Marek Budzisz ze Strategy&Future spędził ponad dwie i pół godziny na żywo z Igorem Janke na Kanale Otwartym, analizując kryzys polsko-ukraiński — jego przyczyny, mechanizmy i długofalowe konsekwencje. Rozmowa wykroczyła daleko poza bieżący spór o ordery, dotykając fundamentalnych pytań o strategię Polski, słabości jej klasy politycznej i przyszłość relacji z Ukrainą, Niemcami i Stanami Zjednoczonymi.
Smutek, nie zaskoczenie
Budzisz przyznał, że kryzys go nie zaskoczył — raczej zasmucił. Wskazał na dramatyczną erupcję emocji po obu stronach granicy. Po stronie polskiej opinia publiczna popiera decyzję Nawrockiego, kierując się jednak bardziej emocjami niż racjonalną analizą sytuacji. Po stronie ukraińskiej — jak zaznaczył — wybuch emocji jest jeszcze silniejszy, wymierzony nie tyle w Polaków jako naród, co w polską prawicę i prezydenta Nawrockiego.
Najważniejszy wniosek, który Budzisz sformułował na wstępie: to, co się stało, jest w pewnym sensie nieodwracalne. Jego zdaniem kryzys oznacza kres projektu Międzymorza — i mówi to ze smutkiem, bo uważał ten projekt za realną szansę dla całej Europy Środkowej.
Sekwencja błędów Zełenskiego
Budzisz podkreślił, że Zełenski od lat popełnia błędy strategiczne, a decyzja o nadaniu jednostce wojskowej nazwy upamiętniającej bohaterów UPA jest błędem historycznym. Ale nie pierwszym.
Jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny budżet ukraińskiego Ministerstwa Obrony został w 2021 roku zmniejszony, bo Zełenski i jego ekipa — mimo jednoznacznych ostrzeżeń ze strony wywiadu amerykańskiego — uważali, że Rosjanie blefują. Błędna ocena sytuacji wówczas skłania do pytania, czy ocena sytuacji dziś jest prawidłowa.
Do katalogu ukraińskich błędów na kierunku polskim Budzisz zaliczył: brak przeprosin za śmierć polskiego obywatela w Przewodowie, fatalne wystąpienie w ONZ, storpedowanie projektu nowej umowy dwustronnej — traktat miał wejść w życie w 2023 roku i miał iść dalej w swoich założeniach niż traktat niemiecko-francuski, a do dziś nic z tego nie wyszło. Sam uczestniczył w rozmowach mediacyjnych i formułował propozycje zarówno do Kancelarii Prezydenta Nawrockiego, jak i do Kancelarii Prezydenta Zełenskiego, szukając żołnierzy UPA mniej kontrowersyjnych dla strony polskiej — postaci, przy których kompromis byłby możliwy. Propozycje te leżały na stole po obu stronach. Zełenski przez trzy tygodnie nie zdecydował się na żaden gest.
Zorganizowana akcja orderowa
Budzisz odniósł się do kwestii zwrotu orderów przez byłych prezydentów Ukrainy. Zaznaczył, że po wizycie Kiryło Budanowa w Warszawie strona ukraińska wiedziała, jakich kroków oczekuje Polska. Mimo to — zamiast gestu deeskalacyjnego — w krótkim czasie przeprowadzono zorganizowaną akcję polityczną: ordery zwrócili wszyscy byli prezydenci, minister spraw zagranicznych, szef kancelarii prezydenta, a nawet ambasador Bodnar rezydujący w Warszawie.
Budzisz zwrócił uwagę na wewnętrzną sprzeczność argumentacji strony ukraińskiej: ministrowie Sybicha i Budanow twierdzili, że odebranie orderu Zełenskiemu jest aktem obraźliwym dla narodu ukraińskiego i walczących żołnierzy — ale zwrot orderów Rzeczpospolitej już obraźliwy nie jest. W tym samym czasie liderzy ukraińskiej opinii publicznej formułowali pod adresem Polaków i państwa polskiego opinie, które Budzisz określił jako niezwykle agresywne i obraźliwe — i to nie anonimowe komentarze, lecz wypowiedzi miarodajnych osób publicznych. Jako przykład przywołał kandydata w przyszłych ukraińskich wyborach prezydenckich Prytułę, który miał twierdzić, że Piłsudski był ukrainofobem, a żołnierze Petlury przetrzymywani byli w polskich obozach koncentracyjnych, gdzie umierali z głodu i chorób.
Kalkulacja Zełenskiego: racjonalna, ale krótkowzroczna
Budzisz nie twierdzi, że Zełenski jest nieracjonalny. Przeciwnie — odtwarza jego logikę: Ukraina buduje powojenny blok bezpieczeństwa oparty na osi północ-południe, od państw skandynawskich i bałtyckich po Turcję i Rumunię. W tej konstrukcji finansowanie pochodzi z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii — formatu E3. Polska jest w tym układzie zbędna, bo jest zbyt proamerykańska, żeby Europejczycy traktowali ją jako element swojego bloku, a zbyt podzielona wewnętrznie, żeby była wiarygodnym partnerem. Lepiej rozmawiać z Berlinem, który i tak będzie dyscyplinował Warszawę.
Budzisz przyznaje, że ta kalkulacja jest zrozumiała — ale oparta na założeniach, które mogą się nie sprawdzić. Po pierwsze, polityka Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii może się zmienić w krótkim czasie — jesienią w Niemczech są wybory do landtagów wschodnich, gdzie AFD ma nawet 42% poparcia w niektórych landach. Po drugie, Ukraina zakłada, że Amerykanie trwale wycofają się z Europy, co Budzisz uważa za ryzykowne założenie — Bałtyk jest zbyt ważny strategicznie dla Waszyngtonu, żeby Ameryka mogła sobie pozwolić na prawdziwe wycofanie. Kryzys polsko-ukraiński kosztuje Zełenskiego niewiele — Polska nie zablokuje pomocy finansowej, nie będzie drugimi Węgrami, nie zamknie Jasionki.
Dodatkowym motywem Zełenskiego jest sytuacja wewnętrzna: afera korupcyjna wokół Jermaka, w której pojawia się postać określana jako „Wowa”, osłabienie Sługi Narodu w Radzie Najwyższej, frustracja społeczna po ponad czterech latach wojny. Konflikt z Polską przykrywa te problemy i konsoliduje społeczeństwo wokół prezydenta — tak jak wcześniej konsolidował je kryzys w Gabinecie Owalnym.
Pasywność Polski jako systemowy problem
Budzisz poświęcił wiele czasu krytyce polskiej klasy politycznej — po obu stronach barykady. Gdy narastał trwający trzy tygodnie kryzys, minister spraw zagranicznych Sikorski był po prostu nieobecny. Potem cytował tweety Miedwiediewa, atakując prezydenta Nawrockiego. Budzisz uznał to zachowanie za politykę na poziomie działań sztubackich i zastrzegł, że chciałby wiedzieć, co Sikorski konkretnie zrobił, żeby kryzysu uniknąć — bo to, że Nawrocki może być krytykowany za formę swoich deklaracji, to jedno, a kompletna bezczynność rządu to drugie.
Ale PiS w opozycji nie wypada lepiej. Budzisz zapytał wprost: kto jest ministrem spraw zagranicznych w Gabinecie Cieni PiS? Nie wie. Kto ministrem obrony? Też nie wie. Zamiast strategii — demonstracja pod ambasadą niemiecką.
Polska ma duży potencjał i boksuje dwie klasy niżej niż mogłaby. Nasze siły zbrojne są dziś porównywalne do zdolności Niemiec, a Niemcy są państwem ramowym na Litwie. Jesteśmy militarnie silniejsi niż Kanada — a Kanada jest państwem ramowym na Łotwie. Jesteśmy silniejsi niż Wielka Brytania pod względem sił lądowych — a Wielka Brytania jest obecna w Estonii. My nie jesteśmy nigdzie. Mogliśmy zaproponować Litwinom dyslokację brygady, zastępując Niemców mających problemy rekrutacyjne. Mogliśmy zaproponować rotacyjną obecność na Gotlandii lub ćwiczenia na Bornholmie. Nie zrobiliśmy nic z żadnego z tych kierunków.
Co można zrobić
Budzisz nie wzywa do wrogich ruchów wobec Ukrainy. Skoro Ukraina chce podejścia transakcyjnego — Polska powinna to przyjąć i realizować na zimno, dbając wyłącznie o własne interesy. Nie ma już mowy o inwestowaniu w przyszłość i myśleniu prometejskim. Współpraca tam, gdzie przynosi korzyści; asertywność i żelazna konsekwencja wszędzie indziej.
W obszarze przemysłu zbrojeniowego Budzisz odwołał się do konkretów: przez półtora roku Strategy&Future jeździ na Ukrainę i kontaktuje polskie prywatne firmy zbrojeniowe z ukraińskimi. Jest już podpisana umowa między Firepointem a jedną z polskich firm zakładająca pełen transfer technologii — od rakiet manewrujących Flamingo, przez systemy Freya, po drony dalekiego zasięgu i rakiety balistyczne. Polska firma jest gotowa zainwestować polski kapitał. Brakuje jednego: umowy między rządem polskim a rządem ukraińskim, takiej jak te, które podpisały Holandia, Dania, Norwegia, kraje bałtyckie i praktycznie wszystkie państwa europejskie z wyjątkiem Polski.
Budzisz wskazał też na potrzebę budowania Private Military Companies na wzór firm estońskich czy brytyjskich, w których dziś pracują polscy operatorzy Sił Operacji Specjalnych — zarabiając dla firm z innych krajów. Peru ma liczącą się PMC na rynkach międzynarodowych. Polska nie ma żadnej, bo prawo to uniemożliwia.
Kwestia strategiczna: Bałtyk i zakorzenienie Ameryki
W dłuższej części rozmowy Budzisz rozwinął tezę o strategicznym znaczeniu Morza Bałtyckiego. Kontrola nad Bałtykiem jest warunkiem utrzymania kontroli nad obszarem arktycznym, a obszar arktyczny jest kluczowy dla bezpieczeństwa samych Stanów Zjednoczonych. To dlatego Trump tyle mówi o Grenlandii — nie chodzi o ambicje terytorialne, ale o strategię bezpieczeństwa wobec Chin i Rosji. Polska aktywność na Bałtyku to w istocie narzędzie utrzymania zaangażowania Ameryki w Europie — co jest podstawowym interesem naszego bezpieczeństwa.
Polska wobec Niemiec powinna prowadzić politykę asertywną, ale nastawioną na partnerstwo, nie konflikt. Niemcy są naszym zapleczem wynikającym z geografii — niezależnie od wszystkiego. Celem długofalowym powinno być doprowadzenie do sytuacji, w której Berlin uzna partnerstwo z Warszawą za warunek własnego sukcesu — tak jak Francja uznała to wobec Niemiec po 1956 roku.
Puenta
Na koniec Budzisz podsumował diagnozę jednym obrazem: Polska przyszła na zawody lekkoatletyczne, zawodnicy się nie pojawili, i zaczęliśmy krytykować ekipę rywali i narzekać, że stadion nam się nie podoba. Jesteśmy państwem pięciokrotnie zamożniejszym od Ukrainy, z większym potencjałem demograficznym, będącym w NATO i Unii Europejskiej — i dajemy się ograć graczowi, który jest słabszy, biedniejszy i toczy krwawą wojnę.