z Ukrainy i Zatoki Perskiej. Przyznał, że nie ma jeszcze zdania, czy obecny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich zwiększa, czy zmniejsza ryzyko takiej rosyjskiej kalkulacji.

Zychowicz przypomniał wcześniejszą, sprzed roku, rozmowę z Bartosiakiem o scenariuszu „szybkiego rajdu” – wtargnięcia nieoznakowanych żołnierzy z obwodu kaliningradzkiego lub Białorusi i zajęcia strategicznego obiektu pod Sejnami, po czym Rosja proponowałaby negocjacje. Bartosiak ocenił ten scenariusz jako logiczny, zwracając uwagę na kluczowe pytanie, czy Polska byłaby w stanie skutecznie na niego odpowiedzieć – zarówno pod względem zdolności obronnych w wojnie dronowej, jak i posiadania jasnej strategii i celów uderzenia wyprzedzającego. Zwrócił uwagę na dodatkową komplikację: gdyby podobnemu atakowi poddano państwa bałtyckie i przywołały one artykuł 5. traktatu NATO, powstałoby pytanie o sposób jego interpretacji przez Polskę – czy i w jakiej skali należałoby odpowiedzieć uderzeniem na właściwe terytorium Rosji.

Brak gotowości do wojny dronowej

Bartosiak ocenił, że w razie takiego scenariusza Polska najprawdopodobniej musiałaby reagować samodzielnie, sięgając po jednostki specjalne (Formoza, GROM), które – jego zdaniem – wbrew powszechnemu przekonaniu nie są przygotowane do współczesnej wojny dronowej. Podkreślił, że Polska pozostaje w tyle nie tylko technologicznie, ale przede wszystkim w sposobie prowadzenia walki, rozumieniu pola bitwy i praktycznym doświadczeniu bojowym, którego strony wojny na Ukrainie zdobywały przez ponad cztery lata. Ostrzegł przed złudnym przekonaniem, że posiadanie samolotów F-35 automatycznie rozwiązuje problem obrony przed rojami dronów na poziomie taktycznym.

Zaapelował o utworzenie eksperymentalnej jednostki wojskowej (choćby na poziomie kompanii), całkowicie oderwanej od standardowych procedur Wojska Polskiego, nastawionej wyłącznie na wygrywanie i testowanie nowych rozwiązań – oceniając, że dotąd nie powstała ona głównie dlatego, że pokazałaby przewagę nowych metod nad starymi, co byłoby niewygodne zarówno dla części kadry wojskowej, jak i dostawców przestarzałego sprzętu.

Odnosząc się do hipotezy Zychowicza, że amerykańskie ostrzeżenia mogłyby być celowo wyolbrzymione, by skłonić Polskę do zakupu większej ilości amerykańskiego uzbrojenia, Bartosiak ocenił to jako mało prawdopodobne akurat w kontekście wojny dronowej – zaznaczył, że Amerykanie sami nie radzą sobie dobrze w tej dziedzinie, co pokazała wojna w Zatoce Perskiej, i nie dysponują żadnym szczególnym sprzętem, który mógłby zmienić sytuację Polski w tym zakresie.

Rola Ukrainy w razie ataku na kraje bałtyckie

Bartosiak zwrócił uwagę na paradoks: gdyby doszło do ataku na państwa bałtyckie, to właśnie Ukraina, a nie Polska, może zadeklarować się jako faktyczny gwarant ich bezpieczeństwa, oferując np. wsparcie dronowe – zmieniając tym samym swój status geopolityczny. Przywołał w tym kontekście trwającą od miesiąca grę Zełenskiego wobec Białorusi, polegającą na groźbach wymierzonych w Alaksandra Łukaszenkę (w tym publikację listy kilkuset potencjalnych celów wojskowych), jeśli Białoruś nie przestanie udostępniać punktów naprowadzania rosyjskich ataków na zachodnią Ukrainę. Ocenił to jako pokazanie przez Ukrainę, że stała się realnym czynnikiem regionalnym – co jest niekorzystne dla Amerykanów, próbujących samodzielnie rozgrywać kwestię Białorusi (m.in. poprzez wcześniejsze uwolnienie Andrzeja Poczobuta).

Odnosząc się do pytania, czy Polska powinna w takim scenariuszu pomóc państwom bałtyckim, Bartosiak rozróżnił pomoc defensywną (np. w obronie antydronowej) od ewentualnych uderzeń odwetowych, podkreślając konieczność posiadania jasnej, wyprzedzającej polskiej doktryny reagowania na eskalację, zamiast biernego oczekiwania na sygnały z Waszyngtonu – przywołując przy tym przypadek zeszłorocznego ataku dronowego na Polskę, kiedy polscy dowódcy odruchowo próbowali dzwonić do Amerykanów po wytyczne.

Sprawa rakiet Patriot

Pytany wprost o ocenę decyzji o przekazaniu Ukrainie rakiet PAC-3 do systemów Patriot (kosztujących ok. 7 mln dolarów za sztukę, czyli ok. 28 mln zł), Bartosiak odmówił jednoznacznej oceny bez znajomości okoliczności decyzji – zaznaczając, że kluczowe byłoby to, co Polska otrzymała w zamian, lub jaki nacisk sojuszników na to wpłynął. Zwrócił uwagę na silne emocje społeczne towarzyszące tematowi ukraińskiemu, porównując obecną, gwałtowną zmianę nastrojów do sytuacji z 2022 roku, gdy panowała powszechna sympatia do Ukraińców – oceniając to jako dowód, jak łatwo sterować emocjami społecznymi, niezależnie od poziomu wykształcenia danego społeczeństwa.

Order Orła Białego jako błąd strategiczny

Bartosiak najobszerniej odniósł się do sprawy odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, oceniając to jako błędny wybór „pola bitwy” w sporze o szacunek między Polską a Ukrainą. Wyjaśnił, że spór ten w istocie nie dotyczy samej historii czy ekshumacji – które są ważne, ale nie stanowią realizowalnego celu strategicznego – lecz walki o to, kto komu ma okazywać uznanie w relacji polsko-ukraińskiej. Ocenił, że pole symboliczno-historyczne jest z natury niemierzalne, więc nigdy nie pozwoli „uspokoić” tych emocji, podczas gdy Ukraina, prowadząc wojnę od lat, ma zupełnie inne postrzeganie własnej pozycji niż Polska.

Skrytykował dobór samego narzędzia nacisku – ordery – porównując to do przedrozbiorowej szlachty obrażającej się o majestat króla, podczas gdy strona ukraińska, przyzwyczajona do „posowieckiego” stylu politycznego, w ogóle nie przywiązuje wagi do takich gestów. Ocenił, że decyzja ta doprowadziła jedynie do konsolidacji Zełenskiego z opozycją i innymi prezydentami, którzy solidarnie oddawali otrzymane wcześniej polskie odznaczenia, oraz że jeśli celem było zbudowanie realnego szacunku Ukrainy wobec Polski, należało wybrać środek mierzalny i bolesny – np. ograniczenie funkcjonowania lotniska w Rzeszowie-Jasionce czy inne twarde narzędzia nacisku, a nie symbolikę.

Analogia do powstania Chmielnickiego

Bartosiak polecił lekturę rozdziału Pawła Jasienicy o powstaniu Chmielnickiego, wskazując na wyraźne podobieństwo do obecnej sytuacji. Przypomniał, że nawet po wybuchu buntu Chmielnickiego istniały możliwości ugody – próby podejmował m.in. wojewoda kijowski Adam Kisiel – ale krwawe wypady odwetowe księcia Jaremy Wiśniowieckiego oraz mordy dokonywane przez czerń kozacko-ruską na Żydach, Polakach, szlachcie i duchowieństwie ostatecznie związały rękę Chmielnickiego, wtłaczając go w sojusz z Moskwą. Doprowadziło to poprzez ugodę perejasławską i pokój andruszowski (1667) do trwałego wzmocnienia Rosji kosztem Rzeczypospolitej i utraty przez nią kontroli nad regionem na rzecz Moskwy, a później również Prus – co, jego zdaniem, jest strukturalnie analogiczne do obecnego ryzyka utraty historycznej szansy na budowę regionalnej podmiotowości.

Dlaczego „dociskanie” Ukrainy to strategia samobójcza

Bartosiak zdecydowanie skrytykował pogląd części polskich elit politycznych (z którymi, jak zaznaczył, rozmawiał w ostatnich tygodniach), że Ukraina ma więcej do stracenia w tym sporze i dlatego Polska powinna ją „dociskać”. Podkreślił, że choć Ukraina może rzeczywiście stracić niepodległość, Polska w takim scenariuszu straciłaby własną suwerenność, stając się krajem podwykonawczym wobec Niemiec – co część polityków traktuje, jego zdaniem błędnie, jako akceptowalną opcję zapasową. Ocenił to porównanie do „dobiegania maratonu bez nóg” jako całkowicie samobójczą strategię budowania podmiotowości Polski wobec Niemiec i Rosji.

Dlaczego Ukraina wybiera Niemcy, a nie Polskę

W odpowiedzi na polemiczne pytanie Zychowicza, czy strukturalne siły (obawa Ukrainy przed polską dominacją, naturalny sojusz z Niemcami, walka o regionalną hegemonię) nie czynią wizji Międzymorza Bartosiaka niemożliwą do zrealizowania niezależnie od błędów którejkolwiek ze stron, Bartosiak przyznał, że te siły rzeczywiście utrudniają taką politykę, ale jej nie uniemożliwiają – wymagałaby jednak dużo bardziej przemyślnej polskiej dyplomacji, której zabrakło.

Przywołał świadectwo rozmowy z Philem Carberem (Potomac Foundation) na początku wojny, który ostrzegał przed ustawianiem się Polski w relacji dominacyjnej wobec Ukrainy, zamiast budowania funkcjonalnego partnerstwa opartego na wspólnym odstraszaniu Rosji. Ocenił, że Polska nie posłuchała tej rady, traktując siebie jako „pośrednika” Ukrainy wobec Zachodu i przypominając Ukraińcom o swojej pomocy, podczas gdy strona ukraińska ma poczucie, że straciła setki tysięcy żołnierzy właśnie w obronie Polski – czego, jak zaznaczył, nie da się w prosty sposób „rozliczyć” ani porównać.

Wskazał na kluczowy, przełomowy moment: Ukraińcy zorientowali się, że decyzje o realnym wsparciu (w tym militarnym) nie zapadają w Warszawie, lecz w Waszyngtonie – powołał się przy tym na książkę dziennikarza Łukasza Jasiny, opisującą, jak ambasador USA wysyłał SMS-y do polskiego premiera z instrukcjami, jak reagować na rosyjskie naruszenia przestrzeni powietrznej. To, jego zdaniem, zniechęciło Ukrainę do traktowania Polski jako w pełni samodzielnego partnera. Drugim przełomowym momentem było, jego zdaniem, zignorowanie przez administrację Trumpa próśb Ukrainy o realne gwarancje bezpieczeństwa i członkostwo w NATO, co skłoniło ukraińskie elity do poszukiwania funkcjonalnego wsparcia bliżej regionu – w tym momencie, jak ocenił Bartosiak, istniała realna szansa na zbudowanie partnerskiego Międzymorza z Polską, ponieważ Ukraina postrzegała Polskę jako naturalne, antyrosyjskie zaplecze wojenne, silniejsze niż Niemcy utrzymujące relacje z Moskwą.

Ta szansa, jak ocenił, została zaprzepaszczona głównie z powodu braku kompetencji polskich firm państwowych do współpracy z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym oraz braku politycznej zgody i odwagi (w tym nacisków amerykańskich blokujących taką współpracę), co ostatecznie skłoniło Ukrainę do rozwijania współpracy technologicznej z Niemcami, Duńczykami i innymi partnerami. Ocenił, że Polska w typowy dla siebie sposób obwini teraz wszystkich innych za „zdradę”, zamiast dostrzec własne zaniedbania.

Otwieranie kanałów z Białorusią i Rosją jako realna dźwignia nacisku

Bartosiak rozwinął myśl o błędnym wyborze narzędzia nacisku na Ukrainę, proponując konkretną alternatywę: zamiast symboliki, Polska powinna otworzyć własne kanały komunikacyjne z Łukaszenką, by realnie wpłynąć na wstrzymanie udostępniania przez Białoruś punktów naprowadzania rosyjskich ataków – co dałoby Polsce realny wpływ na to, czy Ukraina stanie się łatwym gwarantem bezpieczeństwa dla państw bałtyckich, zamiast Polski. Ocenił, że podobnie powinien istnieć stały kanał komunikacyjny z Rosją, niezależnie od obecnego kryzysu. Podkreślił, że nie chodzi o sojusz z Rosją, lecz o budowanie realnych środków nacisku – w tym wspólnego przemysłu rakietowego i dronowego z regionem – zamiast pozwalać, by wyłącznie Amerykanie decydowali o polskiej polityce wschodniej. Jako przykład bierności wskazał politykę Polski wobec Białorusi, sprowadzoną jego zdaniem wyłącznie do biernego przyjęcia amerykańskiego sukcesu w postaci uwolnienia Andrzeja Poczobuta, zamiast budowania własnego, realnego wpływu.

Zychowicz nawiązał w tym miejscu do myśli Adolfa Bocheńskiego z książki „Między Niemcami a Rosją” – parafrazując argument, że jeśli endecja ostrzegała, iż niepodległa Ukraina sprzymierzy się z Niemcami przeciw Polsce, Bocheński odpowiadał, że wówczas Polska ma opcję sojuszu z Rosją przeciw Niemcom i Ukrainie – ilustrując tym samym, że Polska historycznie dysponowała więcej niż jednym scenariuszem geopolitycznym, zamiast wiązać się z jedną opcją.

Konkurencyjne sojusze Ukrainy: Szwecja i Turcja

Zychowicz zwrócił uwagę, że Ukraina realizuje dziś sojusze regionalne – kupując myśliwce Gripen od Szwecji i okręty od Turcji, zacieśniając współpracę na Morzu Czarnym – które Bartosiak od dawna postulował jako oś Sztokholm–Warszawa–Ankara, tyle że bez udziału Warszawy jako centralnego ogniwa. Bartosiak przyznał, że Ukraina de facto zastępuje dziś Polskę w tej roli, właśnie dlatego, że Polska pozostaje bierna i nie prowadzi własnej, aktywnej polityki regionalnej w zakresie zakupów i technologii, jednocześnie oczekując pozycji dominującej.

Produkcja dronów jako polska szansa

Odnosząc się do argumentu, że sukces Ukrainy w wojnie dronowej to w istocie jedynie „montaż” komponentów dostępnych globalnie (w tym z Chin), a nie realna innowacja, Bartosiak zdecydowanie odrzucił tę krytykę jako w istocie pochwałę – podkreślił, że dzięki niezależności od zmonopolizowanych, drogich łańcuchów dostaw (jak w przypadku systemów Patriot) Ukraina może prowadzić wojnę tanio i masowo, bez uzależnienia od pojedynczych dostawców. Zaapelował, by Polska poszła tą samą drogą, zamiast trzymać się drogich, elitarnych rozwiązań.

Zychowicz przywołał w tym kontekście potencjał polskiego przemysłu stoczniowego (największa w Europie produkcja jachtów i łodzi motorowych), sugerując możliwość połączenia go z rodzimymi firmami rozwijającymi systemy AI i dronowe, by zbudować na Bałtyku flotę bezzałogowych jednostek nawodnych na wzór ukraińskich Magur, które skutecznie niszczą rosyjskie okręty. Bartosiak zgodził się, wskazując, że przeszkodą jest nadmierna regulacja państwowa i opór grup interesu związanych ze starym przemysłem zbrojeniowym, zamiast deregulacji umożliwiającej dowódcom jednostek swobodne zamawianie sprzętu (tzw. dual use).

Poinformował też, że Ukraina planuje uruchomić projekt „Freya” – tańszy, otwartoźródłowy odpowiednik systemu Patriot, oferowany całej Europie bez ograniczeń patentowych, wykorzystujący także zaadaptowane, znane Ukraińcom systemy S-300 i S-400 – co Zełenski aktywnie promuje podczas wizyt w Niemczech.

Czy zmiana przywództwa na Ukrainie poprawiłaby relacje

Zychowicz zapytał, czy obecny kryzys może okazać się przejściowy, wskazując na rosnące notowania sondażowe generała Wałerija Załużnego (73 proc.) względem Zełenskiego (61 proc.) i możliwość, że nowe przywództwo po obu stronach otworzyłoby relacje na nowo. Bartosiak odpowiedział, że wierzy, iż nic nie jest ostatecznie przesądzone, zastrzegł jednak, że część polskich elit politycznych, od lewa do prawa, wierzy naiwnie, iż wymiana obecnych władz Ukrainy na „lepsze” automatycznie rozwiąże spór – zakwestionował zarówno założenie, że Polska ma jakikolwiek realny wpływ na wynik ukraińskich wyborów, jak i samo przekonanie, że Załużny prowadziłby wobec Polski odmienną politykę. Zychowicz zgodził się z tą oceną, przypominając, że sam Załużny również fotografował się z symboliką banderowską, a strukturalne siły napięcia między oboma krajami pozostają niezależne od personaliów.

Argument o zaangażowaniu Rosji na Ukrainie

Na zakończenie rozmowy Bartosiak odniósł się do argumentu, że Rosja, będąc pochłonięta wojną na Ukrainie i ponosząc realne straty (w tym uderzenia dronowe na Moskwę i Petersburg), nie ryzykowałaby otwarcia nowego frontu przeciwko NATO. Zdecydowanie odrzucił ten argument, oceniając, że prawdziwym celem strategicznym Rosji nie są dziś słabnący, transakcyjni Amerykanie, lecz Europa – a demonstracja siły wobec europejskiej wschodniej flanki mogłaby jednocześnie służyć interesom Rosji i nowej, „drapieżnej” fazy amerykańskiej hegemonii, zainteresowanej pokazaniem Europie jej zależności od USA. Ocenił, że złudne przekonanie o istnieniu „łagodnej hegemonii” amerykańskiej, charakterystycznej dla starego porządku z czasów Bretton Woods, wciąż dominuje wśród europejskich, w tym polskich, elit politycznych, czyniąc je łatwym celem instrumentalizacji przez wielkie mocarstwa posługujące się dziś czystą geopolityką, a nie względami cywilizacyjnymi.


Program „Historia Realna” dostępny na kanale HISTORIA REALNA na YouTube, liczącym 770 tys. subskrybentów. Opublikowany 6 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *