Generał Roman Polko, były dowódca Jednostki Wojskowej GROM i były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, był gościem Joanny Prokop w Radiu Rebeliant. Rozmowa dotyczyła przekazania Ukrainie pocisków Patriot, ujawnienia informacji o stanach magazynowych polskiego uzbrojenia, roli BBN prezydenta Nawrockiego, nastrojów antyukraińskich jako elementu wojny hybrydowej, lekcji płynących z Ukrainy dla polskiej obronności oraz ustaleń szczytu NATO w Ankarze.
Patrioty dla Ukrainy: inwestycja czy osłabienie polskiego nieba
Prokop otworzyła rozmowę pytaniem, czy przekazanie Ukrainie pocisków Patriot, o czym poinformował rząd, oznacza pozbawienie Polski elementu ochrony własnego nieba. Polko odpowiedział, cytując dowódcę sił amerykańskich w Europie generała Bena Hodgesa, że najlepszą bronią Polski przeciwko Rosji jest sama Ukraina — przekazanie uzbrojenia Kijowowi wyczerpuje potencjał bojowy agresywnej Rosji, a Ukraińcy, jak to ujął premier Mateusz Morawiecki, „przelewają krew, żebyśmy my byli bezpieczni”. Polko ocenił krytyczne komentarze wobec tej decyzji jako przejaw populizmu zakłócającego zdroworozsądkowe myślenie o bezpieczeństwie Rzeczpospolitej.
Ujawnienie donacji: problem systemowy z dostępem do tajemnic
Prokop zapytała o decyzję ministra obrony, by kontrwywiad wojskowy ścigał osobę odpowiedzialną za ujawnienie informacji o przekazanym Ukrainie sprzęcie — wskazano na byłego ministra Mariusza Błaszczaka — zauważając przy tym, że każdy poseł ma automatyczny dostęp do informacji niejawnych bez wcześniejszej weryfikacji. Zapytała, czy rząd naprawia realną lukę w bezpieczeństwie, czy raczej szuka winnego, by przykryć własną odpowiedzialność.
Polko potwierdził, że ochrona tajemnicy państwowej to poważny problem systemowy — przywołał przypadek sędziego, który uciekł na Białoruś, mimo że nigdy nie był zweryfikowany przez służby, a miał dostęp do informacji niejawnych. Podkreślił jednak, że kluczowa jest odpowiedzialność samych posłów za słowa i czyny, wyrażając nadzieję, że wyborcy zweryfikują w kolejnych wyborach tych, którzy w praktyce ujawniają wrażliwe informacje o stanach magazynowych polskiego uzbrojenia — przywołał postulat Konfederacji domagającej się jeszcze dalej idącej jawności co do planowanych zakupów sprzętu i amunicji, co jego zdaniem byłoby prezentem dla rosyjskiego wywiadu. Ocenił to jako kontynuację praktyki zapoczątkowanej przez ministra Antoniego Macierewicza (publikacja wrażliwych treści po rosyjsku) i kontynuowanej przez ministra Błaszczaka (odtajnienie fragmentów strategii obronnej), a obecnie, jego zdaniem, także przez wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, który potępiając tamte praktyki, sam ujawnił listę przekazanego Ukrainie sprzętu i pośrednio stany magazynowe. Podkreślił, że najbardziej czułym punktem polskiego bezpieczeństwa są wzajemne spory Polaków, a Rosji łatwiej niż przekonać ich do sympatii dla siebie, udaje się skłócić ich z Ukraińcami.
Co groźniejsze: donacja czy odtajnienie danych
Prokop przywołała pismo marszałka Krzysztofa Bosaka domagające się nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w tej sprawie i zapytała, co jest groźniejsze dla Polski — samo przekazanie pocisków, czy publiczne odtajnienie wrażliwych informacji, zarówno o polskich stanach magazynowych, jak i o tym, co dokładnie otrzymała Ukraina.
Polko odpowiedział, że trzeba rozumieć sposób myślenia przeciwnika — przypomniał, że Rosja przed atakiem na Ukrainę zaatakowała polską granicę „bronią demograficzną” (falą migrantów) oraz działaniami farm trolli mającymi skłócić Europę i odwrócić uwagę od działań na Ukrainie. Ocenił, że Polska przegrywa dziś wojnę informacyjną — komentarze w mediach społecznościowych obwiniają za rosyjskie ataki albo Ukraińców, albo polski rząd. Skrytykował ironicznie aktywistów protestujących w Berlinie przeciwko rzekomej „niemieckiej agresji”, zauważając, że nie protestują z równym zapałem w Moskwie przeciwko Katyniowi czy dominacji sowieckiej nad Polską.
Wpis Kaczyńskiego i milczenie BBN
Prokop przywołała wpis Jarosława Kaczyńskiego (lub osoby zarządzającej jego mediami społecznościowymi) sugerujący, że rząd Tuska i Kosiniaka-Kamysza „po cichu, bez zgody obywateli” rozdał kluczowe systemy obrony przeciwlotniczej, mimo ostrzeżeń sojuszników o zagrożeniu z powietrza, i pytający, w czyim interesie działają obaj politycy. Zauważyła, że opozycja twierdzi, iż prezydent Nawrocki i jego administracja nic o sprawie nie wiedzieli, co jej zdaniem jest mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę rolę Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Polko wyjaśnił, że BBN jest „ręką prezydenta” utrzymującą stały kontakt z resortami obrony, spraw zagranicznych oraz spraw wewnętrznych. Opisał, jak za jego kadencji oraz za kadencji jego następcy Jacka Siewiery (za prezydentury Andrzeja Dudy) biuro regularnie integrowało wysiłki różnych instytucji i zapraszało do współpracy osoby o odmiennych poglądach politycznych — przywołał też praktykę generała Stanisława Kozieja, organizującego strategiczne przeglądy bezpieczeństwa z udziałem różnych środowisk. Ocenił, że obecnie tej komunikacji brakuje. Nazwał wpis Kaczyńskiego „skandalicznym”, wyjaśniając, że Polska nie broni swojego terytorium w pojedynkę — przekazanie rakiet Patriot odbyło się najprawdopodobniej za zgodą Stanów Zjednoczonych i sugestią szefa NATO, podobnie jak wcześniej robiła to Rumunia, ponieważ Ukraina nie ma obecnie czym zwalczać spadających na jej terytorium rakiet balistycznych. Podkreślił, że zwalczanie zagrożeń na terytorium Ukrainy czy Białorusi jest korzystniejsze niż czekanie, aż dotrą one do Polski, przywołując kolektywny charakter obrony NATO — holenderskie samoloty F-16 i niemieckie baterie Patriot na polskim terytorium jako przykłady wzajemności, która realnie odstrasza Putina od ataku na państwo sojusznicze.
Czy sojusznicy przestaną nam ufać
Prokop zapytała, czy po aferze z ujawnieniem donacji członkowie NATO będą nadal skłonni dzielić się z Polską informacjami niejawnymi, czy raczej trwale nadszarpnięto polską wiarygodność. Polko odpowiedział, że sojusznicy nadal się dzielą takimi informacjami — przypomniał, że to od Amerykanów Polska dowiedziała się o planowanej rosyjskiej agresji na Ukrainę niemal pół roku przed pełnoskalową inwazją, co skłoniło prezydenta Dudę do powołania Rady Bezpieczeństwa i Obronności; kluczowe wówczas było to, że informacje te nie wyciekły. Podkreślił, że zaufanie jest fundamentem budowania wspólnych zdolności obronnych, zarówno w kontekście artykułu 5, jak i artykułu 3 traktatu waszyngtońskiego, i wskazał, że priorytetem powinna być dziś mobilizacja krajów takich jak Czechy czy Słowacja do większych inwestycji we wspólne bezpieczeństwo.
Miliardy z UE i słowa bez pokrycia
Prokop przywołała wpis europosła Andrzeja Halickiego o przyznanych Polsce środkach unijnych: do 100 mld euro na wschodnią granicę, do 80 mld euro na europejską tarczę przeciwlotniczą i do 5 mld euro na drony i systemy antydronowe. Zapytała, czy to dobra wiadomość.
Polko ocenił taką „wyliczankę” krytycznie, mówiąc że służy głównie budowaniu oglądalności, i podkreślił, że liczą się czyny, nie słowa. Przywołał przykład systemu rozpoznania „Barbara”, zapowiadanego przez ministra Kosiniaka-Kamysza blisko dwa lata wcześniej jako narzędzie wykrywające drony 100 km w głąb Białorusi, który mimo licznych ataków dronowych wciąż nie trafił na granicę, bo pozostaje na razie „kupiony na papierze”. Podkreślił, że Ukraina dała Polsce 5-10 lat czasu na przeprowadzenie rewolucji technologicznej w armii, ale Polska dopiero zaczyna otrzymywać pierwsze samoloty F-35, a europejska tarcza antydronowa wciąż nie istnieje — realna zdolność obronna zostanie osiągnięta dopiero za kilka lat, jeśli słowa przełożą się na sprzęt bez zbędnej biurokracji.
Czego Polska powinna nauczyć się od Ukrainy
Prokop zapytała, czego Polska może się nauczyć od Ukrainy poza jednoznacznym wsparciem w wojnie z Rosją. Polko wskazał na kilka lekcji. Po pierwsze, za bezpieczeństwo państwa odpowiada całe społeczeństwo, nie tylko armia — musi funkcjonować gospodarka i zaopatrzenie, a kluczowa jest wola walki i solidarność całego narodu, co Ukraińcom się udało zbudować. Przywołał osobiste doświadczenie z 1999 roku, gdy dowodził kompanią ukraińską podczas pierwszej misji NATO i to Polacy uczyli wówczas Ukraińców — dziś role się odwróciły, bo Ukraina zdobyła bezcenne doświadczenie bojowe, w tym przeprowadzenie historycznej akcji dronowej niszczącej rosyjskie lotniska strategiczne.
Po drugie, ocenił, że Ukraina pokazała, iż nie da się prowadzić wojny na wyniszczenie wyłącznie na własnym terytorium — zbudowała w cztery lata, bez wsparcia unijnego programu SAFE, własne zdolności produkcji rakiet i dronów zdolnych razić cele w głębi Rosji na dystansie 2-3 tys. km, uderzając w rafinerie i infrastrukturę krytyczną, co realnie osłabia rosyjskie morale i popularność władzy na Kremlu.
Po trzecie, wskazał na zaniedbania proceduralne w Polsce w zakresie obrony antydronowej — przywołał spóźniony o kilka godzin i niekonkretny komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa podczas ataku dronowego na Polskę, a także procedury czasu pokoju uniemożliwiające natychmiastowe zestrzelenie drona bez zgody wyższych przełożonych, mimo deklaracji ministra Kosiniaka-Kamysza, że decyzje o zestrzeliwaniu dronów podejmował osobiście dowódca operacyjny — co Polko ocenił jako dowód wadliwego systemu dowodzenia, delegującego odpowiedzialność zbyt wysoko.
Nastroje antyukraińskie i sprawa MiG-ów 29
Prokop zwróciła uwagę na rosnące nastroje antyukraińskie jako element przegrywanej przez Polskę wojny hybrydowej, zarzucając rządowi, że czasem sam je podsyca — przywołała sprawę propozycji przekazania Ukrainie kilkunastu starych MiG-ów 29 w zamian za nowoczesne technologie dronowe, pytając, czy to uczciwa, „biznesowa” propozycja.
Polko odpowiedział, że w prowadzeniu takich transakcji trzeba się twardo targować i podpisywać jednoznaczne umowy — przywołał anegdotę od ministra Radosława Sikorskiego z Waszyngtonu, dotyczącą podobnie transakcyjnego podejścia Amerykanów w relacjach z Polską (kwestia zniesienia wiz w zamian za udział w misji w Iraku). Ocenił jednak, że prawdziwym problemem jest to, iż elity polityczne zamiast mówić niepopularne, ale słuszne dla bezpieczeństwa państwa rzeczy, kierują się sondażami. Przywołał dane, według których 58 proc. Ukraińców zadeklarowało gotowość stanięcia w obronie Polski, gdyby zaatakowała ją Rosja, podczas gdy w drugą stronę odsetek ten wynosi jedynie 17 proc., a deklarowana wola walki samych Polaków to 43 proc. Ocenił, że dotychczas bardzo pozytywne nastawienie społeczne między oboma narodami jest psute przez antyukraińskość części polskich elit politycznych. Podkreślił też ekonomiczny wymiar obecności Ukraińców w Polsce — ok. milion osób miał przyczynić się do wzrostu PKB o ok. 2,7 proc., a ich ewentualny masowy wyjazd oznaczałby ujemny bilans, zwłaszcza w branżach budowlanej, hotelarskiej i restauracyjnej, gdzie Polacy niechętnie szukają pracy z powodów demograficznych. Podsumował, że relacje polsko-ukraińskie nie są sprawą „zero-jedynkową” i mimo istniejących sporów priorytetem musi pozostać wspólna obrona przed Rosją.
Szczyt NATO w Ankarze: 150 mld dolarów na zbrojenia
Prokop wprowadziła fragment materiału z wypowiedzią wiceministra obrony Cezarego Tomczyka, który poinformował, że Polska od miesięcy zabiega o to, by stać się centrum serwisowym i koprodukcyjnym dla amerykańskiego uzbrojenia — w ostatnich latach zainwestowała ok. 65 mld dolarów w amerykański sprzęt, budując też krajowe zdolności produkcyjne, a w kolejnych latach planuje zainwestować w zakupy i zdolności produkcyjno-serwisowe ok. 150 mld dolarów.
Prokop zapytała, czy ustalenia szczytu realnie zmieniają bezpieczeństwo Polski, czy są jedynie polityczną deklaracją. Polko pochwalił w tej kwestii zarówno rząd obecny, jak i poprzedni (ministrów Błaszczaka i Kosiniaka-Kamysza) za konsekwentną inwestycję w amerykańskie uzbrojenie — F-35, wyrzutnie HIMARS, śmigłowce Apache, czołgi Abrams — tworzące zintegrowany system wykorzystujący sztucznę inteligencję do szybszego podejmowania decyzji bojowych. Podkreślił kluczowe znaczenie unijnego programu SAFE, umożliwiającego realne, natychmiastowe doposażanie armii, a nie odległe w czasie obietnice. Zaznaczył jednak z umiarem, że Polska jest dopiero czwartym krajem w Europie pod względem wydatków na obronność w relacji do PKB — po Litwie, Estonii i Łotwie — a łączne wydatki wszystkich krajów najbardziej zagrożonych wciąż są niższe niż wydatki samych Niemiec, co jego zdaniem podkreśla wagę kolektywnej obrony NATO realizowanej w ramach koncepcji „NATO 3.0″ i solidarnego ponoszenia kosztów przez wszystkich sojuszników, w tym Niemcy, Czechy i Słowację. Podsumował, że kluczowa jest nie tylko sama wielkość potencjału militarnego, lecz wiarygodność jego realnego użycia w razie prowokacji lub agresji.
Czy Polska jest bezpieczna latem 2026 roku
Na zakończenie Prokop zapytała wprost, czy w lipcu 2026 roku Polsce coś realnie zagraża, przywołując wypowiedź szefa NATO, że może to być „ostatnie spokojne lato w Europie”. Polko odpowiedział łacińską maksymą „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”, podkreślając, że rolą wojskowych jest budowanie czarnych scenariuszy w celu wzmacniania odporności i zdolności odstraszania. Ocenił, że dzięki utrzymywanej czujności, w przeciwieństwie do wcześniejszych lat uśpienia, Polska może czuć się bezpiecznie — pod warunkiem konsekwentnej realizacji programów zbrojeniowych i uniknięcia wewnętrznych podziałów.
Gen. Roman Polko, były dowódca GROM i były szef BBN, był gościem Joanny Prokop w Radiu Rebeliant (147 tys. subskrybentów). Odcinek opublikowano 9 lipca 2026.