Drewniak w Defence24 Lotnictwo: MiG-29 był tylko pretekstem do rozmów z Ukrainą

Generał brygady pilot rezerwy Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych i były szef szkolenia Sił Powietrznych, był gościem Macieja Szopy w nowym programie „Defence24 Lotnictwo”. Tematem rozmowy była przyszłość myśliwców MiG-29 w kontekście wsparcia dla Ukrainy oraz kondycja polskiego lotnictwa wojskowego.

Decyzja o przekazaniu MiG-ów była słuszna

Drewniak ocenił, że decyzja o przekazaniu Ukrainie kilkunastu sztuk MiG-ów-29 była słuszna i bardzo pomocna. W momencie przekazania Ukraina nie dysponowała żadną realną alternatywą — rozmowy na temat F-16 dopiero się wtedy toczyły. Przekazane samoloty były w pełni gotowe do działania: ukraińscy piloci potrafili na nich latać, ukraiński system dowodzenia potrafił nimi dowodzić, a ukraińscy technicy i inżynierowie potrafili je obsługiwać, dzięki czemu mogły zostać użyte w obronie ukraińskiego nieba praktycznie od razu.

Coraz trudniej utrzymać MiG-i w służbie

Drewniak potwierdził, że MiG-29 rzeczywiście odciąża dziś w Polsce samoloty F-16, jednak zaznaczył, że to rozwiązanie ma coraz poważniejsze ograniczenia. Generał zwrócił uwagę, że MiG-29 ma dziś coraz większy problem z funkcjonowaniem w natowskim systemie — nie ma m.in. łącza Link 16, podstawowego dziś medium wymiany informacji, a same samoloty są już dość „egzotyczne”. Największym wyzwaniem pozostaje jednak utrzymanie ich w sprawności technicznej, ponieważ są to konstrukcje produkcji byłego Związku Radzieckiego, a głównym producentem i użytkownikiem tego typu maszyn pozostaje dziś Rosja, dysponująca pełnym systemem serwisowym. Możliwość korzystania ze wsparcia Białorusi również została zamknięta. Drewniak ostrzegł, że z każdym dniem eksploatacji bez poważnego wsparcia technicznego rośnie ryzyko poważnej awarii.

Odnosząc się do możliwości polskiego przemysłu, generał wskazał, że Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy mają ogromne doświadczenie w obsłudze tych samolotów, ale żaden, nawet najlepszy zakład nie jest w stanie funkcjonować bez dostępu do oryginalnych części zamiennych — części do silników czy systemów hydraulicznych i elektrycznych nie da się wyprodukować w Polsce. WZL-2 dysponuje zdolnością remontową, naprawczą i konserwacyjną, ale nie produkcyjną we wszystkich obszarach.

F-16 wciąż nie zastąpił w pełni MiG-ów

Zapytany, czy MiG-i są dziś Ukrainie w ogóle potrzebne, skoro Kijów dysponuje już F-16, kilkoma Mirage’ami oraz pierwszymi Gripenami i zapowiedzianymi Rafale’ami, Drewniak zwrócił uwagę, że liczba ukraińskich pilotów wyszkolonych na F-16 pozostaje mocno ograniczona z różnych przyczyn. Kluczowym problemem jest to, że system dowodzenia i obsługi naziemnej potrzebny do eksploatacji F-16 nie został na Ukrainie zbudowany w takim stopniu, w jakim Polska zbudowała go dla swoich sił powietrznych — co zresztą jest zrozumiałe w warunkach toczącej się wojny. W tej sytuacji MiG-29 mógłby być kolejnym prostym wzmocnieniem obrony powietrznej, ponieważ nadal się do tego nadaje, a jego wdrożenie do ukraińskiej floty byłoby, jak ujął to generał, praktycznie bezproblemowe — wystarczyłoby przemalować oznaczenia z szachownicy na tryzub.

Szopa zwrócił uwagę, że ukraińskie MiG-i przeszły też pewne modyfikacje dostosowujące je do zachodniej amunicji — bomb precyzyjnych i pocisków przeciwradiolokacyjnych — co mogło podnieść ich wartość bojową względem pierwotnego uzbrojenia. Drewniak przypomniał w odpowiedzi, że w porównaniu do F-16 MiG-29 dysponuje dość prymitywnym arsenałem uzbrojenia do zwalczania celów naziemnych — był to przede wszystkim samolot myśliwski z przyzwoitymi jak na tamte czasy pociskami powietrze-powietrze. Dziś Ukraińcy adaptują swoje MiG-i do przenoszenia różnego rodzaju uzbrojenia, częściowo metodami określonymi przez generała jako „chałupnicze” — na przykład prowizoryczne okablowanie do tabletów montowanych na kolanach pilota. W warunkach wojennych takie rozwiązania się sprawdzają, ale nie są to metody, które można stosować systemowo.

Resurs samolotów i problem silników RD-33

Na pytanie, jak długo Ukraina realnie będzie mogła eksploatować MiG-i-29, biorąc pod uwagę, że zapowiadane 250 nowych samolotów zachodnich to perspektywa nawet dekady, Drewniak przywołał polskie doświadczenia z przedłużaniem resursu samolotów Su-22. Badania niszczące przeprowadzone na elementach podlegających ograniczeniom resursowym wykazały, że konstruktorzy założyli margines bezpieczeństwa rzędu 200–300 proc., co pozwoliło przedłużyć eksploatację Su-22 o kolejne kilkanaście lat od 2014–2015 roku. Ukraina, dysponująca doświadczeniem eksploatacyjnym i własnymi zakładami remontowymi MiG-a-29, nie powinna mieć w tym zakresie większego problemu. Jedynym istotnym pytaniem pozostają silniki RD-33 — nie wiadomo, czy Ukraina jest w stanie samodzielnie je remontować, a to problem, z którym zmaga się także Polska, niebędąca producentem kluczowych elementów, takich jak łopatki turbin. Drewniak zwrócił uwagę, że również Bułgaria wysyła w ostatnich latach silniki do remontu do Polski, co pokazuje skalę zależności regionu od zewnętrznego wsparcia technicznego.

MiG jako pretekst do rozmowy o technologiach dronowych

Pytany, czy polska prośba o technologie dronowe w zamian za MiG-i jest wobec Ukrainy „w porządku”, Drewniak ocenił, że sam MiG był w istocie jedynie pretekstem, by usiąść do stołu rozmów. Przypomniał, że polski minister ujawnił niedawno skalę pomocy, jakiej Polska udzieliła Ukrainie w najbardziej krytycznym momencie wojny, i w jego ocenie w zamian Polska powinna móc liczyć na to, by strona ukraińska podzieliła się zdobytą w boju wiedzą i doświadczeniem — szczególnie w dziedzinie dronów, która rozwija się tak dynamicznie, że polskie programy zbrojeniowe bywają nieaktualne, zanim zostaną wdrożone. Generał podkreślił, że polscy żołnierze, poza misjami pokojowymi, nie brali od czasów II wojny światowej udziału w pełnoskalowym konflikcie, więc każde realne doświadczenie bojowe Ukraińców ma dla Polski ogromną wartość. Prowadzący dodał, że skoro Polska zainwestowała częściowo bezinteresownie w bezpieczeństwo Ukrainy, naturalne wydaje się oczekiwanie inwestycji w bezpieczeństwo Polski w zamian — nie tyle z powodu zasady wzajemności, co wspólnego bezpieczeństwa całego regionu graniczącego z Rosją.

Drewniak zaznaczył, że nie zna dokładnie oczekiwań strony ukraińskiej, ale wskazał, że w grę może wchodzić także prośba o zamontowanie w ukraińskich samolotach interfejsów do zachodniego uzbrojenia. Zastrzegł przy tym, że ewentualne remonty czy modernizacje wykonywane przez Polskę wymagałyby czasu liczonego w latach, a otwartym pytaniem pozostaje, czy Ukraina może sobie pozwolić na taki okres oczekiwania.

Bułgaria jako potencjalna alternatywa

Odnosząc się do doniesień, że w razie braku porozumienia z Ukrainą polskimi MiG-ami mogłyby być zainteresowane inne kraje europejskie, Drewniak wskazał, że w Europie pozostał już tylko jeden użytkownik MiG-ów-29 oczekujący na dostawy F-16 — Bułgaria. Ewentualne przekazanie maszyn Bułgarii mogłoby mieć charakter wyłącznie pomostowy, do czasu osiągnięcia przez bułgarskie F-16 zdolności do pełnienia dyżurów bojowych w systemie obrony powietrznej — proces, który w przypadku Polski zajął od 3,5 do 4 lat. Generał zastrzegł, że nie wie, czy takie rozmowy z Bułgarią są faktycznie prowadzone. Szopa wskazał również, że według najnowszych informacji rozmowy polsko-ukraińskie na temat MiG-ów-29 wracają na tory po okresie politycznych napięć, a głos zaczynają odzyskiwać strony merytoryczne po obu stronach.

F-35 jako zapowiadany następca — i dylemat mnożenia typów samolotów

Na zakończenie rozmowy Drewniak przypomniał, że już w 2013 roku, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej poświęconego przedłużeniu resursu Su-22 i przyszłości MiG-a-29, jako ówczesny szef Wojsk Powietrznych wskazywał F-35 jako naturalnego następcę MiG-a-29 i opowiadał się za przystąpieniem Polski do programu F-35 w charakterze partnera, nawet na najniższym poziomie — uznając to za korzystne zarówno militarnie, jak i gospodarczo. Choć w owym czasie spotkało się to z krytyką, dziś Polska użytkuje F-35, choć nie jest partnerem programu — aspekt wojskowy udało się więc zrealizować, gospodarczy wciąż pozostaje otwarty.

Drewniak zwrócił uwagę, że polskie siły powietrzne będą w efekcie dysponować wyjątkową na tle świata różnorodnością typów samolotów — obok F-16 i F-35 w służbie pozostają samolot szkolny M-346 oraz FA-50 wraz z jego zmodyfikowaną wersją PL. Przy flocie liczącej ok. 120–150 maszyn oznacza to obsługę czterech, a nawet czterech i pół typów samolotu odrzutowego jednocześnie. Generał podkreślił, że to poważne wyzwanie logistyczne i finansowe — przesiadka pilota między typami statków powietrznych czy głębsza obsługa techniczna wymaga wysoko specjalistycznej wiedzy, a mnożenie typów zmniejsza liczbę maszyn przypadających na dany typ, co podnosi koszt godziny lotu i wymaga budowy odrębnej infrastruktury bazowej, remontowej i obsługowej dla każdego z nich.

Zapytany o los personelu obsługującego wycofywane samoloty wschodniej produkcji, Drewniak odwołał się do własnych doświadczeń z wdrażania samolotu szkolnego M-346 w miejsce Iskry, kiedy konieczne było podejmowanie trudnych decyzji, kto zostanie przeszkolony na nowy typ, a kto zakończy służbę na TS-11. Podkreślił, że każdy taki przypadek wymaga indywidualnej, dogłębnej analizy możliwości językowych i technicznych danej osoby — nie może to być mechaniczna decyzja oparta wyłącznie na wieku. Jego zdaniem doświadczeni technicy, nawet jeśli nie zostaną skierowani do obsługi F-35, wciąż mogą znaleźć zastosowanie przy innych typach statków powietrznych, takich jak Herculesy czy CASA.


Rozmowę przeprowadził Maciej Szopa. Program „MiG-29 był tylko pretekstem do rozmów z Ukrainą | LOTNICTWO” dostępny na kanale Defence24 na YouTube, liczącym 160 tys. subskrybentów. Opublikowany 27 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *