Cichocki w Polskim Radiu 24: kryzys polsko-ukraiński uderza w najbardziej zdeterminowanych zwolenników współpracy. Tusk w niewygodnej sytuacji

Bartosz Cichocki — były ambasador Polski na Ukrainie — był gościem programu Bez Uników w Polskim Radiu 24, gdzie rozmawiał z Renatą Grochal o genezie kryzysu polsko-ukraińskiego, decyzjach prezydentów Zełenskiego i Nawrockiego, konferencji URC w Gdańsku, perspektywach wyjścia z kryzysu oraz o tym, dlaczego Polska nie zbudowała silnego środowiska opiniotwórczego na Ukrainie.

Kryzys zaczął się od ekshumacji Melnyka i dekretu o UPA — nie od zwrotu orderu przez Cichockiego

Prowadząca Renata Grochal przypomniała, że to Cichocki jako pierwszy — 1 czerwca — zwrócił ukraiński order, który dostał w 2022 roku od prezydenta Zełenskiego za zasługi, i że właściwie od niego zaczęła się cała awantura o ordery. Cichocki sprostował: kryzys i cały ciąg wydarzeń zaczął się od ekshumacji i ceremonialnego państwowego pochówku Andrija Melnyka — kolaboranta Adolfa Hitlera — a kilka dni później od decyzji o nadaniu jednemu z pododdziałów Wojsk Specjalnych Ukrainy imienia bohaterów UPA. To były decyzje, o których sądzono, że już należą do przeszłości i których po prezydencie Zełenskim absolutnie nie można się było spodziewać. Potem zaczęły się reakcje polskie, reakcje ukraińskie na reakcje polskie i weszliśmy w spiralę eskalacyjną, z której — ma nadzieję — teraz, gdy pył bitewny opada, zaczniemy wychodzić.

Historia nie powinna przyćmić spraw gospodarczych ani obronnych

Cichocki ocenił, że ma nadzieję i nie widzi powodów, żeby tak zwana historia — bo nie mówimy tu o historii, tylko o dzisiejszych decyzjach politycznych państwa ukraińskiego — przyćmiła sprawy gospodarcze ani obronne. Nie jest to w interesie Polski. W naszym interesie jest, żeby Ukraina mogła kontynuować wysiłek obronny i żeby się zmieniała. A najprostszy i jedyny skuteczny sposób, jaki mu przychodzi do głowy, to otwarte drzwi do Unii Europejskiej — na określonych warunkach. Jeśli chcemy na wschód od naszych granic budować Zachód, żeby polscy przedsiębiorcy mogli się tam czuć komfortowo, żeby ten organizm był odporny na patologie, korupcję i zorganizowaną przestępczość — to powinniśmy te zmiany wspierać. A zmiany te, jak sami z własnego doświadczenia wiemy, często są bardzo bolesne i niepopularne — wiążą się ze wzrostem obciążeń podatkowych, trudnymi regulacjami w rolnictwie i energetyce. W zamian trzeba stworzyć obietnicę członkostwa w Unii Europejskiej. Innego sposobu nie widzi.

Głos Poroszenki jest bardzo ważny

Cichocki z dużą wagą odniósł się do słów byłego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, który wezwał do zamknięcia dyskusji o orderach i zaczęcia rozmów przez dyplomatów o wyjściu z kryzysu. To Poroszenko był tym politykiem tożsamościowym — i to za jego czasów doszło do najintensywniejszego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Chodziło wtedy o zakaz ekshumacji i gloryfikację osób odpowiedzialnych za ludobójstwo. Jeśli on dziś zajmuje takie stanowisko, to jest to bardzo ważne. Podobne głosy zabrali były premier Jaceniuk i bliski współpracownik Poroszenki w sprawach zagranicznych Kostiantyn Jelisejew, krytykując ukraińskich dyplomatów za zwrot orderów i wzywając każdego do spojrzenia w lustro. Bardzo niedobrze się stało, że ten kryzys rozlał się ze szczebla politycznego na urzędniczy. Za czasów prezydentów Dudy i Poroszenki tak nie było — minister Szczerski i minister Jelisejew byli w stałym kontakcie i szukali dróg rozplątania konfliktu.

Okno możliwości między dekretami a oświadczeniem Nawrockiego — i co się w nim zmarnowało

Cichocki zwrócił uwagę, że między ekshumacją Melnyka a oświadczeniem prezydenta Nawrockiego o wniosku do kapituły Orderu Orła Białego upłynął tydzień, a nawet ponad tydzień. W tym czasie polska opinia publiczna milczała — ten wybuch emocji i decyzji politycznych był opóźniony. I właśnie w tym oknie doszło do dwóch spotkań wysokiego szczebla. Pierwsze to Komisja ds. Współpracy Gospodarczej w Kijowie, gdzie z naszej strony był minister Domański, ze strony ukraińskiej wicepremier Kaczka. Drugie — na Cyprze, dzień po podpisaniu dekretu — wicepremier Sikorski spotkał się z ministrem Sybichą. To były co najmniej dwa momenty, w których za zamkniętymi drzwiami, bez reflektorów można było powiedzieć ukraińskim kolegom: słuchajcie, z tego będzie potężny problem, zwracamy wam na to uwagę, jeśli mieliście dobre intencje to spróbujmy znaleźć wspólne rozwiązanie. Gdyby wtedy zaproponowano to, co słyszy się że proponowano gdy przyjechał minister Budanow — jakąś modyfikację dekretu, może reorganizację pododdziału bez zmiany dekretu, żeby zmienił swój patronat — to być może nie musielibyśmy się nad orderami dalej zastanawiać. Ale potem prezydent Zełenski został postawiony publicznie pod presją — a żaden polityk, który od pięciu lat sprzeciwia się presji zbrojnej Rosji i presji Trumpa, nie będzie ustępował pod presją nikogo innego.

Dlaczego Zełenski to zrobił?

Cichocki chciałby wierzyć — skoro pył bitewny opada i pora na konstruktywną refleksję — że Zełenski po prostu nie docenił tego elementu. W swoim przekonaniu oddawał dekretowi hołd bojownikom za niepodległość Ukrainy. Tak jest postrzegana UPA w dużej części ukraińskiego społeczeństwa — jako niezłomni rycerze walczący przede wszystkim z najazdem sowieckim. Miał na myśli uhonorowanie ruchów niepodległościowych.

Jest też inna, popularna teza — zawierająca element lekceważący, którą relacjonuje, nie podpisując się pod nią — że do tego doszło na tle głębokiego kryzysu wewnętrznego struktury władzy prezydenckiej, związanego ze skandalem korupcyjnym i dymisją potężnego szefa biura prezydenta Andrija Jermaka oraz kolejnymi oskarżeniami wobec bezpośrednich współpracowników Zełenskiego. W tym kontekście pojawiły się tezy, że przejechanie prętem po polskiej klatce spowoduje kryzys i establishment ukraiński stanie jak jeden mąż wobec polskiego. I tak się stało. Ale to tezy ex post — po czasie zdarzenia zawsze układają się w logiczną całość, która na bieżąco wcale nie musi być dla nikogo logiczna.

Cel Nawrockiego — trudno powiedzieć, skutek był przewidywalny

Zapytana o cel prezydenta Nawrockiego prowadząca zauważyła, że Nawrocki musiał zdawać sobie sprawę, że jeśli postawi kwestię na ostrzu noża i zagrozi odebraniem orderu, Zełenski nie zmieni swojej decyzji. Cichocki zaznaczył, że nie chce wchodzić w analizę cudzych intencji — to bardzo ryzykowne. Natomiast obiektywnie można powiedzieć, że skutek jest taki, że decyzja o odebraniu orderu bardzo utrudniła Zełenskiemu przyjazd do Gdańska. Wyraził mu publicznie brak szacunku na poziomie państwowym w odpowiedzi na jego brak szacunku wobec Polski. Oczywiście trudno po tym przyjechać — ale nie sądzi, żeby intencją Nawrockiego było psucie imprezy, która miała duży potencjał, żeby Polskę pokazać w dobrym świetle.

Mógł też prezydent Nawrocki rozumieć, że jeśli nie przejmie inicjatywy, fala emocji w Polsce spowoduje przepływ wyborców do Konfederacji — a zwróćmy uwagę, że wniosek o odebranie Orła Białego przyszedł z Konfederacji jako pierwszej.

Kryzys uderza w najbardziej zdeterminowanych zwolenników współpracy — Tuska i Kowala

Cichocki ocenił, że ten kryzys związany z decyzjami Zełenskiego uderza przede wszystkim w najbardziej zdeterminowanych zwolenników współpracy polsko-ukraińskiej. W premiera Tuska — który miał być postacią pierwszoplanową konferencji w Gdańsku, u boku Zełenskiego i Ursuli von der Leyen, i tego teraz został pozbawiony. W Pawła Kowala — człowieka, który ciężko pracował żeby usunąć problemy wokół ekshumacji i współpracy gospodarczej, a teraz jest pod ogromną krytyką, Leszek Miller twierdzi że stoi na czele piątej kolumny banderowskiej. Zyskują politycy jak Miller, a tracą jak Tusk. Nie po raz pierwszy — bo pamiętamy historię z wysadzeniem z pociągu, gdzie podróżowali Starmer, Macron i Merz. Po raz kolejny z niezrozumiałych przyczyn decyzje Zełenskiego uderzają w tych, na których jego strona powinna najbardziej zależeć.

Czy obecność Zełenskiego w Gdańsku pomogłaby?

Cichocki zastanawiał się, czy gdyby Zełenski przyjechał do Gdańska i powtarzał stanowiska, które wygłosił w niedzielę i poniedziałek, i gdyby doszło do trudnej dyskusji na konferencji prasowej — to może jego obecność tylko pogorszyłaby sytuację. Może lepiej w takiej sytuacji wziąć z obu stron pauzę, trochę odczekać — rany zawsze się jakoś zabliźniają. Za chwilę mamy rocznicę Krwawej Niedzieli. Może trzeba dać popracować przedsiębiorcom, ministrom gospodarki i inwestorom.

W każdym razie nie powinno tak być, żeby ten spór — fałszywie przedstawiany jako spór polsko-ukraiński, bo to nie jest spór polsko-ukraiński — zakłócił dwa bardzo ważne procesy. Jeden to obrona przed najazdem rosyjskim, drugi to transformacja gospodarcza. Ukraina to dziś gospodarka wielkości okręgu warszawskiego, państwo demograficznie się załamujące, które zawsze miało problemy z przyciąganiem inwestycji. A najciekawsze inwestycje ostatnich miesięcy to polskie inwestycje — Maspex, wody mineralne, PZU Ukraina, który wykupił akcje MetLife za bodajże 100 milionów euro. Sto milionów euro to w warunkach ukraińskich bardzo dużo — nasze skumulowane inwestycje od lat dziewięćdziesiątych to setki milionów, nie miliardy. I obie strony, w szczególności ukraińska, powinny raczej zabiegać o więcej takich inwestycji niż je odstraszać.

Cichocki podkreślił też, że patrząc na prasę niemiecką, francuską i głosy ze środowisk żydowskich w USA — starają się zachować spokój, ale z przerażeniem otwierają oczy na historię UPA. Liberalny, inkluzywny, prozachodni prezydent sięga po symbole, po które nie powinien sięgać — symbole, które są w zdominowanej przez środowiska liberalne Europie szokujące. To może Ukrainę dużo kosztować. I nie czuje z tego powodu satysfakcji, bo uważa, że powinniśmy robić wszystko, żeby Ukraina zmierzała w kierunku systemu politycznego, społecznego i gospodarczego przypominającego to, co mamy w Unii Europejskiej.

Czy Polska instrumentalizuje historię dla celów akcesyjnych?

Cichocki odniósł się do twierdzeń Zełenskiego, że decyzja Nawrockiego o odebraniu orderu ma związek z negocjacjami akcesyjnymi i rywalizacją w rolnictwie. Ocenił, że są to niepotrzebne wypowiedzi, bo zawierają dużą dozę lekceważenia i zarzucają Polsce cynizm — że instrumentalnie traktujemy sprawy tożsamościowe, żeby osiągnąć inne cele. Oczywiście Polska i Ukraina będą konkurentami — ale my wchodząc do UE też okazaliśmy się dla wielu gospodarek konkurentami, w tym w rolnictwie. Były okresy przejściowe, zostaliśmy wypchnięci z rynku usług transportowych. To bardzo brutalna gra. Tak samo będzie z Ukrainą, ale ostateczny rezultat będzie dla wszystkich korzystny. Mamy wystarczająco dużo inteligentnych prawników i ekonomistów, żeby tak to ułożyć, by Ukrainę przyjąć bez nadmiernej szkody dla polskiej gospodarki. Jakieś minusy będą — trzeba to uczciwie powiedzieć, policzyć je i plusy, i zacząć pracować nad tym jak najszybciej.

Ukraina nie powinna dawać pretekstów przeciwnikom rozszerzenia

Cichocki w pełni zgodził się z oceną byłego szefa MSZ Jacka Czaputowicza, że sprawa wołyńska i cała awantura o ordery są niezrozumiałe dla Zachodu i że Zachód i tak nie chce rozszerzenia UE o Ukrainę. Bez żadnego związku z Ukrainą projekt europejski jest w kryzysie — społeczeństwa zachodnie czują się niepewnie wobec migracji, transformacji energetycznej i wielu innych rzeczy. Nie ma zgody społeczeństw na dalsze rozszerzenie. Gloryfikacja UPA może być wykorzystywana jako pretekst — i rządom ze starej Europy będzie bardzo wygodnie, żeby to inni blokowali, tak jak był Orban. On głośno był potępiany, ale w gruncie rzeczy działał w pełnej zgodzie z interesami państw, które nie są gotowe na przyjęcie Ukrainy. Nad tym przede wszystkim powinni się zastanowić Ukraińcy — i nie dodawać pretekstów tym, którzy integracji europejskiej są przeciwni.

Czy dojdzie do państwowego pogrzebu Bandery?

Cichocki potwierdził, że istnieje taka chęć po stronie władz ukraińskich, natomiast sprzeciwia się temu rodzina Stepana Bandery w Kanadzie — boją się, że zwłoki mogłyby zostać zbezczeszczone, bo na Ukrainie trwa wojna i panteon narodowy nie jest specjalnie zabezpieczony przed rakietami. Następnym pochówkiem będzie prawdopodobnie Jewhen Konowałec — szwagier Melnyka, człowiek, który zginął w 1938 roku. Jeden z twórców OUN, odpowiedzialny za ataki terrorystyczne na polskich urzędników przedwojennych — choć nie dożył zbrodni wołyńskiej i sądząc po postawie Melnyka też nie byłby entuzjastą czystki etnicznej. Nie rozumie tego wyboru. Ukraina ma naprawdę bogatą listę bohaterów narodowych, którzy nikogo nie antagonizują. Jeśli wrócić do pierwszego wystąpienia Zełenskiego na Dniu Niepodległości w 2019 roku, to budował tam ciekawą tożsamość — przywołując wynalazców, sportowców, Bubkę, Szewczenkę. Panteon można zapełnić chłopakami i dziewczynami ginącymi codziennie na froncie od kul rosyjskich. Ale Ukraińcy sami wybierają sobie bohaterów — Polska ma prawo na to reagować.

Spirala eskalacyjna i wzajemny szok

Cichocki ocenił, że nastąpił wzajemny szok. Polska nie spodziewała się po Zełenskim tego, co zrobił. Ukraińcy nie spodziewali się skali polskich emocji — tym bardziej, że przez tydzień nic się nie działo. A następnie w każdej rundzie wymiany ciosów następowało naddanie — tu odebrany order, tam wysypuje się worek orderów. Czy trzeba było Order Orła Białego fotografować w oddziale pocztowym i wysyłać na koszt odbiorcy? Czy trzeba było tworzyć presję na aparat państwowy, żeby się bezpośrednio włączył? Jest mu trudno sobie wyobrazić, jak teraz minister Sybich, ambasador Bodnar — ludzie, których bardzo ceni za wkład w poprawę stosunków polsko-ukraińskich — mieliby uczestniczyć w wyjściu z tego sporu, skoro oddali ordery i wyrazili publicznie brak szacunku wobec państwa polskiego. Minister Budanow, marszałek Rady Najwyższej Stefańczuk — wszyscy zaangażowani ludzie. Stefańczuk miał być w Gdańsku, nie przyjechał — nie będzie spotkania parlamentarnego.

Polska nie zbudowała środowiska opiniotwórczego na Ukrainie

Cichocki mówił też o asymetrii wiedzy i wpływu. Polska nie zbudowała na Ukrainie środowiska opiniotwórczego. Osób, które zawodowo komentują sprawy polskie w Kijowie, jest może trzy do czterech. Po naszej stronie można by zapełnić całą Myśliwiecką ekspertami od Ukrainy zajmującymi się tym od dekad. Po likwidacji USAID przez administrację Trumpa pojawiła się okazja — setki ekspertów z różnych dziedzin znalazło się bez pracy. Szwedzi to wykorzystali. Polska nie. Był też projekt — Ukraińcy bardzo cenią byłego ministra klimatu Michała Kurtykę i chcieli jego ekipę zatrudnić do dostosowania ukraińskiego prawodawstwa energetycznego do wymogów unijnych. Nie znaleziono kilkudziesięciu tysięcy złotych na opłacenie przez rok pracy pięciu do ośmiu ekspertów, którzy przepisaliby polskie ustawy energetyczne. A mielibyśmy dzięki temu wejście do najważniejszych gabinetów w Kijowie. Czasem nie umiemy znaleźć kilkudziesięciu tysięcy złotych, żeby potem stracić miliardy w perspektywie kilku lat. I to nie jest zarzut pod adresem obecnego rządu — tak jest bez względu na kolor koalicji rządzącej.

Polska mniejszość na Ukrainie dyskryminowana systemowo od 1991 roku

Cichocki zwrócił uwagę, że gdy mówi się o sytuacjach społecznych — pobiciach Ukraińców w Polsce za mówienie po ukraińsku — to obrzydliwe, ale pamiętajmy, że polska mniejszość na Ukrainie jest od 1991 roku systemowo dyskryminowana przez państwo ukraińskie. Może nie dochodzi do ulicznych pobić, ale może do czegoś gorszego. Wierni nie mają prawa odzyskać kościołów, szkolnictwo polskie jest ograniczane. I tego zazwyczaj nie podnosimy na szczeblu państwowym w imię jakiegoś wyższego dobra. Im bliżej granicy z Polską, tym gorzej. Potrzebny jest sygnał z obu stron i inwestycja w lepsze wzajemne poznanie.

Mechanizmy wyjścia z kryzysu — pełnomocnictwa polityczne i konsekwencja

Zapytana o to, czy powinna powstać grupa do spraw trudnych podobna do polsko-rosyjskiej komisji Rotfeldta-Torkunowa, prowadząca odpowiedziała, że to nie jest dobry przykład. Cichocki się zgodził — wie, czym to się skończyło. Mechanizmów można wymyślić wiele — ale zadziałają tylko jeśli będą miały pełnomocnictwa ze szczebla politycznego. Mamy Komitet Strategiczny Prezydentów — jakoś zamarł. Może ze względu na wojnę, może dlatego że za prezydenta Zełenskiego dotychczas takich problemów nie było. Problem w tym, że po stronie ukraińskiej mamy system prezydencki, a u nas system mieszany — i znowu powstaje pytanie, kto po stronie polskiej będzie miał pełnomocnictwa: ludzie prezydenta czy premiera. Najlepiej jedni i ci sami. Za Dudy było łatwiej, bo rząd był z tego samego środowiska. Tworzono nieformalne ciała — ministerstwo kultury, obrony, IPN, szereg resortów. Czy dziś jest to możliwe? Ma nadzieję — bo stosunek do ludobójstwa, do ofiar i zbrodniarzy łączy w Polsce ponad podziałami. Nie sądzi, żeby wyborcy Platformy, PSL, PiS czy Konfederacji zasadniczo się tu różnili. Sytuacja sprzyja.

Zaznaczył, że kryzys wybuchł dwa tygodnie po trzydniowym kongresie polskich i ukraińskich historyków w Baranowie Sandomierskim — który był w znakomitej większości bardzo konstruktywny. Do dziś można go obejrzeć na YouTube. I odbył się z inicjatywy strony ukraińskiej, w duchu — zostawmy historię historykom. No to bądźmy konsekwentni. Ale strona ukraińska tej konsekwencji nie wykazała — i mamy problem, który mamy.


Rozmowę przeprowadziła Renata Grochal. Program dostępny na kanale Polskie Radio 24 na YouTube, liczącym ponad 109 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 24 czerwca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *