Gen. Komornicki o relacjach z Kijowem: „Oni walczą o swoje, nie o nas”

Jarema Jamrożek rozmawiał na kanale NaJaremu z generałem Leonem Komornickim, byłym zastępcą Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w drugiej części obszernej rozmowy poświęconej stanowi polskiej armii, brakowi strategii bezpieczeństwa państwa, relacjom z Ukrainą oraz pamięci o zbrodni wołyńskiej i katyńskiej.

Ukraina jako regionalny lider, Polska jako „państwo usługowe”

Generał Komornicki ocenił, że działania prezydenta Zełenskiego wpisują się w cele rosyjskiej wojny hybrydowej, uderzając zarówno w Polskę, jak i w sam naród ukraiński. Jego zdaniem Ukraina stawia sobie dziś strategiczny cel przejęcia roli lidera na wschodniej flance Europy — chce „rozdawać karty”, podczas gdy Polska ma pozostać państwem usługowym, dostarczającym zboża i żywności. Zwrócił przy tym uwagę na obecność około dwóch milionów Ukraińców w Polsce, wskazując na niepewność co do skali potencjalnej infiltracji przez ukraiński i rosyjski wywiad wśród tej grupy, oraz na ryzyko, że w przypadku zmiany geopolitycznej Ukraina mogłaby się znaleźć bliżej Rosji, niż się dziś zakłada.

Generał ostrzegł przed odradzającymi się w Europie tendencjami nacjonalistycznymi w państwach wielonarodowych, gdzie część obywateli nie czuje się „u siebie”, oraz przed zmieniającym się globalnym układem sił, w którym USA przestają być jedynym hegemonem, a nowe technologie i wschodzące potęgi zmieniają reguły gry.

Marnowany potencjał intelektualny i „państwowy kokon”

Komornicki krytycznie ocenił, że Polska nie wykorzystuje potencjału intelektualnego młodych ludzi, zamykając wszystko w sztywnych strukturach państwowych. Jako przykład podał znaną mu firmę młodych inżynierów, która samodzielnie, bez wsparcia państwa, opracowała drony dalekiego zasięgu (1800 km) na eksport do Stanów Zjednoczonych — o czym w Polsce niemal nikt nie wie, ponieważ podmiot ten nie należy do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Porównał to z Ukrainą, gdzie mimo szerokiej korupcji udało się wyzwolić dynamikę małych, prywatnych firm zbrojeniowych, które napędziły całą eksplozję innowacji w sektorze dronowym.

Prowadzący zwrócił uwagę, że polskie rozwiązania — jak drony Warmate, Piranha, rakiety Piorun czy armatohaubice Krab — cieszą się uznaniem na świecie i są przedmiotem zamówień eksportowych, w tym zainteresowania delegacji z Nigerii systemami Grot. Komornicki przyznał to, ale podkreślił brak spójnej strategii wykorzystania tego potencjału.

Brak zdefiniowanej racji stanu

Zapytany o kierunek budowy największej armii lądowej w Europie, generał podkreślił, że polityka zagraniczna, wewnętrzna, strategia i doktryna militarna muszą być poparte realną siłą, dostosowaną do warunków geopolitycznych kraju. Ocenił krytycznie, że nikt nie potrafi jasno wskazać, czym jest dziś polska racja stanu — na licznych konferencjach generałowie „się chwalą”, ale głosu dowódców brygad, realnie budujących zdolności bojowe, nie słychać.

Skrytykował ostro wypowiedź szefa Sztabu Generalnego sprzed dwóch lat dla „Rzeczpospolitej”, w której ten miał się chwalić, że Kreml ocenia Polskę jako mentalnie przygotowaną do wojny z Rosją — Komornicki uznał to za dowód braku realnego przygotowania, ponieważ prawdziwa polska przewaga nad przeciwnikiem historycznie opierała się na przebiegłości i intelekcie, nie na otwartej konfrontacji.

Zdefiniował polską rację stanu jako „pokój, pokojowy rozwój i przetrwanie polskiego narodu” — nie wojnę, ponieważ w polskim położeniu geopolitycznym nawet wygrana wojna z Rosją oznaczałaby, że Polska stałaby się teatrem działań wojennych. Skrytykował symboliczne działania w rodzaju stawiania betonowych „zębów smoka” na granicy jako przejaw „prostackiego myślenia”.

Rozśrodkowanie i decentralizacja: lekcja z Iranu

Generał krytycznie ocenił koncentrację polskiego sprzętu wojskowego — samoloty F-35 mają być bazowane tylko na dwóch lotniskach (Łask, Świdwin), co czyni je łatwym celem pierwszego uderzenia, zamiast być maksymalnie rozśrodkowanymi, nawet pojedynczo. Przywołał przykład wojny Iranu z Izraelem i USA (styczeń 2026) jako wzór skutecznej strategii przetrwania: Iran, mimo terytorium czterokrotnie większego od Ukrainy i naturalnie górzystego ukształtowania czyniącego go „państwem-twierdzą”, rozśrodkował wyrzutnie rakietowe pojedynczo, stosował maskowanie operacyjne (fałszywe makiety celów z ładunkiem wybuchowym imitującym trafienie), dzięki czemu zachował ponad 50 proc. swojego potencjału mimo 16 tysięcy amerykańskich nalotów i wystrzelenia niemal 90 proc. zapasów pocisków Tomahawk w ciągu sześciu tygodni.

Skrytykował lokalizację nowej fabryki amunicji w Kraśniku — w jego ocenie zbyt blisko granicy z Ukrainą i Białorusią (ok. 150 km), a nie ukrytej pod ziemią lub w górach. Krytycznie odniósł się też do przewożenia min ze składu w Halinowie do Szczecina transportem cywilnym, zamiast trzymania ich rozśrodkowanych bliżej zachodniej granicy, oraz do wciąż istniejącej, jego zdaniem niebezpiecznej, składnicy amunicji w Puszczy Białowieskiej, o przeniesienie której sam wnioskował już w latach 90.

Drony zamiast drogich samolotów jako element odstraszania

Generał wskazał, że NATO dysponuje ok. 21 tysiącami samolotów wobec 4,5 tysiąca rosyjskich, ale ta przewaga może zostać skompensowana przez Rosję masową produkcją dronów (3 tysiące miesięcznie, a łącznie ok. 3,5 miliona), podczas gdy Polska produkuje jedynie ok. 400 sztuk — mniej niż znacznie mniejsza Chorwacja (450 tysięcy). Zaproponował inwestowanie w tanie drony zamiast wyłącznie w drogi sprzęt (jeden F-35 kosztuje ok. 100 mln dolarów), ponieważ masowy atak tysiąca dronów jest w stanie „udusić” nawet dobrze zbudowaną obronę powietrzną przeciwnika.

Przedstawił koncepcję warstwowej obrony terytorialnej: strefy 25 km od granicy jako „strefy śmierci”, gdzie nie powinno być polskich żołnierzy, tylko systemy dronowe, minowanie narzutowe i ogień artyleryjski uniemożliwiający przeciwnikowi budowę korytarzy natarcia; dalej strefy taktycznej wykorzystującej „sieć ogniową” punktów oporu połączonych ogniem krzyżowym zamiast klasycznych okopów i bunkrów, które są już rozpoznane przez rosyjski wywiad; oraz strefy operacyjnej sięgającej 30 km w głąb terytorium przeciwnika, gdzie systemy dalekiego zasięgu (HIMARS, bomby szybujące) powinny odcinać zaopatrzenie wroga, wykorzystując słabo rozwiniętą sieć dróg na terenie Rosji.

Alarmujące braki w amunicji i systemach obrony powietrznej

Komornicki przywołał konkretne, niepokojące dane. Przypomniał wypowiedź szefa Sztabu Generalnego, złożoną szefowi Biura Bezpieczeństwa Narodowego, że Polska dysponuje zapasem amunicji kalibru 155 mm wystarczającym jedynie na dwa tygodnie wojny. Wskazał też, że Polska zamówiła łącznie 800 pocisków do systemów Patriot — 600 starszej generacji PAC-2 i 200 nowszych PAC-3 — do sześciu planowanych baterii, podczas gdy obecnie kraj dysponuje jedynie dwiema bateriami starszego typu. Dla porównania, Amerykanie zużyli porównywalną liczbę pocisków przechwytujących w konflikcie z Iranem w ciągu zaledwie sześciu tygodni, a Ukraina przez całą dotychczasową wojnę nie otrzymała od Zachodu aż tylu sztuk. W ocenie generała, w razie zmasowanego rosyjskiego ataku (tysiąc dronów, kilkadziesiąt rakiet i bomb szybujących naraz) obecne zapasy byłyby dalece niewystarczające, a koszt ekonomiczny obrony rakietami po kilkaset tysięcy dolarów przeciwko tanim dronom byłby nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.

Krytyka struktury dowodzenia i „dowództwa transformacji”

Komornicki ostro skrytykował polską strukturę dowodzenia jako rozdrobnioną — porównał ją do drużyny piłkarskiej z trzema trenerami: dowódcą generalnym przygotowującym siły zbrojne, dowódcą operacyjnym, który nimi dowodzi, oraz szefem Sztabu Generalnego jako naczelnym dowódcą, bez jednoosobowej odpowiedzialności za cały proces, jak w modelu amerykańskim. Wskazał na paradoks: struktury na szczeblu strategicznym rozbudowano, ale zabrakło w pełni funkcjonalnego szczebla operacyjnego.

Prowadzący przywołał w tym kontekście opinię żołnierzy uczestniczących w misjach zagranicznych, według których w kontyngentach wysyłanych do Afganistanu czy Iraku prawdziwych żołnierzy liniowych było może 30 procent, a resztę stanowili oficerowie sztabowi i biurokraci. Komornicki potwierdził to jako ilustrację przerostu struktur administracyjnych kosztem realnych zdolności bojowych, porównując Warszawę do miasta z największym nagromadzeniem sztabów na świecie w stosunku do realnie walczących jednostek.

Szczególnie krytycznie ocenił niedawno powołane w Bydgoszczy „dowództwo transformacji” — nową strukturę biurokratyczną, w jego ocenie pozbawioną realnych kompetencji dowódczych, podczas gdy prawdziwa transformacja armii powinna odbywać się bezpośrednio w brygadach i batalionach, na poligonach, a nie w sztabowych gabinetach. Zaapelował o „sanację” struktur dowodzenia i wysłanie biurokratów wojskowych na pół roku do jednostek polowych, by odzyskali kontakt z realiami żołnierskiej służby.

Podzielił się osobistym doświadczeniem: jako zastępca szefa sztabu w latach 90. z trudem uzyskał od Amerykanów zgodę na wysłanie jednego podchorążego na studia wojskowe w USA — po powrocie młody oficer był tak zamerykanizowany, że trzeba go było na nowo przeszkolić w polskich realiach dowodzenia.

Krytyka rozbrajania armii w latach 2000–2014

Generał przypomniał, że w okresie 2000–2014, niezależnie od opcji rządzącej, zlikwidowano na wschodniej ścianie kraju pięć związków taktycznych (m.in. 16. i 15. Dywizję Zmechanizowaną pod Warszawą, jednostki w Lublinie i Rzeszowie), a niektórzy ministrowie byli wręcz rozliczani z tempa likwidacji koszar. Skontrastował to z własnym doświadczeniem z 1990 roku, gdy jako dowódca Warszawskiego Okręgu Wojskowego, mimo obecności armii sowieckiej i formalnego trwania Układu Warszawskiego, samodzielnie podjął decyzję o przeorientowaniu potencjału obronnego na kierunek wschodni.

Konieczność rozproszenia infrastruktury przemysłowej

Komornicki zaapelował o fundamentalną zmianę architektury przemysłu obronnego — ukrywanie i rozśrodkowanie zakładów zbrojeniowych oraz infrastruktury energetycznej, ponieważ w erze masowego użycia dronów widoczne kominy i scentralizowane obiekty produkcyjne staną się natychmiastowym celem, a paraliż zaplecza gospodarczego może być równie skuteczny jak bezpośrednie uderzenie w wojsko.

Apel o skromność i służebność generałów

Generał zaapelował do kadry dowódczej o skromność, umiar i traktowanie splendorów oraz odznaczeń jako należnych przede wszystkim żołnierzom, nie kadrze dowódczej. Podkreślił, że wojsko jako instytucja hierarchiczna jest z natury konserwatywne, ale obecny moment wymaga zmian rewolucyjnych — inwestycji w robotyzację, automatyzację, sztuczną inteligencję oraz integrację systemów rozpoznania z systemami rażenia w czasie rzeczywistym, by drogi sprzęt jak F-35 rzeczywiście wykorzystywał swój pełny potencjał, a nie ułamek możliwości.

Sojusze muszą być poparte konkretami, nie deklaracjami

Odnosząc się do gwarancji sojuszniczych, Komornicki był sceptyczny wobec ogólnikowych zapewnień NATO, podkreślając, że mechanizm konsensusu może zawieść — przywołał przykład odmowy Hiszpanii udostępnienia swoich baz podczas wcześniejszego konfliktu. Zaapelował o zawieranie konkretnych, bilateralnych porozumień z jasno określonymi zobowiązaniami (np. konkretna bateria Patriot, konkretna dywizja), a nie ogólnych deklaracji.

Symboliczna wizyta Trumpa w Warszawie

Generał zwrócił uwagę na wymowę wizyty prezydenta Trumpa w Warszawie — jego pierwszym punktem programu był pomnik Powstańców Warszawskich, gdzie mówił o „krwawieniu”, a nie o polskich zwycięstwach ani o konkretnych gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski. Komornicki ocenił to jako świadomie dobrany, niekorzystny dla Polski sygnał symboliczny, a nie przypadek.

Ukraina buduje alternatywne szlaki logistyczne omijające Polskę

Generał zauważył, że Zełenski zaczął już podróżować za granicę z lotniska w Kiszyniowie zamiast z Rzeszowa. Jamrożek zauważył, że sprzęt wojskowy i tak musi przejeżdżać przez terytorium Polski, na co Komornicki odpowiedział, że niekoniecznie — alternatywne trasy są możliwe, choć droższe. Jamrożek wskazał jednak na istotny kontrargument: Mołdawia, mając aspiracje do członkostwa w Unii Europejskiej, musi liczyć się z tym, że akcesja wymaga jednomyślnej zgody wszystkich obecnych członków wspólnoty, w tym Polski. Komornicki przyznał, że stanowi to pewien realny „lewar” w rękach Polski, ale skrytykował sposób, w jaki dotąd był wykorzystywany — poprzez symboliczne gesty w rodzaju odbierania odznaczeń, zamiast rzeczowej rozmowy przy stole.

Krytyka relacji z Ukrainą: „walczą o swoje, nie o nas”

Generał ocenił krytycznie ukraińską retorykę wdzięczności — przypomniał, że Zełenski oskarżał Polskę z trybuny ONZ o sprzyjanie Rosji podczas sporu o zboże, a nigdy się za to nie przeprosił (przeprosili inni ukraińscy politycy, w tym były minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba). Wskazał też na kontrowersyjne zdjęcie Załużnego z symboliką banderowską, które po krytyce zostało usunięte.

Ocenił, że Ukraińcy myślą w kategoriach kulturowych i mentalnych bliższych rosyjskim niż europejskim, mimo sprawnej adaptacji do korzystania z pomocy Zachodu — określił to jako „branie więcej niż dawanie” w imię własnych, wąsko rozumianych interesów narodowych, nie interesów Polski czy Europy.

Ostrzeżenie: Putin może sięgnąć po taktyczną broń jądrową

Komornicki ocenił, że najpoważniejszy egzamin dopiero przed światem — osaczona Rosja może w akcie „eskalacji poprzez deeskalację” sięgnąć po taktyczną broń jądrową, zgodnie z zapisami rosyjskiej doktryny wojskowej, licząc na brak reakcji ze strony Chin i USA. Podkreślił, że pokonanie kontyngentu rosyjskiego na terytorium Ukrainy nie jest tożsame z pokonaniem samej Rosji, co, jego zdaniem, nie leży w interesie amerykańskiej strategii, zakładającej deeskalację napięcia między NATO a Rosją oraz strategiczną stabilizację relacji amerykańsko-rosyjskich, w tym potencjalną współpracę gospodarczą (dostęp amerykańskich firm do rosyjskich złóż metali ziem rzadkich i węglowodorów).

Jako dowód tej kulisowej normalizacji przywołał niedawny ukraiński atak dronowy w okolicach Petersburga podczas rosyjskiego forum ekonomicznego — rosyjskiego odpowiednika Davos — na którym obecni byli m.in. Amerykanie i przedstawiciele zachodnich firm. Zdaniem generała milcząca, stonowana reakcja NATO na ten incydent, mimo obecności tam zachodnich obywateli, nie była przypadkowa, lecz sygnałem szerszej gry zmierzającej do amerykańsko-rosyjskiej odwilży gospodarczej.

Zbrodnia wołyńska i katyńska: potrzeba pojednania, nie zapomnienia

W końcowej części rozmowy generał, który jest prezesem fundacji budującej w Warszawie pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, opisał ten pomnik jako wyjątkowy w skali światowej przykład ekumenizmu — wśród krzyży różnych wyznań (katolickich, prawosławnych) znajdują się też macewa żydowska i symbol muzułmański, upamiętniające zróżnicowanie religijne i narodowościowe ofiar zbrodni katyńskiej, w tym żołnierzy 13. Pułku Ułanów Wileńskich, w którego szeregach służył szwadron jazdy tatarskiej.

Zwrócił jednak uwagę na inny cmentarz ofiar zbrodni katyńskiej — w Piatichatkach pod Charkowem — gdzie wśród sprawców, funkcjonariuszy NKWD strzelających polskim oficerom w tył głowy, byli też Ukraińcy. Podkreślił, że nie chodzi o budowanie czarno-białego obrazu historii ani gloryfikowanie żadnej ze stron — Polacy również nie byli „aniołami” — ale o dążenie do prawdziwego pojednania poprzez rzetelne zmierzenie się z przeszłością, a nie jej przemilczanie.

Skrytykował marginalizację rocznicy 17 września (agresji sowieckiej) na rzecz 1 września jako oficjalnego początku II wojny światowej, określając to jako spuściznę PRL, przesłaniającą fakt, że wrzesień 1939 roku był początkiem osamotnionej wojny obronnej Rzeczpospolitej, później „skwitowanej zdradą jałtańską”.

Zaapelował o większą aktywność polskiej dyplomacji w Charkowie, gdzie zbombardowany cmentarz katyński pozostaje w nieładzie — ocenił, że polska placówka dyplomatyczna powinna głośno domagać się jego odbudowy, zamiast milczeć w imię niedrażnienia relacji.

Apel o jedność ponad podziałami politycznymi

Na zakończenie generał zaapelował do polskich elit politycznych o odłożenie sporów partyjnych w sprawach bezpieczeństwa narodowego, ostrzegając, że wewnętrzne podziały i wykorzystywanie kryzysu do celów wyborczych służą wyłącznie rosyjskim celom wojny hybrydowej. Podkreślił, że działania prezydenta Zełenskiego wpisujące się w ten sam schemat uderzają nie tylko w Polskę, ale i w sam naród ukraiński.


Rozmowę przeprowadził Jarema Jamrożek z gen. Leonem Komornickim, byłym zastępcą Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Materiał „Gorzkie słowa polskiego generała. Jesteśmy państwem usługowym — część 2″ dostępny na kanale NaJaremu na YouTube, liczącym 44,8 tys. subskrybentów. Opublikowany 18 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *