Bosak w Rzeczpospolitej: Decyzje o przekazywaniu broni Ukrainie podejmowali Kaczyński i Błaszczak. Kijów traktuje nas jako zagrożenie numer dwa po Rosji

Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji, rozmawiał z Jackiem Nizinkiewiczem o kryzysie polsko-ukraińskim, przekazywaniu broni Ukrainie, szczycie NATO i planach politycznych na 2027 rok.

Polska jako zagrożenie numer dwa — po Rosji

Bosak postawił tezę, że Ukraina traktuje Polskę jako zagrożenie numer dwa po Rosji — i że większość polskiej elity przez długi czas tego nie dostrzegała. Powołał się na publicystów, dziennikarzy i byłych funkcjonariuszy służb — z całości tych informacji wynika, że Kijów tak nas właśnie postrzega, i to nie dopiero teraz, lecz być może od dawna.

Ocenił, że pośredni wpływ ukraińskiej obrony na polskie bezpieczeństwo jest faktem, ale intencja walczących Ukraińców nigdy nie była walka w polskim interesie. Co więcej — arogancja i buta ukraińskich polityków, których przykładem są słowa Budanowa porównujące Polskę do Rosji, promieniuje z Kijowa jak nigdy dotąd. Bosak stwierdził, że Ukraina zadaje ciosy Rosji i że ta pewność, jaką widać w Kijowie, wynika z poczucia, że nie są już bezpośrednio zależni od żadnego jednego partnera.

Ukraina ma strategię obejścia Polski rozpisaną i przemyślaną — rozważa rozwój współpracy z Rumunią jako alternatywny korytarz logistyczny, gdyby stosunki z Polską się pogorszyły. Po zakończeniu wojny mają dostęp do Morza Czarnego i portów czarnomorskich — i mogą Polskę po prostu ignorować. Jeśli chodzi o polskie weto wobec akcesji do UE, Ukraina jest przekonana, że poprzez nacisk innych państw po prostu polskie stanowisko stłamszą — i debata w Parlamencie Europejskim niestety pokazuje, że taki jest mniej więcej układ sił. Polska jest tam całkowicie osamotniona.

Banderyzacja Ukrainy — proces katastrofalny przy bierności Polski

Bosak ocenił, że banderyzacja ukraińskiej elity politycznej to proces katastrofalny, który dokonał się przy milczącej obojętności Polski przez ostatnie dwie dekady. Po odsunięciu polityków prorosyjskich od władzy — po Pomarańczowej Rewolucji i po Majdanie — władzę przejęła orientacja związana z zachodnią częścią Ukrainy i ośrodkiem lwowskim. To Wiatrowycz jako szef ukraińskiego IPN narzucił całej Ukrainie perspektywę lwowskiego nacjonalizmu i szowinizmu, wchodząc w próżnię tożsamościową i kulturową — i stało się to przy polskim braku reakcji.

Głosy krytyczne wobec linii Zełenski-Budanow-Wiatrowycz wychodzą dziś z emigracji — nie przypadkowo. Ukraińcy, którzy żyją na Ukrainie, boją się mówić otwarcie, bo obawiają się, że przyjdzie po nich SBU. Bosak wyraził nadzieję, że osoby o propolskim nastawieniu przeżyją wojnę i ewentualne represje ze strony rządu w Kijowie, i że po jej zakończeniu będzie można z nimi ponownie nawiązać kontakty. To, co powinno być celem polskiego państwa, to znalezienie sojuszników wewnątrz ukraińskiego społeczeństwa i elity.

Bosak ocenił też, że problem z ukraińską elitą jest głębszy niż kwestia wiedzy historycznej. Ukraińscy decydenci wiedzą, że Bandera był skazany, wiedzą, że stały za nim zamachy terrorystyczne — i oceniają to pozytywnie. Uważają Polaków za dawnych okupantów, mordy na polskiej ludności cywilnej nazywają odpłatą okupantom. Jeżeli dotrze się do nich z kolejnymi udokumentowanymi faktami historycznymi, odpowiedzą: byliście okupantami, to na co liczyliście. Definiują ziemie etnicznie ukraińskie bardzo szeroko — włącznie z częścią terenów wchodzących dziś w skład Polski, wszędzie tam, gdzie stała kiedykolwiek stopa rusińska. Zgodnie z tą ideologiczną definicją oczyszczenie tych ziem z Polaków i Moskali jest dla nich działaniem szczytnym i godnym pochwały. Bosak stwierdził wprost: nie chce mu się dyskutować z ludźmi, którzy mają takie poglądy — ale musimy je napiętnować, i to trwale, na forum międzynarodowym.

Decyzje o przekazaniu broni — Kaczyński i Błaszczak

Bosak ocenił, że decyzje o przekazywaniu polskiego uzbrojenia Ukrainie w 2022 roku podejmowali Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak — a premier Morawiecki i prezydent Duda byli na marginesie pętli decyzyjnej. Kaczyński nie podpisywał dokumentów, wydawał jedynie ustne polecenia — więc pociągnięcie go do odpowiedzialności prawnej jest zdaniem Bosaka niemożliwe. Odpowiedzialność Błaszczaka zależy od analizy przepisów — Konfederacja do dziś nie uzyskała wiążących odpowiedzi na temat podstaw prawnych tych decyzji.

Bosak ocenił, że na pierwszym etapie — w 2022 roku za rządów PiS — działano w dorozumianym stanie wyższej konieczności i prawdopodobnie robiono najpierw rzeczy, a potem kwity. Całkowicie odrzucił taką logikę — dopóki Sejm może się zebrać, dopóki prezydent może podpisywać ustawy i działa dziennik ustaw, instytucje państwa muszą działać na podstawie i w granicach prawa. Przywołał przykład ustawy o IPN — trzech czytań i podpisu prezydenta dokonano w ciągu doby pod presją amerykańsko-izraelską. Pokazuje to, że żadnych przepisów nie da się uznać za niepodatne na szybką zmianę.

Zaproponował skierowanie kwestii podstaw prawnych przekazywania broni do planu kontroli NIK na najbliższy rok — bo pękła tama poprawności politycznej, która krępowała zadawanie tych pytań, a od 2022 roku Konfederacja zadawała je jak grochem o ścianę.

Brak procedur nadzoru — błąd systemowy

Bosak szczegółowo omówił systemowy deficyt informacyjny w polskiej polityce bezpieczeństwa. Nie ma przepisu, który wymuszałby, by parlament był konsultowany przed decyzjami o przekazaniu sprzętu — ani nawet by wyraził opinię w jakimkolwiek głosowaniu. Podobnie prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych nie ma formalnego mechanizmu, który gwarantowałby mu wiedzę przed decyzją — może być informowany post factum. Wicepremier mówił, że prezydent był informowany — to zdanie nie mówi nic o tym, czy informacja dotarła przed decyzją czy po jej realizacji. Co więcej, nawet jeśli wiceszef BBN uczestniczył w posiedzeniach Komitetu Bezpieczeństwa, na których omawiano setki spraw, to nie znaczy, że setki spraw zostały zreferowane prezydentowi.

Bosak ocenił, że wicepremier Kośniak-Kamysz po prostu nie chce, żeby ktoś zaglądał mu w garnki — i to jest klasyka gatunku sporu prezydencko-rządowego. Rozwiązaniem byłaby bezpośrednia rozmowa Kośniaka-Kamysza z prezydentem na najwyższym szczeblu o planowaniu tego, co się wydarzy — zamiast głuchego telefonu przez kilka poziomów sformalizowanej komunikacji.

Bosak zapowiedział, że prawdopodobnie kancelaria prezydenta wyjdzie z projektem ustawy zmieniającym te procedury — tak wynikało z publicznych wypowiedzi prezydenta. Wskazał też, że Polska potrzebuje komisji parlamentarnych na wzór amerykański — z możliwością wiążącego wezwania urzędników, z konsekwencjami za wprowadzenie komisji w błąd. W obecnym stanie prawnym urzędnicy mogą nie przyjść bez żadnych konsekwencji i mogą kłamać bez żadnych konsekwencji.

Błąd Dudy — naiwność wobec Zełenskiego

Bosak ocenił, że poważnym błędem prezydenta Dudy było niepodnoszenie kwestii wynikających z polskiej racji stanu — interesów gospodarczych, ekshumacji i pochówków, gloryfikacji zbrodniarzy — w imię budowania osobistej relacji z Zełenskim. Samo rozmawianie z prezydentem Ukrainy nie było błędem — tak się prowadzi politykę. Błędem było pomylenie utrzymywania kontaktu z przyjaźnią i potraktowanie aktorskiej gry Zełenskiego jako rzeczywistej relacji osobistej lub wręcz państwowej.

Całą polską klasę polityczną — PiS, Platformę, PSL, Lewicę — Bosak ocenił tak samo. Wszyscy przyjęli dogmat bezwarunkowego wsparcia dla Ukrainy jako jedynej polskiej racji stanu. Tymczasem pomoc powinna była być warunkowana od momentu, kiedy było już jasne, że Kijów się obroni i że ta wojna potrwa dłużej — nie wiele dni czy tygodni, lecz miesiące albo lata. W tamtym momencie należało przystąpić do politycznych negocjacji. Nie zrobiono tego i nie ma już dobrego momentu, żeby do tego wrócić. Jeżeli jakieś państwo po kilku latach bezwarunkowego wsparcia nagle sobie o czymś przypomina, wszyscy na arenie międzynarodowej pytają: coście się teraz obudzili? Tak właśnie stało się wczoraj podczas debaty w Parlamencie Europejskim — polscy politycy byli tam dosyć osamotnieni.

Co teraz — warunkowość i strategia na lata

Bosak ocenił obecne położenie Polski jako trudne — wpływ na zachowanie Ukrainy bliski zera, zasoby przekazane przez Polskę są traktowane jako dorozumiane i wycofanie się z nich rodziłoby poważne koszty polityczne nie tylko wobec Ukrainy, ale też wobec sojuszników.

Wskazał konkretne instrumenty nacisku, które Polska powinna stosować. Pierwszy — dostęp do polskiej infrastruktury logistycznej przy odbudowie Ukrainy. Część zaopatrzenia będzie musiała jechać przez Polskę i można postawić tu warunki. Drugi — rozliczenie konkretnych afer gospodarczych: sprawa firmy Control Process we Lwowie, która wygrała wszystkie postępowania arbitrażowe i mimo to jest olewana przez władze Lwowa; Taras Barszczewski ukrywający się przed polskim listem gończym; afera Kernela na polskim rynku kapitałowym — to przedsmak tego, co nas czeka, jeśli Ukraina wejdzie do Unii. Zaproponował konkretny schemat negocjacyjny: wy odblokowujecie ekshumacje i zawieracie z nami traktat na wzór tego, co Niemcy mają z Polską — my kontynuujemy możliwości logistyczne hubu w Jasionce.

Bosak opowiedział się za sprzeciwem wobec wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej i do NATO — dopóki Ukraina nie przekona polskiej klasy politycznej i polskiego społeczeństwa, że chce być partnerem i ma do tego kwalifikacje. Wymienił powody: buta i arogancja, gloryfikowanie ludobójców, którzy zamordowali ponad 100 tysięcy polskich obywateli, konfrontacja gospodarcza w rolnictwie, transporcie i finansach, chronienie przestępców w aferach gospodarczych, próba obejścia Polski w negocjacjach z Komisją Europejską w nowej wersji umowy DCFTA — interesy ukraińskie zostały obsłużone, polskie nie.

Bosak wyraził też poważne obawy wobec pomysłu kanclerza Merca o oferowaniu Ukrainie przywilejów unijnych bez pełnego procesu akcesyjnego i bez zgody wszystkich członków UE. Ocenił to jako niedopuszczalne i ostrzegł, że w ostatnich latach widzieliśmy już żonglerkę procedurami europejskimi — pakt migracyjny nie został wprowadzony jednomyślnie mimo formalnych wymogów — i nie byłby naiwnym optymistą co do ochrony, jaką dają formalne wymogi jednomyślności.

Odebranie orderu — przełom, ale za mało

Bosak ocenił decyzję Nawrockiego pozytywnie — nie jako kwestię samego orderu, lecz jako wyartykułowanie polskiej racji stanu i pokazanie, że Polska ma czerwone linie. Wprowadzenie tematu UPA do debaty na forum międzynarodowym ma realne znaczenie — przywołał rozmowę z wiceszefową Bundestagu, która skrótu UPA zwyczajnie nie znała. Efektem jest już pierwsza wymierna rzecz — poprawka w raporcie Parlamentu Europejskiego, przyjęta ku wściekłości ukraińskiego lobby, która przypomina o rzezi wołyńskiej i stwierdza, że decyzja Zełenskiego nie jest zgodna z wartościami europejskimi. To podstawa do dalszego warunkowania działań wobec Ukrainy.

Bosak ocenił jednak, że to wciąż za mało. Muszą powstać obcojęzyczne publikacje w prostych tezach wyjaśniające, dlaczego ideologia banderyzmu jest antyludzka i zbrodnicza — nie tylko antypolska i antysemicka, ale antyhumanistyczna w ogóle. To musi stać się linią polskiej dyplomacji. Spór będzie trwał dekady i Polska musi być mentalnie na to gotowa — bo ukraińska elita nie ustąpi z gloryfikowania ludobójców.

Wizyty Nawrockiego w Kijowie Bosak nie uważa za wskazaną — prezydent jest tam traktowany jako wróg i taka wizyta mogłaby wręcz zagrażać bezpieczeństwu. W tej chwili nikt go tam nie będzie słuchał.

Przed rocznicą Krwawej Niedzieli

Bosak wezwał do godnych obchodów i przypomnienia faktów historycznych. Poinformował, że na ostatnim posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych musiał walczyć z jej przewodniczącym o to, żeby w uchwale w sprawie ludobójstwa na Wołyniu w ogóle użyć słowa ludobójstwo — i że przegłosowanie uchwały zostało odłożone na posiedzenie po rocznicy. Ocenił to jako strategię uników ze strony koalicji rządzącej — a ambasada ukraińska doskonale obserwuje, co się dzieje w polskim Sejmie i wie, jaka jest słabość polskiej klasy politycznej.

NATO, ochrona zdrowia, polityka krajowa

Szczyt NATO w Ankarze Bosak ocenił minimalistycznie — główny cel to się nie pokłócić publicznie. Koncepcja NATO 3.0 forsowana przez Amerykanów właściwie nikt nie wie dokładnie, na czym ma polegać. Relacje Nawrockiego z Trumpem — realne, ale ostrzegł przed przecenianiem ich waloru, tak jak Duda przecenił swoje relacje z Zełenskim.

W kwestii ochrony zdrowia skrótowo: propozycje ministra to lanie wody i odgrzewanie tych samych pomysłów sprzed roku. Bosak opowiedział się za demontażem NFZ i decentralizacją na 16 oddziałów z elementami konkurencji. Rafała Trzaskowskiego ocenił jako odpowiedzialnego za zaniedbania w Szpitalu Południowym. W kwestii paktu senackiego opowiedział się za porozumieniem o podziale okręgów obejmującym całą prawicową opozycję bez wyjątku — PiS, Konfederację i Konfederację Brauna. Przed Przemysławem Czarnkiem na czele PiS przestrzegł jako przed kameleonem, który mówi to, co wyborca prawicowy chce usłyszeć, a rządząc robi co innego.

Rozmowę przeprowadził Jacek Nizinkiewicz. Program RZECZoPOLITYCE dostępny na kanale Rzeczpospolita na YouTube, liczącym 109 tys. subskrybentów. Opublikowany 8 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *