Generał Leon Komornicki — były wiceszef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, ekspert ds. bezpieczeństwa — rozmawiał z Antonim Opalińskim w programie Świat w Konserwie o dyplomatycznej wojnie polsko-ukraińskiej, ideologicznych podstawach ukraińskiej państwowości, interesach polskich firm na Ukrainie oraz o tym, czy Ukraina po wojnie może stać się dla Polski zagrożeniem militarnym.
Spór o order to tylko wierzchołek góry lodowej
Komornicki ocenił, że spór o order Orła Białego i Panteon Narodowy Ukrainy to jedynie wierzchołek głębszego konfliktu interesów, który narastał latami i którego polskie elity polityczne przez długi czas nie chciały dostrzegać. Wskazał, że Polska przez cztery lata wspierała Ukrainę bezwarunkowo i bezrefleksyjnie — nie stawiając żadnych warunków i nie egzekwując żadnych wzajemnych zobowiązań.
Podkreślił, że każde kolejne ustępstwo Polski — brak reakcji na atak Zełenskiego w ONZ w 2023 roku, brak konsekwencji po sprawie Przewodowa, brak twardych warunków dla kolejnych transz pomocy wojskowej — dawało Kijowowi sygnał, że może sobie pozwolić na więcej. Zaznaczył, że strona ukraińska od początku wiedziała, co robi, eskalując konflikt — a Polska reagowała zaskoczeniem, zamiast antycypować kolejne kroki.
Krytycznie ocenił zarówno rząd Morawieckiego, jak i rząd Tuska — oba podchodziły do relacji z Ukrainą naiwnie i bez strategii, zamiast budować relację partnerską opartą na twardych wzajemnych zobowiązaniach. W kontekście aktualnego kryzysu ocenił, że Nawrocki mógł czekać z decyzją o odebraniu orderu — nie dlatego, że była błędna, lecz dlatego, że powinna być częścią szerszej, przemyślanej strategii, a nie impulsywną reakcją. Efektem jest sytuacja, w której Polska jest dziś postrzegana jako kraj, który dał się sprowokować, a Zełenski uchodzi za ofiarę polskiego nacjonalizmu.
Dlaczego Ukraina buduje tożsamość na Banderze — odpowiedź wojskowego
Komornicki wyjaśnił zjawisko banderyzmu z perspektywy wojskowej i politycznej, bez emocji, ale też bez relatywizowania zbrodni. Wskazał, że Ukraina weszła w wojnę jako państwo bez spójnej tożsamości narodowej — głęboko podzielone regionalnie, językowo i kulturowo. Zachodnia Ukraina z centrum we Lwowie, gdzie kult Bandery był silny jeszcze przed wojną, dostarczyła nieproporcjonalnie dużej części najbardziej zmotywowanych ochotników walczących na froncie. Kijów potrzebował ideologii mobilizacyjnej, która „odpali” tę część społeczeństwa — i sięgnął po to, co działało, nie licząc się z kosztami zewnętrznymi.
Komornicki porównał Banderę do mitu Żołnierzy Wyklętych po stronie polskiej — z tą fundamentalną różnicą, że Żołnierze Wyklęci nie dopuścili się ludobójstwa na żadnym z narodów sąsiednich, podczas gdy UPA pod wodzą Bandery i Szuchewycza dokonała masowej rzezi polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Właśnie dlatego kult tych postaci jest dla Polski nieakceptowalny — i nie jest to kwestia wybierania Ukraińcom bohaterów, lecz elementarnego poszanowania pamięci ofiar.
Wskazał też na paradoks ideologiczny — Ukraina walczy z Rosją o wartości demokratyczne i europejskie, jednocześnie budując tożsamość państwową na postaciach kolaborujących z nazistowskimi Niemcami i dopuszczających się zbrodni ludobójstwa. Ten paradoks jest coraz bardziej zauważany na Zachodzie — i Polska powinna go konsekwentnie artykułować w debacie europejskiej, zamiast pozwalać narracji ukraińskiej dominować bez odpowiedzi.
Putinizm — faszyzm, komunizm i nacjonalizm w jednym
Komornicki omówił ideologię putinizmu jako fundament rosyjskiej polityki imperialnej i strategii militarnej. Ocenił, że jest to kompilacja niemal wszystkich dotychczasowych ideologii faszystowskich i nacjonalistycznych — „tam jest i komunizm, tam jest i faszyzm, tam jest nacjonalizm, tam jest wszystko” — labilna, trudna do jednoznacznej identyfikacji mieszanina, do której Putin sięga instrumentalnie w zależności od potrzeby. Jednym z jej elementów jest teza, że Ukraina jest częścią Rosji — co stanowi ideologiczne uzasadnienie agresji. Komornicki podkreślił, że właśnie ta ideologiczna nieokreśloność putinizmu czyni go szczególnie niebezpiecznym — bo jest plastyczny i może przyjmować różne formy w zależności od audytorium i celu politycznego.
Elity ukraińskie myślą imperialnie — jak Kreml
Komornicki postawił tezę, która wywołała najdłuższą dyskusję w całej rozmowie — że mentalność ukraińskich elit jest w istocie zbliżona do mentalności kremlowskiej w jednym kluczowym aspekcie: imperialnym, rewizjonistycznym myśleniu o przestrzeni i o prawie do dyktowania warunków sąsiadom.
Wyjaśnił to na konkretnym przykładzie. Rosja twierdzi, że ma prawo decydować o losach Ukrainy, bo Ukraina jest „historycznie rosyjska”. Część ukraińskich elit twierdzi z kolei, że Polska powinna przeprosić za całą historię relacji polsko-ukraińskich, oddać symboliczne gesty historyczne, wpłynąć na własne społeczeństwo, by zaakceptowało ukraińską politykę historyczną — i nie oczekiwać wzajemności, bo Polska jest „dłużnikiem” Ukrainy. To jest, zdaniem Komornickiego, myślenie strukturalnie identyczne z myśleniem imperialnym, tyle że kierowane w stronę słabszego sąsiada zamiast silniejszego.
Przywołał konkretne przykłady ukraińskiego myślenia terytorialnego — prace ukraińskich geopolityków i historyków, którzy rysują mapy „etnicznej Ukrainy” obejmujące Chełmszczyznę, część Podlasia i Łemkowszczyzny. Tego rodzaju roszczenia terytorialne nie są w ukraińskim dyskursie akademickim i politycznym marginesem — pojawiają się regularnie, choć rzadko przebijają się do mediów głównego nurtu. Komornicki ocenił, że polska polityka bezpieczeństwa powinna mieć tego pełną świadomość.
Dodał do tego obserwację dotyczącą ukraińskiej dyplomacji — styl, w jakim Ukraina rozmawiała z polskimi partnerami przez ostatnie lata, cechował się rosnącą arogancją i przekonaniem o własnej wyższości moralnej, co jest typową cechą nacjonalizmów formujących się w warunkach wojennych. Polska przez lata tolerowała ten styl, zamiast reagować stanowczo już przy pierwszych przejawach.
Szlak Bandery na mapie NATO — problem sojuszniczy, nie tylko historyczny
Komornicki zwrócił uwagę na wymiar sojuszniczy, który jest często pomijany w debacie publicznej. Ukraina stara się o wejście do NATO — i pytanie o to, jakimi wartościami będzie się kierować to państwo jako sojusznik, jest pytaniem operacyjnym, a nie tylko historycznym. Sojusznik budujący tożsamość na kulcie kolaborantów z nazistowskimi Niemcami jest dla polskiego żołnierza i polskiego oficera problemem nie do przeoczenia.
Przywołał przykłady z własnej praktyki zawodowej — rozmowy z ukraińskimi wojskowymi, w których pojawiały się odniesienia do tradycji UPA jako wzorca taktycznego i duchowego. Zaznaczył, że nie jest to powszechne wśród ukraińskich wojskowych, ale jest wystarczająco obecne, by traktować to poważnie. W strukturach NATO takie nastroje mogą prowadzić do napięć z sojusznikami — szczególnie z Polską, ale też z innymi krajami, których historia jest spleciona z działalnością OUN-UPA, jak Białoruś czy Mołdawia.
Polska na usługach Ukrainy — diagnoza strukturalna
Komornicki przeprowadził szczegółową analizę modelu relacji, który ukształtował się między Polską a Ukrainą w ciągu czterech lat. Polska dostarczyła Ukrainie — według jego szacunków — jednego z największych pakietów pomocy per capita spośród wszystkich sojuszników, licząc łącznie pomoc humanitarną, wojskową i przyjęcie uchodźców. Lotnisko w Jasionce jako globalny hub logistyczny, sieci kolejowe, ochrona infrastruktury, baterie Patriot — wszystko to Polska robiła bez żadnego formalnego ekwiwalentu.
Porównał to do modelu relacji stosowanego przez Stany Zjednoczone wobec swoich klientów w czasie zimnej wojny — różnica polegała na tym, że Waszyngton zawsze precyzyjnie określał, czego oczekuje w zamian za wsparcie, i konsekwentnie tego egzekwował. Polska tego nie robiła — ani w czasach rządu Morawieckiego, ani w czasach rządu Tuska. Wynik jest taki, że Ukraina traktuje Polskę jak serwis logistyczny bez prawa głosu.
Wskazał na paradoks polskiej nieobecności wojskowej — Polska jest jedynym dużym krajem europejskim, który nie ma ani jednego żołnierza na terytorium Ukrainy w żadnej oficjalnej misji doradczej czy szkoleniowej. Francja, Wielka Brytania, kraje skandynawskie mają swoich instruktorów i doradców bezpośrednio przy ukraińskich jednostkach — co daje im realny wpływ na doktrynę, taktykę i zakupy uzbrojenia. Polska tego wpływu nie ma, mimo że pomogła bardziej niż niemal ktokolwiek inny.
Ocenił, że ta nieobecność wynika z obawy przed prowokacją rosyjską i wciągnięciem w bezpośredni konflikt — co rozumie jako motywację, ale uważa za błąd strategiczny. Obecność doradcza to nie udział w walce, lecz budowanie wpływu — i Polska ten wpływ dobrowolnie oddała.
Interesy polskich firm na Ukrainie — co blokuje i co można zmienić
Komornicki odniósł się szczegółowo do kwestii udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy. Ocenił, że szanse istnieją, ale wymagają radykalnej zmiany podejścia.
Wskazał, że problem zaczyna się od poziomu ambasady — polska ambasada w Kijowie była przez lata obsadzana dyplomatami bez doświadczenia w promowaniu interesów gospodarczych, podczas gdy ambasady Niemiec, Francji i Skandynawii mają wyspecjalizowane piony promocji handlu i inwestycji, stale pracujące na rzecz własnych firm. To fundamentalna różnica instytucjonalna, której nie da się naprawić w ciągu roku.
Drugi problem — brak instrumentów finansowych. Polskie firmy wchodzące na Ukrainę nie mają dostępu do porównywalnych ubezpieczeń i gwarancji eksportowych jak ich zachodnioeuropejskie konkurencje. KUKE robi co może, ale jej możliwości są ograniczone wobec skali ryzyka ukraińskiego rynku wojennego.
Trzeci problem — celowe wykluczanie polskich firm przez stronę ukraińską w pewnych sektorach i regionach. Mer Lwowa Sadowy — który ciągle deklaruje przyjaźń z Polską — systematycznie omija polskie firmy przy przetargach budowlanych, preferując zachodnioniemieckich i skandynawskich wykonawców. Jest to polityczna decyzja, a nie przypadek rynkowy.
Komornicki zaproponował konkretne rozwiązanie — stworzenie polsko-ukraińskiego funduszu inwestycyjnego z gwarancjami rządowymi obu stron, na wzór funduszy tworzonych przez Niemcy i Skandynawię. Takie rozwiązanie dałoby polskim firmom porównywalną ochronę i otworzyło drzwi do przetargów, które dziś są dla nich zamknięte. Realizacja wymagałaby jednak twardych negocjacji z Kijowem — czego Polska dotąd unikała.
Czy Ukraina może być dla Polski zagrożeniem militarnym — scenariusz na 20-30 lat
Komornicki rozwinął obszernie scenariusz, który w poprzedniej wersji artykułu był tylko zarysowany — możliwości, że Ukraina po wojnie stanie się dla Polski zagrożeniem militarnym w horyzoncie 20-30 lat.
Zastrzegł wyraźnie, że nie mówi o bezpośrednim ataku ukraińskim na Polskę jutro ani w najbliższej dekadzie — to scenariusz fantastyczny. Mówi o procesie, który może doprowadzić do narastającego zagrożenia hybrydowego i w ekstremalnym scenariuszu — presji militarnej.
Mechanizm jest następujący. Ukraina po wojnie będzie dysponować jedną z największych i najlepiej wyszkolonych armii w Europie — doświadczoną w realnych walkach, wyposażoną w nowoczesne zachodnie uzbrojenie, z kilkuset tysiącami weteranów. Jednocześnie będzie państwem zrujnowanym gospodarczo, z gigantycznymi napięciami społecznymi — frustracja weteranów, którym gospodarka nie zapewni godnego życia, jest historycznie jednym z głównych paliw dla nacjonalistycznych ruchów paramilitarnych.
Komornicki przywołał historyczne analogie — Włochy po I wojnie światowej, gdzie niezadowoleni weterani zasilili ruch faszystowski; Niemcy po I wojnie, gdzie Freikorpsy stały się zalążkiem NSDAP; a nawet Polska po II wojnie, gdzie żołnierze AK i NSZ, pozbawieni perspektyw, zasilili podziemie. Ukraina będzie miała kilka razy więcej weteranów niż którykolwiek z tych przykładów, w proporcji do całej populacji.
Jeśli do tego doda się nacjonalizm banderowski jako oficjalną ideologię państwową, roszczenia terytorialne obecne w dyskursie ukraińskim (Chełmszczyzna, Łemkowszczyzna, fragmenty Podlasia), narastającą frustrację wynikającą z braku perspektyw ekonomicznych i rozczarowania Zachodem — może powstać presja polityczna na rząd ukraiński, by szukał kozła ofiarnego i demonstrował siłę wobec słabszego sąsiada. Historycznie takim sąsiadem w ukraińskiej narracji nacjonalistycznej jest właśnie Polska.
Komornicki nie powiedział, że to się wydarzy — powiedział, że polska polityka bezpieczeństwa musi ten scenariusz uwzględniać w planowaniu długoterminowym, tak samo jak uwzględnia dziś zagrożenie ze strony Rosji i Białorusi. Analogia jest prosta: w 2021 roku mało kto wierzył w pełnowymiarową inwazję rosyjską na Ukrainę — a jednak nastąpiła.
Wskazał też na konkretny mechanizm krótkoterminowego zagrożenia, który jest już dziś realny — operacje hybrydowe. Ukraiński wywiad wojskowy (HUR) jest jedną z najskuteczniejszych służb wywiadowczych w Europie, z udokumentowanymi zdolnościami do prowadzenia operacji na terenie Rosji (zamachy, sabotaż, rekrutacja agentów). Te same zdolności mogą być skierowane przeciw Polsce w razie poważnego konfliktu interesów. Komornicki ocenił, że Polska powinna to uwzględniać w kontrwywiadowczym planowaniu już dziś.
Koalicja regionalna jako odpowiedź na ukraińskie aspiracje — budować teraz, nie po wojnie
Komornicki uznał budowę koalicji regionalnej za jeden z priorytetów polskiej polityki zagranicznej w najbliższych latach. Wskazał, że Polska osamotniona w stawianiu warunków Ukrainie w procesie akcesyjnym do UE jest łatwym do zlekceważenia przeszkodą — tak jak łatwo jest lekceważyć Orban wobec całej reszty Unii. Polska razem z krajami bałtyckimi, Rumunią, Słowacją i Czechami ma jednak realną siłę blokującą w procesie rozszerzenia.
Zaznaczył, że taka koalicja musi być budowana teraz, zanim zakończy się wojna — bo po wojnie presja na szybką akcesję Ukrainy będzie ogromna i polskie warunki zostaną przedstawione jako blokowanie europejskiej przyszłości Ukrainy. Jeśli Polska wypracuje wcześniej wspólne stanowisko z innymi krajami regionu, stanie się współautorem warunków, a nie ich samotnym blokerem.
Podkreślił też, że warunki polskie wobec Ukrainy powinny być formułowane nie jako historyczne pretensje, lecz jako standardy europejskie — bo Unia Europejska ma własne wymagania dotyczące praw mniejszości, standardów edukacyjnych, gloryfikowania ruchów totalitarnych. Polska powinna grać tymi standardami europejskimi, a nie własnymi historycznymi żalami — bo to pierwsze jest skuteczne, a drugie nie.
Co powinna robić Polska — pięć konkretnych postulatów
Komornicki sformułował pięć konkretnych postulatów dla polskiej polityki wobec Ukrainy.
Po pierwsze — twarda warunkowość każdej kolejnej pomocy: finansowej, militarnej i dyplomatycznej. Żadna pomoc bez weryfikowalnych zobowiązań wzajemnych — zarówno historycznych (zakaz gloryfikacji UPA, postępy w ekshumacjach), jak i gospodarczych (preferencje dla polskich firm przy kontraktach odbudowy).
Po drugie — budowa instytucjonalnego systemu wsparcia dla polskich firm na Ukrainie: wyspecjalizowane piony w ambasadzie, fundusze gwarancyjne, aktywny lobbing rządowy na wzór modeli zachodnioeuropejskich.
Po trzecie — aktywna obecność wojskowa w formie misji doradczych i szkoleniowych, dająca Polsce realny wpływ na ukraińskie siły zbrojne, ich doktrynę i zakupy uzbrojenia.
Po czwarte — budowa koalicji regionalnej jako wspólnego głosu wobec Ukrainy w negocjacjach akcesyjnych, tak by Polska nie była osamotniona.
Po piąte — długoterminowa polityka historyczna skierowana do zachodnich społeczeństw, umiędzynarodawiająca temat zbrodni UPA i skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego, formułowana w języku europejskich standardów praw człowieka, a nie polskich pretensji historycznych.
Konkluzja — partnerstwo tak, wasalstwo nie
Komornicki zakończył rozmowę jednoznaczną konkluzją. Polska powinna kontynuować wsparcie dla Ukrainy broniącej się przed rosyjską agresją — bo rosyjska dominacja nad Ukrainą byłaby dla Polski geopolitycznie groźna i oznaczałaby powrót granicy z Rosją nad Bug. To jest interes strategiczny Polski, niezależny od sympatie i antypatie wobec Zełenskiego czy jego polityki historycznej.
Ale Polska powinna to robić jako równorzędny partner stawiający twarde warunki i konsekwentnie je egzekwujący — a nie jako wasalski serwisant bez prawa głosu i bez żadnych oczekiwań wzajemności. Dotychczasowy model bezwarunkowej pomocy doprowadził do sytuacji, w której Polska jest traktowana z pogardą przez stronę, której przez cztery lata pomagała ratować państwowość.
Im szybciej Polska to zmieni, tym lepiej — dla obu stron, bo słabość partnera nie służy długoterminowo ani Polsce, ani Ukrainie.
Rozmowę przeprowadził Antoni Opaliński. Program dostępny na kanale Otwarta Konserwa na YouTube, liczącym 245 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 2 lipca 2026 roku.