Dworczyk w Kanale Otwartym: Order Orła Białego eksplodował Ukraińcom w rękach

Michał Dworczyk, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, był gościem Kamili Baranowskiej w programie „Kanał Otwarty”. Rozmowa dotyczyła kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich po decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o odebraniu polskiemu przywódcy Orderu Orła Białego oraz konsekwencji, jakie ta decyzja wywołała na forum europejskim.

Kryzys uzależniony od sytuacji wewnętrznej Ukrainy

Dworczyk ocenił, że Polska i Ukraina znajdują się obecnie w stanie kryzysu, którego dalszy przebieg trudno przewidzieć. Zauważył, że choć pojawiły się ostatnio sygnały o charakterze deeskalacyjnym, sam kryzys trwa nadal i w dużej mierze wynika z wewnętrznej sytuacji politycznej na Ukrainie. Europoseł podkreślił, że temat historii i ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów był wielokrotnie poruszany w jego bezpośrednich rozmowach z prezydentem Zełenskim i innymi czołowymi ukraińskimi politykami, więc nie jest to sprawa, która emocjonalnie porusza osoby decyzyjne w Kancelarii Prezydenta Ukrainy. Jego zdaniem temat został wykorzystany instrumentalnie w polityce wewnętrznej, by stworzyć tzw. efekt flagi i zjednoczyć wokół prezydenta społeczeństwo zmagające się z poważnym kryzysem politycznym — zmianą całego rządu, protestami po odwołaniu popularnego ministra obrony narodowej oraz odwołaniem dowódcy sił zbrojnych Ukrainy, generała Ołeksandra Syrskiego. Efekt mobilizacyjny okazał się jednak krótkotrwały.

Świadoma strategia, a nie przypadek

Zapytany, czy otoczenie Zełenskiego mogło nie docenić skali reakcji strony polskiej, Dworczyk stwierdził, że choć w polityce często nie docenia się roli przypadku i prostych emocji, w tym przypadku bardziej prawdopodobna jest świadoma, choć błędna, decyzja wynikająca z przyjętej wcześniej strategii Ukrainy — orientacji przede wszystkim na współpracę z Niemcami i Brukselą. W ocenie polityka taka strategia może w krótkiej i średniej perspektywie przynieść korzyści samemu Zełenskiemu i jego otoczeniu, natomiast długofalowo nie służy interesom Ukrainy. Przypomniał, że początek pełnoskalowej wojny w 2022 roku pokazał wyraźnie, na kogo Ukraina mogła liczyć w krytycznym momencie — a Berlin wówczas zawiódł.

Na pytanie, czy to niewdzięczność, czy czysty pragmatyzm, Dworczyk odpowiedział jednoznacznie: w polityce międzynarodowej nie ma takiej waluty jak wdzięczność. Ukrainie potrzebne są dziś przede wszystkim pieniądze — na rozwój własnego przemysłu zbrojeniowego, który europoseł ocenił jako jeden z najbardziej nowoczesnych i innowacyjnych w Europie. Podał przykład, że jeden ukraiński zakład produkuje rocznie więcej luf artyleryjskich kalibru 155 mm niż wszystkie kraje europejskie razem wzięte. Środki na ten cel ma Bruksela i Berlin — Polska ich po prostu nie ma, dlatego Kijów skoncentrował się na relacjach z tymi stolicami, spychając Warszawę na dalszy plan.

Błędy popełniła też strona polska

Dworczyk przyznał, że odpowiedzialność za obecny stan relacji nie leży wyłącznie po stronie ukraińskiej. Polska, jego zdaniem, przez lata patrzyła na Ukrainę przez zbyt romantyczne, różowe okulary, była zbyt mało aktywna i nigdy precyzyjnie nie zdefiniowała, czego właściwie oczekuje od tej relacji — czy chce bliskiego sojuszu, czy wyłącznie partnerstwa gospodarczego. Brak jasno określonego celu przełożył się na brak skutecznej, aktywnej polityki. Europoseł powiązał to ze słabością polskich instytucji państwowych — mimo obecności dobrze przygotowanych urzędników i dyplomatów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, nie zawsze są oni wykorzystywani we właściwy sposób.

Order „eksplodował w rękach” Ukraińców

Odnosząc się do samej decyzji o odebraniu orderu i języka twardej symboliki, Dworczyk ocenił, że w efekcie doszło do urealnienia sytuacji z obu perspektyw. Strona ukraińska, jak stwierdził, była przekonana, że Polskę można całkowicie zignorować — tymczasem sprawa „eksplodowała im w rękach”: Parlament Europejski przyjął uchwałę krytykującą zarówno samego prezydenta Zełenskiego, jak i ukraińskich nacjonalistów z UPA, formację odpowiedzialną za ludobójstwo dokonane na Polakach podczas II wojny światowej. Skala reakcji zaskoczyła stronę ukraińską. Jednocześnie, jak zaznaczył Dworczyk, Polska musiała zdjąć resztki „różowych okularów” i zaakceptować, że ma do czynienia z twardym partnerem, kierującym się wyłącznie własnymi interesami.

Sprawa umiędzynarodowiona — Zełenski nieświadomym promotorem tematu Wołynia

Dworczyk stwierdził, że nikt w historii nie zrobił tyle dla rozpropagowania w Europie tematu ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach, co sam prezydent Zełenski — dla wielu europosłów z innych krajów była to zupełna nowość, o której wcześniej nie mieli pojęcia. Podkreślił, że przyjęta w Parlamencie Europejskim rezolucja, mimo że w jego ocenie niedoskonała (część zgłoszonych przez PiS poprawek odrzuciła Europejska Partia Ludowa, do której należy Platforma Obywatelska), została zainicjowana wspólnie przez polskiego i niemieckiego parlamentarzystę. W grupie zajmującej się współpracą z Ukrainą, w której zasiadają przedstawiciele wszystkich frakcji politycznych, odbyła się długa dyskusja na ten temat z udziałem Francuzów, Niemców i Włochów. W dyskusji uczestniczyli też przedstawiciele krajów bałtyckich, choć ich rolę Dworczyk ocenił jako jedynie umiarkowanie pozytywną. Podkreślił, że wszyscy uczestnicy musieli solidnie odrobić lekcję historii dotyczącą wydarzeń na Kresach II Rzeczpospolitej w czasie II wojny światowej. Dworczyk wyraził nadzieję, że sprawa zakończy się podobnie jak w przypadku Chorwacji, która musiała odciąć się od historii ustaszy, kolaborantów odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne. Uznał, że problem ludobójstwa UPA powinien stać się elementem rozmowy o akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, choć przyznał, że większość europosłów na razie nie chce łączyć obu kwestii.

Banderyzacja Ukrainy — świadomy wybór polityczny sprzed lat

Zapytany o postępującą banderyzację Ukrainy, Dworczyk ocenił, że wąska grupa ukraińskich historyków i nacjonalistów już kilkanaście lat temu, jeszcze przed 2014 rokiem, podjęła decyzję o zbudowaniu nowej ukraińskiej tożsamości narodowej wokół etosu OUN-UPA, eksponując wyłącznie bohaterski wymiar walki z Rosjanami, a przemilczając zbrodnie dokonane przez tę formację. Porównał ten mechanizm do wybiórczego przedstawiania historii III Rzeszy wyłącznie przez pryzmat budowy autostrad, z pominięciem odpowiedzialności za zbrodnie. Zaznaczył, że w tamtym okresie środowisko to nie było jeszcze jednoznacznie zideologizowane, a wybór ideowy, jaki wówczas podjęto, opierał się na koncepcji nacjonalizmu integralnego opracowanej przez Dmytra Doncowa — ukraińskiego ideologa, który już w dwudziestoleciu międzywojennym postulował wymordowanie wszystkich osób nienależących do narodu ukraińskiego, a zamieszkujących tereny uznawane przez niego za rdzennie ukraińskie.

Dworczyk wspomniał, że osobiście znał część twórców tej polityki historycznej, w tym byłego prezesa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, z którym przed laty współorganizował na kijowskim Chreszczatyku wystawę poświęconą współpracy Piłsudskiego i Petlury. Zaznaczył, że efektem wieloletniej polityki historycznej jest dziś pokolenie młodych Ukraińców wychowanych na zafałszowanym obrazie UPA, w tym żołnierze na froncie noszący symbole UPA i OUN, którzy — jak relacjonował ze swoich rozmów — bywają autentycznie zaskoczeni, gdy dowiadują się, że oddziały UPA wymordowały wielokrotnie więcej bezbronnych polskich cywilów, kobiet i dzieci niż sowieckich żołnierzy czy agentów. Zastrzegł jednocześnie, że twierdzenie, jakoby przeciętny Ukrainiec dziś dążył do mordowania Polaków, byłoby jawnym kłamstwem.

Otwarcie archiwów i ekshumacje — ostrożny optymizm zamiast entuzjazmu

Odnosząc się do zapowiedzi prezydenta Zełenskiego dotyczących otwarcia nowych archiwów i wydawania kolejnych zgód na ekshumacje, Dworczyk ocenił to jako element polityki wizerunkowej, a nie realny przełom — archiwa dla badaczy były bowiem otwarte już wcześniej, więc przedstawianie tego jako ustępstwa jest manipulacją. Prawdziwym testem intencji strony ukraińskiej będzie w jego ocenie skala rzeczywiście wydawanych zgód na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, dotąd bowiem dawkowanych w bardzo ograniczonej liczbie, przy jednoczesnym tłumaczeniu tego trudnościami administracyjnymi. Dworczyk zaznaczył, że gdy ukraińskiemu rządowi rzeczywiście zależy na jakiejś sprawie, potrafi ją załatwić stosunkowo szybko — dlatego to właśnie tempo realizacji zapowiedzi pokaże, czy mamy do czynienia z realnym krokiem w stronę rozładowania napięcia, czy jedynie z zapowiedzią bez pokrycia.

Problem szerszy niż jedna jednostka wojskowa

Pytany o postulat zmiany nazwy spornej jednostki wojskowej jako warunku wznowienia dialogu, Dworczyk zwrócił uwagę, że koncentrowanie się na jednym przypadku przesłania szerszy problem — w ciągu ostatnich piętnastu miesięcy kilka ukraińskich jednostek otrzymało imiona postaci związanych przede wszystkim z mordowaniem ludności cywilnej, a proces ten w Polsce nie jest na bieżąco śledzony. Ocenił, że kluczowym wyzwaniem dla polskich polityków jest zdolność prowadzenia skutecznej polityki nie tylko na poziomie bilateralnym, ale przede wszystkim na forum Unii Europejskiej, tak by wymusić na stronie ukraińskiej zaniechanie tego typu działań. Za pozytyw uznał fakt, że dziś większość polskiej klasy politycznej podchodzi do tej sprawy podobnie — przypomniał, że gdy w 2016 roku był inicjatorem i współautorem uchwały ustanawiającej Narodowy Dzień Pamięci Obywateli RP zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów, nie był to wcale konsensus, a przez dekady dominowała źle rozumiana poprawność polityczna nakazująca unikać drażliwych tematów historycznych w relacjach z Kijowem.

Ryzyko eskalacji i wykorzystania politycznego

Dworczyk przyznał, że obawia się instrumentalnego wykorzystywania sporu historycznego w kampaniach wyborczych, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie — zjawisko to, jego zdaniem, już ma miejsce, czego przykładem jest sama decyzja prezydenta Zełenskiego o odebraniu orderu. Zwrócił uwagę na sytuację około półtora miliona obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce oraz na problemy, z jakimi mierzą się organizacje polskiej mniejszości na Ukrainie. Najbardziej obawia się, że w wyniku prowokacji lub niekontrolowanych emocji dojdzie do realnej tragedii, w której — jak podkreślił — najczęściej cierpią najsłabsi, w tym dzieci. Zaapelował o odpowiedzialność polityków i mediów w obu krajach, by nie podsycać najniższych emocji.

Pokoleniowa zmiana warty na Ukrainie

Na zakończenie rozmowy Dworczyk ocenił, że na Ukrainie dokonuje się już wyraźna zmiana pokoleniowa — dowódcami brygad są dziś często ludzie przed trzydziestką, co stanowi ogromny skok w porównaniu z sytuacją sprzed 2022 roku. Jego zdaniem elity związane z systemem oligarchicznym będą stopniowo ustępować miejsca politykom wywodzącym się z sił zbrojnych i środowisk związanych z obroną kraju — czego dowodem są sondaże wskazujące na wysokie poparcie dla takich postaci jak generał Wałerij Załużny, generał Kyryło Budanow czy Andrij Biłecki, dowódca Azowa. W odróżnieniu od sytuacji po 2014 roku, gdy pojedynczy weterani obrony Donbasu trafiali do Rady Najwyższej bez realnego wpływu politycznego, dziś — jak ocenił Dworczyk — ludzie z doświadczeniem wojennym będą w ukraińskiej polityce twardymi, zdeterminowanymi graczami. Zapytany o przyszłość polityczną samego Zełenskiego, europoseł przyznał, że trudno dziś przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń — choć w pewnym momencie rozsądniejszym posunięciem mogłoby być wsparcie innego kandydata na prezydenta, obecnie prezydent Ukrainy wydaje się zdeterminowany, by ubiegać się o kolejną kadencję, do czego mocno namawia go najbliższe otoczenie.


Program „Efekt polityki Zełenskiego – cała Europa dowiedziała się o Wołyniu – Ukraina, Zełenski, banderyzm” wyemitowany na kanale Kanał Otwarty (221 tys. subskrybentów). Rozmowę przeprowadziła Kamila Baranowska. Opublikowany 26 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *