Gen. Komornicki w podcaście Granice Bezpieczeństwa: Nieprawdą jest, że Ukraińcy walczą za nas. Polska nie zbudowała systemowo wpływu na Ukrainie i oddała inicjatywę

Gen. Leon Komornicki, generał dywizji Wojska Polskiego w stanie spoczynku i przewodniczący Fundacji Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, rozmawiał z Miłoszem Płochem w podcaście Granice Bezpieczeństwa o kryzysie polsko-ukraińskim, decyzji Zełenskiego i polskiej bezradności strategicznej.

Zełenski zrobił to, bo mógł

Komornicki ocenił, że nadanie jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA nie było przypadkiem ani incydentem — to element systemowych działań trwających od 1992 roku, w których tożsamość ukraińskiej armii i strategia bezpieczeństwa Ukrainy budowane są na fundamencie banderyzmu. To, co się dzieje, toczy się od początku lat 90., miało różne etapy dynamiki — 2014 rok przyniósł jej gwałtowny wzrost. Po raz pierwszy jednak prezydent Zełenski swoim podpisem osobiście zaangażował się w ten proces. Wcześniej kibicował tym zjawiskom, nigdy im się nie przeciwstawiał.

Polska powinna była zareagować już na początku tego procesu — gdy zaczął się on od zachodniej Ukrainy, gdy Lwów stawał się fundamentem tej ideologii. Zamiast tego przemykano, mówiąc sobie, że jakoś to będzie. Nie ma jakoś to będzie.

Nie walczą za nas, walczą za siebie

Komornicki zakwestionował narrację, że Ukraińcy walczą za Polskę. To jest nadużycie i błąd polityczny. Ukraińcy walczą za siebie — w pierwszym rzędzie za siebie. Że ta walka służy Polsce, że Rosjanie nie stoją przy granicy Rzeczypospolitej, to jest skutek uboczny, nie cel. Politycy, którzy mówią, że Ukraińcy oddają krew za nas, popełniają daleko idące nadużycie, które godzi w bezpieczeństwo Polski — bo osłabia nas w oczach sojuszników i Ukrainy.

Pomoc udzielona w 2022 roku była słuszna i transakcyjna — bez niepodległej Ukrainy jako buforu Polska graniczyłaby z Rosją, co jest egzystencjalnym zagrożeniem. Ale ta pomoc nie mogła być bezwarunkowa. Dajemy, ale muszą temu towarzyszyć oczekiwania — nie pieniężne, lecz na przykład dotyczące idei i symboliki. Zapewnienia słowne ze strony ukraińskiej nic nie są warte. Twardy realizm oparty o konkrety daje dopiero pożądany efekt.

Polska oddała inicjatywę strategiczną

Komornicki postawił twardą diagnozę: Polska przez całą wojnę nie zrobiła żadnego kroku do przodu. Nie zbudowała swojej pozycji jako lidera wschodniej flanki NATO. Nie przekonała Amerykanów i sojuszników europejskich do swojej strategii. Nie zdefiniowała jasno swoich interesów ioczekiwań wobec Ukrainy. A Ukraina się wysforowała — działa ponad głowami polskich polityków, uczestniczy w spotkaniach w Londynie, Genewie, Waszyngtonie bez Polski, przekonuje zachodnich sojuszników do swojej roli jako moderatora wschodniej flanki.

Konferencja odbudowy w Gdańsku jest tego najlepszym przykładem — wszystko zostało już rozdysponowane, Polska przy tym nie była, a teraz zastanawia się tylko, czy Zełenski przyjedzie, zamiast myśleć o swoich kontraktach. To błąd strategiczny i polityczny obu rządów — poprzedniego i aktualnego.

Wywiad ukraiński penetruje nas głęboko

Komornicki zwrócił uwagę na kwestię, którą rzadko porusza się publicznie: wywiad ukraiński penetruje Polskę bardzo głęboko. Polska dała na to przyzwolenie. Pytanie, czy ABW i kontrwywiad wojskowy zajmują się tą sprawą. To są rzeczy bardzo niebezpieczne — ukraińskie służby mają przestrzeń do werbowania swoich zasobów na polskim terytorium, a pytanie, jakie niebezpieczeństwa z tego wynikają, pozostaje otwarte.

Pociąg — nie przypadek

Komornicki odniósł się do sprawy pociągu do Kijowa, którym Tusk jechał w oddzielnym wagonie od Starmera, Merza i Macrona. To nie był przypadek — to był przemyślany gest pokazujący Polsce jej miejsce. Ukraina chce wystąpić w roli głównego moderatora wschodniej flanki i nie zamierza tego miejsca z Polską dzielić. Premier mógł nie wsiadać do tego pociągu, mógł pojechać samochodem, mógł wyprzedzić europejskich przywódców. Ktoś musiał tego niedopilnować po polskiej stronie.

Zełenski celowo wywołuje wojnę polsko-polską — i teraz w oczach europejskich przywódców kreowany jest obraz Polski jako kraju kłótliwego, nieodpowiedzialnego, który działa w emocjach: daje ordery i zabiera je. To podważa naszą wiarygodność i osłabia nas, a nie tylko nas.

Właściwe narzędzie — oligarchowie, nie symbole

Komornicki wskazał, że odebranie orderu Orła Białego to reakcja symboliczna, która w niczym nie uderzy w realne interesy ukraińskie. Ukraińcy rozumieją język siły, nie język dyplomacji i argumentów. Zamiast symboli — potrzeba konkretów. Przed podjęciem jakichkolwiek publicznych deklaracji należało zwołać Radę Bezpieczeństwa, uzgodnić stanowisko i mówić jednym głosem. Tak się nie stało — i to jest nasza słabość, którą Zełenski czyta doskonale.

Właściwym celem nacisku nie są Ukraińcy jako naród, lecz oligarchowie powiązani z Zełenskim, którzy mają w Polsce konkretne interesy. Służby, które działają, mogłyby to zrobić w ciągu piętnastu minut. Niestety część polskich polityków jest z tymi oligarchami powiązana — i to blokuje skuteczną politykę.

Polska ma walczyć o swoje

Komornicki zakończył apelem: inicjatywa jest potrzebna, a nie stanie w miejscu i kibicowanie. Nie wolno w relacjach polsko-ukraińskich oddawać inicjatywy ani przyjmować postawy biernej. To jest czas, kiedy trzeba walczyć o swoje — nie dając się wciągnąć w narrację, że Ukraina walczy za nas, bo ta narracja nas osłabia. Politycy gubią to, że nie mówią w imieniu własnym — mówią w imieniu narodu. I obowiązuje ich etyka odpowiedzialności: racja stanu, pokój, rozwój i przetrwanie polskiego narodu są rzeczą nadrzędną.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *